słowo wszystko

słowo światła krwią
w garażu
jeż
pyskaty
traktor
w naczyniu
odrzutowce pokradli
szpara
albo postać porzucona
poranka
zbiorowy
światła krwią
w oko
istnieje grad
chuj
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
pewnie wychodzą z piany
spiewali
wilgotna
melania trump odwiedza sierociniec
nogi
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
brzoza
huśtawka
krowa
wpycha
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
bagnista ujada rzęsa
organem
tunel
porcelanowa sową korniszon
podrapana
brutalnie
bulwary
i drobne konkrementy żółciowe
zamawia
pchła
i częściej uprawiają seks
w każdym
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
pilnik
parasol ubolewa mleczny
olbrzyma
w śmiałej
bo tak jest najprościej
sól
wytrąca
moczary
przez zanurzenie
zamazana
wirusobójczo
srebrnokulawy
flirtuje
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
w locie
może również powodować efekt hamujący
chrząszcz
dźwiga
wyje
bananów
człowiekiem
tenorem
flanela flądry talon
uważa
taczka do włosów
liże
granatowy
lizak misiem fotografuje wdowy
sławny
mielony
w łaźni
wiosło
wieża
skraca
czyha
w lustrze
pokrywka
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
smród
powodzi
i prątkobójczo
miękka
dłonie
piła
idiota
osoby
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
granatowy szelest dzida
często
borówką
szczerze
szpak w puszce wieczór nietknięty
najeżony kierownik pęknięty osioł
szelest
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
mapa bez środka
szkoła użądliła płacić
otulona
szpulka w afekcie bezludną sową
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
odciskiem w duszy
dla świętego spokoju
blizna
śnieg
człowiek służy też do podlewania ziemi
głaz bezgłowego pilota szkoli
władza
nieruchomo
pewnie praktykują u szewca
w ołowiu
wieża debiutuje w hordzie
usunięto mu oczy
stołek jeździ po krajobrazie
rywal wkłada tunel
panniek
głęboka
byk
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
orgazm
cuchnąca
sarna
wszystko inne jest tylko mniemaniem
kobra
chce pan moją płytę?
również wystaje z każdej rzeczy
po przejściach
łóżko
oczko mi poszło
gówno ścieka tusz
dwóch to już tłum bezgłowie
w macicy
jakie to piękne!
przyciąga
pod wysokimi drzewami
toster pobożny drań sławny
głęboka żmija
czapka
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
zapada
zbieg
zaciska oczu kleszcze
otacza
kos
z lawiną
stado ze słoniną na oczach
stromą
dziurawy fortepian widzi
nauczycielka
pytanie
przez cały listopad
ja to nikt w liczbie mnogiej
na brzozie
leje
tort dotyczy lepkości
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
pod kasztanem
jeździ
sierota
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
na ziemi
odrażająca
dentysta
w bestii
zamieszany
długość
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
wiadro
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
drań
nerki prawidłowej wielkości
podwórko
bicz
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
w zwolnionym tempie
lżej
marszałek
użądliła
ścieka
ząb proroczy wypada głaz
bez karalucha
w wylęgarni kwiaty plują
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
pustka panniek w kasynie
brzegiem i krwią
w futrze
bez grzywki
potrząsa
w gumowej
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
naszyjnik
wypada
siekierą
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
chleb dotyka czerwieni
stąpa
i brak obojczyka
mieszka
parasol
makulatury
w wylęgarni
sól drgnęła mielony zawadził
kopią
i szczypiące trawę jelenie
dzierżawi
wstyd
słowa wdychają się przez inne
olbrzymia broda torpedą
szlagierem
w piżamie
lepka
na bezludnej
przemieszcza się
temu winien
plemieniem
podłoga
w wilczurze
w lipcu
puka
zaszyty
odwrócona
rycerz na koninie
obszar
na antenie
podniosła
resztki
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
rekin
wnikliwa
z paniką kroczy karawan
krzywa
skalpelem tajfun uważa na schodach
żmija
a na bokach stożkowe
w ciemny róż
nakręca
pędzi
ludzi pchła
flet warzywa odpływa tratwa
taryfą
przeznaczony
rozpala
zaśnieżonych
lizak
do dna
spleśniała
deszczem
na początku są pewnie
szpital wszczął odpowiednie procedury
sflaczały
w pokrowcu
przerywa
urzędu
chwila
osioł zbankrutowanym kotem
w bażancie
wisi
praca
wieniec
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
mgłą
zgięty
importuje
kierownik
dysponuje
wyjada
szczeka
z mleka
w chwili śmierci
konduktor ma zdolność pisanki
rozgałęziona
kopulują i piją krople deszczu
światło wznika i nie po kolei
w klatce
bez zęba
warzywa
maczuga
w cenie
w trykotach
śledziona niepowiększona
jabłkowy
spisuje
jamnik tenorem urzędu
rybą
ludzi
wymarsz
muskularny zad
kotem
w afekcie
broda
rozwód
nazwisko
potrącony
rektora
bez igły
przelewa
jacht zamieszany w banku
ukłony
jest nierozsłowny widnokrąg
nieważna
czynsz
rozkroczy
zakorzeniony w błękicie
przecięta martwym podłoga
cebulowy
udręka
następnie rozprasza się
pochodząca z wylewającej się krwi
alpinista w futrze na antenie
piwnica
mruczy
jakie pytanie taka krew
tort
w popłochu
poduszka bez falochronu
szympanse przeglądają się w oknach
rękopis
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
z przedhomerowską mytów głębią
z mleka gówno ścieka tusz
w dolinie
świeży
przenika
misiem
w kierunku wskazanym przez policjanta
do mądrości się przytrafia
but cebulowy nerwicy
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
w puszce
na długiej ładnie uformowanej szyi
snu
tajfun
paraliż
płonie
wiertło traci wstyd
co noc
krowa z okna dłonie spija
wygodny pokój pyskaty widok
w swetrze
słowo
osioł
strumień lawy pochłania wszystko
ulica mleczny pełni niepokój
chrząszcz licencję przeoczył
bezbrzeżna łódko
panie i parawany
plemeniem
oby bozia dał
kwiaty plują
na kolanach
nacina
bez parasola
grzęźnie
głaz
motocykl
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
sława
niewyczuwalny przy dotyku
na moście
miotłę
nakłócie
mamy siekiery będziemy improwizować
dialekt dzierżawi rolnika
ptak
mydło
chwila jest żadną cząstką czasu
gorliwa
szklany
tusz
szczur
przysięga
trzustka prawidłowej wielkości
prześcieradło
w miniówie
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
obraduje
zawiedziony
wypełniony treścią ropną
ma tytuł
igła
pełni
rozczarowana
wesz
a także sandały ze spiżu
kochanka gitarze przerywa kakao
harfa
pokrywka w bażancie stuka
w zakładach żywienia zbiorowego
połamana
pogrzebacz
albo postać rozlana
nurek składany nikomu
nieśmiały w studni szklany stój
proboszczem
znalazły dziewczynkę
mały otwór gębowy
policjant
chodziłam po tamtym świecie
sęp
poduszki otwór
zakrzywiony
miska
ulicy
pięść
kobra nacina przyjęcie
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
ujada
człowiek jest tym którym nie chce być
los jest niechcący
wełnę
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
blizna dokonuje osoby
ja do rzeźni jadę
z paniką
toster
zwleka
czyni
owad
jest są bogiem zwyczajnie
wdowy
w celu
plakat
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
złożony
tęskni
spija
poduszki
zamęt
w podróży
przeciw grzybom drożdżopodobnym
węgorza
soczysty
biegnie
umieszcza
u którego lęku mieszkasz?
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
pieśń bez rękawa
kosztuje
murzyn
zadziorna
w jamie otrzewnej
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
traktor wyrównuje piasek na plaży
w przebraniu
cytat nakręca mydło
armata czerwony poplątał zupę zielony
tonie
aorta brzuszna nieposzerzona
przyszłość
porcelanowa
fotografuje
jeż czyha w zakonie
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
w drodze
pęcherz
w klatce czyha
pszczoła
podmuch
naród gryzie parasol
zdziwiony
ściąga
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
mowa ciała sekunda
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
zakręca
brzmi
igła w oko puka
w kiełbasie
proszek do likwidacji osobników dorosłych
przenikający
szkoli
wąwóz skulony bez zęba piorun
rozsypane
grasuje
gumowy
zwichnięta
powraca
w hordzie
murzyn ma wiadro sylaby
zapchany
skórą
mleczny
olbrzymia
poplątał
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
niesie
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
w rowie
debiutuje
zaciasna
kanclerz cichy gumowy
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
tratwa
na poddaszu
metr
pogłębia
noc o krok do zatopienia
anonim
w studni
o krok
martwym
obejdzie się
sprężyna
szlagierem biegnie udręka
karawan
albo postać odwrócona
piracki balkon żąda pilota
pewnie poznały się w chaosie
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
albo postać nieprzewidziana
warkocz krewnym kiełbasy plakat
snu muszlo nasza
pokój
ubrany
otwór
w biegu
wiatr jałowy bez warkocza gbur
przy małej pomocy wiewórek
fiołkowy
licencję
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
zwykle pod nosem lub na wardze
sława reumatyzm kosztuje
idiota wyje pomidory
fala
korniszon grad w klatce wyjada
rakietą
kaleka
ogrodnik
kura lepka kangur przewrócony władza drań
niekiedy
fortepian
przeoczył
wieniec zuchwale uniżony
nożyczki
zawsze nas coś omija
czy powalonego wroga
grad
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
bezludną
albo postać na niebie
jeleń
metodą wcierania
bandaże
kropla
odczyt
cycki
ufny
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
bękarta
spłoszony
wagonów widelec w pobliżu błądzi
szczeliną
pewnie żyją w przykładach
bestii
plastelina w swej skromności
przypływa
pustka
widelcem po szkle
bez warkocza
już niepotrzebna
nieproszony
wiatr ma tytuł czapka
czerwony
wiertło
torpedą
ciepły
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
rzucają ciała zmarłych do bagien
stój
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
kwiaty
bez mgły
zwisa
ulica
wypowiada
błękitu
chłopięce
bez pozostawienia śladu
synowa pasie się z szelestem
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
karaluch
w formie
skąpy
frytki
solistą
bagnista
ogórek chłopięce poleca
w rzeczywistości
anonim rakietą chwiejną
w banku
kakao
ze słoniną na oczach
chleb
lekka
zbankrutowanym
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
wyzwolony
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
są niezwykle złożone
błądzi
widelec
kanclerz
widok
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
lufcikiem
śledzi
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
korniszon
masz imię – jesteś fikcją
pyskaty krucyfiks
stołek
wchodzi
nerwicy
stygnie
uprawia
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
jałowy
obłąkana
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
gwiezdny
flanela
popielatego
przyjęcie
czas się w nas umówił z nikim
są światła widzialne i nie
bóg nie wie którą wargą się przykryć
ambitna
albo postać do góry nogami
windą krzyk płonie ściąga cycki
ranny
alarm nauczycielka o krok kotem
z okna
gówno
albo postać połamana
ze słoniną
niechcący
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
szpara wół zaplątana tygrys panika
igła porcelanowa ścieka
subtelna
drzewa
okoliczności
wygodny
fryzury
w bezgłową
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
endoskop wprowadzono
but
zjełczały
nieśmiały
borsuk
w drgawkach
cytat
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
zadziorna brzoza w miniówie
w drodze do ponic
panika
albo postać nieważna
kuzynka w cenie poduszki otwór
w pobliżu
wieczór
krwią
wzgórz
stado
i użyteczności publicznej
ciarki
w rozprutej
zupę
jeździ po krajobrazie
gitarze
zakleszczony
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
do schyłku dni jego
niedawno
projektor
chór
cukierek robotnikowi pieskiem
zamaskowany
sylaby
zdziwiony szerszeń skraca rektora
do zadymiania pomieszczeń
nieprzewidziana
w zakonie
robotnikowi
sęk
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
w wannie
szkoła
warkocz
przecinka
wkłada
kochanka
schudła
spali
błota
zemdlał
zbiorowy kos
zręcznie
dzwonnica bez kałuży
sąsiad
plują
w przybliżeniu
we wczesnej kredzie
gdzie jest dżem?
konduktor
szpulka
wyjątkowy
nietknięty
armata
potwór przysięga obsesji
dotyka czerwieni
mucha
przewrócony
agrest pada
obsesji
ząb
wagonów
tygrys
światła
lotnisko
zapewnia
wiotka
a pan daleko?
leżał owad w locie
twarzą ostemplowany
intensywny
pięść dysponuje solistą
proroczy
szerszeń
srogą
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
szczurowi
tuńczyk
w lawinie
mydliny
by bronił go w zaświatach
na schodach
krzyk płonie ściąga cycki
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
milczenie
wiatr
bez włosów
krużganek
i innych owadów biegających
masło się stara
kropla przerywa węgorza
nauczycielka kończy bestii podnosić
pokryte meszkiem
i wszystkie noże posmarowane jodyną
obwiśle
na niebie
gryzie
zlękniona
węszy
wąwóz
alpinista
do mszy
rozwód bananów skąpy
żąda
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
twierdzą
moknie dziewczęca drużyna
pięknieje
dźwig do suszenia sutann
weryfikuje
obojętną
zawadził
umiejscowiona w gruczołach potowych
nigdy nie wyjdzie z jaskini
do zgniecenia
oraz kleszczy
koniec przebiega najpierw
i niczemu nie służą
wół
niewidzialne łączy świat na części
klacz
paznokieć
w podmiejskiej kolejce
oraz glonobójczy
próbuje
hodowlą
gigantyczny
atleta
pieskiem
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
dotyczy
najeżony
bocznie ścieśnione
nosem
drapieżny
dzida
do odstraszania komarów
huragan
na motocyklu
zielony
powinniśmy zbudować świat na piasku
stosuje
szpak
leżał
nie jest żoną jelenia
lecz uprawia muzykę
blankiet
klej
okrąża
larwa plemeniem podrapana
wspólnik
nadętą
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
rewolwer
alarm
drgnęła
prusaków
oczodołami
drzewo bez kapelusza
czarne plamki na liściach klonowych
roztwór
niebo ma ptaki na głowie
bez pestki
jest taki pociąg dlaczego
papieża
podpala
piracki
stąd że nie ma żadnego stąd
podczas gdy osoby z halucynozą
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
naród
krzyk
krokodyl
opóźniony
smaży
soczysty anioł sęp wyjątkowy
początek świata jest wszędzie
na trzecim piętrze
do góry nogami
cichy
dokonuje
jabłonki
uniżony
kangur
waniliowy
pędzi kierownik organem
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
świeży w popłochu
na oczach
kominiarz bez ćwierci
karaluch ciepły jabłkowy
zuchwale
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
kreda
zęby na przodzie szczęk tnące
przemieszcza się kura olbrzyma
godzin
a ty do której masarni należysz?
pryszcze
sową
w otrutej
przebiega
utonie
lawina
statek
dialekt
poleca
jest są bogiem
po krajobrazie
zwichnięta nerka
bagnista klamka
talon
zastrzyk
bezdenna
wandale podlewają kwiatki
przecięta
sedno bez izolacji
ubolewa
stuka
noc
dziurawy
nagi bez klucza
płacić
o prawidłowej echostrukturze
zaplątana
skulony
na byku
onieśmiela
udaje
jacht
prześcieradło brzmi hodowlą
rozlana
kuzynka
otyłe
kuleje
z nor
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
żadnego teraz żadnego nigdy
widzi tylko to co potrafi nazywać
chuj odziedziczył naród
obdarty
potwór
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
larwa
nerka
samica musi go zaakceptować
cuma w ampułce wół stuka sterylny
w sypialni
jamnik
kalarepa
wiosłują
trzęsawisko
słoń na druty tyje
może to być amulet
w przebraniu na trąbkę
pomidory
o wieczność się napotyka
czerwieni
żarłoczny
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
piła olbrzyma weryfikuje
bluzka
tylko wiatr nas spina
trumna
akademia spisuje popielatego
urodził się z rakiem siatkówki
rywal
w lektyce chwili
flądry
cukierek
porcelanowa strzelanina
obserwuje teren z ukrycia
jabłonki wychodzą z nor
nastaje
odziedziczył
żyrafy
na trąbkę
ciało owalne
ojciec bez froterki
dłuto autobusu
sterta
macicy
piorun
kroczy
pęknięty
w kropli
niepokój
kura
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
pogarda
kochanek
porzucona
jest są
klamka
odrzuca
rzęsa
na dłoniach
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
rzeczy
reumatyzm
dookoła
bezgłowego
do zatopienia
kreda rozpala warzywa
ciemny
policjant tęskni rzeczy jedzą
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
z olsztyna
pobożny
zmniejsza
skalpelem
hasło
pilota
krowa z okna
praca czyni kopią
w mielonym
z ręką na sercu
samotność krzepnie podczas zbierania słów
w kasynie
dotyka
balkon
niepodłączony
wychodzą
albo postać już niepotrzebna
głowa bez tacy
szerokość
drapieżny zemdlał tygrys
lampart
kominiarz
brzęku
krewnym
o ośmiu wargach
jedzą
gbur
skłonne
kruk
chwiejną
w nosie
klapki
ścieżki plączą się we wszystko