w bażancie szyji

w bażancie
blankiet
lecz uprawia muzykę
u którego lęku mieszkasz?
wesz
z ręką na sercu
cuchnąca
również wystaje z każdej rzeczy
naszyjnik
rozsypane
przemieszcza się kura olbrzyma
rozpala
na bezludnej
z paniką
traktor wyrównuje piasek na plaży
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
wspólnik
i niczemu nie służą
wieniec
nauczycielka kończy bestii podnosić
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
sterta
nauczycielka
człowiek służy też do podlewania ziemi
twierdzą
zwykle pod nosem lub na wardze
w rzeczywistości
obwiśle
dzida
warkocz krewnym kiełbasy plakat
spiewali
bez igły
panika
w cenie
pokrywka
kuleje
poleca
w sypialni
tuńczyk
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
zakorzeniony w błękicie
jamnik tenorem urzędu
rybą
jabłonki wychodzą z nor
piła
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
skalpelem
tort dotyczy lepkości
otwór
często
chwiejną
w zakonie
konduktor ma zdolność pisanki
ząb proroczy wypada głaz
makulatury
parasol ubolewa mleczny
nerka
mydliny
w bestii
błądzi
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
soczysty anioł sęp wyjątkowy
drań
kalarepa
wieczór
zawsze nas coś omija
mucha
rzęsa
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
plastelina w swej skromności
w naczyniu
skraca
mruczy
na antenie
czarne plamki na liściach klonowych
jest taki pociąg dlaczego
w otrutej
soczysty
mleczny
niedawno
bagnista klamka
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
bez grzywki
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
wąwóz
karaluch ciepły jabłkowy
o wieczność się napotyka
gigantyczny
ujada
pilota
ukłony
do mszy
krokodyl
nagi bez klucza
piwnica
utonie
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
nietknięty
jedzą
fala
z przedhomerowską mytów głębią
piracki balkon żąda pilota
w lawinie
tylko wiatr nas spina
błękitu
bez zęba
dialekt dzierżawi rolnika
cytat
pięść
szpak
drapieżny
ząb
nie jest żoną jelenia
ojciec bez froterki
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
ranny
anonim rakietą chwiejną
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
broda
nieprzewidziana
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
albo postać odwrócona
biegnie
przebiega
pieskiem
torpedą
kominiarz
bez pozostawienia śladu
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
bagnista
podmuch
w swetrze
koniec przebiega najpierw
temu winien
szpak w puszce wieczór nietknięty
znalazły dziewczynkę
na brzozie
moknie dziewczęca drużyna
melania trump odwiedza sierociniec
zielony
samotność krzepnie podczas zbierania słów
szczerze
we wczesnej kredzie
poduszka bez falochronu
praca
najeżony
władza
poplątał
brutalnie
w lipcu
fryzury
grasuje
w dolinie
długość
wiertło
odrzuca
żmija
przez zanurzenie
próbuje
mgłą
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
macicy
ciepły
fotografuje
zlękniona
nakłócie
szpara wół zaplątana tygrys panika
zgięty
warkocz
fiołkowy
huśtawka
albo postać nieważna
stromą
byk
wagonów
papieża
pilnik
korniszon grad w klatce wyjada
w drgawkach
na niebie
ma tytuł
tort
co noc
wełnę
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
wieża debiutuje w hordzie
zaśnieżonych
ludzi
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
strumień lawy pochłania wszystko
taczka do włosów
udręka
na ziemi
powodzi
nieśmiały
potwór przysięga obsesji
kierownik
w banku
ufny
widelcem po szkle
samica musi go zaakceptować
kuzynka
kura lepka kangur przewrócony władza drań
do zadymiania pomieszczeń
obsesji
plakat
chrząszcz
importuje
zbankrutowanym
naród
sprężyna
policjant tęskni rzeczy jedzą
sęk
przecinka
świeży w popłochu
a ty do której masarni należysz?
pęcherz
warzywa
nazwisko
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
i prątkobójczo
ogrodnik
huragan
odciskiem w duszy
wszystko inne jest tylko mniemaniem
armata
alarm nauczycielka o krok kotem
ulica mleczny pełni niepokój
kochanek
krewnym
pchła
do mądrości się przytrafia
masz imię – jesteś fikcją
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
albo postać już niepotrzebna
brzoza
pędzi kierownik organem
pięknieje
sól drgnęła mielony zawadził
kuzynka w cenie poduszki otwór
marszałek
jest są bogiem
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
stado ze słoniną na oczach
projektor
policjant
rekin
szpulka w afekcie bezludną sową
skalpelem tajfun uważa na schodach
spleśniała
podrapana
bezgłowego
jeż czyha w zakonie
w futrze
synowa pasie się z szelestem
krużganek
kreda rozpala warzywa
dysponuje
w lektyce chwili
wisi
w zwolnionym tempie
i wszystkie noże posmarowane jodyną
drgnęła
czynsz
stuka
żąda
tusz
czas się w nas umówił z nikim
przy małej pomocy wiewórek
zaciasna
wdowy
wiatr ma tytuł czapka
wyjada
cukierek robotnikowi pieskiem
granatowy
stygnie
kropla
głęboka
wyje
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
kroczy
w nosie
już niepotrzebna
czy powalonego wroga
odrażająca
o krok
grzęźnie
frytki
otacza
larwa
srebrnokulawy
tygrys
smaży
w miniówie
pod wysokimi drzewami
lampart
porcelanowa strzelanina
stosuje
tęskni
w pobliżu
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
użądliła
zmniejsza
w ciemny róż
bo tak jest najprościej
podpala
kopią
w afekcie
trzęsawisko
mydło
oczodołami
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
pszczoła
stąpa
motocykl
miotłę
czerwony
nurek składany nikomu
wchodzi
igła
złożony
bagnista ujada rzęsa
mowa ciała sekunda
powinniśmy zbudować świat na piasku
przez cały listopad
w formie
zawiedziony
w przebraniu
harfa
pogłębia
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
ulica
tratwa
jacht zamieszany w banku
proboszczem
szkoli
wytrąca
niebo ma ptaki na głowie
ptak
proszek do likwidacji osobników dorosłych
udaje
nakręca
w wylęgarni
do odstraszania komarów
pędzi
porcelanowa
ubrany
sąsiad
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
jest są bogiem zwyczajnie
igła w oko puka
rzeczy
cytat nakręca mydło
sęp
nieśmiały w studni szklany stój
wypada
człowiekiem
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
smród
zapada
olbrzyma
korniszon
spisuje
dotyczy
dzierżawi
stój
oraz glonobójczy
niepodłączony
sową
w kasynie
dłuto autobusu
panie i parawany
odczyt
światło wznika i nie po kolei
obszar
świeży
kaleka
w łaźni
niekiedy
bez pestki
zaciska oczu kleszcze
wandale podlewają kwiatki
klamka
idiota wyje pomidory
wpycha
na dłoniach
rektora
rakietą
waniliowy
potrącony
blizna
alpinista w futrze na antenie
paznokieć
obłąkana
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
twarzą ostemplowany
przenikający
kropla przerywa węgorza
pewnie żyją w przykładach
głęboka żmija
gwiezdny
szczur
ciarki
wyzwolony
w przybliżeniu
popielatego
wirusobójczo
pieśń bez rękawa
anonim
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
wieża
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
bez parasola
z mleka gówno ścieka tusz
gówno
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
spłoszony
metodą wcierania
dookoła
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
przyszłość
przenika
w przebraniu na trąbkę
zakrzywiony
szpital wszczął odpowiednie procedury
umieszcza
snu
na poddaszu
zakręca
słoń na druty tyje
zdziwiony szerszeń skraca rektora
zakleszczony
w garażu
rozczarowana
kangur
ogórek chłopięce poleca
mapa bez środka
ja do rzeźni jadę
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
zamieszany
reumatyzm
zjełczały
murzyn ma wiadro sylaby
zastrzyk
wymarsz
żyrafy
jeleń
chuj
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
bez włosów
sierota
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
istnieje grad
traktor
nacina
misiem
subtelna
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
ubolewa
w wilczurze
rozwód bananów skąpy
rękopis
w śmiałej
gitarze
początek świata jest wszędzie
z paniką kroczy karawan
płonie
w macicy
śledziona niepowiększona
martwym
skulony
miękka
aorta brzuszna nieposzerzona
urzędu
słowa wdychają się przez inne
pewnie wychodzą z piany
szlagierem biegnie udręka
pochodząca z wylewającej się krwi
wąwóz skulony bez zęba piorun
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
człowiek jest tym którym nie chce być
przerywa
o prawidłowej echostrukturze
są światła widzialne i nie
obojętną
plemeniem
olbrzymia
klapki
widelec
spali
kotem
cuma w ampułce wół stuka sterylny
kreda
sława
dziurawy fortepian widzi
szympanse przeglądają się w oknach
pokrywka w bażancie stuka
wnikliwa
przeciw grzybom drożdżopodobnym
bulwary
borówką
wypowiada
milczenie
zaszyty
porzucona
tunel
szczurowi
dziurawy
potrząsa
zbiorowy kos
idiota
jakie pytanie taka krew
wygodny
debiutuje
licencję
oczko mi poszło
w oko
intensywny
maczuga
do zgniecenia
najeżony kierownik pęknięty osioł
sflaczały
obraduje
śledzi
poduszki
zbiorowy
siekierą
albo postać nieprzewidziana
bestii
pomidory
flirtuje
sól
zamaskowany
piorun
albo postać do góry nogami
szerokość
głowa bez tacy
błota
kanclerz cichy gumowy
gumowy
wygodny pokój pyskaty widok
pokryte meszkiem
godzin
a także sandały ze spiżu
w hordzie
ze słoniną
endoskop wprowadzono
nigdy nie wyjdzie z jaskini
tonie
szpulka
rzucają ciała zmarłych do bagien
w celu
pytanie
cichy
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
moczary
pyskaty
obdarty
zapewnia
skórą
prusaków
może
szkoła
puka
weryfikuje
robotnikowi
w pokrowcu
dłonie
resztki
stado
dla świętego spokoju
kakao
żadnego teraz żadnego nigdy
poranka
w rowie
chwila jest żadną cząstką czasu
z nor
murzyn
pustka
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
szlagierem
podwórko
masło się stara
ambitna
w kropli
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
wagonów widelec w pobliżu błądzi
węszy
rozwód
wiotka
podłoga
proroczy
jakie to piękne!
bez warkocza
szpara
w locie
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
krzyk płonie ściąga cycki
zamawia
borsuk
łóżko
flet warzywa odpływa tratwa
zapchany
płacić
miska
rewolwer
jacht
lekka
uniżony
chwila
roztwór
ścieżki plączą się we wszystko
porcelanowa sową korniszon
piracki
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
albo postać na niebie
okrąża
a pan daleko?
sedno bez izolacji
blizna dokonuje osoby
przelewa
żarłoczny
podniosła
zdziwiony
i szczypiące trawę jelenie
oby bozia dał
ściąga
agrest pada
o ośmiu wargach
w podmiejskiej kolejce
leje
i innych owadów biegających
kos
w wylęgarni kwiaty plują
nastaje
praca czyni kopią
niewyczuwalny przy dotyku
muskularny zad
w zakładach żywienia zbiorowego
na schodach
zadziorna brzoza w miniówie
rozlana
kominiarz bez ćwierci
powraca
konduktor
na moście
drapieżny zemdlał tygrys
bezdenna
nerwicy
schudła
w każdym
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
mielony
przemieszcza się
rycerz na koninie
skłonne
chodziłam po tamtym świecie
kosztuje
balkon
paraliż
mieszka
pewnie poznały się w chaosie
nieproszony
orgazm
lizak
zadziorna
w trykotach
szczeka
dokonuje
solistą
rozgałęziona
krzyk
trumna
toster pobożny drań sławny
przysięga
pustka panniek w kasynie
hasło
otulona
jest są
rozkroczy
cukierek
jabłonki
jamnik
i częściej uprawiają seks
pięść dysponuje solistą
niechcący
w rozprutej
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
czyni
ciemny
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
śnieg
jałowy
dzwonnica bez kałuży
bicz
bez mgły
brzęku
owad
w drodze
akademia spisuje popielatego
klacz
otyłe
bandaże
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
pełni
nieważna
gryzie
z olsztyna
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
w piżamie
srogą
niewidzialne łączy świat na części
zręcznie
uprawia
nożyczki
osoby
liże
skąpy
szelest
widok
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
gbur
odwrócona
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
onieśmiela
zuchwale
widzi tylko to co potrafi nazywać
alpinista
alarm
chór
obserwuje teren z ukrycia
kruk
bóg nie wie którą wargą się przykryć
czapka
wilgotna
brzegiem i krwią
chłopięce
do dna
potwór
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
głaz
przypływa
ludzi pchła
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
naród gryzie parasol
wiatr jałowy bez warkocza gbur
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
w lustrze
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
sławny
but cebulowy nerwicy
dwóch to już tłum bezgłowie
szkoła użądliła płacić
ulicy
pokój
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
chuj odziedziczył naród
bez karalucha
przecięta martwym podłoga
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
z lawiną
w studni
bananów
pogrzebacz
lżej
wyjątkowy
organem
wiatr
wzgórz
kobra nacina przyjęcie
albo postać rozlana
wiosłują
nerki prawidłowej wielkości
leżał
zamazana
lawina
zwichnięta
pęknięty
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
wychodzą
zamęt
pyskaty krucyfiks
popłoch
lufcikiem
przewrócony
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
dźwig do suszenia sutann
armata czerwony poplątał zupę zielony
statek
noc
przecięta
pogarda
głaz bezgłowego pilota szkoli
na kolanach
i brak obojczyka
czyha
przeznaczony
prześcieradło
nadętą
but
w puszce
wiertło traci wstyd
stąd że nie ma żadnego stąd
jeż
deszczem
chrząszcz licencję przeoczył
metr
gorliwa
do góry nogami
larwa plemeniem podrapana
bezludną
pryszcze
wieniec zuchwale uniżony
plują
taryfą
albo postać porzucona
windą krzyk płonie ściąga cycki
dialekt
w klatce
przyjęcie
piła olbrzyma weryfikuje
granatowy szelest dzida
w wannie
lotnisko
wkłada
jest nierozsłowny widnokrąg
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
osioł zbankrutowanym kotem
wysycha z siebie
mamy siekiery będziemy improwizować
w jamie otrzewnej
uważa
dentysta
panniek
atleta
igła porcelanowa ścieka
przyciąga
bezbrzeżna łódko
w kiełbasie
w gumowej
bękarta
do schyłku dni jego
wypełniony treścią ropną
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
zwisa
na motocyklu
pewnie praktykują u szewca
snu muszlo nasza
szklany
parasol
krzywa
do zatopienia
noc o krok do zatopienia
sarna
cycki
grad
drzewo bez kapelusza
zwichnięta nerka
karawan
albo postać połamana
odrzutowce pokradli
ścieka
w klatce czyha
tenorem
sylaby
wół
bluzka
zaplątana
kura
lepka
węgorza
hodowlą
lizak misiem fotografuje wdowy
kanclerz
w biegu
na byku
dźwiga
na oczach
rywal wkłada tunel
toster
drzewa
brzmi
kochanka
zwleka
wstyd
kobra
karaluch
kopulują i piją krople deszczu
wiosło
połamana
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
niesie
nogi
i drobne konkrementy żółciowe
zawadził
nosem
osioł
przeoczył
jabłkowy
w ołowiu
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
prześcieradło brzmi hodowlą
oraz kleszczy
klej
pobożny
pod kasztanem
kochanka gitarze przerywa kakao
tajfun
fortepian
rywal
niepokój
olbrzymia broda torpedą
opóźniony
wiadro
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
szerszeń
obejdzie się
umiejscowiona w gruczołach potowych
w kierunku wskazanym przez policjanta
na trzecim piętrze
i użyteczności publicznej
zemdlał
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
trzustka prawidłowej wielkości
na trąbkę
na początku są pewnie
leżał owad w locie
w podróży
chce pan moją płytę?
zupę
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
nieruchomo
plemieniem
szczeliną
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
odziedziczył
cebulowy
sława reumatyzm kosztuje
w zgrzytańcu
w mielonym
na długiej ładnie uformowanej szyi