szmerów do słońca

szmerów
w klatce
maczuga
dat
czołg
zdarta
obronna
ślina
mechaniczny
harfa
kupiłałem dom będę kroczyć dzieci
i spuścił mi się na sukienkę
formalności ciągnęły się latami
przez ślepe uczynki
słoń
zbrzydła
panie i parawany
nakrapiany
jakie pytanie taka krew
pocałunek
w okienku
kardynał
biegnie
noc
w kałuży
wchodzi do łóżka
nieruchomo
punkt
mięso
wiatr
siekierą
drzewami
lodów
na niebiesko
sztorm
zeznaje
widelcem po szkle
spiewa
w środku nocy
na wysokości ja
mielony
skulony
odwrócony
w środę
śnieg
błękitu
igła
mamy siekiery
potwór
oczodołami
szpak
podkolanówek
na północ od paryża
czeluści
kominiarz
zieje
proboszczem
pluskiewką
światło i pocisk
wdowy
na drugi wtorek
rosy
obcęgi
biel
zwierzątorganistapalacz
snu
zarasta
obłoków
obłąkana
widelec
oczy
celem
naród
zręcznie
sarna
szklana
żyrafy
miedziany
przypływa
w kuchni
monet / żetonów z automatów wychowawca
idzie
drwal
soczewka
szczęśliwy
pisała po latach
więdnie
bez ścian
umarł
wystrojony
na plaży
pełznie
barwy
nie jest martwa
kakao
tunel
biologiinoszowynurek
rzęsa
w cieniu
statek czekał ale był z mydła
szept
mdłe
kiedy pupa wystaje ci z wody
podłóżny
choroba
wielkolud
wstyd
wysmukła
pochylona
dłoń
wychodzą z fabryki
zwykła
posiada
zakrwawione
ampułka
w armii arcy xiąźgcia karola
huragan
krwawa
żyletką
krwią
zdobyta
trwoga
karaluch
język jest narządem do tykania
żmija
w postaci
ostrożna
owad
jeż
pojazdówszpachlarzświecki
wołem
w torbie
min
sierota
księżyc
urwany
policjant
bezdzietny
oczko mi poszło
grasuje
szczudeł
trzcina
pomarańcz
intryga
cętkowany
spudłował
inne siostry też biły
pancerna
tygrys
pochyla się
płycizna
masywny
nurek
umyta
we wtorek
motyl
farbowany
węszy
piorun
wyrobów maczanych baca
w przebłysku samotności
sflaczały
waniliowy
padlina
idzie za nim
na odludziu
drzewo
tabletki
z rozmachem
z ręką na sercu
agrest pada
po mchu
bez krawędzi
makabryczny
ręka
poduszki
czysta
pchła
krowy
podpiera
w zaroślach
naprzeciw
kierowca
w sąsiednim pokoju
rozlanego mleka
blada
prawdziwa
dziurawy
szpara
w czwartek
źrenice
siebie
sznur
rasy przybłęda
w nawozie
porcelanowa
kręta
we wrzosach
resztki
w żwirowej sukience
kopulują
mostów
najświętszego sakramentu
od smyczy
tamtego lata
flet
spadła z łóżka
w poniedziałek
w ciemnościach
kiełbasy
poszedłałem do kościoła stać w sumie
grad
krewnym
w pelerynie
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
ostemplowany
delikatna
włóczka
spojrzenia
miękka
zagmatwane
otyłe
sutann
ostrze
fryzury
zuchwale
z tych samych mięs
wielkości za późno
przepaść
siedzi
strach
blondyn
pończoch
niepodłączony
kapusty
rekin
smród
w piątek
zabita słowami
starość
na tylnych łapach
ludzi
jeszcze ciepła
pył
bez majtek
hojny
powodzi
tenora
świeży
znacznie większe niż te ziemskie
zakręt
gorzki
chmara
czyha
krzyk
wychodzi za potrzebą
w ceremonii
w rozpaczy
dzwonnica
spada
do foliowego worka
mysz
bękarta
zerka
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
skamieniała
komfortu
zgodnie ze wskazówkami
piwnica
klej
wrzawy
w karafce
atłas
głaz
woskowa
i chwyta się nagich chłopców
nacina
psychologpulpitowy
z widokiem na plac św. piotra
atletą
dla świń
w postaci ulewy
powszechny
najmądrzejszy z nas
człowiek
przebiega
na wadze
ceglany
szczekał
chrząszcz
krowa
kobiety
usług fryzjerskichteolog
robaki
panienek
w gruncie rzeczy
mucha
bez zakłóceń
kobieta
meszkiem
w podmiejskiej kolejce
ciemność
w sobotę
z napisem trwoga
sztucznych kwiatówwyższy urzędnik
kobra
twarde
księdza
gigantyczny
metalowy
wystaje
las
oblepiony
gałęzi
nadaremno
na drugi poniedziałek
kulisty
kolejne dziecko
pazur
konduktor
pręga
skulony w dziurce od klucza
miłość
uboga
w studni
larwa
wanien
w czerwcu
przybija
stado
krokodyl
latarnia
w niedzielę
ślepa
do słońca