sprawa wydawała się

prosta: byliśmy 2 cm od celu. 4 dni piechotą. Koleją 8 tygodni, samolotem 12 lat. Tuż, tuż.

II

Udało się, weszliśmy w tuż, tuż. Weszliśmy do życia.
Ale zrobiłem niewyobrażalny błąd – wyciągnąłem rękę.

III

Wyciąganie ręki to zdradliwy ruch. Można pogubić nadzieje. Zaplatać się w oddechu, stracić równowagę ciemności. Spaść z drabinek przestrzeni.

III

Tak właśnie. Leżę teraz przywalony słówkiem koniec. Ludzie posadzili na nim miasta. Hodują w nich zasieki, szubienice do łapania chmur, puenty.