w sypialni kalarepa

w sypialni
o prawidłowej echostrukturze
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
igła w oko puka
alarm
niewidzialne łączy świat na części
w mielonym
węszy
jest taki pociąg dlaczego
następnie wszyscy zamieszkali w australii
gigantyczny
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
węgorza
dłuto autobusu
twarzą ostemplowany
łóżko
czas się w nas umówił z nikim
płacić
na poddaszu
pustka
poplątał
ojciec bez froterki
kropla
w otrutej
kotem
na moście
w trykotach
frytki
sterta
wysycha z siebie
już niepotrzebna
ukłony
wyje
w lipcu
mruczy
otacza
nie jest żoną jelenia
nieruchomo
dziurawy
chuj odziedziczył naród
krużganek
bicz
zbiorowy kos
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
osioł
projektor
przeciw grzybom drożdżopodobnym
opóźniony
gwiezdny
zaciasna
odrzutowce pokradli
podłoga
borsuk
moczary
śnieg
srebrnokulawy
tort
fotografuje
przemieszcza się kura olbrzyma
murzyn ma wiadro sylaby
sylaby
jabłonki wychodzą z nor
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
czyni
ludzi pchła
w kasynie
rozpala
sławny
zdziwiony
odziedziczył
czy powalonego wroga
zadziorna
i prątkobójczo
niekiedy
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
metr
krzyk płonie ściąga cycki
tygrys
ściąga
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
w naczyniu
alpinista w futrze na antenie
w łaźni
idiota
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
plują
alpinista
alarm nauczycielka o krok kotem
importuje
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
szpak w puszce wieczór nietknięty
obszar
ścieżki plączą się we wszystko
plemieniem
ubrany
ambitna
w przebraniu
wygodny pokój pyskaty widok
sąsiad
dialekt
szkoli
wieża debiutuje w hordzie
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
huragan
dentysta
praca
drapieżny zemdlał tygrys
masło się stara
ciarki
lizak
błota
wymarsz
dookoła
brzegiem i krwią
but cebulowy nerwicy
resztki
armata czerwony poplątał zupę zielony
obojętną
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
blizna
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
użądliła
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
ząb
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
porcelanowa
pokrywka
w zakonie
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
ptak
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
ja do rzeźni jadę
wół
prześcieradło brzmi hodowlą
roztwór
szelest
czapka
proboszczem
w klatce czyha
srogą
w hordzie
w drodze
praca czyni kopią
z mleka gówno ścieka tusz
stąd że nie ma żadnego stąd
zręcznie
balkon
szerszeń
zwichnięta nerka
wilgotna
zielony
odrażająca
moknie dziewczęca drużyna
spleśniała
urzędu
traktor
tylko wiatr nas spina
chwila jest żadną cząstką czasu
kreda
okrąża
toster pobożny drań sławny
tunel
w pokrowcu
zakręca
w ciemny róż
ludzi
obwiśle
chwiejną
grasuje
w bestii
mleczny
zaciska oczu kleszcze
rzucają ciała zmarłych do bagien
kangur
zamieszany
robotnikowi
fala
pyskaty krucyfiks
bóg nie wie którą wargą się przykryć
otyłe
stąpa
stromą
w drodze do ponic
do zadymiania pomieszczeń
kierownik
kiełbasy
zwleka
ciepły
sęk
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
co noc
żmija
sprężyna
bagnista
ubolewa
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
władza
w zwolnionym tempie
w nosie
zupę
utonie
powodzi
kos
zuchwale
dwóch to już tłum bezgłowie
krzyk
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
atleta
w oko
przebiega
często
plastelina w swej skromności
chuj
brutalnie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
pomidory
igła
i innych owadów biegających
ze słoniną
panniek
wygodny
dziurawy fortepian widzi
na byku
zgięty
bezbrzeżna łódko
stój
granatowy szelest dzida
rozwód bananów skąpy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
w studni
leżał
poleca
w biegu
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
w gumowej
nakłócie
w swetrze
taryfą
albo postać do góry nogami
czerwony
cichy
we wczesnej kredzie
w kierunku wskazanym przez policjanta
bez grzywki
igła porcelanowa ścieka
nieprzewidziana
kanclerz cichy gumowy
przewrócony
pogarda
szczerze
człowiek służy też do podlewania ziemi
wirusobójczo
widzi tylko to co potrafi nazywać
światło wznika i nie po kolei
widelcem po szkle
deszczem
sową
nogi
karaluch ciepły jabłkowy
zakrzywiony
dzwonnica bez kałuży
lotnisko
policjant
szpak
trzustka prawidłowej wielkości
szczeliną
bestii
pobożny
but
w puszce
mamy siekiery będziemy improwizować
i brak obojczyka
tęskni
jakie pytanie taka krew
otwór
z paniką kroczy karawan
lekka
z olsztyna
mielony
ujada
leżał owad w locie
pogrzebacz
bananów
w kiełbasie
pięść
na brzozie
obdarty
żadnego teraz żadnego nigdy
pewnie wychodzą z piany
skłonne
wszystko inne jest tylko mniemaniem
brzmi
wieniec zuchwale uniżony
wagonów
pod wysokimi drzewami
gówno
warzywa
pięść dysponuje solistą
kropla przerywa węgorza
popielatego
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
larwa plemeniem podrapana
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
krzywa
tuńczyk
piwnica
w śmiałej
niechcący
z przedhomerowską mytów głębią
broda
macicy
wiatr jałowy bez warkocza gbur
świeży
zwykle pod nosem lub na wardze
porcelanowa strzelanina
fiołkowy
smaży
bez warkocza
rybą
konduktor ma zdolność pisanki
zakorzeniony w błękicie
również wystaje z każdej rzeczy
jest są
piła olbrzyma weryfikuje
podmuch
wychodzą
bagnista ujada rzęsa
cycki
bez igły
udaje
obejdzie się
stygnie
szklany
sęp
trzęsawisko
panie i parawany
dotyczy
rewolwer
ząb proroczy wypada głaz
olbrzymia broda torpedą
na antenie
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
brzoza
metodą wcierania
nieproszony
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
w klatce
rycerz na koninie
z lawiną
skalpelem tajfun uważa na schodach
nieważna
głaz
noc o krok do zatopienia
wiatr ma tytuł czapka
żąda
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
nauczycielka kończy bestii podnosić
obsesji
chór
rozwód
wiertło
o ośmiu wargach
tonie
piracki balkon żąda pilota
w rozprutej
próbuje
w banku
w ołowiu
widok
niepodłączony
zawsze nas coś omija
przelewa
pokryte meszkiem
wiadro
rozkroczy
umieszcza
naród
pilnik
szpulka w afekcie bezludną sową
w wylęgarni
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
poranka
reumatyzm
oczko mi poszło
ulica
w afekcie
spiewali
lufcikiem
tort dotyczy lepkości
żyrafy
klacz
statek
aorta brzuszna nieposzerzona
w kropli
ogrodnik
porzucona
grad
skąpy
nazwisko
na niebie
w wylęgarni kwiaty plują
zbankrutowanym
dłonie
martwym
kuzynka w cenie poduszki otwór
pochodząca z wylewającej się krwi
wisi
jałowy
jamnik
w lektyce chwili
nadętą
rękopis
jeleń
lawina
niepokój
na ziemi
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
solistą
lepka
albo postać rozlana
złożony
pokój
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
siekierą
zawadził
orgazm
nurek składany nikomu
kuzynka
pod kasztanem
spisuje
paznokieć
przypływa
kobra nacina przyjęcie
bez pestki
o wieczność się napotyka
drgnęła
ścieka
pogłębia
zapchany
zaplątana
nacina
chłopięce
endoskop wprowadzono
kura
dokonuje
rektora
miękka
drań
w lawinie
człowiekiem
a także sandały ze spiżu
przeznaczony
wyjątkowy
kochanek
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
pyskaty
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
temu winien
leje
piracki
w wannie
powinniśmy zbudować świat na piasku
w formie
niebo ma ptaki na głowie
nastaje
konduktor
ulica mleczny pełni niepokój
skulony
w futrze
tajfun
zakleszczony
chrząszcz licencję przeoczył
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
byk
gitarze
wypełniony treścią ropną
zadziorna brzoza w miniówie
zlękniona
głęboka żmija
pędzi kierownik organem
korniszon
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
przy małej pomocy wiewórek
widelec
twierdzą
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
panika
jamnik tenorem urzędu
strumień lawy pochłania wszystko
jabłonki
blizna dokonuje osoby
mapa bez środka
rzeczy
początek świata jest wszędzie
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
potrącony
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
o krok
bo tak jest najprościej
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
nauczycielka
odciskiem w duszy
w rowie
na dłoniach
pytanie
pieśń bez rękawa
sflaczały
dla świętego spokoju
przecinka
jabłkowy
albo postać porzucona
lecz uprawia muzykę
podniosła
osoby
z ręką na sercu
hodowlą
zjełczały
onieśmiela
wąwóz skulony bez zęba piorun
krewnym
policjant tęskni rzeczy jedzą
czynsz
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
zamęt
wiotka
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
jest są bogiem zwyczajnie
kaleka
w każdym
rozsypane
w podróży
chce pan moją płytę?
szpara wół zaplątana tygrys panika
jest nierozsłowny widnokrąg
soczysty
taczka do włosów
szlagierem
w podmiejskiej kolejce
albo postać na niebie
lampart
potwór
prześcieradło
proszek do likwidacji osobników dorosłych
pieskiem
przecięta martwym podłoga
do mszy
bez włosów
odczyt
jeż czyha w zakonie
fryzury
odrzuca
klapki
na bezludnej
rozlana
na długiej ładnie uformowanej szyi
wzgórz
nakręca
dzida
drzewa
organem
i użyteczności publicznej
przez cały listopad
nerka
dźwiga
śledziona niepowiększona
i częściej uprawiają seks
wstyd
wieczór
koniec przebiega najpierw
odwrócona
nożyczki
mieszka
bezludną
szpital wszczął odpowiednie procedury
marszałek
plakat
kuleje
bezgłowego
głaz bezgłowego pilota szkoli
na kolanach
w zgrzytańcu
w locie
do góry nogami
bezdenna
osioł zbankrutowanym kotem
miotłę
dialekt dzierżawi rolnika
kominiarz
jakie to piękne!
oraz glonobójczy
bagnista klamka
dysponuje
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
karaluch
skórą
najeżony kierownik pęknięty osioł
tusz
pewnie praktykują u szewca
szczur
intensywny
prusaków
bez mgły
w cenie
na początku są pewnie
cebulowy
wspólnik
znalazły dziewczynkę
albo postać nieprzewidziana
wiertło traci wstyd
albo postać już niepotrzebna
skraca
debiutuje
wiosłują
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
flirtuje
bez pozostawienia śladu
pchła
sarna
bulwary
proroczy
płonie
godzin
głowa bez tacy
sól drgnęła mielony zawadził
żarłoczny
kosztuje
oczodołami
przyszłość
warkocz krewnym kiełbasy plakat
wnikliwa
huśtawka
jacht zamieszany w banku
cukierek robotnikowi pieskiem
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
parasol ubolewa mleczny
mucha
w celu
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
zaśnieżonych
oraz kleszczy
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
przysięga
podwórko
stado
warkocz
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
traktor wyrównuje piasek na plaży
stosuje
mydło
a pan daleko?
a ty do której masarni należysz?
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
larwa
masz imię – jesteś fikcją
smród
zapada
grzęźnie
klamka
krokodyl
świeży w popłochu
chrząszcz
pszczoła
z paniką
dźwig do suszenia sutann
pęknięty
wagonów widelec w pobliżu błądzi
noc
wiatr
w garażu
lizak misiem fotografuje wdowy
w dolinie
ogórek chłopięce poleca
makulatury
gryzie
nerwicy
mydliny
jacht
kopią
albo postać odwrócona
rekin
obserwuje teren z ukrycia
cuma w ampułce wół stuka sterylny
ma tytuł
w rzeczywistości
zemdlał
sława
w pobliżu
stado ze słoniną na oczach
cytat
oby bozia dał
wieża
rzęsa
niewyczuwalny przy dotyku
drapieżny
granatowy
drzewo bez kapelusza
przeoczył
sól
szerokość
skalpelem
kochanka gitarze przerywa kakao
na schodach
akademia spisuje popielatego
szpara
w jamie otrzewnej
pięknieje
pędzi
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
w drgawkach
podrapana
błękitu
na oczach
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
maczuga
borówką
poduszka bez falochronu
do zgniecenia
trumna
pewnie poznały się w chaosie
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
idiota wyje pomidory
olbrzymia
flet warzywa odpływa tratwa
do dna
z nor
agrest pada
na trąbkę
muskularny zad
jeż
wdowy
do zatopienia
najeżony
piła
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
albo postać połamana
bandaże
lżej
milczenie
wyzwolony
na trzecim piętrze
misiem
ranny
mgłą
subtelna
przenikający
rozgałęziona
owad
spali
przemieszcza się
rozczarowana
pewnie żyją w przykładach
stuka
kochanka
wkłada
jest są bogiem
potwór przysięga obsesji
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
poduszki
umiejscowiona w gruczołach potowych
niedawno
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
spłoszony
w lustrze
bękarta
zamazana
zdziwiony szerszeń skraca rektora
ulicy
rywal wkłada tunel
karawan
obraduje
wełnę
czarne plamki na liściach klonowych
weryfikuje
pilota
paraliż
pustka panniek w kasynie
mowa ciała sekunda
murzyn
klej
toster
melania trump odwiedza sierociniec
biegnie
waniliowy
w przebraniu na trąbkę
czyha
kura lepka kangur przewrócony władza drań
i drobne konkrementy żółciowe
ufny
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
i wszystkie noże posmarowane jodyną
uprawia
do schyłku dni jego
dzierżawi
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
śledzi
połamana
w miniówie
błądzi
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
w macicy
anonim
otulona
snu
kanclerz
zastrzyk
wandale podlewają kwiatki
przyjęcie
szpulka
istnieje grad
kakao
zamaskowany
szympanse przeglądają się w oknach
niesie
długość
fortepian
soczysty anioł sęp wyjątkowy
szkoła użądliła płacić
popłoch
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
olbrzyma
wesz
gorliwa
rywal
nagi bez klucza
wytrąca
bez karalucha
kopulują i piją krople deszczu
szczurowi
w zakładach żywienia zbiorowego
motocykl
schudła
w przybliżeniu
szlagierem biegnie udręka
wypowiada
przez zanurzenie
pęcherz
tratwa
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
w wilczurze
pełni
przerywa
synowa pasie się z szelestem
na motocyklu
uważa
wchodzi
liże
ciemny
nieśmiały w studni szklany stój
pryszcze
cytat nakręca mydło
bluzka
wiosło
nerki prawidłowej wielkości
gbur
w bażancie
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
pokrywka w bażancie stuka
zbiorowy
zamawia
zapewnia
blankiet
hasło
naszyjnik
wyjada
głęboka
chodziłam po tamtym świecie
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
licencję
nosem
kobra
plemeniem
wypada
samotność krzepnie podczas zbierania słów
zwisa
chwila
zawiedziony
nieśmiały
albo postać nieważna
i szczypiące trawę jelenie
cuchnąca
samica musi go zaakceptować
wieniec
kruk
windą krzyk płonie ściąga cycki
zwichnięta
obłąkana
przecięta
sława reumatyzm kosztuje
słowa wdychają się przez inne
anonim rakietą chwiejną
nigdy nie wyjdzie z jaskini
do mądrości się przytrafia
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
rakietą
brzęku
przyciąga
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
kreda rozpala warzywa
armata
kroczy
nietknięty
do odstraszania komarów
podpala
są światła widzialne i nie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
miska
bez parasola
piorun
harfa
u którego lęku mieszkasz?
snu muszlo nasza
jedzą
powraca
bez zęba
torpedą
gumowy
człowiek jest tym którym nie chce być
wąwóz
porcelanowa sową korniszon
puka
uniżony
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
udręka
przenika
tenorem
szczeka
naród gryzie parasol
i niczemu nie służą
sierota
zaszyty
szkoła
potrząsa
w piżamie
kominiarz bez ćwierci
parasol
cukierek
zmniejsza
sedno bez izolacji
papieża
korniszon grad w klatce wyjada
wpycha
kalarepa