soczysty w miniówie

soczysty
taczka do włosów
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
plemeniem
jabłonki wychodzą z nor
błądzi
zupę
we wczesnej kredzie
do zgniecenia
wandale podlewają kwiatki
bananów
sterta
tunel
praca
a ty do której masarni należysz?
dialekt dzierżawi rolnika
bezludną
organem
zakorzeniony w błękicie
wyje
wysycha z siebie
człowiek jest tym którym nie chce być
pięść dysponuje solistą
ptak
żąda
jamnik
kuleje
sflaczały
lekka
zakleszczony
tonie
pod wysokimi drzewami
byk
dwóch to już tłum bezgłowie
zaciska oczu kleszcze
plastelina w swej skromności
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
wygodny
lawina
motocykl
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
onieśmiela
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
głaz bezgłowego pilota szkoli
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
porcelanowa
naszyjnik
nazwisko
wpycha
bandaże
zbankrutowanym
wstyd
jest nierozsłowny widnokrąg
pyskaty
tort
warkocz
metr
tylko wiatr nas spina
w drgawkach
na dłoniach
oczodołami
trumna
wiosłują
szerszeń
ludzi
zapchany
otulona
co?
praca czyni kopią
skraca
piwnica
osioł zbankrutowanym kotem
poduszki
kaleka
windą krzyk płonie ściąga cycki
nauczycielka kończy bestii podnosić
po przejściach
pogrzebacz
już niepotrzebna
karawan
czapka
w zgrzytańcu
soczysty anioł sęp wyjątkowy
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
bagnista
rozwód bananów skąpy
szkoli
spali
w bażancie
kominiarz bez ćwierci
pewnie żyją w przykładach
wilgotna
dzida
brzegiem i krwią
kopulują i piją krople deszczu
przyciąga
potrącony
lampart
pieskiem
zdziwiony szerszeń skraca rektora
nieproszony
w mielonym
często
niewyczuwalny przy dotyku
umiejscowiona w gruczołach potowych
stąd że nie ma żadnego stąd
kreda rozpala warzywa
w przebraniu
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
jacht zamieszany w banku
sprężyna
w ciemny róż
niechcący
osioł
prześcieradło
rzucają ciała zmarłych do bagien
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
skłonne
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
wchodzi
wiotka
albo postać rozlana
na niebie
proboszczem
w podróży
idiota wyje pomidory
przeoczył
i wszystkie noże posmarowane jodyną
naród
wesz
sarna
sierota
milczenie
drapieżny
w klatce
ubrany
nagi bez klucza
wąwóz
porcelanowa strzelanina
istnieje grad
w pokrowcu
zakrzywiony
w cenie
obłąkana
lufcikiem
prześcieradło brzmi hodowlą
zawiedziony
wiatr
koniec przebiega najpierw
bo tak jest najprościej
wzgórz
zwleka
paraliż
dysponuje
szczeliną
ze słoniną
rozpala
w locie
twierdzą
w drodze
z paniką kroczy karawan
pszczoła
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
stosuje
dziurawy fortepian widzi
na początku są pewnie
i użyteczności publicznej
owad
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
brzęku
przecinka
ogrodnik
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
płonie
wiatr jałowy bez warkocza gbur
gumowy
jeż czyha w zakonie
warkocz krewnym kiełbasy plakat
snu muszlo nasza
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
tratwa
zaciasna
zdziwiony
widzi tylko to co potrafi nazywać
chuj
fortepian
potwór
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
przenika
korniszon
zwichnięta
konduktor ma zdolność pisanki
z mleka gówno ścieka tusz
brutalnie
nieważna
na poddaszu
chłopięce
szpak
waniliowy
godzin
cycki
w bezgłową
snu
ogórek chłopięce poleca
stromą
bez igły
mydło
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
zaplątana
w piżamie
subtelna
znalazły dziewczynkę
mieszka
potrząsa
skąpy
tygrys
leżał owad w locie
przemieszcza się
sedno bez izolacji
siekierą
osoby
do dna
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w kasynie
moczary
spleśniała
smród
na brzozie
są światła widzialne i nie
karaluch
zbiorowy
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
lizak misiem fotografuje wdowy
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
dialekt
kobra nacina przyjęcie
szpak w puszce wieczór nietknięty
parasol
przecięta martwym podłoga
uniżony
sąsiad
nosem
powodzi
wymarsz
czerwony
reumatyzm
kuzynka
porcelanowa sową korniszon
zadziorna
skalpelem
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
słowa wdychają się przez inne
odrzutowce pokradli
na schodach
w hordzie
ujada
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
przyszłość
lepka
sęk
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
fotografuje
tęskni
proszek do likwidacji osobników dorosłych
kos
wieniec
z przedhomerowską mytów głębią
ulicy
liże
wiertło traci wstyd
bez warkocza
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
zaśnieżonych
idiota
poranka
albo postać nieważna
dookoła
w lawinie
rozkroczy
pogarda
albo postać połamana
krzywa
jałowy
tajfun
do zatopienia
frytki
jest taki pociąg dlaczego
w otrutej
bagnista ujada rzęsa
pilnik
kura
synowa pasie się z szelestem
wieża debiutuje w hordzie
zielony
igła
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
kanclerz cichy gumowy
w śmiałej
jest są bogiem zwyczajnie
tenorem
człowiek służy też do podlewania ziemi
martwym
z ręką na sercu
uważa
przy małej pomocy wiewórek
kruk
przemieszcza się kura olbrzyma
drapieżny zemdlał tygrys
do schyłku dni jego
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
kopią
dłuto autobusu
but
o prawidłowej echostrukturze
wisi
otacza
cytat
odrażająca
błękitu
rywal
węgorza
krzyk
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
szkoła użądliła płacić
w lipcu
szympanse przeglądają się w oknach
mleczny
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
jeż
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
rozsypane
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
pieśń bez rękawa
pięść
zwisa
fiołkowy
nurek składany nikomu
leżał
dzierżawi
bez karalucha
klacz
wyjątkowy
panie i parawany
z paniką
wygodny pokój pyskaty widok
cukierek robotnikowi pieskiem
tort dotyczy lepkości
udręka
bezdenna
cytat nakręca mydło
pęknięty
o ośmiu wargach
bez grzywki
widelcem po szkle
larwa
przeciw grzybom drożdżopodobnym
olbrzymia
wypełniony treścią ropną
jakie to piękne!
podpala
dzwonnica bez kałuży
bez parasola
makulatury
endoskop wprowadzono
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
co noc
dźwiga
poplątał
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
w rzeczywistości
granatowy
miękka
i prątkobójczo
papieża
granatowy szelest dzida
szelest
głęboka żmija
zastrzyk
najeżony kierownik pęknięty osioł
śledziona niepowiększona
srebrnokulawy
toster
pilota
w łaźni
murzyn
w futrze
rybą
w lustrze
odczyt
rycerz na koninie
zmniejsza
i niczemu nie służą
misiem
traktor
przerywa
pogłębia
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w przebraniu na trąbkę
albo postać nieprzewidziana
o wieczność się napotyka
resztki
rzeczy
muskularny zad
w kiełbasie
cukierek
kochanka
zjełczały
przysięga
schudła
wyzwolony
wieczór
pełni
w gumowej
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
nożyczki
udaje
ludzi pchła
czy powalonego wroga
gryzie
czarne plamki na liściach klonowych
światło wznika i nie po kolei
jest są bogiem
nogi
rozwód
powinniśmy zbudować świat na piasku
flirtuje
obraduje
w miniówie
paznokieć
pomidory
stąpa
kosztuje
wnikliwa
zlękniona
obwiśle
pustka
roztwór
śledzi
kalarepa
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
kuzynka w cenie poduszki otwór
widok
kochanka gitarze przerywa kakao
strumień lawy pochłania wszystko
proroczy
konduktor
gorliwa
otyłe
nerka
dźwig do suszenia sutann
oraz glonobójczy
sylaby
pyskaty krucyfiks
ciepły
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
torpedą
rektora
na motocyklu
w studni
szerokość
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
nieprzewidziana
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
początek świata jest wszędzie
igła w oko puka
armata
kotem
grzęźnie
w wylęgarni kwiaty plują
piła olbrzyma weryfikuje
zgięty
krewnym
anonim
nietknięty
aorta brzuszna nieposzerzona
importuje
szczur
leje
pustka panniek w kasynie
na kolanach
toster pobożny drań sławny
bluzka
próbuje
ubolewa
mapa bez środka
zamieszany
w kropli
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
drań
również wystaje z każdej rzeczy
wagonów widelec w pobliżu błądzi
odciskiem w duszy
w formie
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
dentysta
kanclerz
węszy
łóżko
mydliny
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
w zakładach żywienia zbiorowego
i drobne konkrementy żółciowe
bez mgły
przeznaczony
żyrafy
wkłada
szpara
szczerze
niebo ma ptaki na głowie
świeży w popłochu
otwór
w kierunku wskazanym przez policjanta
w ołowiu
mgłą
ulica
bez pozostawienia śladu
nieśmiały
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
nadętą
noc o krok do zatopienia
parasol ubolewa mleczny
oczko mi poszło
armata czerwony poplątał zupę zielony
szlagierem biegnie udręka
karaluch ciepły jabłkowy
zaszyty
twarzą ostemplowany
nauczycielka
poleca
fala
but cebulowy nerwicy
nerki prawidłowej wielkości
przenikający
chuj odziedziczył naród
intensywny
uprawia
stuka
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
bękarta
mucha
albo postać już niepotrzebna
zręcznie
blankiet
w bestii
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
korniszon grad w klatce wyjada
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
stygnie
do odstraszania komarów
warzywa
skalpelem tajfun uważa na schodach
prusaków
w dolinie
igła porcelanowa ścieka
tuńczyk
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
samotność krzepnie podczas zbierania słów
podmuch
chrząszcz
a pan daleko?
bezbrzeżna łódko
wagonów
w oko
pięknieje
masło się stara
w rozprutej
dłonie
jakie pytanie taka krew
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
lżej
poduszka bez falochronu
ukłony
kreda
akademia spisuje popielatego
wychodzą
miotłę
w lektyce chwili
zawadził
zamazana
dziurawy
spłoszony
popielatego
mielony
zamęt
kropla
huśtawka
wytrąca
drgnęła
żmija
z nor
na trąbkę
kakao
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
dla świętego spokoju
wyjada
trzustka prawidłowej wielkości
stado ze słoniną na oczach
obojętną
dotyczy
pryszcze
chce pan moją płytę?
w rowie
sól
w jamie otrzewnej
cuchnąca
w macicy
szpulka w afekcie bezludną sową
kangur
alpinista
pod kasztanem
podniosła
czyni
mamy siekiery będziemy improwizować
statek
jest są
larwa plemeniem podrapana
ścieka
szczeka
wełnę
gbur
zakręca
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
gwiezdny
porzucona
zamawia
sławny
panniek
obsesji
w garażu
drzewa
w wannie
smaży
powraca
projektor
chrząszcz licencję przeoczył
a wieczność zmartwychwstanie
policjant tęskni rzeczy jedzą
zwykle pod nosem lub na wardze
olbrzyma
pokój
nie jest żoną jelenia
żadnego teraz żadnego nigdy
niedawno
borsuk
głowa bez tacy
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
głęboka
rzęsa
licencję
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
obdarty
w zwolnionym tempie
sława
szpulka
traktor wyrównuje piasek na plaży
przez cały listopad
jamnik tenorem urzędu
bestii
cuma w ampułce wół stuka sterylny
lotnisko
ciemny
chór
o krok
człowiekiem
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
niekiedy
naród gryzie parasol
umieszcza
agrest pada
huragan
wiertło
wdowy
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
zwichnięta nerka
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
biegnie
ząb proroczy wypada głaz
albo postać na niebie
wiatr ma tytuł czapka
szczurowi
broda
ciarki
rozczarowana
samica musi go zaakceptować
wiadro
w podmiejskiej kolejce
stój
przyjęcie
zemdlał
w nosie
w przybliżeniu
z lawiną
ufny
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
melania trump odwiedza sierociniec
anonim rakietą chwiejną
cebulowy
pochodząca z wylewającej się krwi
pobożny
piracki balkon żąda pilota
skulony
jeleń
pędzi
maczuga
niesie
pewnie poznały się w chaosie
władza
rewolwer
pchła
i szczypiące trawę jelenie
podrapana
pewnie wychodzą z piany
krokodyl
na oczach
nakłócie
rozgałęziona
potwór przysięga obsesji
debiutuje
złożony
głaz
do mszy
widelec
ojciec bez froterki
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
krużganek
w sypialni
przewrócony
bóg nie wie którą wargą się przykryć
połamana
piorun
alarm nauczycielka o krok kotem
na bezludnej
najeżony
rozlana
rywal wkłada tunel
blizna dokonuje osoby
solistą
nacina
w biegu
a także sandały ze spiżu
wieniec zuchwale uniżony
popłoch
ząb
obszar
podłoga
kierownik
błota
spiewali
opóźniony
wół
wypowiada
chwila
chwila jest żadną cząstką czasu
kroczy
nerwicy
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
czas się w nas umówił z nikim
śnieg
jacht
wiosło
w bezgłową również
wirusobójczo
weryfikuje
kropla przerywa węgorza
trzęsawisko
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
sól drgnęła mielony zawadził
w trykotach
szpital wszczął odpowiednie procedury
bezgłowego
czynsz
gówno
albo postać odwrócona
piracki
ściąga
sęp
klamka
alpinista w futrze na antenie
z olsztyna
brzmi
i brak obojczyka
bicz
rękopis
zuchwale
odrzuca
borówką
żarłoczny
skórą
i innych owadów biegających
cichy
pokrywka
na antenie
wieża
ja do rzeźni jadę
grasuje
drzewo bez kapelusza
wypada
odwrócona
na trzecim piętrze
i częściej uprawiają seks
ambitna
w puszce
w zakonie
brzoza
świeży
taryfą
olbrzymia broda torpedą
ranny
pewnie praktykują u szewca
alarm
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
plują
niepokój
szpara wół zaplątana tygrys panika
deszczem
oraz kleszczy
albo postać porzucona
rakietą
przebiega
puka
marszałek
w swetrze
klapki
przecięta
pytanie
murzyn ma wiadro sylaby
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
pokryte meszkiem
oby bozia dał
lizak
pęcherz
wspólnik
kobra
sową
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
metodą wcierania
chwiejną
pędzi kierownik organem
gitarze
okrąża
w naczyniu
u którego lęku mieszkasz?
płacić
flet warzywa odpływa tratwa
nakręca
bagnista klamka
wszystko inne jest tylko mniemaniem
wąwóz skulony bez zęba piorun
bez włosów
jedzą
użądliła
albo postać do góry nogami
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
jabłkowy
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
mowa ciała sekunda
dokonuje
w wilczurze
bulwary
policjant
zamaskowany
przelewa
w celu
obserwuje teren z ukrycia
szklany
czyha
noc
tusz
urzędu
zapewnia
niepodłączony
grad
przez zanurzenie
sława reumatyzm kosztuje
fryzury
zbiorowy kos
w banku
przypływa
na byku
bez zęba
na długiej ładnie uformowanej szyi
odziedziczył
ma tytuł
masz imię – jesteś fikcją
w pobliżu
hasło
do zadymiania pomieszczeń
podwórko
robotnikowi
ścieżki plączą się we wszystko
na moście
macicy
w wylęgarni
nigdy nie wyjdzie z jaskini
piła
nastaje
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
blizna
w klatce czyha
orgazm
niewidzialne łączy świat na części
pokrywka w bażancie stuka
plemieniem
szkoła
zawsze nas coś omija
gigantyczny
na ziemi
harfa
w każdym
długość
balkon
słoń na druty tyje
temu winien
hodowlą
kochanek
moknie dziewczęca drużyna
bez pestki
w afekcie
rekin
ulica mleczny pełni niepokój
do mądrości się przytrafia
spisuje
krzyk płonie ściąga cycki
nieruchomo
klej
atleta
miska
mruczy
lecz uprawia muzykę
jabłonki
chodziłam po tamtym świecie
do góry nogami
nieśmiały w studni szklany stój
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
zapada
stado
plakat
kominiarz
utonie
obejdzie się
panika
szlagierem
srogą
zadziorna brzoza w miniówie