tajfun bezgłowym

tajfun
panika
na poddaszu
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
lizak misiem fotografuje wdowy
zdziwiony
cycki
piwnica
człowiek służy też do podlewania ziemi
do góry nogami
pokój
szlagierem biegnie udręka
popłoch
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
orgazm
organem
wandale podlewają kwiatki
nauczycielka
twierdzą
z przedhomerowską mytów głębią
biegnie
albo postać nieważna
ulica
zapchany
u którego lęku mieszkasz?
dialekt
wisi
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
synowa pasie się z szelestem
podwórko
zwykle pod nosem lub na wardze
fryzury
fiołkowy
pęknięty
ma tytuł
wpycha
soczysty
trzustka prawidłowej wielkości
w rozprutej
przysięga
uniżony
połamana
zbiorowy kos
osioł zbankrutowanym kotem
mucha
kura lepka kangur przewrócony władza drań
powraca
ranny
trumna
szczeka
odrażająca
we wczesnej kredzie
przyciąga
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
ufny
bez pestki
przecinka
waniliowy
jedzą
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
niedawno
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
niewidzialne łączy świat na części
intensywny
kochanka
przyszłość
zjełczały
panie i parawany
wilgotna
spłoszony
w bezgłową również
gitarze
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
but
albo postać połamana
ciepły
wygodny
bezgłowego
nieproszony
porcelanowa sową korniszon
pięść dysponuje solistą
zgięty
porzucona
bez mgły
dysponuje
żąda
stado ze słoniną na oczach
ujada
zaciska oczu kleszcze
obdarty
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
rybą
rektora
szpital wszczął odpowiednie procedury
papieża
policjant tęskni rzeczy jedzą
albo postać odwrócona
nerwicy
ambitna
fortepian
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
czas się w nas umówił z nikim
zbankrutowanym
wiertło
w kropli
pięknieje
spleśniała
mydło
sól
już niepotrzebna
jest taki pociąg dlaczego
wkłada
brzęku
bananów
sprężyna
owad
wiatr
resztki
godzin
liże
zakrzywiony
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
lawina
pobożny
rozkroczy
rakietą
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
do schyłku dni jego
udaje
zapada
wiosło
nietknięty
nieruchomo
ciarki
muskularny zad
mieszka
w drodze
umieszcza
przeoczył
wieża debiutuje w hordzie
piła olbrzyma weryfikuje
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
naszyjnik
odziedziczył
niepodłączony
na trąbkę
bestii
schudła
w trykotach
gryzie
flet warzywa odpływa tratwa
bagnista ujada rzęsa
w piżamie
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
szerokość
i częściej uprawiają seks
olbrzymia broda torpedą
rozlana
lotnisko
oraz kleszczy
płacić
solistą
zmniejsza
pewnie wychodzą z piany
moczary
prześcieradło brzmi hodowlą
w hordzie
ptak
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
snu
nastaje
wypowiada
nakłócie
ścieka
wstyd
lżej
do mądrości się przytrafia
pochodząca z wylewającej się krwi
ja do rzeźni jadę
popielatego
krewnym
chrząszcz licencję przeoczył
w oko
sedno bez izolacji
tuńczyk
porcelanowa strzelanina
dwóch to już tłum bezgłowie
alpinista w futrze na antenie
chuj
pięść
ukłony
olbrzyma
rękopis
igła w oko puka
wirusobójczo
projektor
ząb
obejdzie się
korniszon
ulica mleczny pełni niepokój
szlagierem
z lawiną
są światła widzialne i nie
w puszce
a pan daleko?
fotografuje
plemeniem
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
szpak w puszce wieczór nietknięty
w zwolnionym tempie
tygrys
i innych owadów biegających
olbrzymia
jamnik
łóżko
w otrutej
bezludną
zamawia
dźwig do suszenia sutann
leje
jest są bogiem zwyczajnie
zwisa
tylko wiatr nas spina
wyje
cukierek
larwa
spisuje
na motocyklu
bezdenna
w śmiałej
balkon
endoskop wprowadzono
dokonuje
chce pan moją płytę?
sława reumatyzm kosztuje
paraliż
wiatr jałowy bez warkocza gbur
spali
pewnie poznały się w chaosie
czapka
zadziorna brzoza w miniówie
szczur
w łaźni
agrest pada
stój
nogi
strumień lawy pochłania wszystko
murzyn ma wiadro sylaby
roztwór
skraca
kanclerz
pewnie żyją w przykładach
praca czyni kopią
dziurawy
stygnie
rzucają ciała zmarłych do bagien
pilnik
chrząszcz
wagonów
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
samotność krzepnie podczas zbierania słów
kos
huśtawka
na ziemi
szpara wół zaplątana tygrys panika
żarłoczny
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
grzęźnie
dzierżawi
drzewa
zadziorna
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
płonie
umiejscowiona w gruczołach potowych
cukierek robotnikowi pieskiem
pewnie praktykują u szewca
wymarsz
i brak obojczyka
osioł
nosem
w nosie
metodą wcierania
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
frytki
wyzwolony
niesie
w kiełbasie
chór
zielony
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
windą krzyk płonie ściąga cycki
masło się stara
w formie
o prawidłowej echostrukturze
rzeczy
do odstraszania komarów
nadętą
pogarda
grasuje
sęk
przewrócony
szkoła użądliła płacić
zawsze nas coś omija
do zatopienia
jacht
albo postać porzucona
pyskaty
świeży w popłochu
bulwary
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
w przybliżeniu
koniec przebiega najpierw
dentysta
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
wszystko inne jest tylko mniemaniem
władza
rozwód
mapa bez środka
o krok
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
noc o krok do zatopienia
nurek składany nikomu
hasło
gigantyczny
ze słoniną
flirtuje
samica musi go zaakceptować
macicy
oby bozia dał
pokrywka w bażancie stuka
robotnikowi
tonie
rozgałęziona
do mszy
gorliwa
trzęsawisko
traktor
żmija
przerywa
armata
poleca
na kolanach
pieśń bez rękawa
jeż
gwiezdny
okrąża
chwila jest żadną cząstką czasu
kangur
wół
niechcący
jest są bogiem
przeciw grzybom drożdżopodobnym
do zgniecenia
czyha
bez karalucha
wypełniony treścią ropną
żyrafy
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
odrzutowce pokradli
potrącony
na brzozie
w celu
lufcikiem
pokryte meszkiem
przyjęcie
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
motocykl
konduktor ma zdolność pisanki
karaluch ciepły jabłkowy
w klatce czyha
paznokieć
zamęt
rozwód bananów skąpy
brzmi
krzywa
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
piorun
jacht zamieszany w banku
tenorem
sarna
pogłębia
dzwonnica bez kałuży
zdziwiony szerszeń skraca rektora
poranka
kakao
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
moknie dziewczęca drużyna
odwrócona
potrząsa
chodziłam po tamtym świecie
sierota
w swetrze
sąsiad
i szczypiące trawę jelenie
na antenie
z mleka gówno ścieka tusz
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
klapki
kropla przerywa węgorza
wnikliwa
utonie
piła
oczko mi poszło
granatowy szelest dzida
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
twarzą ostemplowany
kierownik
miotłę
miękka
praca
mleczny
stosuje
bagnista klamka
złożony
ogrodnik
na oczach
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
nauczycielka kończy bestii podnosić
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
krzyk
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
w wannie
szczeliną
widzi tylko to co potrafi nazywać
karawan
osoby
obwiśle
nakręca
jamnik tenorem urzędu
stąd że nie ma żadnego stąd
szympanse przeglądają się w oknach
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
skalpelem
plują
soczysty anioł sęp wyjątkowy
proszek do likwidacji osobników dorosłych
bez grzywki
gówno
pod kasztanem
zlękniona
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
wzgórz
rywal wkłada tunel
bez pozostawienia śladu
ściąga
obłąkana
bo tak jest najprościej
a także sandały ze spiżu
na trzecim piętrze
bezbrzeżna łódko
dialekt dzierżawi rolnika
wyjątkowy
snu muszlo nasza
niebo ma ptaki na głowie
rywal
kura
chwila
i niczemu nie służą
z nor
dotyczy
misiem
albo postać do góry nogami
rozsypane
na byku
odczyt
pieskiem
pustka
na niebie
i wszystkie noże posmarowane jodyną
na długiej ładnie uformowanej szyi
węszy
kopią
plakat
wieczór
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
spiewali
w bestii
sławny
istnieje grad
pryszcze
pchła
larwa plemeniem podrapana
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
warkocz
jakie pytanie taka krew
nieważna
naród gryzie parasol
kanclerz cichy gumowy
kroczy
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
kuleje
cytat
użądliła
jeż czyha w zakonie
ciemny
zakorzeniony w błękicie
milczenie
skłonne
podłoga
w lektyce chwili
urzędu
w futrze
blankiet
ludzi pchła
cuchnąca
naród
przeznaczony
blizna dokonuje osoby
po przejściach
a ty do której masarni należysz?
i użyteczności publicznej
debiutuje
w ciemny róż
kalarepa
ścieżki plączą się we wszystko
z olsztyna
w pokrowcu
szerszeń
najeżony kierownik pęknięty osioł
parasol ubolewa mleczny
cytat nakręca mydło
słoń na druty tyje
opóźniony
wchodzi
kominiarz bez ćwierci
zaciasna
w bezgłową
plemieniem
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
grad
anonim rakietą chwiejną
huragan
uprawia
żadnego teraz żadnego nigdy
jeleń
najeżony
czyni
kopulują i piją krople deszczu
czerwony
kobra
smaży
szczurowi
człowiek jest tym którym nie chce być
szpulka w afekcie bezludną sową
kosztuje
cebulowy
czy powalonego wroga
pszczoła
powodzi
w przebraniu na trąbkę
podpala
niewyczuwalny przy dotyku
mielony
wesz
idiota wyje pomidory
otyłe
w banku
otwór
kaleka
o wieczność się napotyka
stąpa
pyskaty krucyfiks
otulona
lizak
do zadymiania pomieszczeń
siekierą
podmuch
bękarta
przemieszcza się kura olbrzyma
w podmiejskiej kolejce
mydliny
bez warkocza
wysycha z siebie
nacina
śnieg
kreda rozpala warzywa
w studni
w miniówie
przez cały listopad
pilota
przenikający
stado
szklany
alpinista
bluzka
albo postać na niebie
wiosłują
bez parasola
skulony
wychodzą
kuzynka w cenie poduszki otwór
na schodach
tęskni
parasol
szczerze
subtelna
wiotka
rycerz na koninie
bagnista
widelec
piracki balkon żąda pilota
zuchwale
piracki
albo postać rozlana
mgłą
zamieszany
zapewnia
zaplątana
but cebulowy nerwicy
dłuto autobusu
w macicy
głaz
albo postać już niepotrzebna
sól drgnęła mielony zawadził
pełni
szkoła
mruczy
rozczarowana
widelcem po szkle
jałowy
wiatr ma tytuł czapka
w podróży
mamy siekiery będziemy improwizować
maczuga
statek
zwichnięta
w jamie otrzewnej
oraz glonobójczy
metr
bez igły
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
słowa wdychają się przez inne
rzęsa
zastrzyk
pomidory
widok
węgorza
w dolinie
igła porcelanowa ścieka
rekin
a wieczność zmartwychwstanie
nerka
tratwa
błota
kreda
puka
brzoza
i drobne konkrementy żółciowe
powinniśmy zbudować świat na piasku
przenika
rewolwer
nie jest żoną jelenia
w bażancie
drzewo bez kapelusza
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
tort
traktor wyrównuje piasek na plaży
byk
broda
nieprzewidziana
ogórek chłopięce poleca
przy małej pomocy wiewórek
pędzi
w afekcie
co?
nazwisko
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
toster
krzyk płonie ściąga cycki
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
jakie to piękne!
bóg nie wie którą wargą się przykryć
w cenie
mowa ciała sekunda
warzywa
bez włosów
kobra nacina przyjęcie
sową
srebrnokulawy
otacza
przebiega
nieśmiały w studni szklany stój
reumatyzm
w każdym
ząb proroczy wypada głaz
zwleka
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
armata czerwony poplątał zupę zielony
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
zawadził
w ołowiu
gbur
śledziona niepowiększona
krokodyl
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
zupę
panniek
zaszyty
szpak
kochanka gitarze przerywa kakao
obserwuje teren z ukrycia
sflaczały
plastelina w swej skromności
aorta brzuszna nieposzerzona
w garażu
w sypialni
zręcznie
prześcieradło
poduszka bez falochronu
importuje
głaz bezgłowego pilota szkoli
prusaków
porcelanowa
zwichnięta nerka
światło wznika i nie po kolei
sęp
potwór
lampart
obszar
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
głęboka żmija
błękitu
rozpala
do dna
obsesji
licencję
lepka
warkocz krewnym kiełbasy plakat
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
pogrzebacz
czynsz
wytrąca
chłopięce
przemieszcza się
kruk
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
czarne plamki na liściach klonowych
jest nierozsłowny widnokrąg
chuj odziedziczył naród
niekiedy
często
zaśnieżonych
zawiedziony
alarm
szkoli
pod wysokimi drzewami
stromą
marszałek
wygodny pokój pyskaty widok
oczodołami
głęboka
długość
bandaże
odciskiem w duszy
na początku są pewnie
przelewa
jest są
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
zakręca
zamaskowany
harfa
w kasynie
tort dotyczy lepkości
człowiekiem
uważa
bez zęba
w zakładach żywienia zbiorowego
udręka
kominiarz
skąpy
temu winien
w mielonym
głowa bez tacy
wiadro
wełnę
z paniką kroczy karawan
smród
alarm nauczycielka o krok kotem
próbuje
pustka panniek w kasynie
pędzi kierownik organem
dłonie
ulicy
w przebraniu
drapieżny
onieśmiela
znalazły dziewczynkę
klej
lecz uprawia muzykę
w drgawkach
cuma w ampułce wół stuka sterylny
potwór przysięga obsesji
igła
ubrany
albo postać nieprzewidziana
poplątał
konduktor
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
fala
w biegu
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
w rzeczywistości
torpedą
wypada
klacz
również wystaje z każdej rzeczy
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
niepokój
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
toster pobożny drań sławny
wagonów widelec w pobliżu błądzi
pęcherz
lekka
w wylęgarni
masz imię – jesteś fikcją
anonim
nieśmiały
co noc
borsuk
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
proroczy
w wylęgarni kwiaty plują
podrapana
o ośmiu wargach
karaluch
skórą
przez zanurzenie
borówką
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
granatowy
hodowlą
w wilczurze
wąwóz
bicz
w locie
akademia spisuje popielatego
w lawinie
chwiejną
ojciec bez froterki
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
skalpelem tajfun uważa na schodach
ubolewa
wspólnik
kotem
sława
nagi bez klucza
drgnęła
odrzuca
noc
błądzi
śledzi
nożyczki
szpulka
atleta
deszczem
w kierunku wskazanym przez policjanta
makulatury
srogą
cichy
martwym
nerki prawidłowej wielkości
wyjada
w lustrze
wąwóz skulony bez zęba piorun
ja to nikt w liczbie mnogiej
na moście
w pobliżu
w gumowej
brzegiem i krwią
dla świętego spokoju
gdzie jest dżem?
wieża
taryfą
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
w zakonie
wdowy
w rowie
dzida
szpara
sylaby
zamazana
kochanek
miska
w naczyniu
sterta
dookoła
stuka
zakleszczony
leżał owad w locie
krużganek
gumowy
tusz
z ręką na sercu
kuzynka
w klatce
zemdlał
obojętną
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
podniosła
wieniec zuchwale uniżony
z paniką
przecięta
tunel
drań
proboszczem
dźwiga
obraduje
i prątkobójczo
jabłonki
na dłoniach
jabłonki wychodzą z nor
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
na bezludnej
melania trump odwiedza sierociniec
pokrywka
ludzi
wieniec
przecięta martwym podłoga
zbiorowy
policjant
brutalnie
dziurawy fortepian widzi
korniszon grad w klatce wyjada
klamka
świeży
początek świata jest wszędzie
nigdy nie wyjdzie z jaskini
przypływa
szelest
wiertło traci wstyd
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
jabłkowy
pytanie
idiota
w lipcu
leżał
taczka do włosów
murzyn
poduszki
weryfikuje
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
kropla
blizna
drapieżny zemdlał tygrys
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym