strumień pięknieje

strumień lawy pochłania wszystko
nieruchomo
pędzi
w podmiejskiej kolejce
bananów
chwila jest żadną cząstką czasu
synowa pasie się z szelestem
wąwóz
poduszki
uniżony
lżej
nigdy nie wyjdzie z jaskini
światła
jacht
o prawidłowej echostrukturze
kura lepka kangur przewrócony władza drań
bluzka
ubolewa
wygodny pokój pyskaty widok
z paniką
agrest pada
węszy
kropla przerywa węgorza
nakręca
przyszłość
i częściej uprawiają seks
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
srebrnokulawy
o wieczność się napotyka
cuchnąca
czas się w nas umówił z nikim
opóźniony
zjełczały
w nosie
masz imię – jesteś fikcją
subtelna
ciało owalne
z długą historią teleologii
przewrócony
szpak w puszce wieczór nietknięty
nietknięty
podniosła
lekka
w miniówie
metr
płacić
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
trumna
w zakonie
but
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
w kasynie
szlagierem biegnie udręka
w celu
skalpelem tajfun uważa na schodach
akademia spisuje popielatego
igła
lecz uprawia muzykę
w drgawkach
soczysty anioł sęp wyjątkowy
stój
porcelanowa sową korniszon
popielatego
o ośmiu wargach
osoby
statek
przeciw grzybom drożdżopodobnym
atleta
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
przenika
taryfą
traktor wyrównuje piasek na plaży
masło się stara
zamawia
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
lizak
dźwig do suszenia sutann
mamy siekiery będziemy improwizować
alpinista w futrze na antenie
papieża
wyspa przebiegła
oczko mi poszło
w otrutej
fiołkowy
zadziorna
zastrzyk
fala
złożony
blizna dokonuje osoby
słoń na druty tyje
niepokój
głowa bez tacy
otacza
gbur
nogi
traktor
z okna
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
bez pestki
kochanek
radość ul spokojna 87580653865 dh
nieśmiały w studni szklany stój
kobra
pieśń bez rękawa
plemieniem
na brzozie
jest są
wnikliwa
w lipcu
rękopis
bez grzywki
taczka do włosów
leżał owad w locie
zielony
fortepian
dentysta
rywal wkłada tunel
widzi tylko to co potrafi nazywać
grzęźnie
przyciąga
nauczycielka kończy bestii podnosić
macicy
maczuga
szczeka
co noc
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
przez teraz
bez parasola
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
mieszka
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
władza
pytanie
ma tytuł
pokrywka w bażancie stuka
snu muszlo nasza
obojętną
użądliła
żąda
klamka
w garażu
w trykotach
sęp
powraca
wdowy
tort
ulicy
temu winien
i w temże
zaszyty
pyskaty
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
plakat
zgięty
z mleka gówno ścieka tusz
sława reumatyzm kosztuje
karaluch ciepły jabłkowy
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
chwila
dzierżawi
uważa
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
niewyczuwalny przy dotyku
skraca
anonim rakietą chwiejną
pogłębia
poleca
z paniką kroczy karawan
mydliny
do zadymiania pomieszczeń
urzędu
oby bozia dał
kosmate
ząb
czynsz
cukierek
zemdlał
jest taki pociąg dlaczego
kruk
larwa plemeniem podrapana
kaleka
talon
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
wiotka
wagonów
obejdzie się
pyskaty krucyfiks
wygodny
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
potwór przysięga obsesji
osioł
słowo światła krwią
pewnie żyją w przykładach
chrząszcz licencję przeoczył
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
cytat
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
z nor
w pokrowcu
weryfikuje
alarm nauczycielka o krok kotem
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
błękitu
jedzą
rozczarowana
dysponuje
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
chodziłam po tamtym świecie
połamana
piwnica
ze słoniną na oczach
zwisa
z olsztyna
pilota
plują
tenorem
trzustka prawidłowej wielkości
stado ze słoniną na oczach
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
niesie
ściąga
w wylęgarni
grasuje
olbrzyma
tusz
roztwór
ścieżki plączą się we wszystko
albo postać rozlana
czają się za rogiem
tratwa
w kierunku wskazanym przez policjanta
kreda rozpala warzywa
wieniec zuchwale uniżony
usunięto mu oczy
kobieta
i szczypiące trawę jelenie
i brak obojczyka
zupę
gumowy
chuj odziedziczył naród
w klatce czyha
nerka
mruczy
rozlana
karawan
podmuch
kucajacych
czapka
jacht zamieszany w banku
krwią
na schodach
kropla
czarne plamki na liściach klonowych
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
przez zanurzenie
na trąbkę
czarna balerina tańcząca w jeziorze
powodzi
klej
wandale podlewają kwiatki
spali
liże
pędzi kierownik organem
również wystaje z każdej rzeczy
pewnie wychodzą z piany
na trzecim piętrze
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
drzewa
tylko wiatr nas spina
i niczemu nie służą
wchodzi
krzyk jest przez samo ha
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
soczysty
w cenie
szpulka
stąd że nie ma żadnego stąd
bez pozostawienia śladu
rybą
nauczycielka
zamazana
wypada
w oko
niedawno
wiertło
czy powalonego wroga
cichy
albo postać na niebie
granatowy szelest dzida
drzewo bez kapelusza
zbieg
człowiekiem
ale czy naprawdę?
leje
wychodzą
zlękniona
paraliż
fryzury
wypełniony treścią ropną
dialekt dzierżawi rolnika
pryszcze
leżał
otwór
w afekcie
ze słoniną
odrzutowce pokradli
wypowiada
w przebraniu
ciepły
spija
proroczy
prowadzi rower
w zakładach żywienia zbiorowego
gówno ścieka tusz
rycerz na koninie
na niebie
wieczór
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
w jamie otrzewnej
szkoli
okrąża
światła krwią
zakrzywiony
szpital wszczął odpowiednie procedury
armata
huśtawka
albo postać połamana
los jest niechcący
grad
albo postać odwrócona
zawadził
szczurowi
w jelicie
siekierą
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
szpara wół zaplątana tygrys panika
broda
wiadro
kwaśne
przemieszcza się kura olbrzyma
alarm
dla słonia kwiat ten
kuleje
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
krzyk
pięść
nieśmiały
misiem
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
toster pobożny drań sławny
człowiek jest tym którym nie chce być
skłonne
jamnik tenorem urzędu
chwiejną
sarna
wkłada
lawina
ujada
melania trump odwiedza sierociniec
z lawiną
do odstraszania komarów
przeoczył
sława
cebulowy
podłoga
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
chłopięce
kominiarz
poranka
olbrzymia
flądry
w łaźni
koniec przebiega najpierw
miękka
utonie
cuma w ampułce wół stuka sterylny
pomidory
marszałek
dla świętego spokoju
szklany
przelewa
ciarki
sprzed 7 mln lat
borsuk
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
na antenie
do dna
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
są światła widzialne i nie
albo postać już niepotrzebna
piracki
szerokość
nagi bez klucza
pogrzebacz
muskularny zad
błota
ojciec bez froterki
wyhodowany z ludzkich komórek stek
proszek do likwidacji osobników dorosłych
parasol ubolewa mleczny
sprężyna
intensywny
igła porcelanowa ścieka
bezdenna
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
czyni
chce pan moją płytę?
jest nierozsłowny widnokrąg
bulwary
pochodząca z wylewającej się krwi
żarłoczny
stuka
fotografuje
brzoza
tuńczyk
potrząsa
kakao
przez nigdy
pęknięty
ścieka
chuj
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
wiatr ma tytuł czapka
łóżko
tunel
borówką
bicz
trzęsawisko
w mielonym
szpara
rzeczy
przez cały listopad
głęboka żmija
szczerze
zakorzeniony w błękicie
zawiedziony
smukłe talie i duże
w biegu
resztki
w podróży
otyłe
olbrzymia broda torpedą
dotyka
albo postać nieprzewidziana
sterta
do mszy
sedno bez izolacji
i widzi więcej
kreda
przy małej pomocy wiewórek
igła w oko puka
zapewnia
w przebraniu na trąbkę
to bezokie zwierzę
przypływa
plastelina w swej skromności
obsesji
lizak misiem fotografuje wdowy
niewidzialne łączy świat na części
niekiedy
samotność krzepnie podczas zbierania słów
bękarta
organem
lufcikiem
dotyka czerwieni
idiota wyje pomidory
węgorza
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
w puszce
wyjątkowy
w banku
czerwony
pchła
rozsypane
albo postać nieważna
przenikający
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
porcelanowa strzelanina
praca czyni kopią
i wszystkie noże posmarowane jodyną
zakręca
wytrąca
jabłonki wychodzą z nor
i dotyk przez nigdy
brzmi
spiewali
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
pewnie poznały się w chaosie
bez mgły
w bażancie
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
kierownik
rekin
onieśmiela
gigantyczny
nieważna
nacina
harfa
dokonuje
drapieżny zemdlał tygrys
często
deszczem
pustka
sową
solistą
w kropli
wstyd
kwiaty plują
kanclerz cichy gumowy
bagnista ujada rzęsa
mucha
urwa strącona
toilet: ek prem katha
sól
już niepotrzebna
na poddaszu
bo tak jest najprościej
w macicy
odciskiem w duszy
śledziona niepowiększona
w rowie
w futrze
wiosłują
naród gryzie parasol
w lawinie
dzwonnica bez kałuży
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
w locie
poduszka bez falochronu
przyjęcie
żmija
sęk
flanela
obwiśle
w studni
widok
idiota
w swetrze
na dłoniach
głaz bezgłowego pilota szkoli
noc
lampart
w każdym
u którego lęku mieszkasz?
zakleszczony
krokodyl
jabłkowy
na motocyklu
do zgniecenia
we wczesnej kredzie
ptak
flet warzywa odpływa tratwa
w dolinie
nożyczki
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
cicho józek! robie francuza
zwykle pod nosem lub na wardze
na byku
endoskop wprowadzono
człowiek służy też do podlewania ziemi
pobożny
policjant tęskni rzeczy jedzą
ctenophthalmus agyrtes jest najliczniejszym gatunkiem pcheł we wschodniej polsce
warkocz
balkon
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
makulatury
udaje
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
brzęku
gorliwa
kos
plemeniem
tonie
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
zdziwiony szerszeń skraca rektora
w rzeczywistości
podrapana
nazwijmy to
karaluch
w ołowiu
pokryte meszkiem
udręka
tort dotyczy lepkości
naszyjnik
pod wysokimi drzewami
rektora
zaciasna
porcelanowa
hasło
w bestii
wpycha
szpulka w afekcie bezludną sową
obraduje
kotem
w naczyniu
początek świata jest wszędzie
larwa
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
i drobne konkrementy żółciowe
czerwieni
na kolanach
nieproszony
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
przerywa
ogrodnik
odwrócona
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
poduszki otwór
ukłony
cukierek robotnikowi pieskiem
bóg nie wie którą wargą się przykryć
ludzi pchła
toster
zamieszany
stąpa
cycki
korniszon grad w klatce wyjada
dialekt
teraz
w przybliżeniu
zaciska oczu kleszcze
mleczny
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
nieprzewidziana
wół
wieża
jabłonki
to lustro
brutalnie
a ty do której masarni należysz?
krużganek
i prątkobójczo
granatowy
niepodłączony
ja to nikt w liczbie mnogiej
zdziwiony
na ziemi
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
wilgotna
wspólnik
w czerwonym skafandrze
ofiara staje się widoczna dla tego ślepego i głuchoniemego bandyty
jamnik
umiejscowiona w gruczołach potowych
umieszcza
długość
drgnęła
rewolwer
reumatyzm
srogą
bez zęba
ranny
kalarepa
kopulują i piją krople deszczu
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
moknie dziewczęca drużyna
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
mój los jest jedną z bilionów bezimiennych bakterii
w kiełbasie
w pobliżu
zuchwale
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
waniliowy
w chwili śmierci
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
uprawia
flirtuje
gdzie jest dżem?
kobra nacina przyjęcie
wąwóz skulony bez zęba piorun
widelec
alpinista
szkoła użądliła płacić
pływają od ściany do ściany
zaplątana
w formie
nastaje
bagnista klamka
noc o krok do zatopienia
orgazm
nerwicy
pod kasztanem
piła olbrzyma weryfikuje
szczątek
mapa bez środka
proboszczem
piracki balkon żąda pilota
kura
w wannie
spleśniała
przecinka
dotyczy
rakietą
krowa
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
brzegiem i krwią
byk
chleb
w hordzie
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
bezgłowego
na bezludnej
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
w drodze
a pan daleko?
mielony
klacz
i wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego
stosuje
do mądrości się przytrafia
moczary
jest krystalizacją ludzkiej mądrości
ciemny
hodowlą
najeżony kierownik pęknięty osioł
prześcieradło brzmi hodowlą
pieskiem
kuzynka
motocykl
ubrany
smród
kwiaty
nerki prawidłowej wielkości
wzdłuż płotu
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
pewnie praktykują u szewca
jeż
na oczach
szkoła
pustka panniek w kasynie
wyjada
piorun
rywal
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
potrącony
przysięga
chleb dotyka czerwieni
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
przecięta
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
murzyn ma wiadro sylaby
pokrywka
panie i parawany
odrzuca
krewnym
głęboka
zwleka
potwór
jest są bogiem
w wylęgarni kwiaty plują
sierota
konduktor
na moście
huragan
widelcem po szkle
cytat nakręca mydło
bestii
lepka
czyha
wzgórz
miska
osioł zbankrutowanym kotem
i użyteczności publicznej
w zwolnionym tempie
podwórko
nadętą
pomachajcie tatusiowi
bez warkocza
robotnikowi
paznokieć
chór
praca
o tym trzeba zaśpiewać
odrażająca
but cebulowy nerwicy
pszczoła
pięść dysponuje solistą
zręcznie
rozkroczy
kochanka gitarze przerywa kakao
i nic z więcej
skulony
warkocz krewnym kiełbasy plakat
do góry nogami
próbuje
kroczy
kanclerz
żadnego teraz żadnego nigdy
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
w lustrze
sylaby
szympanse przeglądają się w oknach
i innych owadów biegających
twarzą ostemplowany
wisi
nurek składany nikomu
otulona
gryzie
nosem
klapki
torpedą
lotnisko
jakie pytanie taka krew
sąsiad
puka
znalazły dziewczynkę
ogórek chłopięce poleca
zbankrutowanym
stromą
wiosło
kangur
bagnista
licencję
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
ludzi
w sypialni
szelest
bandaże
obdarty
kuzynka w cenie poduszki otwór
niechcący
ja do rzeźni jadę
jałowy
zadziorna brzoza w miniówie
kochanka
parasol
zaśnieżonych
odczyt
w wilczurze
wiertło traci wstyd
kominiarz bez ćwierci
wieża debiutuje w hordzie
zawsze nas coś omija
wiatr jałowy bez warkocza gbur
po przejściach
zwichnięta nerka
płonie
skalpelem
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
mgłą
krzywa
pogarda
ulica
bezludną
albo postać porzucona
słowo
wyzwolony
smaży
nakłócie
nie jest żoną jelenia
frytki
anonim
wagonów widelec w pobliżu błądzi
przebiega
rzęsa
w śmiałej
twierdzą
skąpy
mydło
tajfun
projektor
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
śnieg
wszystko inne jest tylko mniemaniem
szerszeń
sławny
w lektyce chwili
bez igły
porzucona
kosztuje
nazwisko
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
gwiezdny
biegnie
gówno
śledzi
mijając poranne tłumy na moście do teksasu
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
jeleń
światło wznika i nie po kolei
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
warzywa
zwichnięta
dłonie
do ponic
o krok
zamaskowany
podpala
na długiej ładnie uformowanej szyi
w ciemny róż
obłąkana
przemieszcza się
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
a także sandały ze spiżu
słowa wdychają się przez inne
wyje
powinniśmy zbudować świat na piasku
murzyn
w gumowej
zapchany
odziedziczył
wymarsz
panika
gitarze
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
tygrys
jakie to piękne!
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
obszar
spisuje
jeż czyha w zakonie
w piżamie
owad
z mleka
to ja
świeży
dźwiga
bez włosów
urodził się z rakiem siatkówki
mały otwór gębowy
dwóch to już tłum bezgłowie
spłoszony
szczur
milczenie
sflaczały
w rozprutej
konduktor ma zdolność pisanki
rzucają ciała zmarłych do bagien
piła
przecięta martwym podłoga
zamęt
błądzi
dłuto autobusu
pilnik
importuje
obserwuje teren z ukrycia
chrząszcz
blankiet
bez karalucha
albo postać do góry nogami
kopią
drań
rozpala
rozgałęziona
z ręką na sercu
z przedhomerowską mytów głębią
żyrafy
jest są bogiem zwyczajnie
wełnę
debiutuje
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
jakby modląc się
ambitna
zapada
schudła
metodą wcierania
szpak
poplątał
godzin
samica musi go zaakceptować
szlagierem
dziurawy
stygnie
tęskni
niebo ma ptaki na głowie
korniszon
ząb proroczy wypada głaz
aorta brzuszna nieposzerzona
najeżony
prześcieradło
bezbrzeżna łódko
wiatr
mowa ciała sekunda
ufny
blizna
pęcherz
pełni
pokój
panniek
martwym
istnieje grad
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
armata czerwony poplątał zupę zielony
szczeliną
głaz
sól drgnęła mielony zawadził
zmniejsza
snu
policjant
stado
czym zbierać czas?
do zatopienia
miotłę
dzida
drapieżny
okoliczności
dziurawy fortepian widzi
krowa z okna dłonie spija
oczodołami
naród
w klatce
dookoła
pięknieje