w rzeczywistości noc

w rzeczywistości
porcelanowa sową korniszon
wandale podlewają kwiatki
nieproszony
są światła widzialne i nie
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
zaplątana
wiotka
cuchnąca
ze słoniną na oczach
zawiedziony
aby pokazać co rozumie przez opór
słoń na druty tyje
pod kasztanem
i niczemu nie służą
moczary
ogórek chłopięce poleca
parasol
szkoli
zakleszczony
umiejscowiona w gruczołach potowych
pszczoła
w otrutej
kotem
w dolinie
borsuk
czerwieni
jeżeli jest może również
sową
szerszeń
rozwód bananów skąpy
sęk
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
w formie
na długiej ładnie uformowanej szyi
żadnego teraz żadnego nigdy
w drgawkach
pod wysokimi drzewami
soczysty anioł sęp wyjątkowy
fotografuje
w rozprutej
krzyk płonie ściąga cycki
pozostałe rodzeństwo poświęca
lampart
w kiełbasie
oczodołami
pogrzebacz
chrząszcz
przeciw grzybom drożdżopodobnym
pyskaty krucyfiks
strumień lawy pochłania wszystko
rywal
osioł
o ośmiu wargach
chce pan moją płytę?
pilnik
wiatr
plemieniem
spisuje
dotyka czerwieni
człowiek jest tym którym nie chce być
w klatce
jest są bogiem zwyczajnie
albo postać nieważna
olbrzyma
w wannie
jakby modląc się
szpital wszczął odpowiednie procedury
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
niewidzialne łączy świat na części
kalarepa
nikim unosi się ponad siebie
tort
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
gówno ścieka tusz
wesz
w bezgłową
mamy siekiery będziemy improwizować
sedno bez izolacji
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
toster pobożny drań sławny
traktor wyrównuje piasek na plaży
zwykle pod nosem lub na wardze
w wylęgarni
grad
przewrócony
dziurawy
bez karalucha
karaluch
porcelanowa
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
wyzwolony
szpulka w afekcie bezludną sową
wieniec
pochodząca z wylewającej się krwi
organem
płacić
rywal wkłada tunel
temu winien
w jamie otrzewnej
śnieg
z paniką
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
łóżko
znalazły dziewczynkę
mielony
nie jest żoną jelenia
gryzie
wół
stygnie
w rowie
zawsze nas coś omija
dzierżawi
idiota wyje pomidory
kopulują i piją krople deszczu
w nosie
odciskiem w duszy
obłąkana
w ciemny róż
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
szkoła użądliła płacić
niechcący
podwórko
oczko mi poszło
w mielonym
harfa
cukierek
do zatopienia
ząb
lufcikiem
z okna
widelec
w lawinie
kierownik
po przejściach
chuj odziedziczył naród
mieszka
tusz
radość ul spokojna 87580653865 dh
atleta
pogarda
policjant
udręka
korniszon grad w klatce wyjada
plemeniem
wypełniony treścią ropną
przemieszcza się
wzdłuż płotu
cuma w ampułce wół stuka sterylny
wiatr ma tytuł czapka
pływają od ściany do ściany
hodowlą
nacina
bagnista klamka
murzyn ma wiadro sylaby
sąsiad
kaleka
próbuje
melania trump odwiedza sierociniec
czy powalonego wroga
płonie
obsesji
nietknięty
borówką
pyskaty
samica musi go zaakceptować
dentysta
kreda
poranka
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
i drobne konkrementy żółciowe
do dna
albo postać połamana
stado ze słoniną na oczach
jakie to piękne!
w afekcie
brzmi
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
przenikający
pokrywka w bażancie stuka
leżał owad w locie
gówno
odrzutowce pokradli
wpycha
wytrąca
idiota
drań
martwym
granatowy
szlagierem
w celu
skalpelem tajfun uważa na schodach
olbrzymia
z mleka gówno ścieka tusz
kwiaty
przeoczył
zaśnieżonych
metodą wcierania
podkreślamy że to czy
blankiet
czarna balerina tańcząca w jeziorze
kropla
miska
w zwolnionym tempie
ciało owalne
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
węgorza
dialekt dzierżawi rolnika
wieża debiutuje w hordzie
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
do mszy
bicz
prusaków
zaciska oczu kleszcze
prowadzi rower
tratwa
lżej
chleb
umieszcza
parasol ubolewa mleczny
w kierunku wskazanym przez policjanta
synowa pasie się z szelestem
bezdenna
spłoszony
ściąga
pryszcze
cebulowy
zamaskowany
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
bez pozostawienia śladu
dotyczy
obraduje
słowa wdychają się przez inne
rzeczy
o krok
ulicy
sława
armata
na moście
słowo
importuje
brzegiem i krwią
konduktor
błota
zakorzeniony w błękicie
piracki
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
to ja
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
w zakładach żywienia zbiorowego
w podmiejskiej kolejce
anonim rakietą chwiejną
okrąża
igła
krwią
w kropli
windą krzyk płonie ściąga cycki
na niebie
rzucają ciała zmarłych do bagien
godzin
szczurowi
rozlana
snu muszlo nasza
przypływa
w naczyniu
poleca
subtelna
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
nastaje
los jest niechcący
bez igły
zjełczały
zaatakowany przez grupę członków milicji fano
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
powodzi
fortepian
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
czarne plamki na liściach klonowych
pobożny
pieśń bez rękawa
dzwonnica bez kałuży
zaszyty
z nor
szerokość
z lawiną
nożyczki
piła olbrzyma weryfikuje
kuzynka
porcelanowa strzelanina
frytki
szpulka
zwichnięta nerka
licencję
piracki balkon żąda pilota
ulica
mleczny
krowa z okna
chodziłam po tamtym świecie
rozczarowana
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
lizak misiem fotografuje wdowy
otwór
zaciasna
lotnisko
moknie dziewczęca drużyna
projektor
pokój
kopią
wchodzi
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
stado
intymne spojrzenie na życie lochy
panika
spiewali
na oczach
powinniśmy zbudować świat na piasku
marszałek
wagonów
z paniką kroczy karawan
szczur
chleb dotyka czerwieni
stój
szpara wół zaplątana tygrys panika
wiosłują
zwichnięta
deszczem
pewnie żyją w przykładach
pewnie poznały się w chaosie
flirtuje
mruczy
krowa z okna dłonie spija
nakłócie
igła w oko puka
chuj
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
orgazm
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
pięść dysponuje solistą
śledziona niepowiększona
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
leje
świeży w popłochu
flądry
cytat
warzywa
zapewnia
otulona
jamnik tenorem urzędu
taczka do włosów
kobra
pilota
proroczy
żarłoczny
w pokrowcu
mydliny
usunięto mu oczy
czerwony
pomidory
czyha
zawadził
klamka
klapki
szkoła
przez zanurzenie
granatowy szelest dzida
użądliła
dla świętego spokoju
krowa
jest są bogiem
statek
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
rakietą
klacz
spleśniała
w trykotach
zdziwiony szerszeń skraca rektora
sęp
szelest
skłonne
pytanie
bez włosów
obejdzie się
w lustrze
wkłada
wyspa przebiegła
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
niepodłączony
obdarty
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
akademia spisuje popielatego
chwiejną
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
ząb proroczy wypada głaz
początek świata jest wszędzie
uniżony
niesie
niekiedy
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
debiutuje
bestii
ścieka
zakrzywiony
zuchwale
naród
bulwary
masz imię – jesteś fikcją
na trzecim piętrze
dwóch to już tłum bezgłowie
długość
paznokieć
toster
pustka panniek w kasynie
rozsypane
na antenie
kanclerz cichy gumowy
sławny
panniek
przemieszcza się kura olbrzyma
metr
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
nerwicy
gigantyczny
aorta brzuszna nieposzerzona
dziurawy fortepian widzi
nazwijmy to
gorliwa
ubrany
wyhodowany z ludzkich komórek stek
albo postać porzucona
chłopięce
bóg nie wie którą wargą się przykryć
snu
gwiezdny
w zakonie
balkon
porzucona
bez mgły
urodził się z rakiem siatkówki
zamieszany
kanclerz
okoliczności
policjant tęskni rzeczy jedzą
pogłębia
wypada
szklany
jałowy
głaz
kominiarz
torpedą
pokryte meszkiem
uważa
wagonów widelec w pobliżu błądzi
wiertło
intensywny
gumowy
o prawidłowej echostrukturze
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
huragan
w kasynie
rękopis
i użyteczności publicznej
wnikliwa
ma tytuł
w czerwonym skafandrze
do ponic
wąwóz skulony bez zęba piorun
do góry nogami
warkocz krewnym kiełbasy plakat
czynsz
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
drzewa
ujada
maczuga
do mądrości się przytrafia
wygodny pokój pyskaty widok
pięść
tunel
ścieżki plączą się we wszystko
pędzi kierownik organem
rektora
stąd że nie ma żadnego stąd
papieża
nieważna
a ty do której masarni należysz?
karaluch ciepły jabłkowy
na kolanach
niepokój
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
pęcherz
czas się w nas umówił z nikim
rycerz na koninie
gitarze
obszar
istnieje grad
bananów
bezludną
nieśmiały w studni szklany stój
odziedziczył
kroczy
z olsztyna
dłuto autobusu
zakręca
wychodzą
w swetrze
ukłony
nogi
chór
kura lepka kangur przewrócony władza drań
panie i parawany
blizna dokonuje osoby
drapieżny
siekierą
wilgotna
ja to nikt w liczbie mnogiej
cukierek robotnikowi pieskiem
w łaźni
są niezwykle złożone
czyni
srebrnokulawy
kobieta
larwa
widok
stromą
jamnik
taryfą
żmija
nerka
nagi bez klucza
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
ze słoniną
zamawia
w locie
kwiaty plują
koniec przebiega najpierw
udaje
rozkroczy
kreda rozpala warzywa
w przybliżeniu
tonie
masło się stara
wstyd
w gumowej
już wylądował?
bagnista ujada rzęsa
grzęźnie
osoby
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
w biegu
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
we wczesnej kredzie
roztwór
ranny
szpak
jest taki pociąg dlaczego
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
alarm
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
przerywa
ambitna
wygodny
w miniówie
krzywa
konduktor ma zdolność pisanki
a pan daleko?
dookoła
pewnie wychodzą z piany
bękarta
powraca
drapieżny zemdlał tygrys
nazwisko
nakręca
szczerze
szczeka
wirusobójczo
wieniec zuchwale uniżony
nerki prawidłowej wielkości
jabłonki
przyciąga
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
w cenie
albo postać rozlana
podrapana
kochanek
uprawia
gdzie jest dżem?
owad
mowa ciała sekunda
ciemny
widelcem po szkle
przysięga
potrząsa
w bestii
przyszłość
trzęsawisko
olbrzymia broda torpedą
do zgniecenia
i innych owadów biegających
misiem
rozgałęziona
nurek składany nikomu
murzyn
zgięty
w sypialni
z przedhomerowską mytów głębią
kropla przerywa węgorza
tęskni
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
nosem
o wieczność się napotyka
cytat nakręca mydło
degeneracja to kolejny ważny czynnik
wiatr jałowy bez warkocza gbur
jabłonki wychodzą z nor
krokodyl
pchła
na motocyklu
najeżony
bez zęba
przebiega
przelewa
anonim
tajfun
w macicy
trumna
bezbrzeżna łódko
broda
chwila jest żadną cząstką czasu
sterta
pokrywka
twarzą ostemplowany
otyłe
człowiek służy też do podlewania ziemi
wspólnik
zadziorna
karawan
potrącony
igła porcelanowa ścieka
samotność krzepnie podczas zbierania słów
piorun
rozwód
wiosło
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
szpara
oraz kleszczy
światła
na byku
dzida
fryzury
opóźniony
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
nadętą
jest nierozsłowny widnokrąg
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
głaz bezgłowego pilota szkoli
jako mistrz świata w spadaniu z drabin
makulatury
w przebraniu na trąbkę
prześcieradło
w studni
jeleń
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
tygrys
jedzą
miotłę
kakao
kominiarz bez ćwierci
otacza
tenorem
w bażancie
sierota
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
na dłoniach
kura
proboszczem
lekka
naszyjnik
w chwili śmierci
smaży
wszystko inne jest tylko mniemaniem
grasuje
leżał
waniliowy
trzustka prawidłowej wielkości
chrząszcz licencję przeoczył
drgnęła
pędzi
teraz
prześcieradło brzmi hodowlą
albo postać do góry nogami
krewnym
reumatyzm
twierdzą
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
na trąbkę
bezgłowego
w lipcu
w wilczurze
alarm nauczycielka o krok kotem
czym zbierać czas?
do zadymiania pomieszczeń
ubolewa
nigdy nie wyjdzie z jaskini
w banku
podmuch
sława reumatyzm kosztuje
co noc
dysponuje
osioł zbankrutowanym kotem
chwila
macicy
złożony
przecięta martwym podłoga
błękitu
rzęsa
mydło
już niepotrzebna
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
nieprzewidziana
głęboka
stosuje
obwiśle
odrzuca
albo postać już niepotrzebna
cichy
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
pięknieje
wypowiada
przez okno igielne
proszek do likwidacji osobników dorosłych
w garażu
bez parasola
milczenie
widzi tylko to co potrafi nazywać
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
wisi
w śmiałej
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
rozpala
ja do rzeźni jadę
rozbierając się znika
na początku są pewnie
cycki
na schodach
skraca
w ołowiu
blizna
lawina
gbur
słowo światła krwią
jeż
niebo ma ptaki na głowie
na ziemi
w hordzie
zapada
soczysty
błądzi
dłonie
lepki ląd
spija
bo tak jest najprościej
biegnie
potwór przysięga obsesji
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
wiadro
przy małej pomocy wiewórek
but
zemdlał
poduszka bez falochronu
bez warkocza
puka
motocykl
kruk
jabłkowy
poduszki
agrest pada
fala
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
wyjątkowy
sylaby
zbankrutowanym
bagnista
korniszon
plastelina w swej skromności
solistą
ogrodnik
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
władza
zadziorna brzoza w miniówie
jest krystalizacją ludzkiej mądrości
dlaczego pandy olbrzymie w górach qinling
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
brzęku
tylko wiatr nas spina
w pobliżu
oraz glonobójczy
również wystaje z każdej rzeczy
ufny
zastrzyk
skalpelem
praca
srogą
larwa plemeniem podrapana
robotnikowi
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
plują
talon
schudła
w oko
w futrze
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
bez grzywki
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
szpak w puszce wieczór nietknięty
często
skulony
bluzka
utonie
rekin
zręcznie
głowa bez tacy
podczas gdy osoby z halucynozą
zielony
głęboka żmija
stąpa
i wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego
i wszystkie noże posmarowane jodyną
jest są
odrażająca
wieża
i szczypiące trawę jelenie
spali
żąda
but cebulowy nerwicy
sól drgnęła mielony zawadził
lecz uprawia muzykę
niedawno
dotyka
endoskop wprowadzono
i brak obojczyka
wzgórz
liże
nieruchomo
ludzi pchła
z mleka
lizak
obojętną
człowiekiem
ciepły
popielatego
jeż czyha w zakonie
warkocz
wymarsz
bez pestki
ptak
przenika
bandaże
światło wznika i nie po kolei
onieśmiela
tort dotyczy lepkości
to ja niczemu
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
zdziwiony
krużganek
armata czerwony poplątał zupę zielony
a także sandały ze spiżu
przez cały listopad
na poddaszu
ludzi
krzyk
albo postać nieprzewidziana
przeznaczony
połamana
urzędu
i prątkobójczo
najeżony kierownik pęknięty osioł
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
brutalnie
jakie pytanie taka krew
pełni
jacht
piwnica
zlękniona
paraliż
noc o krok do zatopienia
byk
alpinista w futrze na antenie
kochanka gitarze przerywa kakao
wdowy
światła krwią
w piżamie
sól
hasło
dokonuje
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
rewolwer
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
kosztuje
rozprasza się
w puszce
wyjada
kuleje
zwleka
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
sarna
dźwiga
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
zapchany
pieskiem
zbieg
ulica mleczny pełni niepokój
ciarki
do odstraszania komarów
praca czyni kopią
obserwuje teren z ukrycia
lepka
podpala
szlagierem biegnie udręka
huśtawka
szczeliną
zwisa
mucha
drzewo bez kapelusza
flet warzywa odpływa tratwa
rybą
urodzony jako leonard mcgurr
kuzynka w cenie poduszki otwór
zupę
traktor
świeży
kobra nacina przyjęcie
dialekt
resztki
szympanse przeglądają się w oknach
ojciec bez froterki
przyjęcie
w podróży
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
odczyt
w klatce czyha
wiertło traci wstyd
w rodzinie średniozamożnego pończosznika
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
odwrócona
czapka
albo postać odwrócona
albo postać na niebie
pęknięty
zamęt
wełnę
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
plakat
mapa bez środka
wąwóz
mgłą
potwór
przecięta
nauczycielka
sprężyna
tuńczyk
na brzozie
jacht zamieszany w banku
smród
mały otwór gębowy
u którego lęku mieszkasz?
alpinista
sflaczały
przecinka
flanela flądry talon
oby bozia dał
fiołkowy
zmniejsza
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
pewnie praktykują u szewca
piła
weryfikuje
stuka
kangur
śledzi
w lektyce chwili
na bezludnej
poduszki otwór
i częściej uprawiają seks
w przebraniu
wyje
w każdym
flanela
brzoza
w wylęgarni kwiaty plują
poplątał
skąpy
niewyczuwalny przy dotyku
naród gryzie parasol
dźwig do suszenia sutann
zamazana
z ręką na sercu
w drodze
węszy
klej
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
kos
podłoga
nauczycielka kończy bestii podnosić
pustka
wieczór
kochanka
miękka
żyrafy
muskularny zad
nieśmiały
krzyk jest przez samo ha
podniosła
noc