wzdłuż jelenie

wzdłuż płotu
lizak misiem fotografuje wdowy
klej
osioł
nakłócie
z okna
leżał
w podmiejskiej kolejce
cytat nakręca mydło
chrząszcz
brzegiem i krwią
kuleje
ma tytuł
melania trump odwiedza sierociniec
połamana
na byku
zaśnieżonych
do odstraszania komarów
ale czy naprawdę?
prześcieradło
wyzwolony
usunięto mu oczy
dziurawy fortepian widzi
potwór
rękopis
zmniejsza
rozpala
wzgórz
nieprzewidziana
milczenie
plemieniem
zwleka
w kropli
odciskiem w duszy
nakręca
w kasynie
niebo ma ptaki na głowie
albo postać na niebie
ząb
bez mgły
zielony
jest nierozsłowny widnokrąg
muskularny zad
pełni
ludzi pchła
stygnie
podpala
kalarepa
prześcieradło brzmi hodowlą
w trykotach
do zgniecenia
masło się stara
gigantyczny
wypełniony treścią ropną
umieszcza
porcelanowa strzelanina
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
zaciasna
organem
konduktor ma zdolność pisanki
armata
tajfun
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
wiertło traci wstyd
zawsze nas coś omija
piracki balkon żąda pilota
drzewa
licencję
głaz
liże
gbur
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
potrząsa
bez włosów
słowa wdychają się przez inne
podniosła
w macicy
korniszon grad w klatce wyjada
tunel
pewnie wychodzą z piany
lżej
grzęźnie
ogrodnik
fotografuje
jedzą
przez zanurzenie
mijając poranne tłumy na moście do teksasu
blizna dokonuje osoby
obojętną
czarne plamki na liściach klonowych
chuj
kwiaty plują
obłąkana
lepka
w hordzie
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
kreda
ulicy
sąsiad
trzęsawisko
skłonne
zapada
piła
srebrnokulawy
na motocyklu
nauczycielka kończy bestii podnosić
nazwisko
wieża debiutuje w hordzie
wiertło
w ołowiu
bez zęba
albo postać porzucona
noc o krok do zatopienia
szpara wół zaplątana tygrys panika
akademia spisuje popielatego
w czerwonym skafandrze
ubolewa
agrest pada
ambitna
podłoga
klacz
urodził się z rakiem siatkówki
zdziwiony szerszeń skraca rektora
snu muszlo nasza
klamka
brzęku
olbrzymia broda torpedą
bezgłowego
rozsypane
przy małej pomocy wiewórek
smród
zawadził
gwiezdny
kropla przerywa węgorza
tort
wiosłują
w jamie otrzewnej
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
pomidory
mydło
zakorzeniony w błękicie
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
orgazm
z olsztyna
leje
trumna
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
strumień lawy pochłania wszystko
idiota
drapieżny
czyha
na ziemi
granatowy szelest dzida
światła
istnieje grad
ząb proroczy wypada głaz
dwóch to już tłum bezgłowie
naród
kroczy
szerszeń
kangur
spiewali
klapki
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
cicho józek! robie francuza
to ja
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
chłopięce
rozgałęziona
stój
panika
spłoszony
toilet: ek prem katha
przecięta martwym podłoga
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
mały otwór gębowy
powraca
bo tak jest najprościej
na trąbkę
wyjątkowy
pryszcze
gdzie jest dżem?
pszczoła
zakręca
ciemny
tenorem
parasol ubolewa mleczny
zakleszczony
wiadro
onieśmiela
wstyd
paznokieć
czarna balerina tańcząca w jeziorze
resztki
panie i parawany
w drodze
pokryte meszkiem
dokonuje
kwaśne
władza
dialekt dzierżawi rolnika
ścieżki plączą się we wszystko
traktor wyrównuje piasek na plaży
śledziona niepowiększona
porcelanowa
w garażu
sylaby
plastelina w swej skromności
czym zbierać czas?
w biegu
sedno bez izolacji
i nic z więcej
spisuje
kosmate
na bezludnej
bękarta
zadziorna
karaluch
godzin
rewolwer
kreda rozpala warzywa
czy powalonego wroga
w klatce czyha
teraz
armata czerwony poplątał zupę zielony
naszyjnik
podrapana
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
poduszki
bez parasola
mamy siekiery będziemy improwizować
niedawno
moknie dziewczęca drużyna
wyhodowany z ludzkich komórek stek
z lawiną
ujada
macicy
zwichnięta nerka
pewnie żyją w przykładach
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
ja to nikt w liczbie mnogiej
wieża
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
maczuga
skulony
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
pilota
zjełczały
mowa ciała sekunda
najeżony kierownik pęknięty osioł
w bestii
przecinka
przypływa
pokój
bez karalucha
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
węgorza
fryzury
zawiedziony
sęk
mleczny
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
wpycha
mapa bez środka
wieniec zuchwale uniżony
siekierą
ptak
hasło
samotność krzepnie podczas zbierania słów
uważa
wyspa przebiegła
to lustro
ja do rzeźni jadę
dla słonia kwiat ten
niewyczuwalny przy dotyku
bez pozostawienia śladu
to bezokie zwierzę
karawan
szpital wszczął odpowiednie procedury
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
są światła widzialne i nie
mój los jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
w klatce
błota
idiota wyje pomidory
a pan daleko?
intensywny
miotłę
do zadymiania pomieszczeń
rozkroczy
chwiejną
bez warkocza
błękitu
zamaskowany
odrzutowce pokradli
soczysty
kobra nacina przyjęcie
kura
lotnisko
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
w wylęgarni
czas się w nas umówił z nikim
tylko wiatr nas spina
zapchany
pęknięty
toster pobożny drań sławny
drzewo bez kapelusza
i niczemu nie służą
przenika
atleta
z nor
w miniówie
udręka
wiotka
stosuje
szpulka w afekcie bezludną sową
we wczesnej kredzie
larwa
spija
w rowie
borówką
nosem
przez cały listopad
niepokój
warkocz
wnikliwa
bezdenna
krwią
gówno
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
chleb
wszystko inne jest tylko mniemaniem
poduszki otwór
z ręką na sercu
nieśmiały
jakie pytanie taka krew
śnieg
huśtawka
szympanse przeglądają się w oknach
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
borsuk
dzida
stado
harfa
sprężyna
krowa
naród gryzie parasol
solistą
importuje
jamnik
obdarty
nietknięty
zamieszany
kucajacych
albo postać nieważna
motocykl
synowa pasie się z szelestem
na trzecim piętrze
szerokość
zuchwale
ze słoniną na oczach
w podróży
pędzi kierownik organem
broda
tusz
anonim
jest są bogiem
gryzie
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
nieruchomo
krokodyl
w lektyce chwili
mruczy
koniec przebiega najpierw
ścieka
w lustrze
twarzą ostemplowany
bandaże
ukłony
przelewa
w futrze
subtelna
mielony
do mszy
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
jabłkowy
z paniką kroczy karawan
osoby
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
piła olbrzyma weryfikuje
bluzka
oby bozia dał
pogarda
w przybliżeniu
pyskaty krucyfiks
błądzi
rozlana
drgnęła
sarna
dziurawy
zbankrutowanym
oczodołami
proboszczem
zaciska oczu kleszcze
jest krystalizacją ludzkiej mądrości
w każdym
bulwary
bestii
flądry
w sypialni
obsesji
murzyn
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
o tym trzeba zaśpiewać
kwiaty
gumowy
do mądrości się przytrafia
opóźniony
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
w rozprutej
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
kruk
udaje
z mleka gówno ścieka tusz
jacht
do ponic
czapka
odrażająca
wilgotna
pchła
ogórek chłopięce poleca
wchodzi
nerka
miękka
żmija
wagonów widelec w pobliżu błądzi
sławny
w swetrze
w wilczurze
tuńczyk
dysponuje
przemieszcza się kura olbrzyma
rektora
poranka
w gumowej
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
kominiarz bez ćwierci
tęskni
olbrzyma
o krok
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
zwichnięta
świeży
ojciec bez froterki
prowadzi rower
sława reumatyzm kosztuje
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
i wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego
konduktor
pod kasztanem
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
słoń na druty tyje
pustka
nerwicy
marszałek
zamęt
widok
w formie
niesie
zaplątana
w kierunku wskazanym przez policjanta
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w dolinie
w puszce
smaży
i prątkobójczo
piorun
dzwonnica bez kałuży
w banku
obraduje
znalazły dziewczynkę
do zatopienia
waniliowy
brzoza
na schodach
w bażancie
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
projektor
i brak obojczyka
w oko
gorliwa
jest są bogiem zwyczajnie
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
żyrafy
moczary
policjant
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
policjant tęskni rzeczy jedzą
rozczarowana
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
z mleka
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
szlagierem biegnie udręka
przecięta
biegnie
szklany
śledzi
wiatr ma tytuł czapka
wdowy
chleb dotyka czerwieni
bez grzywki
pomachajcie tatusiowi
i innych owadów biegających
w zakonie
zamazana
wąwóz
lizak
w przebraniu
praca czyni kopią
tygrys
uniżony
nacina
rzucają ciała zmarłych do bagien
cichy
w locie
w wylęgarni kwiaty plują
niepodłączony
torpedą
ludzi
kanclerz
żarłoczny
wymarsz
wieczór
na poddaszu
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
światła krwią
rycerz na koninie
w śmiałej
tratwa
z długą historią teleologii
drań
byk
pieśń bez rękawa
złożony
frytki
dentysta
zwisa
przysięga
bez pestki
igła porcelanowa ścieka
masz imię – jesteś fikcją
chce pan moją płytę?
gówno ścieka tusz
płonie
roztwór
cuchnąca
igła w oko puka
wełnę
cytat
głowa bez tacy
chwila
przebiega
stąd że nie ma żadnego stąd
nagi bez klucza
wyje
okrąża
słowo światła krwią
łóżko
plakat
jeleń
widzi tylko to co potrafi nazywać
szlagierem
zręcznie
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
w studni
odrzuca
i w temże
również wystaje z każdej rzeczy
zapewnia
odziedziczył
w lipcu
ctenophthalmus agyrtes jest najliczniejszym gatunkiem pcheł we wschodniej polsce
wypada
przyciąga
jamnik tenorem urzędu
i użyteczności publicznej
granatowy
głęboka żmija
kominiarz
piwnica
otwór
sól drgnęła mielony zawadził
pięknieje
przerywa
przez nigdy
bóg nie wie którą wargą się przykryć
zaszyty
w jelicie
ściąga
dotyka
w rzeczywistości
zamawia
pustka panniek w kasynie
nieproszony
kakao
jabłonki
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
wiosło
w celu
endoskop wprowadzono
na dłoniach
szczeka
potwór przysięga obsesji
szpak
smukłe talie i duże
rakietą
pilnik
zdziwiony
sęp
kos
głaz bezgłowego pilota szkoli
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
wkłada
krużganek
często
kuzynka w cenie poduszki otwór
cebulowy
ranny
proroczy
metr
jakie to piękne!
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
i dotyk przez nigdy
nogi
w ciemny róż
jeż
cuma w ampułce wół stuka sterylny
leżał owad w locie
kotem
plemeniem
nieśmiały w studni szklany stój
poduszka bez falochronu
rekin
korniszon
szczur
czerwony
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
niechcący
wygodny pokój pyskaty widok
skalpelem
pięść
larwa plemeniem podrapana
kierownik
albo postać odwrócona
wąwóz skulony bez zęba piorun
w mielonym
hodowlą
pieskiem
przez teraz
na oczach
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
o prawidłowej echostrukturze
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
w drgawkach
lawina
krzyk jest przez samo ha
przeciw grzybom drożdżopodobnym
chrząszcz licencję przeoczył
fortepian
wygodny
taryfą
wiatr jałowy bez warkocza gbur
nastaje
w nosie
srogą
czyni
warkocz krewnym kiełbasy plakat
flirtuje
głęboka
chodziłam po tamtym świecie
po przejściach
u którego lęku mieszkasz?
odwrócona
alarm
cukierek robotnikowi pieskiem
but
i wszystkie noże posmarowane jodyną
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
deszczem
radość ul spokojna 87580653865 dh
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
pewnie praktykują u szewca
szczerze
bagnista
pogrzebacz
przeoczył
makulatury
sława
dzierżawi
krowa z okna dłonie spija
urzędu
drapieżny zemdlał tygrys
fala
jabłonki wychodzą z nor
martwym
albo postać rozlana
oczko mi poszło
traktor
kopią
pływają od ściany do ściany
tonie
mieszka
nerki prawidłowej wielkości
flanela
człowiek jest tym którym nie chce być
ubrany
balkon
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
bez igły
popielatego
szkoli
albo postać już niepotrzebna
nieważna
krewnym
otulona
jest taki pociąg dlaczego
w afekcie
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
żadnego teraz żadnego nigdy
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
poleca
dłonie
wisi
schudła
najeżony
z przedhomerowską mytów głębią
obszar
wychodzą
porcelanowa sową korniszon
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
w pobliżu
krzywa
toster
grasuje
pod wysokimi drzewami
stąpa
cukierek
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
czynsz
otyłe
brzmi
na kolanach
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
lufcikiem
nazwijmy to
zbieg
pochodząca z wylewającej się krwi
wagonów
w lawinie
okoliczności
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
sprzed 7 mln lat
skąpy
olbrzymia
bagnista ujada rzęsa
plują
ze słoniną
sól
widelec
a także sandały ze spiżu
trzustka prawidłowej wielkości
igła
ciało owalne
snu
debiutuje
nożyczki
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
brutalnie
potrącony
aorta brzuszna nieposzerzona
wandale podlewają kwiatki
robotnikowi
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
światło wznika i nie po kolei
bicz
w łaźni
otacza
rzęsa
albo postać nieprzewidziana
rybą
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
kobieta
wytrąca
albo postać połamana
nurek składany nikomu
poplątał
pyskaty
ulica
paraliż
przyjęcie
rywal wkłada tunel
jest są
zastrzyk
alarm nauczycielka o krok kotem
szpak w puszce wieczór nietknięty
długość
kochanek
początek świata jest wszędzie
proszek do likwidacji osobników dorosłych
piracki
chór
człowiek służy też do podlewania ziemi
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
but cebulowy nerwicy
bananów
praca
o wieczność się napotyka
szczurowi
pogłębia
sflaczały
dla świętego spokoju
na antenie
pewnie poznały się w chaosie
ufny
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
zwykle pod nosem lub na wardze
w cenie
o ośmiu wargach
i częściej uprawiają seks
noc
w naczyniu
użądliła
talon
pokrywka
statek
spleśniała
jakby modląc się
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
do dna
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
pobożny
anonim rakietą chwiejną
miska
człowiekiem
skalpelem tajfun uważa na schodach
bagnista klamka
samica musi go zaakceptować
zemdlał
warzywa
na moście
płacić
flet warzywa odpływa tratwa
kopulują i piją krople deszczu
cycki
wspólnik
dotyczy
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
wyjada
co noc
mucha
pięść dysponuje solistą
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
obserwuje teren z ukrycia
bezludną
dotyka czerwieni
niewidzialne łączy świat na części
z paniką
w zakładach żywienia zbiorowego
szczątek
w otrutej
grad
do góry nogami
w chwili śmierci
chwila jest żadną cząstką czasu
lecz uprawia muzykę
wół
reumatyzm
stado ze słoniną na oczach
kanclerz cichy gumowy
wiatr
szkoła użądliła płacić
pęcherz
próbuje
jałowy
papieża
nauczycielka
obwiśle
kochanka
ciepły
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
osioł zbankrutowanym kotem
zupę
wypowiada
nadętą
blizna
zadziorna brzoza w miniówie
bezbrzeżna łódko
soczysty anioł sęp wyjątkowy
mydliny
szpulka
taczka do włosów
przyszłość
przewrócony
w przebraniu na trąbkę
umiejscowiona w gruczołach potowych
kropla
powinniśmy zbudować świat na piasku
lampart
jeż czyha w zakonie
lekka
podwórko
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
słowo
ofiara staje się widoczna dla tego ślepego i głuchoniemego bandyty
alpinista
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
w zwolnionym tempie
stromą
już niepotrzebna
metodą wcierania
w piżamie
murzyn ma wiadro sylaby
szpara
nigdy nie wyjdzie z jaskini
jacht zamieszany w banku
podmuch
fiołkowy
utonie
kuzynka
sterta
niekiedy
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
sową
weryfikuje
puka
dłuto autobusu
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
pędzi
huragan
spali
dookoła
uprawia
widelcem po szkle
pytanie
kosztuje
panniek
szczeliną
sierota
rywal
i widzi więcej
albo postać do góry nogami
stuka
obejdzie się
na długiej ładnie uformowanej szyi
urwa strącona
powodzi
pokrywka w bażancie stuka
w wannie
kaleka
i drobne konkrementy żółciowe
dialekt
gitarze
przenikający
skraca
rzeczy
parasol
kochanka gitarze przerywa kakao
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
zakrzywiony
zgięty
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
porzucona
tort dotyczy lepkości
na niebie
alpinista w futrze na antenie
na brzozie
nie jest żoną jelenia
w kiełbasie
dźwig do suszenia sutann
temu winien
w pokrowcu
węszy
szkoła
dźwiga
kobra
karaluch ciepły jabłkowy
mgłą
czerwieni
krzyk
żąda
czają się za rogiem
los jest niechcący
a ty do której masarni należysz?
szelest
owad
blankiet
misiem
zlękniona
przemieszcza się
ciarki
twierdzą
chuj odziedziczył naród
odczyt
i szczypiące trawę jelenie