dziurawy zad

dziurawy fortepian widzi
porostnica wielokształtna
bóg nie do oderwania od wszy
but cebulowy nerwicy
tajny piorun ostrzy mocarstwa
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
patelnia wyglądająca jak żywa
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
przemieszcza się kura olbrzyma
do góry nogami
tort dotyczy lepkości
mowa ciała sekunda
rycerz na koninie
muł w wiekach średnich
w szyfonowej sukni
teofan grek maluje koronkowe majtki
paznokieć
drapieżny
425 mln lat temu
plemniki dojrzewają w najądrzach
bagnista ujada rzęsa
słoń na druty tyje
małpa śpiewająca na drzewie
kto zdechnie wcześniej?
kosmos ma miejsce w lupie
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
idiota wyje pomidory
nim się pojawi
niepodłączony
dziś to baśń bez dna
jest nierozsłowny widnokrąg
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
biegnie przez grząski jesienny las
w obcisłej spódnicy
jaskrawiec zwodniczy
o prawidłowej echostrukturze
pyskaty
mandolina zamiast wiosny
w puszce
innego ratunku nie ma
na schodach
nietknięty
powraca
nieruchomo
ostatnia stroma królewna
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
są światła widzialne i nie
wyrasta
burzy się jagnię zapina szelki
wielkości za późno
grad
daleko mu do spiewu płetwali
drobinkami
w trakcie włamywaniu zębów
w podmiejskiej kolejce
torpedą
tli się
na tylnych łapach
odra zabiła matkę
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
wartość tuczna i rzeźna
huśtawka
dialekt dzierżawi rolnika
każda rzecz jest żadna
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
w domu schadzek
powiesiła się
w studni
w lustrze
głaz bezgłowego pilota szkoli
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
sromotnik bezwstydny
alpinista w futrze na antenie
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
karaluch ciepły jabłkowy
w przebłysku samotności
obywatele istnieją by służyć państwu
w locie
szpak
brzegiem i krwią
piła olbrzyma weryfikuje
rzęsa
inną postać tli się w każdej postaci
i drobne konkrementy żółciowe
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
jabłonki wychodzą z nor
oczodołami
tako rzeczą czamorro
blizną oka
w każdej postaci
karaluch
porcelanowa strzelanina
olej na płótnie
byk
łotr na apostole uchylając powiekę
pęknięty
mruga pogrzebacz
w futrze
wypełniony treścią ropną
chodziłam po tamtym świecie
dozgonnie powleczony nadzieją
żyrafy
w trakcie obojętności
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
niewidzialne łączy świat na części
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
noc o krok do zatopienia
wielkości niezapisanej myśli
krążąc wokół ziemi
żadnego teraz żadnego nigdy
melania trump odwiedza sierociniec
świnie samotne bez parasola
ciemniejący w światło
w kropli
pieśń bez rękawa
cierń oka szelest
kakao
zdyszany szpieg w istocie olejek
musisz to zobaczyć
człowiek służy też do podlewania ziemi
prawda nie jest taka
za pomocą gdyby
kura lepka kangur przewrócony władza drań
z ręką na sercu
jamnik tenorem urzędu
osioł
szczudeł tupot
jeż czyha w zakonie
płonie
proboszczem
nie do oderwania od mroku
¿
nagi bez klucza
nasz adres:
słowa wdychają się przez inne
jest taki pociąg dlaczego
gdzie popadnie
i szczypiące trawę jelenie
jakie pytanie taka krew
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
hotel kamienny scyzoryk
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
paryżanka
najeżony
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
w kiełbasie
fikołkiem właśnie
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
w powiększeniu
blizna
zawsze nas coś omija
piorun
albrecht dürer płynie na zelandię
przewrócony
tenorem
czas się w nas umówił z nikim
ręka sunie po udzie
dzwonnica bez kałuży
wrośniak szorstki
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
rybą
pięknie się wije
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
motyl w postaci cielska
w czeskiej wiosce
ze stali niepojętej
prześcieradło się po nim lepi
sens przebywa zdala od gramatyki
fiołkowy
smród to marka gówna uśmiech człowieka
widłoząb miotlasty
konduktor
każdy się rodzi we własnej przepaści
dźwig do suszenia sutann
tonie
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
david attenborough poświadcza
puszczyk zanurza się śniegu
w drodze do po nic
gigantyczny
snu
również wystaje z każdej rzeczy
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
wyprostowany bez odpowiedzi
czyha
gdzie jest dżem?
borówką
pośród lodów arktyki
mielony
na połamanym krześle
po północnej stronie krateru schröter
wandale podlewają kwiatki
rekin
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
w garażu
jabłonki
w milczenie zawinięte
statek
świat nie do oderwania od wzroku
szpak w puszce wieczór nietknięty
olbrzyma
wilgotna
o ośmiu wargach
pod wpływem oczywistego cudu
ja do rzeźni jadę
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
do mądrości się przytrafia
w nikąd dorosły
nie do oderwania od pustki
w trakcie przedrzeźniania mew
tygrys
fryzura bez kierowcy
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
w pomidorowej
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
czarna cykada chwyta się gałęzi
niechcący
lufcikiem
i inne niepodobne
z niegojącą się raną pachwiny
gnojanka żółtawa
podasz mi wolną wolę?
w półmroku
jedno jest pewne
osioł zbankrutowanym kotem
kwiaty plują
stąd że nie ma żadnego stąd
bez oczu
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
srebrnokulawy
wiosłują
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
do obrywania liści posągom
kropla przerywa węgorza
krzyk zarasta bulwary
ukryty w przymrozku
w czerwonej pieczarze
praca czyni kopią
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
myśl mieszka drobinkami nigdy
na odludnej wyspie
w klatce
lawa ostrzy sobie język
drobinkami nigdy
zręcznie
księżyc zgasło
niewyklepany przez otoczenie
na antenie
baranku boży
piłkarzy chorych na aids
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
życie to nic z tych rzeczy
na linii lewki – hajnówka
a pan daleko?
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
to maska rozpaczy
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
kotem
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
pomachajcie tatusiowi
proszę zamknąć oczy gitarze
twarzą ostemplowany
tramwajem zarosłe
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
obłok
sarna spotyka sarnę
ukłony
masło się stara
a początek nie ma końca
w porządku własnym
pilota
przez trojańskie pola
strzępek błyszczący
śpiewa zabita pluskiewką
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
okoliczności
człowiek nie do oderwania od smyczy
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
jej ciało oplatają węże
drzewo bez kapelusza
krokodyl
w kierunku macicy
55 milionów lat świetlnych od nas
jeż
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
drogą polna
snu muszlo nasza
z wyjątkiem mąki
koniec przebiega najpierw
piach rozkwita
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
jechałem na wróbelku jechałem sam
aorta brzuszna nieposzerzona
wyzwolony
obelga całkowicie naprężony w wodzie
błękitny
obraduje
kominiarz bez ćwierci
sprężyna
mgłą
kalarepa
i wszystkie noże posmarowane jodyną
taka jest sprawiedliwość
przez cały listopad
pędzi
żmija
krawiec w postaci ulewy
nieziemskiej urody
bez kolców
krowa z wyjątkiem mąki
nurek składany nikomu
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
oby bozia dał
w kompletnej ciemności pod wodą
światła krwią
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
szpileczka czerniejąca
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
zamazana
szczur
melanoma malignum
siekierą
dziecko i narośl
w halce
mucha
u którego lęku mieszkasz?
w czasie wytrysku
czeluść ma na imię oklaski
masz imię – jesteś fikcją
biegnie
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
szympanse przeglądają się w oknach
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
jakie to piękne!
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
bliżej niż
sową
głód bez kolców
szklany
chuj odziedziczył naród
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
włóczka podwórek
widząc że nie ma nikogo
w miniówie
po dwóch sekundach
pokrzywie dłoń wyrasta
larwa
koza spoglądajaca na drzewo
w uśmiechu poręcznym
drapieżny zemdlał tygrys
z paniką
w postaci rosy
śnieg wymiotuje
leżał owad w locie
zdane na łaskę samotchnienia
z turkusowym kamieniem
wygląda ze smoczej jamy
igła w oko puka
gniazda ech czarnych
deszcz korbką malowany
morze karłów przewozi oliwa
pyskaty krucyfiks
kangur
chwiliwarta
muskularny zad