sedno korniszon

sedno bez izolacji
dłuto autobusu
obszar
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
nieruchomo
skąpy
twarzą ostemplowany
oraz kleszczy
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
pilota
chrząszcz licencję przeoczył
kobra
w macicy
jest taki pociąg dlaczego
głaz bezgłowego pilota szkoli
odwrócona
długość
deszczem
wkłada
w przebraniu na trąbkę
liże
rektora
importuje
agrest pada
noc o krok do zatopienia
zamazana
sarna
ulicy
widelcem po szkle
wytrąca
najeżony
zgięty
nieprzewidziana
nogi
zwykle pod nosem lub na wardze
siekierą
krowa z okna dłonie spija
but cebulowy nerwicy
po przejściach
piracki balkon żąda pilota
pieskiem
jest są bogiem
armata
frytki
albo postać na niebie
w swetrze
ogrodnik
wagonów widelec w pobliżu błądzi
korniszon grad w klatce wyjada
wypełniony treścią ropną
obwiśle
bezbrzeżna łódko
przecięta
igła
karaluch
nacina
muskularny zad
na brzozie
los jest niechcący
złożony
gitarze
jest są bogiem zwyczajnie
bez karalucha
w wylęgarni kwiaty plują
pokrywka
brzmi
ciało owalne
kakao
szczątek
w drodze
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
przewrócony
przecinka
w dolinie
świeży
ze słoniną
do mszy
mamy siekiery będziemy improwizować
ja do rzeźni jadę
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
skłonne
przez nigdy
żadnego teraz żadnego nigdy
wygodny pokój pyskaty widok
niewidzialne łączy świat na części
podniosła
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
w chwili śmierci
jeleń
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
w przybliżeniu
spisuje
zmniejsza
do zatopienia
jakie pytanie taka krew
szczur
cytat nakręca mydło
szkoła
hodowlą
obserwuje teren z ukrycia
igła porcelanowa ścieka
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
dźwig do suszenia sutann
w wannie
zaszyty
szpara wół zaplątana tygrys panika
granatowy
rekin
cicho józek! robie francuza
but
szelest
prześcieradło
zakręca
na byku
pchła
żmija
przez zanurzenie
w trykotach
w nosie
ambitna
trumna
w hordzie
nazwisko
śledzi
w piżamie
w kiełbasie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
biegnie
ubolewa
bo tak jest najprościej
temu winien
taczka do włosów
bękarta
ojciec bez froterki
albo postać nieważna
pod wysokimi drzewami
osioł
wyzwolony
drań
aorta brzuszna nieposzerzona
co noc
lawina
wzgórz
rywal wkłada tunel
snu muszlo nasza
nerka
stuka
skalpelem
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
nauczycielka kończy bestii podnosić
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
kosmate
nurek składany nikomu
do mądrości się przytrafia
w którym człowiek się nie odbija
śledziona niepowiększona
w kierunku wskazanym przez policjanta
na trzecim piętrze
usunięto mu oczy
wzdłuż płotu
w rzeczywistości
makulatury
krzyk jest przez samo ha
dłonie
przecięta martwym podłoga
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
wchodzi
ciarki
leżał
głęboka żmija
gówno ścieka tusz
drapieżny
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
w wilczurze
robotnikowi
mijając poranne tłumy na moście do teksasu
resztki
dzierżawi
rywal
to lustro
o ośmiu wargach
zbieg
prusaków
wpycha
parasol ubolewa mleczny
w locie
zakorzeniony w błękicie
przenika
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
lecz uprawia muzykę
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
otulona
w banku
rozwód bananów skąpy
z ręką na sercu
bluzka
pochodząca z wylewającej się krwi
strumień lawy pochłania wszystko
drzewo bez kapelusza
toster
jest są
zdziwiony
idiota
sową
chłopięce
wiotka
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
wagonów
olbrzymia
tęskni
anonim
pewnie praktykują u szewca
szerszeń
moczary
sól
rozpala
kuleje
granatowy szelest dzida
huragan
wygodny
ze słoniną na oczach
proboszczem
stój
krwią
czas się w nas umówił z nikim
wiatr jałowy bez warkocza gbur
wiadro
otacza
rzęsa
słowo światła krwią
onieśmiela
żyrafy
na motocyklu
na schodach
leje
flanela
w jamie otrzewnej
przypływa
pełni
sterta
obdarty
spija
kuzynka
leżał owad w locie
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
dookoła
w przebraniu
pokój
odrzutowce pokradli
czyha
na moście
klej
jest krystalizacją ludzkiej mądrości
już niepotrzebna
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
odziedziczył
zapchany
trzustka prawidłowej wielkości
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
nadętą
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
wieczór
szympanse przeglądają się w oknach
tunel
tonie
murzyn ma wiadro sylaby
ja to nikt w liczbie mnogiej
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
blizna
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
szpak w puszce wieczór nietknięty
ma tytuł
pokryte meszkiem
pęcherz
ukłony
ufny
panika
albo postać odwrócona
pięść dysponuje solistą
poduszki
pilnik
fotografuje
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
szpulka
człowiekiem
kominiarz bez ćwierci
bicz
flet warzywa odpływa tratwa
zapada
kura
powinniśmy zbudować świat na piasku
piła
przemieszcza się
niechcący
windą krzyk płonie ściąga cycki
cebulowy
taryfą
naród gryzie parasol
najeżony kierownik pęknięty osioł
albo postać rozlana
szpara
otwór
podpala
nie jest żoną jelenia
i wszystkie noże posmarowane jodyną
na dłoniach
chuj
w lipcu
wszystko inne jest tylko mniemaniem
zawadził
przyjęcie
alpinista w futrze na antenie
jeż czyha w zakonie
zręcznie
zakleszczony
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
toster pobożny drań sławny
chleb
sflaczały
z paniką
w ołowiu
masz imię – jesteś fikcją
a także sandały ze spiżu
pływają od ściany do ściany
wypowiada
traktor
dysponuje
gryzie
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
kwiaty plują
bez pozostawienia śladu
opóźniony
zwichnięta
proroczy
chleb dotyka czerwieni
licencję
kopulują i piją krople deszczu
metodą wcierania
łóżko
węszy
śnieg
smród
rakietą
klamka
ptak
zamawia
nazwijmy to
przysięga
melania trump odwiedza sierociniec
brutalnie
w bażancie
w oko
do odstraszania komarów
bez mgły
zapewnia
pięknieje
kanclerz cichy gumowy
są światła widzialne i nie
pustka panniek w kasynie
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
i nic z więcej
wypada
pędzi
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
w puszce
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
gorliwa
i wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego
a ty do której masarni należysz?
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
grad
z paniką kroczy karawan
przez teraz
rewolwer
porzucona
bezludną
niewyczuwalny przy dotyku
z przedhomerowską mytów głębią
gdzie jest dżem?
naród
mruczy
cukierek robotnikowi pieskiem
w rowie
do ponic
zastrzyk
szczurowi
człowiek jest tym którym nie chce być
stado
pomidory
ludzi pchła
lufcikiem
mydliny
utonie
lepka
kalarepa
miotłę
wirusobójczo
lotnisko
spiewali
albo postać do góry nogami
ctenophthalmus agyrtes jest najliczniejszym gatunkiem pcheł we wschodniej polsce
w łaźni
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
odciskiem w duszy
szczeka
wyspa przebiegła
kropla
udręka
szkoli
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
przy małej pomocy wiewórek
weryfikuje
alarm nauczycielka o krok kotem
brzoza
tylko wiatr nas spina
przyciąga
prześcieradło brzmi hodowlą
na trąbkę
przenikający
mieszka
nieśmiały
dotyka
wieniec zuchwale uniżony
mucha
pogłębia
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
o krok
w cenie
krokodyl
sęp
przez cały listopad
piorun
i użyteczności publicznej
sierota
pytanie
kosztuje
do dna
parasol
larwa plemeniem podrapana
i widzi więcej
tenorem
puka
plemeniem
widelec
w celu
światła krwią
srebrnokulawy
bez warkocza
uważa
warkocz
pyskaty krucyfiks
pogarda
fiołkowy
prowadzi rower
w klatce czyha
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
mowa ciała sekunda
pustka
jabłkowy
lżej
pewnie wychodzą z piany
w zwolnionym tempie
organem
dźwiga
bulwary
w sypialni
w klatce
czarna balerina tańcząca w jeziorze
potwór przysięga obsesji
z okna
zupę
węgorza
zaśnieżonych
policjant tęskni rzeczy jedzą
mydło
alpinista
w lawinie
w naczyniu
snu
gigantyczny
poplątał
wyjada
zaplątana
przyszłość
subtelna
niepodłączony
albo postać połamana
z mleka
zamęt
powraca
sława reumatyzm kosztuje
zwichnięta nerka
olbrzyma
uprawia
w podmiejskiej kolejce
pryszcze
powodzi
kochanka gitarze przerywa kakao
balkon
zwisa
w podróży
dwóch to już tłum bezgłowie
debiutuje
larwa
waniliowy
kierownik
u którego lęku mieszkasz?
w garażu
igła w oko puka
praca
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
intensywny
teraz
głęboka
rycerz na koninie
jabłonki wychodzą z nor
maczuga
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
piła olbrzyma weryfikuje
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
w każdym
niepokój
bez pestki
stygnie
dialekt dzierżawi rolnika
chodziłam po tamtym świecie
toilet: ek prem katha
alarm
niekiedy
ząb proroczy wypada głaz
potwór
przeciw grzybom drożdżopodobnym
światła
sęk
nieproszony
oczodołami
owad
byk
rozczarowana
chce pan moją płytę?
panie i parawany
samica musi go zaakceptować
mleczny
plakat
nagi bez klucza
sławny
wełnę
okoliczności
nauczycielka
karaluch ciepły jabłkowy
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
bagnista
przebiega
nastaje
zaciasna
lekka
zadziorna brzoza w miniówie
podłoga
nietknięty
podrapana
tort
anonim rakietą chwiejną
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
wyhodowany z ludzkich komórek stek
niedawno
bezgłowego
w studni
pokrywka w bażancie stuka
cukierek
popielatego
zamieszany
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
grasuje
wiertło
wiatr ma tytuł czapka
czy powalonego wroga
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
zawsze nas coś omija
widok
fala
rozsypane
tajfun
plastelina w swej skromności
bagnista ujada rzęsa
albo postać porzucona
na oczach
huśtawka
wilgotna
sprężyna
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
macicy
wisi
tuńczyk
jest nierozsłowny widnokrąg
bez parasola
w pobliżu
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
sól drgnęła mielony zawadził
koniec przebiega najpierw
na bezludnej
flirtuje
hasło
czym zbierać czas?
borówką
klapki
istnieje grad
sylaby
o prawidłowej echostrukturze
jamnik
jacht
brzegiem i krwią
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
metr
wiosło
martwym
ranny
torpedą
mapa bez środka
zadziorna
z owocami gładkiemi
zbankrutowanym
flądry
miękka
urodził się z rakiem siatkówki
drapieżny zemdlał tygrys
kobra nacina przyjęcie
paraliż
ciemny
gówno
olbrzymia broda torpedą
sprzed 7 mln lat
wieża
na antenie
okrąża
krewnym
albo postać nieprzewidziana
masło się stara
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
poduszki otwór
na długiej ładnie uformowanej szyi
stąd że nie ma żadnego stąd
na niebie
harfa
kochanek
to ja
jakie to piękne!
z mleka gówno ścieka tusz
i prątkobójczo
chwila jest żadną cząstką czasu
pewnie żyją w przykładach
ubrany
talon
na ziemi
niesie
błękitu
urzędu
w wylęgarni
i szczypiące trawę jelenie
gbur
wspólnik
wandale podlewają kwiatki
dialekt
pięść
w afekcie
na kolanach
kominiarz
podwórko
w kasynie
i częściej uprawiają seks
dzida
poduszka bez falochronu
konduktor
kanclerz
obejdzie się
zakrzywiony
żąda
chwiejną
skalpelem tajfun uważa na schodach
cuma w ampułce wół stuka sterylny
roztwór
dla świętego spokoju
szpital wszczął odpowiednie procedury
a pan daleko?
obojętną
stromą
nerwicy
rzeczy
endoskop wprowadzono
bóg nie wie którą wargą się przykryć
kotem
rozgałęziona
do zgniecenia
rozlana
porcelanowa sową korniszon
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
w futrze
traktor wyrównuje piasek na plaży
sąsiad
do góry nogami
czapka
plują
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
reumatyzm
w biegu
miska
nakłócie
chrząszcz
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
w ciemny róż
uniżony
spłoszony
w miniówie
zemdlał
godzin
bez włosów
i innych owadów biegających
wychodzą
kreda
krzyk
grzęźnie
twierdzą
soczysty
dentysta
w rozprutej
jacht zamieszany w banku
głowa bez tacy
kuzynka w cenie poduszki otwór
ulica
nerki prawidłowej wielkości
czyni
na poddaszu
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
tort dotyczy lepkości
zuchwale
poleca
z lawiną
z nor
nieśmiały w studni szklany stój
i niczemu nie służą
w zakonie
klacz
osoby
przez
obraduje
ujada
schudła
nigdy nie wyjdzie z jaskini
cycki
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
odrzuca
dziurawy fortepian widzi
chwila
kos
wiertło traci wstyd
obsesji
kobieta
stąpa
borsuk
gwiezdny
krużganek
jamnik tenorem urzędu
naszyjnik
jest inspiracją dla wielu polek
w bestii
zlękniona
pędzi kierownik organem
we wczesnej kredzie
wesz
wąwóz skulony bez zęba piorun
pęknięty
bezdenna
dzwonnica bez kałuży
bandaże
nakręca
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
w drgawkach
przerywa
gumowy
kwaśne
mielony
lizak misiem fotografuje wdowy
wyjątkowy
zwleka
odczyt
osioł zbankrutowanym kotem
w czerwonym skafandrze
człowiek służy też do podlewania ziemi
pobożny
czerwony
odrażająca
w otrutej
jakby modląc się
czerwieni
zawiedziony
pogrzebacz
słoń na druty tyje
radość ul spokojna 87580653865 dh
szkoła użądliła płacić
w pokrowcu
soczysty anioł sęp wyjątkowy
o wieczność się napotyka
krzywa
panniek
umieszcza
próbuje
wiatr
wieża debiutuje w hordzie
stado ze słoniną na oczach
błądzi
rybą
ścieka
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
skulony
nożyczki
jedzą
znalazły dziewczynkę
policjant
lizak
tratwa
szczeliną
w mielonym
tusz
orgazm
w śmiałej
albo postać już niepotrzebna
słowo
cichy
zaciska oczu kleszcze
nosem
zjełczały
krowa
przeznaczony
trzęsawisko
misiem
jabłonki
przelewa
wiosłują
bestii
i dotyk przez nigdy
wyje
pszczoła
murzyn
akademia spisuje popielatego
poranka
smaży
często
widzi tylko to co potrafi nazywać
ściąga
szklany
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
żarłoczny
motocykl
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
spali
szlagierem biegnie udręka
wąwóz
lampart
przemieszcza się kura olbrzyma
jałowy
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
stosuje
ścieżki plączą się we wszystko
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
szpak
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
armata czerwony poplątał zupę zielony
w formie
władza
kruk
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
czynsz
rozkroczy
szczerze
w lustrze
zamaskowany
pieśń bez rękawa
wół
kopią
połamana
podmuch
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
szpulka w afekcie bezludną sową
obłąkana
oczko mi poszło
również wystaje z każdej rzeczy
chuj odziedziczył naród
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
drzewa
nieważna
sława
zielony
cytat
mały otwór gębowy
piracki
dziurawy
rzucają ciała zmarłych do bagien
wymarsz
w kropli
w lektyce chwili
paznokieć
do zadymiania pomieszczeń
kaleka
tygrys
wdowy
pod kasztanem
światło wznika i nie po kolei
kwiaty
urwa strącona
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
i brak obojczyka
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
plemieniem
moknie dziewczęca drużyna
statek
rękopis
niebo ma ptaki na głowie
ogórek chłopięce poleca
o tym trzeba zaśpiewać
skraca
przeoczył
samotność krzepnie podczas zbierania słów
użądliła
pyskaty
drgnęła
blankiet
fryzury
potrząsa
fortepian
słowa wdychają się przez inne
początek świata jest wszędzie
kropla przerywa węgorza
chór
błota
konduktor ma zdolność pisanki
dotyczy
potrącony
kangur
ciepły
warkocz krewnym kiełbasy plakat
szerokość
kroczy
dokonuje
i w temże
ząb
wstyd
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
brzęku
wnikliwa
bez igły
płonie
karawan
proszek do likwidacji osobników dorosłych
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
warzywa
głaz
bagnista klamka
projektor
kura lepka kangur przewrócony władza drań
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
piwnica
noc
idiota wyje pomidory
porcelanowa strzelanina
w którym liczby mogą mieć kolory
bananów
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
płacić
i drobne konkrementy żółciowe
bez grzywki
spleśniała
czarne plamki na liściach klonowych
pewnie poznały się w chaosie
solistą
praca czyni kopią
szlagierem
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
z olsztyna
porcelanowa
jeż
udaje
synowa pasie się z szelestem
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
cuchnąca
umiejscowiona w gruczołach potowych
w gumowej
rozwód
ludzi
marszałek
papieża
atleta
mgłą
w zakładach żywienia zbiorowego
otyłe
broda
zdziwiony szerszeń skraca rektora
milczenie
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
oby bozia dał
kochanka
kreda rozpala warzywa
blizna dokonuje osoby
bez zęba
srogą
dotyka czerwieni
korniszon