zawiedziony otwór

zawiedziony
bóg nie wie którą wargą się przykryć
nerki prawidłowej wielkości
na trzecim piętrze
wchodzi
naród
cichy
w zakonie
szpulka
blizna dokonuje osoby
zamazana
ogórek chłopięce poleca
otacza
otwór
szelest
osioł
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
odziedziczył
ubrany
lżej
przecinka
jest są
makulatury
nagi bez klucza
przez cały listopad
porcelanowa
dysponuje
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
osioł zbankrutowanym kotem
srebrnokulawy
lawina
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
ząb
bicz
uniżony
z przedhomerowską mytów głębią
panniek
najeżony kierownik pęknięty osioł
spłoszony
miotłę
szczerze
początek świata jest wszędzie
szympanse przeglądają się w oknach
wagonów widelec w pobliżu błądzi
wkłada
miękka
z paniką kroczy karawan
gryzie
zgięty
zbankrutowanym
śledzi
tusz
popielatego
pogrzebacz
drgnęła
z lawiną
znalazły dziewczynkę
w banku
o prawidłowej echostrukturze
metr
ogrodnik
w dolinie
importuje
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
szczeliną
metodą wcierania
chwila
sława
granatowy szelest dzida
pędzi kierownik organem
wychodzą
larwa plemeniem podrapana
zwichnięta
zupę
snu
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
endoskop wprowadzono
porcelanowa sową korniszon
szklany
idiota wyje pomidory
wypada
wyjada
motocykl
człowiek jest tym którym nie chce być
parasol ubolewa mleczny
jacht
konduktor ma zdolność pisanki
umieszcza
skalpelem
dłuto autobusu
grad
samotność krzepnie podczas zbierania słów
nietknięty
weryfikuje
w wilczurze
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
zjełczały
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
alarm
schudła
w lustrze
w pobliżu
wirusobójczo
kaleka
but cebulowy nerwicy
na moście
w otrutej
dialekt dzierżawi rolnika
karawan
bezgłowego
spisuje
wdowy
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
szkoła użądliła płacić
rozlana
stygnie
nieruchomo
do schyłku dni jego
zwleka
w kiełbasie
we wczesnej kredzie
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w drgawkach
wyje
dźwig do suszenia sutann
wypowiada
nie jest żoną jelenia
w łaźni
ulicy
ptak
ambitna
toster
piwnica
w ciemny róż
gbur
nauczycielka
w przybliżeniu
czapka
zdziwiony
płacić
w trykotach
rybą
konduktor
co?
stosuje
wysycha z siebie
stój
drapieżny
umiejscowiona w gruczołach potowych
jamnik tenorem urzędu
grasuje
brutalnie
przewrócony
błota
w futrze
oczko mi poszło
leżał owad w locie
nauczycielka kończy bestii podnosić
chwila jest żadną cząstką czasu
tunel
szkoli
rękopis
masz imię – jesteś fikcją
węgorza
tylko wiatr nas spina
muskularny zad
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
głaz
kochanek
anonim
rozwód
kominiarz bez ćwierci
stromą
a ty do której masarni należysz?
wagonów
klamka
światło wznika i nie po kolei
bluzka
i częściej uprawiają seks
użądliła
już niepotrzebna
przez zanurzenie
szpital wszczął odpowiednie procedury
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
agrest pada
potwór
nieśmiały w studni szklany stój
w garażu
biegnie
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
gdzie jest dżem?
deszczem
pryszcze
piła
czy powalonego wroga
sęp
mapa bez środka
martwym
w swetrze
wąwóz
nosem
skulony
borówką
wełnę
albo postać nieprzewidziana
mowa ciała sekunda
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
klej
dźwiga
bezdenna
w formie
parasol
drapieżny zemdlał tygrys
w zwolnionym tempie
co noc
bestii
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
czarne plamki na liściach klonowych
pilota
alarm nauczycielka o krok kotem
statek
olbrzyma
zemdlał
smród
poduszka bez falochronu
lepka
ze słoniną
nieśmiały
miska
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
słoń na druty tyje
ulica
snu muszlo nasza
stado ze słoniną na oczach
obwiśle
kura lepka kangur przewrócony władza drań
nakłócie
tygrys
kobra
chuj odziedziczył naród
do zatopienia
strumień lawy pochłania wszystko
soczysty anioł sęp wyjątkowy
w podmiejskiej kolejce
dziurawy fortepian widzi
gitarze
w locie
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
cytat
na bezludnej
na długiej ładnie uformowanej szyi
albo postać rozlana
w sypialni
chór
but
korniszon grad w klatce wyjada
milczenie
jest są bogiem zwyczajnie
warkocz
stado
pytanie
wieża debiutuje w hordzie
zaciasna
korniszon
warkocz krewnym kiełbasy plakat
pilnik
lecz uprawia muzykę
głaz bezgłowego pilota szkoli
olbrzymia
potrącony
w bezgłową również
zlękniona
jacht zamieszany w banku
lizak misiem fotografuje wdowy
pyskaty krucyfiks
szerszeń
smaży
osoby
widelcem po szkle
węszy
odrzuca
odrażająca
bezludną
drzewo bez kapelusza
nastaje
żmija
w jamie otrzewnej
hodowlą
w wannie
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
nigdy nie wyjdzie z jaskini
niepokój
na brzozie
cebulowy
nożyczki
urzędu
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
blizna
pyskaty
na byku
podłoga
wół
rycerz na koninie
pokrywka
brzmi
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
prześcieradło brzmi hodowlą
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
wyjątkowy
gumowy
krzyk płonie ściąga cycki
zbiorowy kos
sąsiad
na kolanach
kochanka gitarze przerywa kakao
cuchnąca
szpak w puszce wieczór nietknięty
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
w lipcu
rakietą
przyszłość
huragan
błękitu
połamana
plemeniem
rzeczy
kos
wiatr jałowy bez warkocza gbur
licencję
albo postać nieważna
mucha
w zakładach żywienia zbiorowego
piła olbrzyma weryfikuje
pokrywka w bażancie stuka
mamy siekiery będziemy improwizować
przyjęcie
albo postać na niebie
kruk
na początku są pewnie
krzyk
czyni
flirtuje
w studni
przebiega
w drodze
przemieszcza się kura olbrzyma
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
w biegu
przecięta martwym podłoga
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
z ręką na sercu
sprężyna
widelec
kochanka
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
przysięga
solistą
pięść
jabłkowy
poduszki
bezbrzeżna łódko
wszystko inne jest tylko mniemaniem
pogarda
zaplątana
powraca
w każdym
policjant tęskni rzeczy jedzą
człowiekiem
klacz
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
fotografuje
dzwonnica bez kałuży
spali
plują
zamaskowany
zaciska oczu kleszcze
bez włosów
leje
marszałek
przypływa
przeciw grzybom drożdżopodobnym
przyciąga
piorun
jakie pytanie taka krew
prześcieradło
sławny
władza
mydło
bulwary
zapewnia
debiutuje
udręka
zmniejsza
toster pobożny drań sławny
sflaczały
w nosie
spiewali
zwykle pod nosem lub na wardze
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
do mądrości się przytrafia
cukierek
okrąża
tort
podrapana
kroczy
kalarepa
wygodny
w puszce
rozgałęziona
nieprzewidziana
zakleszczony
jeż czyha w zakonie
mgłą
w mielonym
bagnista klamka
wnikliwa
tęskni
lotnisko
nacina
w podróży
wytrąca
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
krewnym
projektor
świeży w popłochu
świeży
bez grzywki
rywal
kominiarz
igła porcelanowa ścieka
jest taki pociąg dlaczego
i szczypiące trawę jelenie
bananów
idiota
zdziwiony szerszeń skraca rektora
bez warkocza
bez karalucha
pod kasztanem
dzierżawi
a pan daleko?
szczur
noc
armata czerwony poplątał zupę zielony
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
alpinista w futrze na antenie
widok
intensywny
zawadził
w lektyce chwili
zakręca
błądzi
wymarsz
aorta brzuszna nieposzerzona
torpedą
ja do rzeźni jadę
chwiejną
w bażancie
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
i wszystkie noże posmarowane jodyną
paraliż
obsesji
u którego lęku mieszkasz?
ściąga
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
podwórko
w cenie
wiosło
maczuga
wąwóz skulony bez zęba piorun
podmuch
sową
bandaże
obserwuje teren z ukrycia
pewnie praktykują u szewca
albo postać do góry nogami
w klatce czyha
fala
również wystaje z każdej rzeczy
onieśmiela
porzucona
cuma w ampułce wół stuka sterylny
otulona
grzęźnie
z nor
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
pochodząca z wylewającej się krwi
rektora
twierdzą
stąpa
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
powinniśmy zbudować świat na piasku
w afekcie
ścieka
istnieje grad
ciepły
karaluch
sól drgnęła mielony zawadził
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
ciemny
koniec przebiega najpierw
do odstraszania komarów
bagnista ujada rzęsa
bękarta
tonie
popłoch
niepodłączony
udaje
blankiet
sława reumatyzm kosztuje
na dłoniach
windą krzyk płonie ściąga cycki
puka
chodziłam po tamtym świecie
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
zwisa
otyłe
szpara wół zaplątana tygrys panika
płonie
murzyn
siekierą
bez pestki
trumna
kanclerz cichy gumowy
kropla przerywa węgorza
melania trump odwiedza sierociniec
skąpy
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
albo postać odwrócona
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
albo postać połamana
sterta
kuzynka
dialekt
obraduje
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
hasło
do zadymiania pomieszczeń
niewidzialne łączy świat na części
sierota
albo postać już niepotrzebna
przenika
igła w oko puka
w śmiałej
wiertło
kosztuje
broda
żyrafy
obdarty
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
czas się w nas umówił z nikim
pomidory
w kierunku wskazanym przez policjanta
odwrócona
podpala
plastelina w swej skromności
ujada
reumatyzm
godzin
obojętną
taryfą
liże
dokonuje
kreda rozpala warzywa
brzoza
nerka
odrzutowce pokradli
uprawia
bez parasola
na trąbkę
bez pozostawienia śladu
w piżamie
wiosłują
niewyczuwalny przy dotyku
kangur
zapchany
traktor wyrównuje piasek na plaży
i drobne konkrementy żółciowe
o ośmiu wargach
jamnik
waniliowy
obejdzie się
murzyn ma wiadro sylaby
wygodny pokój pyskaty widok
prusaków
naszyjnik
kanclerz
utonie
potwór przysięga obsesji
dentysta
lizak
dziurawy
czerwony
rozwód bananów skąpy
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
papieża
warzywa
akademia spisuje popielatego
ubolewa
po przejściach
larwa
armata
robotnikowi
pogłębia
ścieżki plączą się we wszystko
organem
fryzury
w lawinie
niechcący
łóżko
rzucają ciała zmarłych do bagien
gwiezdny
żąda
proszek do likwidacji osobników dorosłych
i innych owadów biegających
do dna
sarna
spleśniała
ranny
naród gryzie parasol
nurek składany nikomu
granatowy
dotyczy
panie i parawany
cytat nakręca mydło
fortepian
klapki
wpycha
tort dotyczy lepkości
zadziorna brzoza w miniówie
pobożny
pewnie żyją w przykładach
o wieczność się napotyka
poplątał
plakat
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
w rozprutej
flet warzywa odpływa tratwa
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
panika
kura
bez zęba
niedawno
gigantyczny
kobra nacina przyjęcie
leżał
w przebraniu na trąbkę
tajfun
żadnego teraz żadnego nigdy
w kasynie
harfa
wiertło traci wstyd
niebo ma ptaki na głowie
głęboka żmija
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
cycki
stąd że nie ma żadnego stąd
mleczny
w bestii
szpara
na schodach
tuńczyk
nadętą
jeż
zwichnięta nerka
czyha
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
anonim rakietą chwiejną
kuleje
bagnista
chuj
proroczy
wiatr ma tytuł czapka
igła
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
piracki
na antenie
drzewa
kopią
resztki
na ziemi
człowiek służy też do podlewania ziemi
pewnie wychodzą z piany
z mleka gówno ścieka tusz
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
chrząszcz
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
wyzwolony
przeoczył
huśtawka
w pokrowcu
pełni
masło się stara
tenorem
pieśń bez rękawa
pchła
szlagierem
taczka do włosów
gówno
ciarki
karaluch ciepły jabłkowy
i niczemu nie służą
chłopięce
wilgotna
brzegiem i krwią
wandale podlewają kwiatki
pod wysokimi drzewami
oraz glonobójczy
jabłonki
moknie dziewczęca drużyna
do mszy
samica musi go zaakceptować
i brak obojczyka
piracki balkon żąda pilota
byk
mielony
bo tak jest najprościej
wieniec
nerwicy
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
w macicy
przecięta
pustka
frytki
na motocyklu
policjant
pustka panniek w kasynie
z olsztyna
rozkroczy
zbiorowy
skórą
skalpelem tajfun uważa na schodach
uważa
dwóch to już tłum bezgłowie
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
ma tytuł
zamieszany
przy małej pomocy wiewórek
lufcikiem
pewnie poznały się w chaosie
ufny
wiotka
niekiedy
w wylęgarni
trzęsawisko
oczodołami
ludzi
rekin
długość
szczeka
nieważna
kopulują i piją krople deszczu
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
jedzą
w naczyniu
nogi
obszar
moczary
jałowy
próbuje
drań
głowa bez tacy
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
dookoła
chce pan moją płytę?
subtelna
najeżony
z paniką
ja to nikt w liczbie mnogiej
krzywa
podniosła
zamęt
wisi
praca czyni kopią
jakie to piękne!
pszczoła
mydliny
zielony
rywal wkłada tunel
orgazm
poleca
bez igły
noc o krok do zatopienia
potrząsa
kropla
wiadro
wstyd
atleta
głęboka
twarzą ostemplowany
często
na poddaszu
mieszka
plemieniem
pięknieje
pęcherz
przelewa
cukierek robotnikowi pieskiem
szkoła
stuka
przerywa
sęk
w celu
są światła widzialne i nie
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
alpinista
pokój
sedno bez izolacji
zakrzywiony
zakorzeniony w błękicie
w przebraniu
olbrzymia broda torpedą
skraca
zaśnieżonych
mruczy
zuchwale
brzęku
o krok
a także sandały ze spiżu
w bezgłową
widzi tylko to co potrafi nazywać
wieża
przemieszcza się
w rowie
rewolwer
roztwór
wesz
pędzi
poranka
do zgniecenia
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
pieskiem
rozsypane
jest są bogiem
nieproszony
czynsz
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
bez mgły
szpulka w afekcie bezludną sową
zadziorna
jest nierozsłowny widnokrąg
ludzi pchła
misiem
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
wypełniony treścią ropną
nakręca
balkon
odczyt
soczysty
jeleń
a wieczność zmartwychwstanie
kakao
szpak
dzida
wieczór
krokodyl
albo postać porzucona
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
słowa wdychają się przez inne
lekka
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
sól
odciskiem w duszy
kierownik
w miniówie
oraz kleszczy
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
niesie
szerokość
pokryte meszkiem
szczurowi
żarłoczny
przenikający
ojciec bez froterki
ząb proroczy wypada głaz
w oko
wieniec zuchwale uniżony
lampart
jabłonki wychodzą z nor
srogą
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
w wylęgarni kwiaty plują
kreda
w hordzie
na niebie
krużganek
proboszczem
pęknięty
nazwisko
śnieg
fiołkowy
w gumowej
traktor
paznokieć
zręcznie
zapada
skłonne
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
śledziona niepowiększona
zawsze nas coś omija
przeznaczony
praca
zamawia
złożony
na oczach
rzęsa
dla świętego spokoju
oby bozia dał
dłonie
synowa pasie się z szelestem
w kropli
ulica mleczny pełni niepokój
owad
w klatce
gorliwa
porcelanowa strzelanina
w ołowiu
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
kotem
rozpala
chrząszcz licencję przeoczył
temu winien
do góry nogami
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
zaszyty
tratwa
powodzi
borsuk
pięść dysponuje solistą
i użyteczności publicznej
obłąkana
i prątkobójczo
wspólnik
macicy
w rzeczywistości
szlagierem biegnie udręka
zastrzyk
trzustka prawidłowej wielkości
sylaby
wzgórz
opóźniony
ukłony
rozczarowana
wiatr
kuzynka w cenie poduszki otwór