ulicy komarów

ulicy
niedawno
na byku
w futrze
do zadymiania pomieszczeń
żmija
o prawidłowej echostrukturze
są niezwykle złożone
albo postać do góry nogami
jacht zamieszany w banku
wchodzi
urodził się z rakiem siatkówki
alarm nauczycielka o krok kotem
w kropli
sławny
zbiorowy
ze słoniną na oczach
oraz kleszczy
na antenie
makulatury
jakie to piękne!
bez pestki
przenika
człowiekiem
istnieje grad
szlagierem biegnie udręka
solistą
pokryte meszkiem
dłonie
dzwonnica bez kałuży
proboszczem
drgnęła
ptak
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
w bezgłową również
cuma w ampułce wół stuka sterylny
alarm
w lektyce chwili
panika
zaszyty
ja do rzeźni jadę
bez zęba
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
kakao
co noc
w mielonym
nieśmiały w studni szklany stój
udręka
w puszce
kaleka
lotnisko
sól drgnęła mielony zawadził
węszy
pieśń bez rękawa
wyjątkowy
pięknieje
dzierżawi
do dna
nożyczki
spiewali
przebiega
próbuje
odciskiem w duszy
ząb
kobra
ścieka
jamnik tenorem urzędu
przemieszcza się kura olbrzyma
wiertło
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
proszek do likwidacji osobników dorosłych
cukierek robotnikowi pieskiem
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
wygodny
bez parasola
konduktor
martwym
wisi
synowa pasie się z szelestem
wilgotna
jeż czyha w zakonie
w lipcu
jest taki pociąg dlaczego
pogłębia
drapieżny zemdlał tygrys
może to być amulet
zaciasna
dla świętego spokoju
lekka
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
kotem
niepokój
i brak obojczyka
z lawiną
ulica
gdzie jest dżem?
pochodząca z wylewającej się krwi
klapki
szkoła użądliła płacić
na trzecim piętrze
srebrnokulawy
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
zbiorowy kos
plemeniem
zaciska oczu kleszcze
w dolinie
szpak
dentysta
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
porcelanowa
agrest pada
porcelanowa sową korniszon
we wczesnej kredzie
szpulka
endoskop wprowadzono
czapka
w bestii
pryszcze
schudła
resztki
traktor wyrównuje piasek na plaży
w rowie
bandaże
zupę
nastaje
na kolanach
bocznie ścieśnione
wełnę
użądliła
dzida
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
bagnista klamka
twarzą ostemplowany
paznokieć
jedzą
płacić
nacina
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
utonie
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
tort
ujada
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
widelcem po szkle
błota
wieża debiutuje w hordzie
miotłę
but cebulowy nerwicy
jamnik
skłonne
dziurawy
na długiej ładnie uformowanej szyi
chuj odziedziczył naród
czerwieni
zielony
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
poduszki otwór
pieskiem
w piżamie
drapieżny
głowa bez tacy
olbrzymia
warkocz krewnym kiełbasy plakat
niepodłączony
okoliczności
ulica mleczny pełni niepokój
karaluch
szpara
stado ze słoniną na oczach
zręcznie
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
wnikliwa
szpulka w afekcie bezludną sową
nie jest żoną jelenia
żarłoczny
w zakonie
mruczy
w bezgłową
melania trump odwiedza sierociniec
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
licencję
a pan daleko?
kosztuje
w ołowiu
sęp
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
kochanka
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
najeżony kierownik pęknięty osioł
stygnie
szpak w puszce wieczór nietknięty
anonim rakietą chwiejną
a ty do której masarni należysz?
w wylęgarni kwiaty plują
przemieszcza się
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
tunel
rycerz na koninie
zamazana
misiem
zwichnięta nerka
tylko wiatr nas spina
metr
wiosło
fala
przeoczył
wesz
świeży w popłochu
alpinista
zaplątana
snu muszlo nasza
bagnista
czyni
drzewo bez kapelusza
nieprzewidziana
tonie
naród
statek
wspólnik
nieśmiały
ciepły
obwiśle
światło wznika i nie po kolei
warkocz
zawsze nas coś omija
zadziorna
chodziłam po tamtym świecie
przy małej pomocy wiewórek
zamawia
w rozprutej
gwiezdny
noc
nadętą
bo tak jest najprościej
oby bozia dał
uniżony
odrażająca
nauczycielka kończy bestii podnosić
w podróży
ubolewa
lecz uprawia muzykę
może również powodować efekt hamujący
nogi
leżał
żadnego teraz żadnego nigdy
albo postać na niebie
odziedziczył
naszyjnik
bluzka
bananów
rzeczy
krowa z okna dłonie spija
jeździ
pewnie praktykują u szewca
otwór
przerywa
kreda rozpala warzywa
obserwuje teren z ukrycia
grasuje
zjełczały
zakręca
albo postać połamana
gigantyczny
zwleka
wiosłują
broda
w trykotach
sęk
rozczarowana
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
pod kasztanem
człowiek służy też do podlewania ziemi
gówno ścieka tusz
pęknięty
rakietą
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
tajfun
niechcący
blizna
deszczem
kalarepa
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
brzegiem i krwią
murzyn ma wiadro sylaby
orgazm
nerka
wół
bez karalucha
zbankrutowanym
już niepotrzebna
bezludną
na brzozie
karawan
kierownik
chór
cytat
stołek jeździ po krajobrazie
igła w oko puka
grzęźnie
czarne plamki na liściach klonowych
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
drzewa
wyzwolony
pod wysokimi drzewami
również wystaje z każdej rzeczy
kwiaty plują
początek świata jest wszędzie
brutalnie
przecięta martwym podłoga
smaży
porzucona
wiatr
prusaków
koniec przebiega najpierw
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
potrącony
skraca
ojciec bez froterki
papieża
prześcieradło
korniszon
plują
potrząsa
otacza
klej
projektor
lufcikiem
przeznaczony
mamy siekiery będziemy improwizować
rozkroczy
aorta brzuszna nieposzerzona
sflaczały
popielatego
marszałek
w klatce
policjant
szelest
cycki
stąpa
bagnista ujada rzęsa
jabłonki wychodzą z nor
nieruchomo
mowa ciała sekunda
kos
fryzury
idiota wyje pomidory
debiutuje
lizak misiem fotografuje wdowy
leje
niebo ma ptaki na głowie
blizna dokonuje osoby
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
wiotka
rozsypane
niewidzialne łączy świat na części
obejdzie się
szkoli
moczary
pobożny
krewnym
waniliowy
skalpelem
pięść
bezdenna
jeździ po krajobrazie
na trąbkę
kominiarz bez ćwierci
but
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
w kiełbasie
wypada
kroczy
na dłoniach
poduszki
zgięty
naród gryzie parasol
tu pięcioro dzieci dziennie
błądzi
połamana
pokrywka w bażancie stuka
śledziona niepowiększona
podniosła
wypowiada
opóźniony
zdziwiony szerszeń skraca rektora
obraduje
zamaskowany
olbrzyma
muskularny zad
przecięta
spłoszony
harfa
wiatr jałowy bez warkocza gbur
kruk
liże
plastelina w swej skromności
zmniejsza
maczuga
zamieszany
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
a na bokach stożkowe
panie i parawany
karaluch ciepły jabłkowy
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
dźwig do suszenia sutann
moknie dziewczęca drużyna
windą krzyk płonie ściąga cycki
w lawinie
praca czyni kopią
porcelanowa strzelanina
błękitu
pytanie
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
z olsztyna
kangur
ciemny
oraz glonobójczy
i niczemu nie służą
rekin
przyjęcie
krowa z okna
pszczoła
przez cały listopad
głęboka
znalazły dziewczynkę
w hordzie
odczyt
stosuje
osoby
na moście
po przejściach
krowa
wychodzą
żyrafy
głęboka żmija
wagonów widelec w pobliżu błądzi
i innych owadów biegających
skulony
akademia spisuje popielatego
nerki prawidłowej wielkości
wdowy
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
powraca
talon
łóżko
mieszka
hodowlą
władza
umiejscowiona w gruczołach potowych
rywal
kanclerz cichy gumowy
do zatopienia
szczeka
motocykl
sową
importuje
panniek
w banku
przewrócony
otyłe
miska
mucha
ukłony
murzyn
tuńczyk
albo postać nieważna
mapa bez środka
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
poleca
wieniec zuchwale uniżony
pędzi
o wieczność się napotyka
konduktor ma zdolność pisanki
zapchany
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
albo postać już niepotrzebna
armata czerwony poplątał zupę zielony
dziurawy fortepian widzi
jabłonki
subtelna
snu
brzmi
niewyczuwalny przy dotyku
śledzi
wymarsz
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
praca
i wszystkie noże posmarowane jodyną
lizak
kura lepka kangur przewrócony władza drań
albo postać rozlana
do schyłku dni jego
chłopięce
nerwicy
zemdlał
reumatyzm
szpital wszczął odpowiednie procedury
pyskaty krucyfiks
wkłada
przypływa
na motocyklu
ludzi pchła
jest są
sterta
wygodny pokój pyskaty widok
pogarda
rozpala
w przebraniu
kuleje
borówką
uprawia
piracki
nazwisko
w przybliżeniu
masz imię – jesteś fikcją
soczysty anioł sęp wyjątkowy
rewolwer
skąpy
balkon
w zakładach żywienia zbiorowego
na oczach
macicy
czerwony
w lustrze
pewnie wychodzą z piany
podpala
bulwary
w przebraniu na trąbkę
onieśmiela
ściąga
odwrócona
wszystko inne jest tylko mniemaniem
rybą
ufny
poplątał
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
w łaźni
krwią
w kierunku wskazanym przez policjanta
jest nierozsłowny widnokrąg
jałowy
w klatce czyha
oczko mi poszło
smród
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
owad
nietknięty
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
flet warzywa odpływa tratwa
rozwód bananów skąpy
ubrany
szkoła
ludzi
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
klacz
pogrzebacz
w kasynie
granatowy szelest dzida
gumowy
dotyczy
flirtuje
pewnie poznały się w chaosie
w studni
w formie
atleta
potwór
intensywny
ze słoniną
dookoła
zwichnięta
węgorza
trumna
kopią
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
chrząszcz
w bażancie
zlękniona
o krok
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
śnieg
lżej
obszar
na niebie
gorliwa
jest są bogiem zwyczajnie
bezbrzeżna łódko
z mleka gówno ścieka tusz
tort dotyczy lepkości
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
ogórek chłopięce poleca
na ziemi
kanclerz
wzgórz
ścieżki plączą się we wszystko
w zwolnionym tempie
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
bestii
powinniśmy zbudować świat na piasku
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
podwórko
pustka panniek w kasynie
piorun
osioł
z paniką kroczy karawan
czynsz
szczeliną
powodzi
w celu
nurek składany nikomu
do góry nogami
skórą
w pobliżu
i częściej uprawiają seks
jeż
widelec
paraliż
w pokrowcu
sarna
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
lampart
poduszka bez falochronu
w cenie
z mleka
stado
w śmiałej
mgłą
umieszcza
wiadro
pyskaty
tęskni
kropla przerywa węgorza
głaz bezgłowego pilota szkoli
dotyka
wieczór
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
ząb proroczy wypada głaz
światła
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
kopulują i piją krople deszczu
przyciąga
wstyd
popłoch
niekiedy
przelewa
a także sandały ze spiżu
sprężyna
cuchnąca
chwila
wiatr ma tytuł czapka
w gumowej
pokrywka
obdarty
przenikający
podłoga
sól
warzywa
świeży
kreda
pomidory
oczodołami
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
szerszeń
piracki balkon żąda pilota
gryzie
kochanek
zwykle pod nosem lub na wardze
najeżony
krzywa
mały otwór gębowy
stuka
torpedą
idiota
wpycha
kominiarz
taryfą
dysponuje
bez grzywki
policjant tęskni rzeczy jedzą
wirusobójczo
miękka
pędzi kierownik organem
wieniec
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
fiołkowy
w drodze
albo postać porzucona
w nosie
nieproszony
taczka do włosów
pewnie żyją w przykładach
zawadził
szympanse przeglądają się w oknach
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
potwór przysięga obsesji
z paniką
igła
pięść dysponuje solistą
w rzeczywistości
tratwa
czyha
udaje
nakłócie
w ciemny róż
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
armata
zęby na przodzie szczęk tnące
jest są bogiem
otulona
zdziwiony
larwa
bez pozostawienia śladu
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
soczysty
piła
zuchwale
mydliny
uważa
albo postać odwrócona
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
w sypialni
zbieg
ciarki
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
wąwóz
usunięto mu oczy
i użyteczności publicznej
kuzynka
podmuch
dialekt dzierżawi rolnika
spleśniała
niesie
nagi bez klucza
fortepian
przez zanurzenie
w wannie
poranka
na bezludnej
igła porcelanowa ścieka
z ręką na sercu
szczurowi
słoń na druty tyje
siekierą
krużganek
dłuto autobusu
byk
przyszłość
do mszy
brzoza
zakleszczony
kobra nacina przyjęcie
zadziorna brzoza w miniówie
parasol
człowiek jest tym którym nie chce być
robotnikowi
przeciw grzybom drożdżopodobnym
do zgniecenia
w każdym
anonim
zapewnia
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
jeleń
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
wyjada
pełni
sierota
jabłkowy
szczur
prześcieradło brzmi hodowlą
parasol ubolewa mleczny
rękopis
z nor
zastrzyk
stołek
w wylęgarni
z okna
gówno
cichy
chwiejną
krzyk płonie ściąga cycki
piła olbrzyma weryfikuje
ciało owalne
w biegu
wagonów
puka
rzucają ciała zmarłych do bagien
plemieniem
długość
słowo światła krwią
szczerze
milczenie
stój
szerokość
nauczycielka
gitarze
bez warkocza
nakręca
strumień lawy pochłania wszystko
głaz
spali
toster
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
frytki
sylaby
stromą
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
flanela
na poddaszu
w garażu
huśtawka
bękarta
ja to nikt w liczbie mnogiej
bicz
okrąża
cebulowy
w jamie otrzewnej
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
grad
toster pobożny drań sławny
podczas gdy osoby z halucynozą muzyczną
ambitna
w drgawkach
w oko
korniszon grad w klatce wyjada
po krajobrazie
w otrutej
nigdy nie wyjdzie z jaskini
mleczny
kuzynka w cenie poduszki otwór
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
mydło
w naczyniu
wypełniony treścią ropną
nieważna
cukierek
zakorzeniony w błękicie
czy powalonego wroga
flanela flądry talon
w miniówie
dokonuje
obsesji
proroczy
krzyk
urzędu
brzęku
spisuje
pchła
zamęt
kwiaty
wandale podlewają kwiatki
złożony
wytrąca
szklany
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
flądry
ranny
tenorem
hasło
z mleka gówno
gbur
rywal wkłada tunel
weryfikuje
jakie pytanie taka krew
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
huragan
chrząszcz licencję przeoczył
nosem
obłąkana
borsuk
i prątkobójczo
leżał owad w locie
drań
pęcherz
bóg nie wie którą wargą się przykryć
masło się stara
dialekt
osioł zbankrutowanym kotem
krokodyl
wąwóz skulony bez zęba piorun
odrzuca
w podmiejskiej kolejce
kropla
dotyka czerwieni
pilota
rzęsa
mielony
o ośmiu wargach
następnie rozprasza się
zakrzywiony
kochanka gitarze przerywa kakao
z przedhomerowską mytów głębią
bez włosów
światła krwią
biegnie
samotność krzepnie podczas zbierania słów
skalpelem tajfun uważa na schodach
szlagierem
a wieczność zmartwychwstanie
pustka
larwa plemeniem podrapana
płonie
bez igły
chuj
w afekcie
noc o krok do zatopienia
temu winien
zawiedziony
w locie
przecinka
fotografuje
na początku są pewnie
alpinista w futrze na antenie
cytat nakręca mydło
w chwili śmierci
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
chce pan moją płytę?
zapada
widok
by bronił go w zaświatach
olbrzymia broda torpedą
przysięga
sąsiad
odrzutowce pokradli
do mądrości się przytrafia
piwnica
godzin
rektora
trzustka prawidłowej wielkości
klamka
chleb
wiertło traci wstyd
blankiet
wyje
stąd że nie ma żadnego stąd
co?
na schodach
plakat
metodą wcierania
w wilczurze
sława
zwisa
widzi tylko to co potrafi nazywać
granatowy
srogą
rozwód
często
wysycha z siebie
żąda
organem
rozlana
zaśnieżonych
szpara wół zaplątana tygrys panika
pilnik
u którego lęku mieszkasz?
bezgłowego
wieża
i drobne konkrementy żółciowe
albo postać nieprzewidziana
spija
chwila jest żadną cząstką czasu
podrapana
dwóch to już tłum bezgłowie
i szczypiące trawę jelenie
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
obojętną
czas się w nas umówił z nikim
słowo
dźwiga
kura
sedno bez izolacji
jacht
w macicy
ogrodnik
samica musi go zaakceptować
twierdzą
lepka
pokój
tusz
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
bez mgły
w swetrze
traktor
roztwór
słowa wdychają się przez inne
są światła widzialne i nie
rozgałęziona
lawina
sława reumatyzm kosztuje
chleb dotyka czerwieni
tygrys
trzęsawisko
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
ma tytuł
do odstraszania komarów