zfi

pobłogosław też,
w barwach,

z ukrycia,
drugie tyle, własnością,
język jest narządem do tykania,
drobinkami nigdy,
pod wpływem,
i nie po kolei,
przepływa między innymi,
źle mu z oczu patrzy,
przebiera,
poszukują, od lat,
lubię zapach,
jest to co jest niechcący,
unosi, kapelusz,
najpierw, dłoń,
oblepiony, surowym,
dążąc, do doskonałości,
we wrześniu, pracownicy,
wymachująca, pejczem,
mucha, spaceruje,
co do godziny,
rozkłada się, w zapomnianym,
na wysokości ja,
dodatkiem, do anegdoty
od strony,
dlatego że nie ma żadnego dlatego,
nigdzie dociera wszędzie przed czasem,
poległych, bohaterów,
kłamstwo, zaczyna się, od podobnego,
proszę,
do kościoła stać w sumie,
przemieszcza się, kura olbrzyma,
i/lub przewlekłe samooskarżenia,
przejechany, przez czołg,
mamy siekiery, będziemy improwizować,
bezbrzeżna łódko,
pamięć, rośnie korzeniami w górę, rwie się,
w hołdzie, poległym, na wszystkich wojnach,
zamiast,
na przestrzeni, lat świetlnych,
co 20 minut, w indiach,
do rutynowej kontroli, zatrzymany został kierowca, w miejscowości,
w masarni, każdy ból, jest rasy przybłęda,
chcesz żebym wzięła, do ust,
pośród pełnych, krokodyli, potoków,
pochyla się, nad zwłokami syna, i płacze
dwie dłonie, wąż obok węża,
omiata, brzeg wisły,
powinna zmienić płeć
kto zepsuł, ciemność,
po kalahari, przechadza się,
a ty z kim rozmawiasz kiedy mówisz do siebie?,
siedzi, przy pustym stole,
masz imię – jesteś fikcją,
jechałem, na wróbelku, jechałem sam,
wielkości za późno,
nie był prorokiem, we własnym kraju,
nadinspektor, kręci głową,
mam oczy, mam lęk, mogę zabijać,
stąd że nie ma żadnego stąd,
kobieta, w czerwonym skafandrze, prowadzi rower, wzdłuż płotu,
co to za ścieżka?, strąconych,
stoi, w powietrzu,
zatykają uszy,
oczko, mi poszło,
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu,
widelcem po szkle,
rozwiązanie,
jest zastrzeżonym znakiem towarowym,
małpa śpiewająca, na drzewie,
u siebie w przenośni,
w środku nocy, w windzie zatrzymanej między piętrami,
w armii arcy xiąźgcia karola,
drzwiami i ogonem,
w samborze,
mam krew, mam głos, mogę wyskoczyć z okna,
którego trzeba trzymać w szafce,

w afryce mieszka,
nikt — to moje nazwisko,
początek świata, jest wszędzie,
z wczoraj nieprzebytym,
podczas wojny, grałem w kulki,
każde z oczu porusza się inaczej,
tocząc rzeki, źródłom na pożarcie,
wypełniony, treścią ropną,

każda rzecz jest żadna,
pozłacane świnie,
tylko jedna odpowiedź,
z tych samych mięs,
czas się w nas umówił z nikim,
kosmos, ma miejsce w lupie,
w sąsiednim pokoju, chrapią prostytutki,
brud, podgląda cię przez mydła,
krawiec, w postaci ulewy,
nie do odróżnienia, od kropek i przecinków,
o głowie skorpiona,
w pabianicach na jednej z ulic, policjanci zauważyli, dwie osoby idące obok siebie,
doradca klienta z funkcją,
mrugając, ok 15-20 razy na minutę,
kręci się koło domu,
copłynął świat, w pudełku po butach, z kapeluszem słoniny na maszcie,
niebo, ma ptaki na głowie,
plecami do przypadku,
czas, to most zwodzący,
w drodze, do po nic,
świat, nabiera sensu, przez ślepe uczynki,
kiedy pupa wystaje ci z wody,
czeluść, ma na imię oklaski,
w pomidorowej,
wstrząśnięty, muczeniem, krowy,
kiedy ręcznik zsuwa się, na podłogę,
fale uderzają o latarnię,
przygnieciony 30-metrowym krzyżem,
i spuścił mi się na sukienkę,
czterech się powiesiło,
który chowa się za walizką,
do ołtarza,
a co ma robić kolejarz z grudziądza,
nasz adres:,
słuchając słowików,
kiedy tak na mnie patrzysz,

co to za brzeg? ,zmielonych,
śmigło uderzyło, w głowę 4-latka,

w południe, drzewa wymieniały się liśćmi,
szpital wszczął, odpowiednie procedury,
kiedy wilk skaleczy sobie nogę i próbuje zniknąć wśród śniegów,
na rzece, spowitej poranną, mgłą,
na zatopionej w bursztynie, pchle,
który śnił im się po nocach,
w nieprzeniknionym lesie,
na koniu, z biało czerwoną flagą,
nie stoimy ze światem twarzą w twarz,
przypadkiem, doskonały,
między czorsztynem a niedzicą,
niewidzialne łączy świat na części,
po żebrach, głodnych od urodzenia,
traktor wyrównuje piasek, na plaży,
nigdy nie wraca na swoje miejsce,
którą wargą się przykryć,
polując, w górach ardeńskich,

skulony, w dziurce od klucza,
wciąż nie ma końca, ani co z tego,
cktóry nie rzuca słów na wiatr, tylko spokojnie stoi w kolejce,
też biły,
z ręką na sercu,

płynie,
jaki trup z pana,
masz kształt – jesteś wersją,
najmądrzejszy z nas, jest pustka w atomie,
w szyfonowej sukni,

są jeszcze wiece, do zdrapywania łez,
w ośrodku, dla uchodźców,

nie ma sposobu na to, co dzieje się tylko raz,

może, schowamy się w szafie,

jest tak samo dobry,
w masarni mieszka, człowiek z człowieka wydeptany,

z łodzi tonącej, na morzu egejskim,

kolejne dziecko, utonęło w strumieniu,

w kuchni,
w kierunku wskazanym przez policjanta,
a pewnego dnia, masturbując się na placu targowym,
znaleźli noworodka, przy hurtowni indyków,
do odstraszania komarów,
przed hotelem patria,

i zmierza w kierunku nieobranym,

w przedziale węgla,
podczas wojny, ścierałem pot z czoła,

w pomarszczonej deszczem,

to myśl, do strzepnięcia,
z każdymi wyborami, na szczyt dochodzą coraz mniejsi ludzie,

opowieść, to najbardziej trujący konserwant,

za pomocą gdyby
wystaje z lodowca, na szczycie wulkanu,

krzyk, nie dorasta nędzy do gardła,
prześcieradło się po nim lepi,