człowiek samotchnienia

człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
w studni
tonie
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
papieża
z paniką
flanela
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
rycerz na koninie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
biegnie
w czasie wytrysku
nasz adres:
powraca
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
sową
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
sprężyna
sromotnik bezwstydny
o ośmiu wargach
niewidzialne łączy świat na części
pokaż zęby i popatrz na mnie
na linii lewki – hajnówka
jeż czyha w zakonie
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
drzewo bez kapelusza
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
obywatele istnieją by służyć państwu
są światła widzialne i nie
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
w uśmiechu poręcznym
również wystaje z każdej rzeczy
pokrzywie dłoń wyrasta
przez o otwarte
chwiliwarta
po dwóch sekundach
na połamanym krześle
wandale podlewają kwiatki
dziś to baśń bez dna
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
jej ciało oplatają węże
ukłony
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
biegnie przez grząski jesienny las
do góry nogami
wiosłują
żyrafy
alpinista w futrze na antenie
baranku boży
śpiewa zabita pluskiewką
chuj odziedziczył naród
płonie
w półmroku
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
każda rzecz jest żadna
rzęsa
konduktor
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
pośród lodów arktyki
tako rzeczą czamorro
jest nierozsłowny widnokrąg
jakie to piękne!
nagi bez klucza
krawiec w postaci ulewy
nurek składany nikomu
świnie samotne bez parasola
leżał owad w locie
55 milionów lat świetlnych od nas
jaskrawiec zwodniczy
myśl mieszka drobinkami nigdy
rekin
olej na płótnie
aorta brzuszna nieposzerzona
burzy się jagnię zapina szelki
david attenborough poświadcza
grad
osioł
w halce
dźwig do suszenia sutann
sarna spotyka sarnę
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
muskularny zad
piła olbrzyma weryfikuje
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
kominiarz bez ćwierci
osioł zbankrutowanym kotem
but cebulowy nerwicy
bagnista ujada rzęsa
o prawidłowej echostrukturze
niepodłączony
siekierą
i drobne konkrementy żółciowe
po północnej stronie krateru schröter
mydło
daleko mu do spiewu płetwali
pęknięty
mielony
obsesji
powiesiła się
drapieżny zemdlał tygrys
albrecht dürer płynie na zelandię
na antenie
jedno jest pewne
a początek nie ma końca
do obrywania liści posągom
księżyc zgasło
karaluch ciepły jabłkowy
wyrasta
życie to nic z tych rzeczy
nieziemskiej urody
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
gigantyczny
tenorem
świat nie do oderwania od wzroku
jabłonki
zdyszany szpieg w istocie olejek
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
wielkości niezapisanej myśli
z turkusowym kamieniem
wrośniak szorstki
najeżony
ze stali niepojętej
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
morze karłów przewozi oliwa
ręka sunie po udzie
i wszystkie noże posmarowane jodyną
małpa śpiewająca na drzewie
mucha
cytat nakręca mydło
tajny piorun ostrzy mocarstwa
lufcikiem
zawadził
lotnisko
w czeskiej wiosce
melania trump odwiedza sierociniec
odra zabiła matkę
idiota wyje pomidory
bóg nie do oderwania od wszy
masło się stara
kosmos ma miejsce w lupie
gniazda ech czarnych
obelga całkowicie naprężony w wodzie
a pan daleko?
hotel kamienny scyzoryk
mandolina zamiast wiosny
jabłonki wychodzą z nor
blizna dokonuje osoby
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
obłok
bez oczu
krążąc wokół ziemi
plemniki dojrzewają w najądrzach
obraduje
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
zręcznie
wilgotna
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
wartość tuczna i rzeźna
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
olbrzyma
w domu schadzek
najczyściejszej próby
kalarepa
prześcieradło się po nim lepi
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
ukryty w przymrozku
koza spoglądajaca na drzewo
bez kolców
blizna
okoliczności
dzwonnica bez kałuży
taka jest sprawiedliwość
w postaci rosy
cierń oka szelest
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
musisz to zobaczyć
w szyfonowej sukni
krokodyl
nie do oderwania od mroku
z niegojącą się raną pachwiny
deszcz korbką malowany
w zwolnionym tempie
jest są
szczudeł tupot
w garażu
pyskaty krucyfiks
gdzie popadnie
w futrze
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
światła krwią
w milczenie zawinięte
szklany
snu muszlo nasza
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
nieruchomo
u którego lęku mieszkasz?
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
człowiek służy też do podlewania ziemi
snu
piorun
w okrutnej litanii
w podmiejskiej kolejce
425 mln lat temu
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
mowa ciała sekunda
statek
czeluść ma na imię oklaski
drobinkami nigdy
widząc że nie ma nikogo
drogą polna
w kolorze ukrytym
inną postać tli się w każdej postaci
przewrócony
w trakcie włamywaniu zębów
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
dozgonnie powleczony nadzieją
dziurawy fortepian widzi
szympanse przeglądają się w oknach
motyl w postaci cielska
słowa wdychają się przez inne
kakao
paznokieć
pomachajcie tatusiowi
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
drobinkami
drapieżny
ciemniejący w światło
w miniówie
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
piłkarzy chorych na aids
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
praca czyni kopią
twarzą ostemplowany
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
kura lepka kangur przewrócony władza drań
kwiaty plują
w kropli
na tylnych łapach
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
dążąc do doskonałości
śnieg wymiotuje
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
nerwicy
szyja inwazji krocze
zawsze nas coś omija
huśtawka
proboszczem
mgłą
jakie pytanie taka krew
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
pilota
w kiełbasie
teofan grek maluje koronkowe majtki
smród to marka gówna uśmiech człowieka
brzegiem i krwią
porostnica wielokształtna
masz imię – jesteś fikcją
światła
do mądrości się przytrafia
w rzeczywistości
szpak w puszce wieczór nietknięty
w lustrze
za pomocą gdyby
w czerwonej pieczarze
stąd że nie ma żadnego stąd
czyha
rybą
w trakcie obojętności
żmija
fiołkowy
wypełniony treścią ropną
paryżanka
człowiek nie do oderwania od smyczy
w klatce
byk
sens przebywa zdala od gramatyki
nim się pojawi
w każdej postaci
wyje
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
tramwajem zarosłe
czas się w nas umówił z nikim
kangur
głód bez kolców
czarna cykada chwyta się gałęzi
przez trojańskie pola
oczodołami
włóczka podwórek
kto zdechnie wcześniej?
zamazana
puszczyk zanurza się śniegu
niechcący
jechałem na wróbelku jechałem sam
igła w oko puka
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
chodziłam po tamtym świecie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
z ręką na sercu
gnojanka żółtawa
porcelanowa strzelanina
strzępek błyszczący
w trakcie przedrzeźniania mew
kropla przerywa węgorza
szpak
oby bozia dał
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
głaz bezgłowego pilota szkoli
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
pięknie się wije
nie do oderwania od pustki
pyskaty
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
proszę zamknąć oczy gitarze
borówką
wyzwolony
piach rozkwita
dialekt dzierżawi rolnika
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
jeż
łotr na apostole uchylając powiekę
w locie
niewyklepany przez otoczenie
w przebłysku samotności
pod wpływem oczywistego cudu
torpedą
w kierunku macicy
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
larwa
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
innego ratunku nie ma
i szczypiące trawę jelenie
żadnego teraz żadnego nigdy
ostatnia stroma królewna
na schodach
fikołkiem właśnie
krzyk zarasta bulwary
przemieszcza się kura olbrzyma
gdzie jest dżem?
pędzi
szczur
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
w puszce
w przebraniu
tli się
mruga pogrzebacz
błękitny
szczerze
w pomidorowej
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
wyprostowany bez odpowiedzi
kobra
karaluch
srebrnokulawy
jamnik tenorem urzędu
wchodzi
wielkości za późno
w powiększeniu
każdy się rodzi we własnej przepaści
jest taki pociąg dlaczego
w kompletnej ciemności pod wodą
w porządku własnym
na odludnej wyspie
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
dozgonnie
słoń na druty tyje
wygląda ze smoczej jamy
widłoząb miotlasty
i inne niepodobne
patelnia wyglądająca jak żywa
harfa
ja do rzeźni jadę
szpileczka czerniejąca
tygrys
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
przez cały listopad
krowa
to maska rozpaczy
nietknięty
fryzura bez kierowcy
kotem
w obcisłej spódnicy
koniec przebiega najpierw
dziecko i narośl
w drodze do po nic
zdane na łaskę samotchnienia