siekierą bez grzywki

siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
poduszki otwór
kuleje
gówno
szpak w puszce wieczór nietknięty
cukierek
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
na poddaszu
blizna
widzi tylko to co potrafi nazywać
oczodołami
w kropli
piła olbrzyma weryfikuje
mowa ciała sekunda
larwa
chrząszcz
idiota wyje pomidory
stołek jeździ po krajobrazie
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
ścieżki plączą się we wszystko
zbieg
czyni
na bezludnej
w afekcie
bez pestki
w locie
świeży
krzywa
tajfun
stygnie
taczka do włosów
w trykotach
rozbierając się znika
uprawia
panie i parawany
kanclerz cichy gumowy
jest taki pociąg dlaczego
chwila
pieskiem
jakby modląc się
wspólnik
grzęźnie
w wylęgarni
w otrutej
pęknięty
pęcherz
albo postać na niebie
pilnik
we wczesnej kredzie
kominiarz bez ćwierci
temu winien
papieża
wieża
taryfą
srebrnokulawy
przewrócony
na trąbkę
piła
nerka
pogrzebacz
słowo światła krwią
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
z lawiną
nieruchomo
rzęsa
przenikający
w nosie
władza
sierota
w puszce
borsuk
w gumowej
na byku
masło się stara
żarłoczny
wieniec
fala
albo postać do góry nogami
drzewa
w rozprutej
podrapana
tratwa
wyhodowany z ludzkich komórek stek
kalarepa
plemieniem
głaz
widok
karaluch
szczurowi
chodziłam po tamtym świecie
pilota
bez parasola
długość
klacz
bez pozostawienia śladu
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
dla świętego spokoju
przecięta
cebulowy
pchła
to ja niczemu
w naczyniu
pobożny
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
rzeczy
zawsze nas coś omija
w bezgłową
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
zadziorna brzoza w miniówie
pogłębia
nauczycielka
spiewali
nieważna
kanclerz
konduktor
jacht zamieszany w banku
albo postać porzucona
tonie
ptak
wagonów
smród
usunięto mu oczy
puka
jałowy
mielony
w banku
pokryte meszkiem
krzyk płonie ściąga cycki
jeździ po krajobrazie
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
spali
na trzecim piętrze
podwórko
tunel
sławny
tort dotyczy lepkości
rybą
w ołowiu
odwrócona
kroczy
w kiełbasie
wieczór
godzin
w studni
zapewnia
alpinista
podpala
rozpala
dziurawy fortepian widzi
wnikliwa
grasuje
importuje
akademia spisuje popielatego
na motocyklu
nacina
o krok
człowiek jest tym którym nie chce być
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
zamazana
paznokieć
los jest niechcący
po przejściach
koniec przebiega najpierw
w mielonym
wyzwolony
zdziwiony
strumień lawy pochłania wszystko
w formie
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
ścieka
twierdzą
z paniką kroczy karawan
w lektyce chwili
w biegu
jeż czyha w zakonie
w wannie
odciskiem w duszy
kierownik
wieża debiutuje w hordzie
bagnista
głaz bezgłowego pilota szkoli
stosuje
śledzi
mamy siekiery będziemy improwizować
stromą
frytki
kochanka
dzwonnica bez kałuży
kopią
jest są bogiem zwyczajnie
drapieżny zemdlał tygrys
jamnik
kropla przerywa węgorza
wiertło traci wstyd
cytat nakręca mydło
człowiek służy też do podlewania ziemi
w cenie
wychodzą
zaatakowany przez grupę członków milicji fano
weryfikuje
tygrys
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
kwiaty plują
roztwór
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
sława reumatyzm kosztuje
rozkroczy
bandaże
alarm nauczycielka o krok kotem
ogrodnik
kuzynka
skłonne
stado
pod wysokimi drzewami
często
niepodłączony
sylaby
zakręca
rakietą
osioł
uniżony
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
w lustrze
zmniejsza
głowa bez tacy
subtelna
w zwolnionym tempie
nieśmiały w studni szklany stój
mruczy
bulwary
w zakonie
odrzutowce pokradli
i innych owadów biegających
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
lotnisko
zawsze chcą coś podkreślić lub zatuszować
dialekt dzierżawi rolnika
drań
fortepian
światła krwią
pustka
gówno ścieka tusz
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
igła
synowa pasie się z szelestem
dłonie
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
szkoła
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
huragan
wieniec zuchwale uniżony
skąpy
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
również wystaje z każdej rzeczy
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
niedawno
płacić
szczerze
bez igły
sąsiad
i wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
nakłócie
pewnie praktykują u szewca
czerwieni
przemieszcza się kura olbrzyma
wiatr jałowy bez warkocza gbur
dialekt
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
stąd że nie ma żadnego stąd
murzyn
biegnie
gwiezdny
piorun
noc o krok do zatopienia
cuma w ampułce wół stuka sterylny
kos
zwleka
lizak
zakrzywiony
umiejscowiona w gruczołach potowych
dzida
dzierżawi
spisuje
do zgniecenia
wypada
słowa wdychają się przez inne
chleb
zadziorna
w pokrowcu
widelec
nadętą
snu muszlo nasza
blizna dokonuje osoby
wandale podlewają kwiatki
z paniką
kobieta
kura
solistą
na oczach
plemeniem
przeznaczony
są niezwykle złożone
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
bananów
przeciw grzybom drożdżopodobnym
nerwicy
traktor
zaplątana
ciepły
ja do rzeźni jadę
o prawidłowej echostrukturze
murzyn ma wiadro sylaby
piracki
poranka
przez zanurzenie
trumna
obszar
brzmi
krużganek
o wieczność się napotyka
w futrze
debiutuje
cycki
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
toster pobożny drań sławny
sową
w kierunku wskazanym przez policjanta
chwila jest żadną cząstką czasu
znalazły dziewczynkę
wiertło
pokrywka w bażancie stuka
bez warkocza
dookoła
sprężyna
we wschodniej jawie
pomidory
zdziwiony szerszeń skraca rektora
miska
rozgałęziona
pokój
jabłkowy
klej
a pan daleko?
zamawia
korniszon grad w klatce wyjada
piracki balkon żąda pilota
nakręca
nazwisko
zaciska oczu kleszcze
flirtuje
ciarki
anonim
statek
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
w przebraniu na trąbkę
zawadził
słoń na druty tyje
jeżeli jest może również
kruk
owad
panniek
pędzi
przerywa
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
albo postać odwrócona
olbrzymia broda torpedą
dłuto autobusu
pięść
jamnik tenorem urzędu
nieśmiały
przez okno igielne
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
metr
do odstraszania komarów
ulica
tenorem
nosem
poleca
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
pyskaty
trzęsawisko
licencję
bluzka
jakie pytanie taka krew
kominiarz
nietknięty
klapki
przypływa
żmija
orgazm
pięść dysponuje solistą
w wilczurze
korniszon
bez zęba
żąda
lecz uprawia muzykę
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
piwnica
kuzynka w cenie poduszki otwór
aby pokazać co rozumie przez opór
światła
w lawinie
sflaczały
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
w klatce czyha
kobra
broda
stuka
podmuch
lepka
plastelina w swej skromności
podłoga
niepokój
lufcikiem
policjant tęskni rzeczy jedzą
sterta
nerki prawidłowej wielkości
osioł zbankrutowanym kotem
nazwijmy to
w przebraniu
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
rękopis
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
bez karalucha
schudła
bezludną
bagnista ujada rzęsa
chrząszcz licencję przeoczył
rozczarowana
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
kopulują i piją krople deszczu
utonie
naród
resztki
w oko
a ty do której masarni należysz?
szpital wszczął odpowiednie procedury
srogą
czapka
jedzą
do zadymiania pomieszczeń
ściąga
przemieszcza się
makulatury
wiadro
pogarda
stołek
jeleń
intensywny
porcelanowa
projektor
wpycha
albo postać połamana
odczyt
teraz
węszy
próbuje
szlagierem biegnie udręka
w czerwonym skafandrze
bezbrzeżna łódko
ja to nikt w liczbie mnogiej
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
warkocz krewnym kiełbasy plakat
praca
wygodny
prześcieradło
czym zbierać czas?
szpara
zamaskowany
talon
maczuga
cytat
szelest
ciało owalne
w każdym
na moście
moknie dziewczęca drużyna
chłopięce
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
tort
wygodny pokój pyskaty widok
potrącony
szympanse przeglądają się w oknach
wypowiada
kreda
gdzie jest dżem?
czyha
i użyteczności publicznej
wąwóz skulony bez zęba piorun
but cebulowy nerwicy
huśtawka
fryzury
najeżony kierownik pęknięty osioł
proszek do likwidacji osobników dorosłych
z ręką na sercu
krewnym
przenika
ciemny
do góry nogami
szpak
ujada
co noc
martwym
prześcieradło brzmi hodowlą
czynsz
cukierek robotnikowi pieskiem
cuchnąca
zastrzyk
skalpelem tajfun uważa na schodach
przyjęcie
brzęku
mydło
dokonuje
klamka
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
onieśmiela
w kasynie
okoliczności
porcelanowa strzelanina
wstyd
śnieg
dysponuje
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
odrzuca
szerokość
mleczny
przy małej pomocy wiewórek
pewnie wychodzą z piany
gryzie
pochodząca z wylewającej się krwi
szpulka
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
jest są
w ciemny róż
ranny
wzgórz
zawiedziony
do zatopienia
pyskaty krucyfiks
grad
wirusobójczo
lampart
wszystko inne jest tylko mniemaniem
w podmiejskiej kolejce
zamieszany
węgorza
muskularny zad
byk
z okna
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
w swetrze
spija
trzustka prawidłowej wielkości
początek świata jest wszędzie
proboszczem
przecinka
lizak misiem fotografuje wdowy
liże
fotografuje
rycerz na koninie
warkocz
i szczypiące trawę jelenie
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
zamęt
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
ze słoniną
rozwód
w zakładach żywienia zbiorowego
w drgawkach
flet warzywa odpływa tratwa
dotyczy
uważa
kropla
wiatr ma tytuł czapka
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
w hordzie
leżał owad w locie
kosztuje
ogórek chłopięce poleca
metodą wcierania
umieszcza
ukłony
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
krzyk jest przez samo ha
pryszcze
naród gryzie parasol
otulona
rzucają ciała zmarłych do bagien
kobra nacina przyjęcie
tusz
porcelanowa sową korniszon
czerwony
z olsztyna
w macicy
wąwóz
lekka
drapieżny
gitarze
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
z mleka gówno ścieka tusz
rewolwer
szpulka w afekcie bezludną sową
poduszki
widelcem po szkle
i prątkobójczo
mapa bez środka
motocykl
czas się w nas umówił z nikim
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
otyłe
i wszystkie noże posmarowane jodyną
wdowy
armata
obsesji
drzewo bez kapelusza
urzędu
niesie
wiosło
bóg nie wie którą wargą się przykryć
do ponic
w miniówie
wisi
sól drgnęła mielony zawadził
użądliła
pędzi kierownik organem
obraduje
szczur
cichy
dziurawy
bez włosów
reumatyzm
w jamie otrzewnej
igła porcelanowa ścieka
naszyjnik
chce pan moją płytę?
śledziona niepowiększona
rywal wkłada tunel
w dolinie
torpedą
zuchwale
wagonów widelec w pobliżu błądzi
kreda rozpala warzywa
fiołkowy
albo postać nieważna
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
dźwiga
dotyka czerwieni
już niepotrzebna
przebiega
melania trump odwiedza sierociniec
bękarta
podniosła
drgnęła
sarna
do mszy
jest nierozsłowny widnokrąg
rozlana
głęboka
szlagierem
łóżko
organem
atleta
niechcący
powodzi
z nor
pytanie
popielatego
moczary
rozsypane
jako mistrz świata w spadaniu z drabin
macicy
pokrywka
do mądrości się przytrafia
błękitu
niebo ma ptaki na głowie
zręcznie
ambitna
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
rywal
gumowy
nie jest żoną jelenia
toster
ubolewa
na początku są pewnie
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
są światła widzialne i nie
zapada
zwichnięta
zwykle pod nosem lub na wardze
odziedziczył
otacza
zielony
na kolanach
armata czerwony poplątał zupę zielony
w celu
osoby
i niczemu nie służą
degeneracja to kolejny ważny czynnik
jabłonki
oraz kleszczy
okrąża
tylko wiatr nas spina
szpara wół zaplątana tygrys panika
kaleka
lepki ląd
zemdlał
skulony
albo postać już niepotrzebna
rozprasza się
krwią
zwisa
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
powraca
pod kasztanem
sól
nogi
człowiekiem
samotność krzepnie podczas zbierania słów
i brak obojczyka
na schodach
pływają od ściany do ściany
gbur
zjełczały
czarne plamki na liściach klonowych
ojciec bez froterki
szczeka
na niebie
ludzi pchła
ubrany
w bażancie
potwór
poduszka bez falochronu
rozwód bananów skąpy
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
mieszka
to ja
istnieje grad
chleb dotyka czerwieni
zakorzeniony w błękicie
po krajobrazie
lżej
potwór przysięga obsesji
urodził się z rakiem siatkówki
niewidzialne łączy świat na części
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
ząb proroczy wypada głaz
krowa
dokument oferuje intymne spojrzenie na życie lochy
siekierą
ulica mleczny pełni niepokój
szkoła użądliła płacić
flanela
plują
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
a także sandały ze spiżu
nożyczki
prowadzi rower
kangur
kochanek
połamana
wilgotna
niekiedy
w lipcu
na długiej ładnie uformowanej szyi
kakao
samica musi go zaakceptować
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
brzegiem i krwią
u którego lęku mieszkasz?
wymarsz
lawina
krzyk
tęskni
wkłada
żyrafy
spłoszony
w bestii
jest są bogiem
w pobliżu
ze słoniną na oczach
dentysta
zwichnięta nerka
w garażu
olbrzyma
zlękniona
granatowy
stój
słowo
milczenie
kotem
snu
pieśń bez rękawa
prusaków
otwór
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
mydliny
porzucona
policjant
alpinista w futrze na antenie
deszczem
błota
płonie
sęp
misiem
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
oby bozia dał
chuj odziedziczył naród
opóźniony
agrest pada
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
przecięta martwym podłoga
szkoli
o ośmiu wargach
hasło
pszczoła
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
pięknieje
idiota
stado ze słoniną na oczach
w chwili śmierci
jakie to piękne!
wchodzi
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
miękka
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
karaluch ciepły jabłkowy
w sypialni
sława
bicz
oczko mi poszło
urodzony jako leonard mcgurr
niewyczuwalny przy dotyku
plakat
krowa z okna
anonim rakietą chwiejną
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
masz imię – jesteś fikcją
granatowy szelest dzida
wiatr
szczeliną
windą krzyk płonie ściąga cycki
wyjątkowy
ma tytuł
bezgłowego
w rzeczywistości
dźwig do suszenia sutann
ulicy
sęk
ufny
w piżamie
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
już wylądował?
skalpelem
w wylęgarni kwiaty plują
żadnego teraz żadnego nigdy
soczysty anioł sęp wyjątkowy
zupę
podczas gdy osoby z halucynozą
ząb
poplątał
przeoczył
brzoza
najeżony
na antenie
albo postać nieprzewidziana
panika
kwiaty
zaśnieżonych
szklany
mały otwór gębowy
krowa z okna dłonie spija
ludzi
karawan
olbrzymia
praca czyni kopią
zaciasna
obejdzie się
stąpa
rektora
nurek składany nikomu
aorta brzuszna nieposzerzona
smaży
czy powalonego wroga
obojętną
endoskop wprowadzono
rekin
brutalnie
zbankrutowanym
kura lepka kangur przewrócony władza drań
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
odrażająca
szerszeń
w śmiałej
pewnie poznały się w chaosie
bez mgły
but
borówką
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
błądzi
obłąkana
pełni
nieprzewidziana
chór
balkon
bestii
głęboka żmija
światło wznika i nie po kolei
flanela flądry talon
wytrąca
nieproszony
gigantyczny
oraz glonobójczy
wyje
zgięty
traktor wyrównuje piasek na plaży
obserwuje teren z ukrycia
na dłoniach
zaszyty
wiosłują
i drobne konkrementy żółciowe
jeż
dwóch to już tłum bezgłowie
przelewa
potrząsa
mucha
nagi bez klucza
złożony
wesz
albo postać rozlana
miotłę
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
larwa plemeniem podrapana
warzywa
w podróży
nastaje
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
z mleka
chwiejną
w łaźni
i częściej uprawiają seks
robotnikowi
harfa
leżał
przysięga
udaje
waniliowy
bagnista klamka
blankiet
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
konduktor ma zdolność pisanki
hodowlą
w klatce
radość ul spokojna 87580653865 dh
jabłonki wychodzą z nor
noc
nigdy nie wyjdzie z jaskini
przez cały listopad
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
proroczy
udręka
jacht
bezdenna
przyszłość
krokodyl
igła w oko puka
spleśniała
pewnie żyją w przykładach
przyciąga
skraca
jeździ
w rowie
zapchany
do dna
pustka panniek w kasynie
tuńczyk
z przedhomerowską mytów głębią
powinniśmy zbudować świat na piasku
marszałek
leje
sedno bez izolacji
wełnę
w drodze
chuj
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
twarzą ostemplowany
kochanka gitarze przerywa kakao
obwiśle
parasol ubolewa mleczny
gorliwa
dotyka
na ziemi
wyjada
zakleszczony
wół
wypełniony treścią ropną
soczysty
świeży w popłochu
na brzozie
bo tak jest najprościej
nauczycielka kończy bestii podnosić
w przybliżeniu
paraliż
alarm
parasol
wiotka
obdarty
flądry
wzdłuż płotu
mgłą
bez grzywki