szpara grzęźnie

szpara wół zaplątana tygrys panika
prześcieradło
noc o krok do zatopienia
konduktor
w zakonie
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
marylki
alpinista
klamka
oraz kleszczy
parasol ubolewa mleczny
radość ul spokojna 87580653865 dh
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
widok
pokrywka
początek świata jest wszędzie
przyszłość
wieża debiutuje w hordzie
spiewali
szklany
zadziorna
czapka
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
zakleszczony
zamieszany
i szczypiące trawę jelenie
w bestii
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
pobożny
pilota
kos
bananów
wyhodowany z ludzkich komórek stek
w wylęgarni
a ty do której masarni należysz?
alarm nauczycielka o krok kotem
wandale podlewają kwiatki
nieważna
nerki prawidłowej wielkości
płonie
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
umieszcza
nacina
poduszka bez falochronu
niekiedy
tonie
tort dotyczy lepkości
oczko mi poszło
szpak w puszce wieczór nietknięty
odrażająca
niepokój
dłonie
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
korniszon
gigantyczny
a także sandały ze spiżu
kakao
chwila jest żadną cząstką czasu
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
w podróży
połamana
obłąkana
panniek
klej
w biegu
ludzi pchła
próbuje
bez mgły
pszczoła
głaz
pogarda
powraca
jabłonki wychodzą z nor
przenikający
sprężyna
ja to nikt w liczbie mnogiej
organem
nożyczki
słowa wdychają się przez inne
bez grzywki
bagnista klamka
szpak
wół
w futrze
przemieszcza się kura olbrzyma
kobieta
mruczy
flanela
praca czyni kopią
rozwód
i innych owadów biegających
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
wdowy
krzyk
robotnikowi
wiosło
spali
traktor
murzyn ma wiadro sylaby
pokrywka w bażancie stuka
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
godzin
w rzeczywistości
podłoga
bagnista
albo postać odwrócona
huśtawka
po przejściach
przemieszcza się
bernardynki
nazwijmy to
nakłócie
wygodny pokój pyskaty widok
korniszon grad w klatce wyjada
nastaje
szerszeń
toster
na motocyklu
zwichnięta nerka
dłuto autobusu
windą krzyk płonie ściąga cycki
bez pozostawienia śladu
do zgniecenia
gumowy
piwnica
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
spłoszony
żadnego teraz żadnego nigdy
w otrutej
płacić
lepka
zakorzeniony w błękicie
ogrodnik
okrąża
poduszki otwór
resztki
projektor
z nor
w wannie
przypływa
martwym
mydliny
owad
piła
nieśmiały
statek
uważa
tygrys
mleczny
but
kosztuje
licencję
zastrzyk
pewnie wychodzą z piany
użądliła
krowa
zgięty
warkocz
sylaby
flądry
miotłę
wpycha
wygodny
miska
wzgórz
deszczem
nagi bez klucza
wiosłują
i niczemu nie służą
rozczarowana
bicz
w przebraniu na trąbkę
kuzynka w cenie poduszki otwór
kroczy
papieża
toster pobożny drań sławny
nieśmiały w studni szklany stój
prześcieradło brzmi hodowlą
w każdym
w śmiałej
paraliż
poranka
niechcący
chłopięce
w locie
intensywny
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
osioł zbankrutowanym kotem
dotyka
i użyteczności publicznej
nauczycielka
wiatr
sól drgnęła mielony zawadził
ściąga
kalarepa
i prątkobójczo
w kierunku wskazanym przez policjanta
czyha
na trzecim piętrze
policjant tęskni rzeczy jedzą
ranny
jest nierozsłowny widnokrąg
błękitu
obserwuje teren z ukrycia
przeciw grzybom drożdżopodobnym
drzewa
potrącony
pod kasztanem
pogrzebacz
w piżamie
lekka
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
sól
siekierą
naród
liże
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
dzierżawi
o ośmiu wargach
w formie
proszek do likwidacji osobników dorosłych
traktor wyrównuje piasek na plaży
grad
bagnista ujada rzęsa
udaje
ciemny
tort
nie jest żoną jelenia
na trąbkę
ścieka
rywal
tajfun
zakręca
czarna balerina tańcząca w jeziorze
ma tytuł
zapada
stój
rogacjoniści
kwiaty
pyskaty krucyfiks
zamawia
cytat
huragan
marszałek
ząb
ojciec bez froterki
dźwiga
karaluch ciepły jabłkowy
igła w oko puka
warzywa
ulicy
niewidzialne łączy świat na części
do zatopienia
ujada
światła krwią
porcelanowa strzelanina
wiatr jałowy bez warkocza gbur
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
w czerwonym skafandrze
nerka
to ja niczemu
bez zęba
w lipcu
otulona
tęskni
rywal wkłada tunel
głęboka
cuma w ampułce wół stuka sterylny
pewnie poznały się w chaosie
zapewnia
flet warzywa odpływa tratwa
srebrnokulawy
wesz
mowa ciała sekunda
tunel
wypada
cytat nakręca mydło
zawsze nas coś omija
na oczach
w rowie
olbrzymia broda torpedą
głaz bezgłowego pilota szkoli
mapa bez środka
pieskiem
noc
szkoli
weryfikuje
ubolewa
a pan daleko?
dentysta
cuchnąca
zadziorna brzoza w miniówie
zupę
rzeczy
szczeka
przewrócony
zwisa
olbrzyma
w zwolnionym tempie
widelec
dźwig do suszenia sutann
powinniśmy zbudować świat na piasku
ze słoniną na oczach
ufny
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
niedawno
ogórek chłopięce poleca
obojętną
do mszy
taczka do włosów
cycki
bezgłowego
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
pokój
jakby modląc się
wilgotna
biegnie
sława reumatyzm kosztuje
w swetrze
szczur
podwórko
podmuch
porcelanowa sową korniszon
władza
krokodyl
pogłębia
mijając poranne tłumy na moście do teksasu
szpital wszczął odpowiednie procedury
urzędu
o krok
jabłonki
olbrzymia
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
metr
na dłoniach
w studni
wzdłuż płotu
trzustka prawidłowej wielkości
przez zanurzenie
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
konduktor ma zdolność pisanki
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
zawierzanki
waniliowy
bo tak jest najprościej
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
o wieczność się napotyka
moczary
wiadro
pomidory
są światła widzialne i nie
mieszka
bandaże
bez karalucha
bulwary
mydło
jakie pytanie taka krew
wyje
w ciemny róż
człowiekiem
rozpala
głowa bez tacy
popielatego
leje
z lawiną
zwleka
pędzi kierownik organem
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
nigdy nie wyjdzie z jaskini
lawina
dialekt
misiem
drzewo bez kapelusza
ząb proroczy wypada głaz
rozbierając się znika
przez cały listopad
przenika
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
niesie
mucha
i drobne konkrementy żółciowe
szerokość
trzęsawisko
szczeliną
onieśmiela
do góry nogami
sarna
istnieje grad
w jamie otrzewnej
w naczyniu
na poddaszu
rozgałęziona
kreda rozpala warzywa
widzi tylko to co potrafi nazywać
w lektyce chwili
niepodłączony
żmija
kotem
nazwisko
urodził się z rakiem siatkówki
oczodołami
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
jeż
wyjątkowy
szkoła
lżej
w chwili śmierci
armata
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
dwóch to już tłum bezgłowie
ciało owalne
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
alpinista w futrze na antenie
niebo ma ptaki na głowie
brzegiem i krwią
człowiek jest tym którym nie chce być
i częściej uprawiają seks
blizna dokonuje osoby
kopulują i piją krople deszczu
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
w trykotach
drgnęła
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
akademia spisuje popielatego
śnieg
jabłkowy
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
igła
na bezludnej
kochanka
śledzi
rakietą
doloryści
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
poplątał
w hordzie
w mielonym
lecz uprawia muzykę
wytrąca
motocykl
bez pestki
pyskaty
nurek składany nikomu
hodowlą
kuleje
wstyd
ctenophthalmus agyrtes jest najliczniejszym gatunkiem pcheł we wschodniej polsce
sąsiad
czy powalonego wroga
człowiek służy też do podlewania ziemi
skłonne
stąpa
ze słoniną
w drodze
blankiet
znalazły dziewczynkę
dziewice konsekrowane
albo postać już niepotrzebna
ubrany
żarłoczny
klapki
fiołkowy
potrząsa
panie i parawany
spisuje
w kropli
sława
borsuk
chuj odziedziczył naród
jeleń
leżał owad w locie
broda
plemieniem
czas się w nas umówił z nikim
skulony
jeż czyha w zakonie
najeżony
masz imię – jesteś fikcją
z okna
zawiedziony
gbur
solistą
murzyn
wąwóz skulony bez zęba piorun
jest krystalizacją ludzkiej mądrości
wychodzą
reumatyzm
jest są bogiem
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
fala
już niepotrzebna
kominiarz bez ćwierci
kropla przerywa węgorza
wszystko inne jest tylko mniemaniem
parasol
kura lepka kangur przewrócony władza drań
nosem
zdziwiony
rewolwer
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
skalpelem tajfun uważa na schodach
dotyczy
wnikliwa
przerywa
na niebie
talon
z olsztyna
szpulka w afekcie bezludną sową
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
stuka
zwichnięta
ścieżki plączą się we wszystko
lotnisko
słowo
w drgawkach
w gumowej
na schodach
orgazm
rękopis
ludzi
wspólnik
klaretyni
w puszce
milczenie
pilnik
zaśnieżonych
taryfą
zlękniona
nogi
bez warkocza
odrzutowce pokradli
gówno ścieka tusz
podrapana
w którym liczby mogą mieć kolory
kwiaty plują
rekin
przyciąga
but cebulowy nerwicy
węszy
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
srogą
albo postać na niebie
anonim
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
melania trump odwiedza sierociniec
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
metodą wcierania
odwrócona
w garażu
we wczesnej kredzie
na brzozie
najeżony kierownik pęknięty osioł
gorliwa
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
flirtuje
na kolanach
makulatury
sflaczały
ja do rzeźni jadę
chodziłam po tamtym świecie
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
szkoła użądliła płacić
i wszystkie noże posmarowane jodyną
często
anuncjatki niebieskie
bezdenna
frytki
schudła
pustka
plakat
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
są niezwykle złożone
chce pan moją płytę?
hasło
cicho józek! robie francuza
zmniejsza
rozkroczy
borówką
zamęt
w kasynie
w wilczurze
sęk
balkon
subtelna
zaplątana
kobra
proboszczem
obdarty
zamaskowany
przebiega
wieniec zuchwale uniżony
słowo światła krwią
granatowy
jedzą
żyrafy
fryzury
bluzka
stygnie
paznokieć
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
zaszyty
krużganek
przeoczył
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
krwią
z przedhomerowską mytów głębią
drapieżny
nauczycielka kończy bestii podnosić
kruk
ambitna
w rozprutej
w łaźni
sprzed 7 mln lat
z mleka gówno ścieka tusz
stąd że nie ma żadnego stąd
wiertło
brzęku
skąpy
jacht zamieszany w banku
kura
niewyczuwalny przy dotyku
zawadził
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
sławny
w cenie
albo postać porzucona
szpara
kuzynka
teraz
albo postać rozlana
powodzi
w miniówie
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
kochanka gitarze przerywa kakao
dziurawy fortepian widzi
głęboka żmija
igła porcelanowa ścieka
w pobliżu
kanclerz cichy gumowy
aorta brzuszna nieposzerzona
mielony
uprawia
śledziona niepowiększona
zaciska oczu kleszcze
łóżko
kominiarz
na ziemi
wieża
zjełczały
oby bozia dał
szlagierem
dookoła
wypowiada
wyjada
umiejscowiona w gruczołach potowych
długość
fortepian
również wystaje z każdej rzeczy
z paniką
bez igły
chuj
temu winien
muskularny zad
pełni
czarne plamki na liściach klonowych
tylko wiatr nas spina
do ponic
importuje
idiota
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
pod wysokimi drzewami
w sypialni
twarzą ostemplowany
snu muszlo nasza
szympanse przeglądają się w oknach
wchodzi
byk
macicy
nakręca
szczurowi
otyłe
w pokrowcu
do mądrości się przytrafia
zwykle pod nosem lub na wardze
przecięta martwym podłoga
larwa plemeniem podrapana
zbieg
na długiej ładnie uformowanej szyi
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
wieczór
rozwód bananów skąpy
jest taki pociąg dlaczego
anonim rakietą chwiejną
otwór
wiotka
osioł
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
plemeniem
wyspa przebiegła
prowadzi rower
wagonów
bestii
lampart
przyjęcie
jamnik tenorem urzędu
koniec przebiega najpierw
obsesji
na moście
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
szelest
kropla
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
lizak
piorun
cukierek
cukierek robotnikowi pieskiem
błądzi
przelewa
albertynki
czynsz
szlagierem biegnie udręka
zbankrutowanym
warkocz krewnym kiełbasy plakat
jest są bogiem zwyczajnie
obejdzie się
mały otwór gębowy
jest są
zuchwale
dla świętego spokoju
skraca
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
obwiśle
w klatce
stromą
odczyt
lufcikiem
pokryte meszkiem
w klatce czyha
naszyjnik
twierdzą
w lustrze
dysponuje
przecięta
bękarta
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
chwila
w zakładach żywienia zbiorowego
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
do odstraszania komarów
czyni
opóźniony
i brak obojczyka
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
potwór
z mleka
gitarze
praca
wiatr ma tytuł czapka
dzwonnica bez kałuży
przysięga
alarm
wirusobójczo
nieprzewidziana
przeznaczony
światło wznika i nie po kolei
kopią
wisi
hieronimici
na byku
rozlana
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
endoskop wprowadzono
chrząszcz
moknie dziewczęca drużyna
chleb
bez parasola
z paniką kroczy karawan
brutalnie
wąwóz
nikim unosi się ponad siebie
odciskiem w duszy
pędzi
spija
pewnie praktykują u szewca
szpulka
atleta
w ołowiu
zielony
kobra nacina przyjęcie
zamazana
poleca
snu
bóg nie wie którą wargą się przykryć
chór
odziedziczył
naród gryzie parasol
brzoza
lizak misiem fotografuje wdowy
synowa pasie się z szelestem
i wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego
gryzie
kierownik
plują
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
granatowy szelest dzida
ulica
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
zapchany
słoń na druty tyje
otacza
cebulowy
pieśń bez rękawa
kochanek
nerwicy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
stado ze słoniną na oczach
grasuje
w przybliżeniu
jałowy
przy małej pomocy wiewórek
kaleka
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
piracki
u którego lęku mieszkasz?
jacht
usunięto mu oczy
rzucają ciała zmarłych do bagien
utonie
światła
karaluch
bezludną
pięknieje
rektora
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
strumień lawy pochłania wszystko
stosuje
szczerze
drań
pchła
żąda
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
soczysty
policjant
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
okoliczności
idiota wyje pomidory
sedno bez izolacji
rozprasza się
pryszcze
udręka
wiertło traci wstyd
do dna
krowa z okna dłonie spija
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
soczysty anioł sęp wyjątkowy
poduszki
w nosie
gówno
w celu
blizna
miękka
ukłony
uniżony
pęcherz
rybą
ptak
puka
do zadymiania pomieszczeń
podpala
tuńczyk
chleb dotyka czerwieni
debiutuje
nietknięty
rozsypane
obraduje
ciarki
w macicy
kanclerz
klacz
wełnę
cichy
w bażancie
piracki balkon żąda pilota
sterta
pęknięty
przecinka
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
czerwieni
pięść
zręcznie
w dolinie
dokonuje
los jest niechcący
obszar
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
harfa
dzida
leżał
stado
węgorza
krzywa
piła olbrzyma weryfikuje
pustka panniek w kasynie
dialekt dzierżawi rolnika
armata czerwony poplątał zupę zielony
pytanie
zemdlał
wypełniony treścią ropną
w podmiejskiej kolejce
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
dotyka czerwieni
błota
albo postać do góry nogami
kreda
bez włosów
agrest pada
nieruchomo
pływają od ściany do ściany
mgłą
sęp
trumna
rzęsa
chrząszcz licencję przeoczył
larwa
albo postać połamana
wymarsz
albo postać nieprzewidziana
osoby
wagonów widelec w pobliżu błądzi
w afekcie
tratwa
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
wyzwolony
samica musi go zaakceptować
w lawinie
odrzuca
na antenie
nieproszony
o prawidłowej echostrukturze
zaciasna
tenorem
krewnym
w wylęgarni kwiaty plują
gwiezdny
fotografuje
torpedą
jakie to piękne!
sierota
panika
smaży
nadętą
zdziwiony szerszeń skraca rektora
świeży
krzyk jest przez samo ha
mamy siekiery będziemy improwizować
skalpelem
minimici
widelcem po szkle
w przebraniu
to ja
masło się stara
podniosła
samotność krzepnie podczas zbierania słów
w kiełbasie
ciepły
albo postać nieważna
wkłada
porcelanowa
karawan
pewnie żyją w przykładach
pięść dysponuje solistą
czym zbierać czas?
tusz
maczuga
smród
z ręką na sercu
chwiejną
plastelina w swej skromności
złożony
sową
brzmi
prusaków
spleśniała
dziurawy
w banku
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
co noc
gdzie jest dżem?
bezbrzeżna łódko
czerwony
w oko
pochodząca z wylewającej się krwi
porzucona
rycerz na koninie
drapieżny zemdlał tygrys
kangur
roztwór
zakrzywiony
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
potwór przysięga obsesji
jamnik
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
proroczy
grzęźnie