czarne błękitny

czarne plamki na liściach klonowych
śnieg wymiotuje
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
huśtawka
nietknięty
melania trump odwiedza sierociniec
fiołkowy
wypełniony treścią ropną
papieża
szpak
płonie
gdzie jest dżem?
grad
w uśmiechu poręcznym
włóczka podwórek
dźwig do suszenia sutann
jest taki pociąg dlaczego
w czasie wytrysku
paznokieć
wyrasta
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
los się do nikogo uśmiecha
wygląda ze smoczej jamy
blizna dokonuje osoby
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
nie do oderwania od mroku
gnojanka żółtawa
masło się stara
na odludnej wyspie
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
w czeskiej wiosce
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
w domu schadzek
powiesiła się
rybą
snu muszlo nasza
i szczypiące trawę jelenie
szpak w puszce wieczór nietknięty
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
byk
w klatce
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
strzępek błyszczący
w kompletnej ciemności pod wodą
gdzie popadnie
powraca
w zwolnionym tempie
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
koniec przebiega najpierw
jeż
chuj odziedziczył naród
wyprostowany bez odpowiedzi
piorun
wchodzi
wilgotna
w podmiejskiej kolejce
mydło
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
tako rzeczą czamorro
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
aorta brzuszna nieposzerzona
musisz to zobaczyć
pośród lodów arktyki
dziurawy fortepian widzi
sową
na schodach
przez trojańskie pola
kto jest ojcem dżdżu?
burzy się jagnię zapina szelki
55 milionów lat świetlnych od nas
dozgonnie
kropla przerywa węgorza
w garażu
zdyszany szpieg w istocie olejek
niewyklepany przez otoczenie
david attenborough poświadcza
oczodołami
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
w półmroku
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
krokodyl
a pan daleko?
przemieszcza się kura olbrzyma
i inne niepodobne
w lustrze
w trakcie przedrzeźniania mew
za pomocą gdyby
statek
pyskaty krucyfiks
paryżanka
idiota wyje pomidory
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
człowiek służy też do podlewania ziemi
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
wielkości niezapisanej myśli
ostatnia stroma królewna
dialekt dzierżawi rolnika
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
425 mln lat temu
tenorem
czeluść ma na imię oklaski
i wszystkie noże posmarowane jodyną
borówką
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
snu
drogą polna
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
okoliczności
na połamanym krześle
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
pyskaty
głód bez kolców
drapieżny
twarzą ostemplowany
mandolina zamiast wiosny
kangur
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
niewidzialne łączy świat na części
cytat nakręca mydło
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w halce
ja do rzeźni jadę
to maska rozpaczy
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
najeżony
igła w oko puka
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
olbrzyma
oby bozia dał
a początek nie ma końca
jabłonki
smród to marka gówna uśmiech człowieka
biegnie przez grząski jesienny las
wartość tuczna i rzeźna
kakao
dozgonnie powleczony nadzieją
widłoząb miotlasty
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
o ośmiu wargach
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
wiosłują
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
nieziemskiej urody
o prawidłowej echostrukturze
fale uderzają o latarnię
każdy się rodzi we własnej przepaści
wyje
ukłony
alpinista w futrze na antenie
wyzwolony
zamazana
kominiarz bez ćwierci
podrapana
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
mruga pogrzebacz
ukryty w przymrozku
jakie to piękne!
ciemniejący w światło
praca czyni kopią
w szyfonowej sukni
gigantyczny
życie to nic z tych rzeczy
obywatele istnieją by służyć państwu
do obrywania liści posągom
proboszczem
motyl w postaci cielska
widząc że nie ma nikogo
tramwajem zarosłe
szczur
zręcznie
marek grechuta jest zastrzeżonym znakiem towarowym
kosmos ma miejsce w lupie
blizna
czarna cykada chwyta się gałęzi
jeż czyha w zakonie
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
pędzi
sprężyna
karaluch
osioł
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
prześcieradło się po nim lepi
piłkarzy chorych na aids
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
zawsze nas coś omija
w miniówie
u którego lęku mieszkasz?
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
jakie pytanie taka krew
piła olbrzyma weryfikuje
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
krawiec w postaci ulewy
z ręką na sercu
torpedą
żadnego teraz żadnego nigdy
bez oczu
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
kalarepa
brzegiem i krwią
w czerwonej pieczarze
w obcisłej spódnicy
tygrys
sarna spotyka sarnę
osioł zbankrutowanym kotem
kto zdechnie wcześniej?
zawadził
w powiększeniu
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
tli się
daleko mu do spiewu płetwali
na tylnych łapach
szczudeł tupot
czas się w nas umówił z nikim
w każdej postaci
łotr na apostole uchylając powiekę
z niegojącą się raną pachwiny
w przebraniu
patelnia wyglądająca jak żywa
z paniką
szpileczka czerniejąca
myśl mieszka drobinkami nigdy
w trakcie włamywaniu zębów
w okrutnej litanii
nerwicy
kwiaty plują
temu winien
do mądrości się przytrafia
obelga całkowicie naprężony w wodzie
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
nieruchomo
pilota
mucha
w puszce
po dwóch sekundach
szklany
w kolorze ukrytym
morze karłów przewozi oliwa
muskularny zad
drapieżny zemdlał tygrys
kochanek
bez kolców
krzyk zarasta bulwary
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
taka jest sprawiedliwość
również wystaje z każdej rzeczy
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
baranku boży
mielony
dążąc do doskonałości
pokrzywie dłoń wyrasta
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
harfa
w kierunku macicy
drobinkami nigdy
stąd że nie ma żadnego stąd
w locie
przewrócony
dziś to baśń bez dna
żmija
jaskrawiec zwodniczy
szympanse przeglądają się w oknach
nagi bez klucza
skoro
z turkusowym kamieniem
karaluch ciepły jabłkowy
w trakcie obojętności
na linii lewki – hajnówka
porcelanowa strzelanina
na antenie
w studni
rycerz na koninie
i drobne konkrementy żółciowe
bóg nie do oderwania od wszy
flanela
najczyściejszej próby
teraz obietnica
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
są światła widzialne i nie
deszcz korbką malowany
niepodłączony
w rzeczywistości
jej ciało oplatają węże
siekierą
konduktor
księżyc zgasło
drobinkami
lufcikiem
jest nierozsłowny widnokrąg
mgłą
jamnik tenorem urzędu
krążąc wokół ziemi
wandale podlewają kwiatki
pokaż zęby i popatrz na mnie
pęknięty
rzęsa
nim się pojawi
bagnista ujada rzęsa
bez parasola
plemniki dojrzewają w najądrzach
wrośniak szorstki
po północnej stronie krateru schröter
każda rzecz jest żadna
jabłonki wychodzą z nor
chodziłam po tamtym świecie
larwa
fryzura bez kierowcy
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
w kropli
biegnie
szczerze
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
w przebłysku samotności
but cebulowy nerwicy
w futrze
nurek składany nikomu
w pomidorowej
obłok
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
jedno jest pewne
pomachajcie tatusiowi
do góry nogami
porostnica wielokształtna
proszę zamknąć oczy gitarze
człowiek nie do oderwania od smyczy
lotnisko
albrecht dürer płynie na zelandię
nasz adres:
olej na płótnie
tajny piorun ostrzy mocarstwa
czyha
innego ratunku nie ma
głaz bezgłowego pilota szkoli
koza spoglądajaca na drzewo
kura lepka kangur przewrócony władza drań
wielkości za późno
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
piach rozkwita
mowa ciała sekunda
a pewnego dnia masturbując się na placu targowym oświadczył
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
hotel kamienny scyzoryk
kobra
odra zabiła matkę
słoń na druty tyje
obraduje
w porządku własnym
ze stali niepojętej
ręka sunie po udzie
sromotnik bezwstydny
pięknie się wije
świat nie do oderwania od wzroku
małpa śpiewająca na drzewie
nie do oderwania od pustki
światła
dzwonnica bez kałuży
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
żyrafy
pod wpływem oczywistego cudu
leżał owad w locie
inną postać tli się w każdej postaci
rekin
dziecko i narośl
w kiełbasie
srebrnokulawy
w postaci rosy
cierń oka szelest
słowa wdychają się przez inne
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
światła krwią
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
przez cały listopad
teofan grek maluje koronkowe majtki
chwiliwarta
kotem
obsesji
tonie
puszczyk zanurza się śniegu
w milczenie zawinięte
w drodze do po nic
krowa
błękitny