wygodny fortepian

wygodny
znalazły dziewczynkę
w kiełbasie
plują
czyni
kotem
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
mamy siekiery będziemy improwizować
rzęsa
przy małej pomocy wiewórek
na oczach
ząb
dzwonnica bez kałuży
w podróży
brutalnie
nacina
idiota
wilgotna
przerywa
w dolinie
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
z ręką na sercu
z przedhomerowską mytów głębią
niewidzialne łączy świat na części
przecięta
u którego lęku mieszkasz?
ludzi pchła
nastaje
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
ja to nikt w liczbie mnogiej
a także sandały ze spiżu
tuńczyk
czerwieni
pyskaty krucyfiks
ukłony
szpulka w afekcie bezludną sową
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
pęcherz
hasło
osioł zbankrutowanym kotem
jakby modląc się
na poddaszu
nieważna
nerki prawidłowej wielkości
popielatego
anonim rakietą chwiejną
pod kasztanem
w przybliżeniu
kobra nacina przyjęcie
szympanse przeglądają się w oknach
wyspa przebiegła
bulwary
albo postać połamana
parasol ubolewa mleczny
dzida
trzustka prawidłowej wielkości
tenorem
kos
w locie
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
w czerwonym skafandrze
metodą wcierania
marszałek
bestii
okoliczności
w futrze
szczurowi
ambitna
w wylęgarni kwiaty plują
przyjęcie
rozsypane
panie i parawany
sól drgnęła mielony zawadził
ulicy
nauczycielka
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
śnieg
okrąża
do zgniecenia
czarna balerina tańcząca w jeziorze
warkocz krewnym kiełbasy plakat
obsesji
w zwolnionym tempie
kreda
kroczy
zwykle pod nosem lub na wardze
dotyczy
szpara
sedno bez izolacji
wieniec zuchwale uniżony
jeleń
podwórko
do zatopienia
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
tusz
dla świętego spokoju
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
szpak
ujada
w zakładach żywienia zbiorowego
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
zawsze nas coś omija
igła porcelanowa ścieka
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
skalpelem
płacić
widelec
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
ciarki
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
podniosła
mielony
panika
w ciemny róż
w gumowej
usunięto mu oczy
z paniką kroczy karawan
z nor
długość
przypływa
wkłada
szlagierem
spali
ojciec bez froterki
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
korniszon grad w klatce wyjada
olbrzyma
murzyn
przewrócony
do dna
zdziwiony
blankiet
i widzi więcej
tygrys
również wystaje z każdej rzeczy
rewolwer
rzucają ciała zmarłych do bagien
bandaże
wszystko inne jest tylko mniemaniem
muskularny zad
skalpelem tajfun uważa na schodach
i wszystkie noże posmarowane jodyną
larwa plemeniem podrapana
wyhodowany z ludzkich komórek stek
żadnego teraz żadnego nigdy
poduszki
nieruchomo
czyha
przyszłość
jest nierozsłowny widnokrąg
dotyka czerwieni
a pan daleko?
nagi bez klucza
idiota wyje pomidory
sarna
umiejscowiona w gruczołach potowych
porcelanowa sową korniszon
twierdzą
wełnę
zupę
w naczyniu
czas się w nas umówił z nikim
lawina
frytki
kobra
udaje
kaleka
licencję
wypada
w kierunku wskazanym przez policjanta
wiatr ma tytuł czapka
plakat
pieskiem
mydliny
ścieka
poduszka bez falochronu
tajfun
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
żarłoczny
przez cały listopad
na dłoniach
fotografuje
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
bagnista
jest są bogiem
w mielonym
do ponic
zadziorna brzoza w miniówie
deszczem
anonim
na ziemi
jakie pytanie taka krew
widzi tylko to co potrafi nazywać
stado ze słoniną na oczach
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
subtelna
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
utonie
reumatyzm
piwnica
na trzecim piętrze
twarzą ostemplowany
soczysty
armata czerwony poplątał zupę zielony
oby bozia dał
pięknieje
paraliż
przeciw grzybom drożdżopodobnym
policjant
bez parasola
karawan
alarm nauczycielka o krok kotem
przez zanurzenie
krokodyl
w rzeczywistości
gorliwa
piorun
żmija
lżej
bicz
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
poleca
bez karalucha
wiertło
nurek składany nikomu
niechcący
akademia spisuje popielatego
granatowy
potrącony
stosuje
dzierżawi
wieczór
w łaźni
chłopięce
stąpa
debiutuje
błądzi
powraca
stuka
stromą
fala
wandale podlewają kwiatki
synowa pasie się z szelestem
rywal wkłada tunel
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
talon
i szczypiące trawę jelenie
chwila
podłoga
nieśmiały w studni szklany stój
proroczy
skraca
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
dłonie
głaz
brzoza
jeż czyha w zakonie
rektora
agrest pada
w biegu
zakrzywiony
stąd że nie ma żadnego stąd
szkoli
brzęku
bananów
pod wysokimi drzewami
sława
w każdym
organem
rozwód bananów skąpy
jedzą
rakietą
kropla
użądliła
los jest niechcący
godzin
albo postać nieprzewidziana
rękopis
kosztuje
cichy
borsuk
flanela
robotnikowi
rybą
huśtawka
z mleka gówno ścieka tusz
w nosie
zawiedziony
o krok
byk
flet warzywa odpływa tratwa
cuchnąca
zbankrutowanym
przebiega
nie jest żoną jelenia
prześcieradło brzmi hodowlą
dialekt dzierżawi rolnika
bez pestki
jeż
światła
rycerz na koninie
cebulowy
tylko wiatr nas spina
czerwony
pięść
niepokój
miękka
w klatce czyha
a ty do której masarni należysz?
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
niekiedy
co noc
intensywny
obejdzie się
kakao
rozczarowana
czy powalonego wroga
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
w garażu
lizak
krużganek
temu winien
pędzi
pogrzebacz
odrzutowce pokradli
ogórek chłopięce poleca
krewnym
żąda
w celu
pogłębia
gryzie
zlękniona
w którym liczby mogą mieć kolory
potrząsa
onieśmiela
w oko
tort dotyczy lepkości
konduktor
rozgałęziona
wspólnik
dziurawy fortepian widzi
mieszka
albo postać już niepotrzebna
gigantyczny
sierota
poranka
kropla przerywa węgorza
masło się stara
rekin
taryfą
piła
miotłę
odciskiem w duszy
kopią
pięść dysponuje solistą
chrząszcz licencję przeoczył
o prawidłowej echostrukturze
wyje
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
urodził się z rakiem siatkówki
dialekt
ze słoniną
wirusobójczo
zakorzeniony w błękicie
martwym
kochanka
murzyn ma wiadro sylaby
do mszy
jest inspiracją dla wielu polek
wiatr jałowy bez warkocza gbur
przecięta martwym podłoga
jabłkowy
na brzozie
chrząszcz
pewnie wychodzą z piany
zakręca
opóźniony
rywal
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
taczka do włosów
praca czyni kopią
w swetrze
w wilczurze
lampart
obłąkana
teraz
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
soczysty anioł sęp wyjątkowy
w ołowiu
kobieta
w afekcie
alarm
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
igła
cycki
ciepły
mucha
kuleje
do odstraszania komarów
czapka
masz imię – jesteś fikcją
błękitu
głowa bez tacy
jest są bogiem zwyczajnie
sprzed 7 mln lat
i częściej uprawiają seks
szklany
brzmi
pyskaty
albo postać rozlana
nieśmiały
orgazm
wesz
tort
próbuje
smaży
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
na bezludnej
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
zastrzyk
jabłonki
koniec przebiega najpierw
nigdy nie wyjdzie z jaskini
trumna
ludzi
macicy
lecz uprawia muzykę
sól
pochodząca z wylewającej się krwi
bez pozostawienia śladu
w przebraniu
toster
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
na trąbkę
jest krystalizacją ludzkiej mądrości
bezludną
w otrutej
samica musi go zaakceptować
naród gryzie parasol
prześcieradło
i prątkobójczo
to ja
połamana
nietknięty
misiem
ciemny
w przebraniu na trąbkę
cytat nakręca mydło
szpak w puszce wieczór nietknięty
leje
bez igły
obszar
but
mały otwór gębowy
ogrodnik
but cebulowy nerwicy
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
w puszce
fryzury
kochanka gitarze przerywa kakao
przecinka
w piżamie
wiosło
cytat
schudła
odrażająca
pewnie praktykują u szewca
resztki
jacht
wpycha
w bestii
pomidory
drzewa
albo postać do góry nogami
ranny
wiatr
nauczycielka kończy bestii podnosić
początek świata jest wszędzie
w macicy
snu muszlo nasza
dokonuje
jamnik
pryszcze
najeżony kierownik pęknięty osioł
kanclerz cichy gumowy
kangur
obraduje
nadętą
gdzie jest dżem?
o ośmiu wargach
z mleka
rozlana
oraz kleszczy
gwiezdny
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
panniek
statek
piracki
szerokość
świeży
policjant tęskni rzeczy jedzą
paznokieć
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
dotyka
porzucona
słowo
szlagierem biegnie udręka
są światła widzialne i nie
w drodze
człowiek jest tym którym nie chce być
borówką
w banku
przelewa
zwichnięta
kreda rozpala warzywa
gitarze
nieprzewidziana
pokrywka
owad
piracki balkon żąda pilota
żyrafy
miska
drzewo bez kapelusza
jest są
najeżony
sflaczały
liże
na długiej ładnie uformowanej szyi
sterta
kwiaty
przemieszcza się kura olbrzyma
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
światło wznika i nie po kolei
przysięga
wąwóz
pustka
wytrąca
kwiaty plują
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
odziedziczył
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
mijając poranne tłumy na moście do teksasu
bagnista klamka
przyciąga
huragan
osoby
zakleszczony
karaluch
zmniejsza
na moście
fiołkowy
cuma w ampułce wół stuka sterylny
nazwisko
lepka
gbur
krzywa
wymarsz
w pokrowcu
stój
wiadro
czym zbierać czas?
trzęsawisko
hodowlą
i brak obojczyka
skulony
w lektyce chwili
pewnie poznały się w chaosie
cukierek
pełni
szpital wszczął odpowiednie procedury
powodzi
w zakonie
słowa wdychają się przez inne
potwór
pokrywka w bażancie stuka
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
solistą
odrzuca
w rowie
zwisa
radość ul spokojna 87580653865 dh
niesie
sławny
na antenie
szczur
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
jabłonki wychodzą z nor
pływają od ściany do ściany
zaciska oczu kleszcze
chór
bez mgły
broda
sąsiad
traktor wyrównuje piasek na plaży
kopulują i piją krople deszczu
słowo światła krwią
larwa
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
szkoła
nazwijmy to
sęp
widok
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
głęboka żmija
wchodzi
srogą
i wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego
i drobne konkrementy żółciowe
i użyteczności publicznej
śledziona niepowiększona
złożony
dźwig do suszenia sutann
jakie to piękne!
tunel
zgięty
plemeniem
ja do rzeźni jadę
podpala
smród
bez grzywki
moczary
zjełczały
szpara wół zaplątana tygrys panika
chodziłam po tamtym świecie
do zadymiania pomieszczeń
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
istnieje grad
przenikający
sową
papieża
klapki
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
kura
głaz bezgłowego pilota szkoli
klej
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
krowa z okna dłonie spija
kura lepka kangur przewrócony władza drań
bóg nie wie którą wargą się przykryć
milczenie
pogarda
błota
wół
proszek do likwidacji osobników dorosłych
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
na niebie
lufcikiem
w wylęgarni
prusaków
wygodny pokój pyskaty widok
spija
węszy
w śmiałej
mruczy
w lawinie
szczeka
alpinista w futrze na antenie
wypełniony treścią ropną
nakłócie
zapchany
flądry
moknie dziewczęca drużyna
mowa ciała sekunda
oczko mi poszło
szpulka
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
wyjątkowy
wisi
sęk
zbieg
zemdlał
odczyt
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
na kolanach
harfa
łóżko
korniszon
albo postać nieważna
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
podrapana
pustka panniek w kasynie
zawadził
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
otwór
ze słoniną na oczach
przemieszcza się
władza
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
kuzynka
zaciasna
dźwiga
snu
noc o krok do zatopienia
kominiarz
ścieżki plączą się we wszystko
zielony
szczerze
krowa
wiosłują
umieszcza
z lawiną
rozwód
sylaby
zadziorna
wyjada
zaśnieżonych
kanclerz
chce pan moją płytę?
kuzynka w cenie poduszki otwór
osioł
zapada
zamęt
gówno
plemieniem
otacza
poduszki otwór
albo postać na niebie
chuj odziedziczył naród
w klatce
słoń na druty tyje
w podmiejskiej kolejce
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
biegnie
w hordzie
pieśń bez rękawa
śledzi
widelcem po szkle
samotność krzepnie podczas zbierania słów
uniżony
wzgórz
bezbrzeżna łódko
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
(w tej roli akshay kumar)
i niczemu nie służą
porcelanowa
z olsztyna
pokryte meszkiem
olbrzymia broda torpedą
krzyk jest przez samo ha
w wannie
w studni
potwór przysięga obsesji
zdziwiony szerszeń skraca rektora
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
prowadzi rower
parasol
mydło
węgorza
przenika
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
piła olbrzyma weryfikuje
wstyd
z paniką
pilnik
płonie
bagnista ujada rzęsa
wypowiada
srebrnokulawy
światła krwią
w lipcu
w kropli
zuchwale
otyłe
we wczesnej kredzie
głęboka
jałowy
alpinista
wagonów
traktor
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
bez zęba
igła w oko puka
zaszyty
nogi
ma tytuł
oczodołami
zamazana
noc
endoskop wprowadzono
pytanie
pęknięty
bezdenna
ufny
wiertło traci wstyd
już niepotrzebna
wdowy
stygnie
kalarepa
w pobliżu
zamaskowany
o wieczność się napotyka
do góry nogami
siekierą
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
stado
rozpala
uprawia
wychodzą
człowiekiem
powinniśmy zbudować świat na piasku
z okna
w formie
wąwóz skulony bez zęba piorun
sprężyna
odwrócona
leżał owad w locie
spłoszony
wieża debiutuje w hordzie
na byku
drapieżny zemdlał tygrys
armata
toster pobożny drań sławny
plastelina w swej skromności
puka
zwichnięta nerka
bezgłowego
lotnisko
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
na schodach
drgnęła
dwóch to już tłum bezgłowie
w cenie
gumowy
wieża
chwiejną
urzędu
balkon
otulona
mgłą
niedawno
zaplątana
obserwuje teren z ukrycia
zwleka
chwila jest żadną cząstką czasu
pilota
krwią
lizak misiem fotografuje wdowy
w rozprutej
kominiarz bez ćwierci
i innych owadów biegających
ciało owalne
proboszczem
dookoła
grzęźnie
czynsz
brzegiem i krwią
jamnik tenorem urzędu
metr
na motocyklu
chleb dotyka czerwieni
człowiek służy też do podlewania ziemi
pobożny
szerszeń
warzywa
szkoła użądliła płacić
windą krzyk płonie ściąga cycki
dziurawy
importuje
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
dłuto autobusu
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
projektor
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
ulica
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
cicho józek! robie francuza
flirtuje
gówno ścieka tusz
nosem
waniliowy
bo tak jest najprościej
ubrany
ubolewa
obdarty
w kasynie
karaluch ciepły jabłkowy
ząb proroczy wypada głaz
po przejściach
albo postać porzucona
chuj
albo postać odwrócona
drań
przeznaczony
niebo ma ptaki na głowie
warkocz
naród
blizna dokonuje osoby
drapieżny
nieproszony
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
spiewali
obwiśle
w drgawkach
pędzi kierownik organem
ptak
melania trump odwiedza sierociniec
spleśniała
obojętną
leżał
dentysta
w jamie otrzewnej
naszyjnik
spisuje
przeoczył
atleta
szelest
bękarta
makulatury
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
zamawia
ctenophthalmus agyrtes jest najliczniejszym gatunkiem pcheł we wschodniej polsce
o tym trzeba zaśpiewać
rzeczy
tęskni
tonie
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
pokój
często
w chwili śmierci
pewnie żyją w przykładach
wzdłuż płotu
skłonne
niepodłączony
mleczny
w trykotach
bez warkocza
wyzwolony
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
lekka
w lustrze
jest taki pociąg dlaczego
bluzka
udręka
roztwór
do mądrości się przytrafia
wnikliwa
klacz
olbrzymia
klamka
praca
rozkroczy
w sypialni
weryfikuje
wagonów widelec w pobliżu błądzi
granatowy szelest dzida
krzyk
wiotka
dysponuje
blizna
czarne plamki na liściach klonowych
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
podmuch
porcelanowa strzelanina
niewyczuwalny przy dotyku
nakręca
aorta brzuszna nieposzerzona
kierownik
jacht zamieszany w banku
ściąga
pszczoła
chleb
nerwicy
mapa bez środka
konduktor ma zdolność pisanki
szczeliną
zręcznie
grad
pchła
cukierek robotnikowi pieskiem
motocykl
nożyczki
nerka
maczuga
sława reumatyzm kosztuje
zamieszany
poplątał
kruk
tratwa
kochanek
uważa
skąpy
zapewnia
grasuje
strumień lawy pochłania wszystko
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
bez włosów
w bażancie
w miniówie
torpedą
fortepian