może sprężyna

morze karłów przewozi oliwa
światła krwią
przez trojańskie pola
a początek nie ma końca
pęknięty
hotel kamienny scyzoryk
na tylnych łapach
mucha
niewyklepany przez otoczenie
u którego lęku mieszkasz?
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
wchodzi
papieża
chuj odziedziczył naród
obłok
okoliczności
to maska rozpaczy
snu muszlo nasza
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
larwa
niewidzialne łączy świat na części
w przebraniu
człowiek służy też do podlewania ziemi
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
kalarepa
david attenborough poświadcza
strzępek błyszczący
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
kotem
widłoząb miotlasty
czarna cykada chwyta się gałęzi
człowiek nie do oderwania od smyczy
mandolina zamiast wiosny
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
aorta brzuszna nieposzerzona
alpinista w futrze na antenie
są światła widzialne i nie
harfa
wandale podlewają kwiatki
nasz adres:
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
w kiełbasie
55 milionów lat świetlnych od nas
w domu schadzek
biegnie przez grząski jesienny las
zdyszany szpieg w istocie olejek
i szczypiące trawę jelenie
głód bez kolców
igła w oko puka
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
biegnie
gnojanka żółtawa
brzegiem i krwią
nieruchomo
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
zręcznie
lufcikiem
obsesji
jamnik tenorem urzędu
gniazda ech czarnych
chodziłam po tamtym świecie
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
nie do oderwania od pustki
bez kolców
pokaż zęby i popatrz na mnie
ze stali niepojętej
najeżony
twarzą ostemplowany
bóg nie do oderwania od wszy
temu winien
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
myśl mieszka drobinkami nigdy
tonie
425 mln lat temu
idiota wyje pomidory
musisz to zobaczyć
flanela
tajny piorun ostrzy mocarstwa
jest nierozsłowny widnokrąg
dziurawy fortepian widzi
kakao
w miniówie
koza spoglądajaca na drzewo
chwiliwarta
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
blizna dokonuje osoby
baranku boży
leżał owad w locie
huśtawka
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
mielony
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
w półmroku
śnieg wymiotuje
inną postać tli się w każdej postaci
piorun
małpa śpiewająca na drzewie
porcelanowa strzelanina
w kompletnej ciemności pod wodą
pyskaty krucyfiks
do mądrości się przytrafia
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
pięknie się wije
praca czyni kopią
jest taki pociąg dlaczego
dozgonnie powleczony nadzieją
w czerwonej pieczarze
żmija
nim się pojawi
dziecko i narośl
wyrasta
kosmos ma miejsce w lupie
mydło
niepodłączony
do góry nogami
błękitny
w szyfonowej sukni
tygrys
masło się stara
w przebłysku samotności
mowa ciała sekunda
głaz bezgłowego pilota szkoli
kochanek
w kierunku macicy
ręka sunie po udzie
kangur
życie to nic z tych rzeczy
pyskaty
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
kwiaty plują
zamazana
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
po dwóch sekundach
paryżanka
w futrze
olbrzyma
szpileczka czerniejąca
do obrywania liści posągom
sową
nagi bez klucza
jeż
cierń oka szelest
rekin
każda rzecz jest żadna
szklany
pędzi
rybą
światła
w drodze do po nic
gdzie jest dżem?
nietknięty
szpak
pośród lodów arktyki
w locie
każdy się rodzi we własnej przepaści
tramwajem zarosłe
z turkusowym kamieniem
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
stąd że nie ma żadnego stąd
drobinkami nigdy
smród to marka gówna uśmiech człowieka
z paniką
deszcz korbką malowany
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w porządku własnym
wiosłują
puszczyk zanurza się śniegu
dzwonnica bez kałuży
w czasie wytrysku
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
na antenie
gdzie popadnie
olej na płótnie
kropla przerywa węgorza
piła olbrzyma weryfikuje
dźwig do suszenia sutann
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
wielkości niezapisanej myśli
drobinkami
nieziemskiej urody
wypełniony treścią ropną
blizna
ostatnia stroma królewna
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
najczyściejszej próby
bez parasola
łotr na apostole uchylając powiekę
grad
szpak w puszce wieczór nietknięty
w garażu
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
w trakcie przedrzeźniania mew
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
po północnej stronie krateru schröter
i wszystkie noże posmarowane jodyną
krążąc wokół ziemi
jedno jest pewne
w studni
w kolorze ukrytym
w okrutnej litanii
fryzura bez kierowcy
ja do rzeźni jadę
wyzwolony
potwór przysięga
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
albrecht dürer płynie na zelandię
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
świat nie do oderwania od wzroku
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
masz imię – jesteś fikcją
pokrzywie dłoń wyrasta
motyl w postaci cielska
i inne niepodobne
również wystaje z każdej rzeczy
w postaci rosy
wyprostowany bez odpowiedzi
na odludnej wyspie
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
innego ratunku nie ma
czas się w nas umówił z nikim
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
żadnego teraz żadnego nigdy
żyrafy
karaluch ciepły jabłkowy
powraca
w powiększeniu
byk
pomachajcie tatusiowi
w podmiejskiej kolejce
muskularny zad
z niegojącą się raną pachwiny
oczodołami
nurek składany nikomu
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
rycerz na koninie
statek
rzęsa
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
wyje
kobra
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
srebrnokulawy
czyha
nerwicy
dziś to baśń bez dna
przewrócony
porostnica wielokształtna
bagnista ujada rzęsa
ukryty w przymrozku
jaskrawiec zwodniczy
na linii lewki – hajnówka
borówką
taka jest sprawiedliwość
ciemniejący w światło
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
pod wpływem oczywistego cudu
obraduje
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
bez oczu
jabłonki
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
w kropli
koniec przebiega najpierw
jakie to piękne!
w halce
jabłonki wychodzą z nor
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
wygląda ze smoczej jamy
szczerze
cytat nakręca mydło
w uśmiechu poręcznym
jeż czyha w zakonie
w puszce
krokodyl
karaluch
krowa
wrośniak szorstki
w zwolnionym tempie
nie do oderwania od mroku
proszę zamknąć oczy gitarze
tli się
włóczka podwórek
siekierą
obelga całkowicie naprężony w wodzie
plemniki dojrzewają w najądrzach
jej ciało oplatają węże
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
zawsze nas coś omija
jechałem na wróbelku jechałem sam
tako rzeczą czamorro
daleko mu do spiewu płetwali
wilgotna
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
szczudeł tupot
wielkości za późno
zawadził
w milczenie zawinięte
dążąc do doskonałości
paznokieć
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
sarna spotyka sarnę
w klatce
ukłony
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
teofan grek maluje koronkowe majtki
proboszczem
burzy się jagnię zapina szelki
na połamanym krześle
jakie pytanie taka krew
a pan daleko?
obywatele istnieją by służyć państwu
mgłą
kura lepka kangur przewrócony władza drań
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
piłkarzy chorych na aids
o ośmiu wargach
dialekt dzierżawi rolnika
drapieżny
dozgonnie
w trakcie obojętności
księżyc zgasło
w rzeczywistości
w czeskiej wiosce
czeluść ma na imię oklaski
snu
podrapana
but cebulowy nerwicy
fiołkowy
gigantyczny
za pomocą gdyby
słowa wdychają się przez inne
konduktor
drapieżny zemdlał tygrys
piach rozkwita
przemieszcza się kura olbrzyma
szczur
osioł zbankrutowanym kotem
w każdej postaci
powiesiła się
wartość tuczna i rzeźna
płonie
drogą polna
szyja inwazji krocze
tenorem
z ręką na sercu
krzyk zarasta bulwary
sromotnik bezwstydny
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
w lustrze
oby bozia dał
krawiec w postaci ulewy
odra zabiła matkę
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
patelnia wyglądająca jak żywa
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
w pomidorowej
torpedą
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
i drobne konkrementy żółciowe
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
lotnisko
kto zdechnie wcześniej?
w obcisłej spódnicy
szympanse przeglądają się w oknach
osioł
melania trump odwiedza sierociniec
kominiarz bez ćwierci
w trakcie włamywaniu zębów
śpiewa zabita pluskiewką
widząc że nie ma nikogo
pilota
słoń na druty tyje
czarne plamki na liściach klonowych
prześcieradło się po nim lepi
mruga pogrzebacz
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
o prawidłowej echostrukturze
przez cały listopad
skoro
na schodach
sprężyna