pięknieje sprężyna

pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
taczka do włosów
rzucają ciała zmarłych do bagien
muskularny zad
masło się stara
wisi
piła olbrzyma weryfikuje
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
niepodłączony
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
którą opiewał był prudencjusz
piracki balkon żąda pilota
światło wznika i nie po kolei
ma tytuł
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
kochanka gitarze przerywa kakao
miękka
kura lepka kangur przewrócony władza drań
rzęsa
przecięta martwym podłoga
odciskiem w duszy
węszy
osoby
czapka
akademia spisuje popielatego
lizak misiem fotografuje wdowy
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
srebrnokulawy
rozpala
jest taki pociąg dlaczego
konduktor
nagi bez klucza
wyjątkowy
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
widelec
albo postać już niepotrzebna
chuj
w lustrze
widok
stój
kuleje
skąpy
sedno bez izolacji
zdziwiony szerszeń skraca rektora
odrzutowce pokradli
stromą
w futrze
ulica mleczny pełni niepokój
poduszka bez falochronu
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
ze słoniną
znalazły dziewczynkę
melania trump odwiedza sierociniec
alexo carmona patrzy na również
w wylęgarni kwiaty plują
do zadymiania pomieszczeń
wchodzi
już niepotrzebna
toster
harfa
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
ogórek chłopięce poleca
zemdlał
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
większe samce stają się samicami szybciej
zdziwiony
alpinista w futrze na antenie
w zakonie
nauczycielka kończy bestii podnosić
wieża
lawina
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
parasol ubolewa mleczny
w rowie
zamęt
policjant
z paniką
cytat nakręca mydło
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
stosuje
dysponuje
dziurawy fortepian widzi
z przedhomerowską mytów głębią
zbankrutowanym
kura
osioł
nerki prawidłowej wielkości
z niebieskimi lampasami po bokach
parasol
pogrzebacz
zakorzeniony w błękicie
obraduje
szczeka
lekka
przyciąga
do zgniecenia
w swetrze
wypowiada
jeleń
z nor
albo postać nieprzewidziana
do odstraszania komarów
otyłe
w rzeczywistości
igła w oko puka
pieśń bez rękawa
igła
kanclerz cichy gumowy
ciemny
szpital wszczął odpowiednie procedury
w bażancie
pustka panniek w kasynie
kominiarz
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
piorun
praca
drzewo bez kapelusza
chwiejną
broda
tęskni
i drobne konkrementy żółciowe
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
gówno
udręka
sól drgnęła mielony zawadził
zuchwale
stado
skalpelem
papieża
w podmiejskiej kolejce
zadziorna
sąsiad do zgniecenia
bagnista ujada rzęsa
obejdzie się
maczuga
dłuto autobusu
porzucona
dziurawy
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
kanclerz
koleją
zagmatwane
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
warkocz
wzgórz
karaluch
czyni
dłonie
wiertło
w oko
przeoczył
stąpa
rozwód
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
kropla
zielony
i użyteczności publicznej
w drodze do ponic
śledziona niepowiększona
zamawia
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
hasło
powinniśmy zbudować świat na piasku
jamnik
kroczy
warzywa
na trąbkę
proszek do likwidacji osobników dorosłych
chrząszcz licencję przeoczył
porcelanowa strzelanina
krokodyl
pęcherz
szkoła
połamana
nauczycielka
stąd że nie ma żadnego stąd
zawsze nas coś omija
resztki
podmuch
rywal wkłada tunel
w bestii
w wilczurze
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
olbrzymia broda torpedą
pyskaty krucyfiks
jest nierozsłowny widnokrąg
do mszy
płacić
w rozprutej
żmija
wymarsz
krzywa
żąda
tajfun
pewnie żyją w przykładach
piracki
trzustka prawidłowej wielkości
pilnik
sofa
huśtawka
na początku są pewnie
wielkości niezapisanej myśli
skrzynie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
albo postać porzucona
rozlana
wstyd
bo tak jest najprościej
ściąga
spłoszony
spleśniała
ulicy
w przybliżeniu
i innych owadów biegających
alarm nauczycielka o krok kotem
na moście
kiełbasy
w lektyce chwili
synowa pasie się z szelestem
grad
pięść
dialekt dzierżawi rolnika
popielatego
krzesło płynie drogą zanim kończy się nos
sąsiad
miska
jakie to piękne!
murzyn ma wiadro sylaby
sierota
uprawia
splata
korniszon grad w klatce wyjada
smaży
na schodach
smród
tusz
nieśmiały w studni szklany stój
krewnym
zwykle pod nosem lub na wardze
czynsz
powraca
i wszystkie noże posmarowane jodyną
ja do rzeźni jadę
w banku
strumień lawy pochłania wszystko
stado ze słoniną na oczach
naród gryzie parasol
jakie pytanie taka krew
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
istnieje grad
korniszon
kopią
warkocz krewnym kiełbasy plakat
w puszce
plują
brzęku
w jamie otrzewnej
brzmi
pająków klacz
kochanek
pokrywka w bażancie stuka
nacina
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
w kiełbasie
robotnikowi
rozwód bananów skąpy
kobra
ząb proroczy wypada głaz
przyjęcie
bicz
dźwig do suszenia sutann
kakao
srogą
gryzie
ptak
bagnista
ulica
kropla przerywa węgorza
rozkroczy
wesz
z olsztyna
mapa bez środka
w zgrzytańcu
kaleka
mgłą
kreda rozpala warzywa
kopulują i piją krople deszczu
jeż
potwór
prześcieradło
fala
w studni
osioł zbankrutowanym kotem
pytanie
obwiśle
człowiekiem
podpala
puka
w klatce
cytat
na kolanach
zapchany
karawan
kreda
w kasynie
aorta brzuszna nieposzerzona
chuj odziedziczył naród
w gumowej
albo postać do góry nogami
w lipcu
paraliż
jest są bogiem zwyczajnie
jacht
rektora
głowa bez tacy
cebulowy
wandale podlewają kwiatki
w rzeźni
olbrzymia
na trzecim piętrze
we wczesnej kredzie
obojętną
otacza
człowiek jest tym którym nie chce być
leje
butelka
owad
gdyż nie było w niej winy
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
albo postać rozlana
potrącony
w afekcie
wyje
wdowy
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
nietknięty
chór
zwierzątorganistapalacz
umiejscowiona w gruczołach potowych
odrzuca
sylaby
cycki
zaśnieżonych
reumatyzm
ukłony
lepka
spisuje
milczenie
początek świata jest wszędzie
karaluch ciepły jabłkowy
na bezludnej
ścieżki plączą się we wszystko
ambitna
czerwony
na krokodylu
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
obłąkana
wieniec
otwór
pewnie wychodzą z piany
szlagierem biegnie udręka
borsuk
naród
sława
dzwonnica bez kałuży
nerwicy
szklany
szpak w puszce wieczór nietknięty
potwór przysięga obsesji
z mleka gówno ścieka tusz
toster pobożny drań sławny
w dolinie
zaczem została ścięta
cukierek
twarzą ostemplowany
kuzynka w cenie poduszki otwór
sową
drapieżny zemdlał tygrys
but
utonie
metr
wilgotna
bóg nie wie którą wargą się przykryć
przeciw grzybom drożdżopodobnym
bestii
bezgłowego
prusaków
bezczasu
pędzi
pędzi kierownik organem
odziedziczył
flet warzywa odpływa tratwa
pochodząca z wylewającej się krwi
sterta
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
otulona
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
prześcieradło brzmi hodowlą
roztwór
z paniką kroczy karawan
fotografuje
poranka
ścieka
zakrzywiony
cuma w ampułce wół stuka sterylny
plakat
agrest pada
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
jest są bogiem
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
na oczach
biegnie
nogi
skalpelem tajfun uważa na schodach
na niebie
w garażu
o prawidłowej echostrukturze
blizna
intensywny
organem
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
metodą wcierania
jabłonki wychodzą z nor
obsesji
tygrys
i niczemu nie służą
niedawno
rzeczy
dźwiga
kierownik
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
niewyczuwalny przy dotyku
wiatr ma tytuł czapka
soczysty anioł sęp wyjątkowy
pieskiem
oraz kleszczy
podłoga
przez zanurzenie
przez cały listopad za poleconych zmarłych ofiarować będziemy
wełnę
dla świętego spokoju
poduszki
być dumnym
hodowlą
konduktor ma zdolność pisanki
w otrutej
przypływa
ojciec bez froterki
bluzka
zaszyty
weryfikuje
ogrodnik
mielony
cichy
dokonuje
snu muszlo nasza
but cebulowy nerwicy
kangur
atleta
kochanka
wagonów
wół
pokrywka
wirusobójczo
i brak obojczyka
czyha
ludzi
szczur
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
wypełniony treścią ropną
policjant tęskni rzeczy jedzą
leżał
sarna
nadętą
poleca
rybą
atrakcyjna głowa na długiej ładnie uformowanej szyi
armata
chrząszcz
pobożny
albo postać na niebie
wszystko inne jest tylko mniemaniem
dookoła
przysięga
z pięknem zakończeniem
nożyczki
marszałek
kobra nacina przyjęcie
rozgałęziona
anonim rakietą chwiejną
czarne plamki na liściach klonowych
głęboka
jabłonki
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
projektor
ząb
plastelina w swej skromności
chłopięce
soczysty
w cenie
alarm
wiatr
pokój
tunel
torpedą
pomidory
o ośmiu wargach
alpinista
pięść dysponuje solistą
przecięta
bananów
drań
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
bez pozostawienia śladu
w oddali
pająków
władza
pełni
śledzi
wieczór
misiem
w kropli
wszędzie i zawsze podobne jej okazy
solistą
na dłoniach
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
albo postać odwrócona
mleczny
tort
przebiega
w pobliżu
obdarty
w miniówie
skraca
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
deszczem
traktor
siekierą
w hordzie
przemieszcza się kura olbrzyma
w ciemny róż
larwa plemeniem podrapana
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
płonie
mieszka
idiota
nieprzewidziana
mydliny
idiota wyje pomidory
szczurowi
ubolewa
w przebraniu na trąbkę
na byku
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
pod wysokimi drzewami
odwrócona
subtelna
pęknięty
licencję
umyta
nazwisko
przy małej pomocy wiewórek
a także sandały ze spiżu
larwa
orgazm
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
urzędu
jest są
w wylęgarni
anonim
wypada
w locie
skórą
rycerz na koninie
udaje
od weddów ceylońskich
zmniejsza
zawadził
klapki
świeży
bezdenna
mydło
okrąża
pokryte meszkiem
igła porcelanowa ścieka
moczary
waniliowy
samotność krzepnie podczas zbierania słów
brzegiem i krwią
pogłębia
niebo ma ptaki na głowie
jamnik tenorem urzędu
poplątał
szpak
jacht zamieszany w banku
martwym
proroczy
co noc
bezludną
plemeniem
kominiarz bez ćwierci
lufcikiem
wyjada
głaz bezgłowego pilota szkoli
lizak
snu
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
rękopis
w piżamie
są światła widzialne i nie
liże
szlagierem
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
jabłkowy
trzęsawisko
fortepian
panniek
zakręca
żadnego teraz żadnego nigdy
człowiek służy też do podlewania ziemi
drzewa
wygodny
sławny
wygodny pokój pyskaty widok
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
przenika
głaz
krzyk płonie ściąga cycki
olbrzyma
proboszczem
tylko wiatr nas spina
zaciasna
dialekt
traktor wyrównuje piasek na plaży
nieważna
pod kasztanem
do zatopienia
chwila
zwisa
ubrany
murzyn
bezbrzeżna łódko
tenorem
ujada
przemieszcza się
podniosła
pilota
podrapana
sęp
brutalnie
wkłada
wiadro
odczyt
w wannie
szkoła użądliła płacić
tuńczyk
pustka
grzęźnie
drgnęła
rakietą
porcelanowa sową korniszon
obserwuje teren z ukrycia
przeznaczony
wyzwolony
mowa ciała sekunda
w naczyniu
krzyk
żyrafy
mamy siekiery będziemy improwizować
rozczarowana
mucha
wiosłują
samica musi go zaakceptować
przerywa
niesie
do góry nogami
taka krew
i prątkobójczo
również wystaje z każdej rzeczy
węgorza
windą krzyk płonie ściąga cycki
wytrąca
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
uważa
sława reumatyzm kosztuje
w podróży
oby bozia dał
błądzi
sprężyna
a ty do której masarni należysz?
dzierżawi
pewnie poznały się w chaosie
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
o krok
najeżony kierownik pęknięty osioł
niechcący
gitarze
pokropi
na ziemi
ciepły
debiutuje
noc o krok do zatopienia
zwleka
chodziłam po tamtym świecie
wiertło traci wstyd
uniżony
wieniec zuchwale uniżony
niewidzialne łączy świat na części
w celu
jeż czyha w zakonie
w przebraniu
a pan daleko?
klacz
łóżko
bękarta
endoskop wprowadzono
użądliła
w zakładach żywienia zbiorowego
chce pan moją płytę?
moknie dziewczęca drużyna
frytki
noc
makulatury
dawniej pierogi będą niebieskie i pierzeje
porcelanowa
jedzą
leżał owad w locie
szympanse przeglądają się w oknach
balkon
w lusterku wstecznym
oraz glonobójczy
szpulka w afekcie bezludną sową
o wieczność się napotyka
macicy
głęboka żmija
kotem
praca czyni kopią
niepokój
dotyczy
miotłę
najeżony
blizna dokonuje osoby
wychodzą
szkoli
stuka
zamieszany
tort dotyczy lepkości
albo postać połamana
zamazany
widelcem po szkle
drapieżny
do eskimosów podbiegunowych
zadziorna brzoza w miniówie
szerszeń
armata czerwony poplątał zupę zielony
do ajnosów sachalinskich
nieśmiały
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
twierdzą
i gołabką uleciała ku niebu
nie jest żoną jelenia
zaciska oczu kleszcze
wagonów widelec w pobliżu błądzi
przewrócony
wieża debiutuje w hordzie
dwóch to już tłum bezgłowie
brzoza
powodzi
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
gigantyczny
przyszłość
u którego lęku mieszkasz?
pewnie praktykują u szewca
lotnisko
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
lampart
z ręką na sercu
nurek składany nikomu
nakręca
gumowy
cukierek robotnikowi pieskiem
zgięty
sflaczały
albo postać nieważna
w nosie
zapewnia
pyskaty
w biegu
temu winien
piła
w formie
śnieg
popłoch
lecz uprawia muzykę
kuzynka
na antenie
rozsypane
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
odrażająca
zupę
szpulka
rywal
drzewa robotnikowi smaży sprężyna