pięknieje kochanek

pięknieje
w klatce czyha
wisi
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
dłuto autobusu
z paniką kroczy karawan
w podróży
zaplątana
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
lufcikiem
już niepotrzebna
szlagierem biegnie udręka
pyskaty krucyfiks
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
lepka
zmniejsza
pęcherz
kosztuje
przenika
pływają od ściany do ściany
rzucają ciała zmarłych do bagien
rozkroczy
flirtuje
alarm
i wszystkie noże posmarowane jodyną
wiosło
na antenie
piorun
kruk
jacht
stado ze słoniną na oczach
cytat nakręca mydło
akademia spisuje popielatego
ogórek chłopięce poleca
szympanse przeglądają się w oknach
kobra nacina przyjęcie
szczerze
rękopis
i niczemu nie służą
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
przeciw grzybom drożdżopodobnym
prowadzi rower
ogrodnik
bagnista
co noc
w macicy
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
jeleń
przemieszcza się
w przebraniu
temu winien
wygodny pokój pyskaty widok
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
skulony
los jest niechcący
nurek składany nikomu
paraliż
pewnie wychodzą z piany
skłonne
na niebie
jakby modląc się
przez nigdy
subtelna
do odstraszania komarów
granatowy szelest dzida
plastelina w swej skromności
zaśnieżonych
jest taki pociąg dlaczego
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
kwiaty
wiosłują
bagnista ujada rzęsa
łóżko
stój
krzywa
w kasynie
jakie pytanie taka krew
aorta brzuszna nieposzerzona
wypowiada
do dna
szklany
makulatury
twarzą ostemplowany
sól
na moście
chuj odziedziczył naród
poduszki otwór
cycki
chrząszcz
prześcieradło brzmi hodowlą
warkocz krewnym kiełbasy plakat
wieczór
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
krowa z okna dłonie spija
naszyjnik
agrest pada
karawan
miotłę
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
chleb
wirusobójczo
trzustka prawidłowej wielkości
wagonów widelec w pobliżu błądzi
otacza
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
bez mgły
zdziwiony szerszeń skraca rektora
zjełczały
fala
liże
nazwisko
cukierek
piwnica
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
szkoła
próbuje
i wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego
kominiarz bez ćwierci
na kolanach
rozwód bananów skąpy
drzewo bez kapelusza
chwila jest żadną cząstką czasu
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
poduszki
przy małej pomocy wiewórek
ulica
anonim
umieszcza
bez warkocza
również wystaje z każdej rzeczy
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
błądzi
spali
lawina
bóg nie wie którą wargą się przykryć
przemieszcza się kura olbrzyma
o krok
sterta
talon
w przebraniu na trąbkę
słowa wdychają się przez inne
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
przewrócony
w drgawkach
w chwili śmierci
bękarta
pod wysokimi drzewami
skraca
but
w formie
żąda
cytat
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
zawadził
bez zęba
żyrafy
rozgałęziona
panniek
obejdzie się
wiatr
mleczny
nerka
mieszka
jedzą
obdarty
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
importuje
spleśniała
zakręca
w wylęgarni kwiaty plują
synowa pasie się z szelestem
otwór
organem
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
w lipcu
zawsze nas coś omija
wzdłuż płotu
karaluch
skąpy
otyłe
gdzie jest dżem?
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
wandale podlewają kwiatki
taryfą
olbrzymia broda torpedą
ambitna
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
na motocyklu
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
schudła
czym zbierać czas?
rozpala
szerokość
powodzi
pryszcze
szpara wół zaplątana tygrys panika
do mszy
czarna balerina tańcząca w jeziorze
czas się w nas umówił z nikim
w ciemny róż
pełni
mowa ciała sekunda
z nor
dźwiga
obłąkana
światło wznika i nie po kolei
sarna
ujada
jabłonki
są światła widzialne i nie
wieniec zuchwale uniżony
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
nieproszony
zapada
szczurowi
na schodach
wychodzą
bicz
we wczesnej kredzie
blankiet
słoń na druty tyje
ząb proroczy wypada głaz
w podmiejskiej kolejce
stąd że nie ma żadnego stąd
odwrócona
i dotyk przez nigdy
soczysty
traktor wyrównuje piasek na plaży
szczur
w puszce
cuchnąca
tajfun
z paniką
czerwieni
ukłony
w zwolnionym tempie
czerwony
ranny
wagonów
nogi
w zakładach żywienia zbiorowego
pod kasztanem
potwór
bulwary
węgorza
owad
w łaźni
usunięto mu oczy
maczuga
przez zanurzenie
siekierą
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
zręcznie
atleta
cicho józek! robie francuza
mruczy
praca czyni kopią
muskularny zad
zadziorna
bezdenna
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
drapieżny
człowiek jest tym którym nie chce być
pokryte meszkiem
przebiega
porcelanowa strzelanina
w biegu
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
flądry
na długiej ładnie uformowanej szyi
albo postać rozlana
mijając poranne tłumy na moście do teksasu
do zgniecenia
w trykotach
armata
zwykle pod nosem lub na wardze
lecz uprawia muzykę
w pobliżu
kochanka gitarze przerywa kakao
a ty do której masarni należysz?
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
chwiejną
leżał owad w locie
w afekcie
sierota
naród
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
rybą
do zatopienia
smród
z okna
toilet: ek prem katha
i brak obojczyka
widok
kanclerz
pewnie poznały się w chaosie
oczko mi poszło
warzywa
jacht zamieszany w banku
endoskop wprowadzono
szpara
radość ul spokojna 87580653865 dh
obraduje
wyhodowany z ludzkich komórek stek
drzewa
szczeka
w bestii
w przybliżeniu
igła w oko puka
do ponic
zapewnia
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
osioł zbankrutowanym kotem
niechcący
tusz
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
pokój
dialekt dzierżawi rolnika
szlagierem
w piżamie
chleb dotyka czerwieni
człowiekiem
kwiaty plują
otulona
grzęźnie
zamęt
ścieka
panika
wpycha
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
koniec przebiega najpierw
nietknięty
obsesji
słowo
gryzie
osoby
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
bestii
projektor
głaz bezgłowego pilota szkoli
plują
w jamie otrzewnej
ubrany
gówno ścieka tusz
wiadro
z lawiną
w wylęgarni
ludzi pchła
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
w kropli
ptak
i częściej uprawiają seks
zaszyty
robotnikowi
torpedą
murzyn
bluzka
w oko
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
parasol ubolewa mleczny
wesz
w lawinie
blizna
z mleka gówno ścieka tusz
na trzecim piętrze
stado
w otrutej
udaje
kalarepa
tonie
słowo światła krwią
urzędu
cukierek robotnikowi pieskiem
kuzynka
dźwig do suszenia sutann
ctenophthalmus agyrtes jest najliczniejszym gatunkiem pcheł we wschodniej polsce
znalazły dziewczynkę
jest są
naród gryzie parasol
nieważna
nakłócie
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
podpala
rywal
ja do rzeźni jadę
dotyczy
chór
stąpa
kanclerz cichy gumowy
klacz
alarm nauczycielka o krok kotem
tęskni
mamy siekiery będziemy improwizować
chuj
kreda
przyjęcie
brzegiem i krwią
albo postać odwrócona
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w rzeczywistości
głaz
nastaje
niekiedy
lampart
po przejściach
nerwicy
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
pędzi kierownik organem
fryzury
milczenie
rywal wkłada tunel
sową
chwila
i prątkobójczo
krokodyl
zwisa
srogą
pokrywka
rozczarowana
na bezludnej
dysponuje
tratwa
toster
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
urodził się z rakiem siatkówki
hasło
mielony
stromą
blizna dokonuje osoby
wytrąca
gówno
kobieta
klamka
gbur
szpak
tunel
stosuje
uważa
sęp
kakao
i użyteczności publicznej
na trąbkę
przyszłość
lotnisko
pogarda
chce pan moją płytę?
w ołowiu
windą krzyk płonie ściąga cycki
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
sęk
okoliczności
alpinista
zamawia
poduszka bez falochronu
mydliny
ma tytuł
cichy
olbrzyma
soczysty anioł sęp wyjątkowy
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
niewyczuwalny przy dotyku
bez pozostawienia śladu
praca
frytki
rozsypane
granatowy
idiota wyje pomidory
żmija
pogłębia
masło się stara
nauczycielka
obszar
twierdzą
sprzed 7 mln lat
jabłonki wychodzą z nor
lżej
jamnik
snu muszlo nasza
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
w mielonym
taczka do włosów
grasuje
zbankrutowanym
podmuch
nacina
okrąża
złożony
żarłoczny
nosem
fotografuje
martwym
jakie to piękne!
bezbrzeżna łódko
szkoli
wąwóz skulony bez zęba piorun
dzida
przysięga
bezgłowego
powraca
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
igła
grad
krowa
anonim rakietą chwiejną
bagnista klamka
godzin
w lustrze
zapchany
gigantyczny
wyjada
rakietą
kropla przerywa węgorza
czyni
zgięty
borsuk
puka
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
podniosła
na brzozie
ubolewa
larwa plemeniem podrapana
igła porcelanowa ścieka
przeznaczony
konduktor ma zdolność pisanki
porcelanowa sową korniszon
bandaże
dla świętego spokoju
wiertło traci wstyd
w wilczurze
poleca
kopią
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
brzęku
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
panie i parawany
w garażu
kotem
mgłą
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
w rozprutej
w sypialni
połamana
kangur
kropla
porzucona
oraz kleszczy
orgazm
z olsztyna
na dłoniach
ulicy
w locie
niepodłączony
deszczem
jeż czyha w zakonie
stuka
w cenie
w dolinie
światła
zamazana
kaleka
proszek do likwidacji osobników dorosłych
szkoła użądliła płacić
albo postać na niebie
samotność krzepnie podczas zbierania słów
albo postać połamana
ufny
niebo ma ptaki na głowie
wyjątkowy
sława reumatyzm kosztuje
odciskiem w duszy
wspólnik
gwiezdny
metodą wcierania
władza
mydło
flanela
w celu
na ziemi
dotyka
wiatr jałowy bez warkocza gbur
noc o krok do zatopienia
odziedziczył
cebulowy
ze słoniną na oczach
zakorzeniony w błękicie
pogrzebacz
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
ścieżki plączą się we wszystko
ciarki
spija
rekin
jest są bogiem zwyczajnie
i drobne konkrementy żółciowe
waniliowy
śledziona niepowiększona
brutalnie
czapka
szpulka w afekcie bezludną sową
nazwijmy to
pęknięty
potwór przysięga obsesji
w klatce
balkon
plemieniem
ząb
w banku
odrzutowce pokradli
pięść dysponuje solistą
melania trump odwiedza sierociniec
wiertło
jest są bogiem
nigdy nie wyjdzie z jaskini
kreda rozpala warzywa
przecięta martwym podłoga
zwichnięta
karaluch ciepły jabłkowy
dziurawy fortepian widzi
nieśmiały w studni szklany stój
zawiedziony
zamaskowany
traktor
rzęsa
w kierunku wskazanym przez policjanta
kierownik
plakat
huragan
pięść
gorliwa
marszałek
krzyk
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
warkocz
czyha
bo tak jest najprościej
spiewali
w czerwonym skafandrze
jabłkowy
licencję
przez
kochanka
w kiełbasie
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
mapa bez środka
opóźniony
sąsiad
wchodzi
i widzi więcej
długość
zadziorna brzoza w miniówie
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
w pokrowcu
podrapana
fiołkowy
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
dookoła
jest nierozsłowny widnokrąg
statek
obojętną
chrząszcz licencję przeoczył
zielony
odrażająca
w nosie
rozlana
czynsz
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
pomidory
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
utonie
odczyt
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
dzwonnica bez kałuży
armata czerwony poplątał zupę zielony
lizak
bez karalucha
albo postać nieprzewidziana
bez grzywki
snu
o prawidłowej echostrukturze
teraz
wiatr ma tytuł czapka
rektora
zemdlał
przerywa
kopulują i piją krople deszczu
pilnik
podwórko
brzoza
w hordzie
parasol
zastrzyk
misiem
pchła
idiota
jest krystalizacją ludzkiej mądrości
w lektyce chwili
spłoszony
korniszon
drgnęła
gitarze
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
alpinista w futrze na antenie
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
piracki
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
odrzuca
policjant
dentysta
roztwór
u którego lęku mieszkasz?
podłoga
nożyczki
tygrys
na poddaszu
ciało owalne
motocykl
do góry nogami
w rowie
albo postać porzucona
jamnik tenorem urzędu
pieśń bez rękawa
kroczy
solistą
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
niepokój
zwichnięta nerka
paznokieć
skalpelem tajfun uważa na schodach
wdowy
oby bozia dał
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
w swetrze
wieża
zlękniona
pieskiem
nerki prawidłowej wielkości
przecięta
błota
kuzynka w cenie poduszki otwór
widelcem po szkle
leżał
kuleje
zdziwiony
bez igły
tylko wiatr nas spina
ja to nikt w liczbie mnogiej
piła
wygodny
oczodołami
uprawia
przenikający
szerszeń
wypełniony treścią ropną
i szczypiące trawę jelenie
nie jest żoną jelenia
tort
rzeczy
wełnę
tuńczyk
ludzi
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
dzierżawi
lizak misiem fotografuje wdowy
pszczoła
zuchwale
gumowy
kobra
szpak w puszce wieczór nietknięty
w futrze
kura
w każdym
stygnie
ciemny
w naczyniu
porcelanowa
byk
moknie dziewczęca drużyna
srebrnokulawy
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
w studni
mucha
murzyn ma wiadro sylaby
wszystko inne jest tylko mniemaniem
tenorem
papieża
wąwóz
potrząsa
wyspa przebiegła
weryfikuje
korniszon grad w klatce wyjada
przecinka
płonie
nadętą
niesie
metr
plemeniem
zaciska oczu kleszcze
wzgórz
noc
nakręca
nieśmiały
dotyka czerwieni
tort dotyczy lepkości
dokonuje
onieśmiela
sól drgnęła mielony zawadził
wieża debiutuje w hordzie
zamieszany
harfa
widelec
powinniśmy zbudować świat na piasku
dziurawy
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
zupę
zaciasna
często
czarne plamki na liściach klonowych
dialekt
piła olbrzyma weryfikuje
z przedhomerowską mytów głębią
zbieg
nieprzewidziana
pustka
krużganek
wstyd
potrącony
ojciec bez froterki
prusaków
bez pestki
sedno bez izolacji
pyskaty
lekka
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
zakleszczony
cuma w ampułce wół stuka sterylny
to lustro
przeoczył
rewolwer
głęboka
kominiarz
obwiśle
fortepian
popielatego
spisuje
zakrzywiony
toster pobożny drań sławny
w którym człowiek się nie odbija
ciepły
pustka panniek w kasynie
o wieczność się napotyka
udręka
pewnie praktykują u szewca
olbrzymia
kos
węszy
wilgotna
w śmiałej
niedawno
leje
mały otwór gębowy
i innych owadów biegających
początek świata jest wszędzie
czy powalonego wroga
ze słoniną
najeżony kierownik pęknięty osioł
masz imię – jesteś fikcją
resztki
bez włosów
jest inspiracją dla wielu polek
intensywny
rozwód
klapki
przyciąga
płacić
pytanie
do mądrości się przytrafia
klej
szpital wszczął odpowiednie procedury
nieruchomo
w miniówie
z ręką na sercu
uniżony
albo postać nieważna
pokrywka w bażancie stuka
pędzi
wyje
macicy
i nic z więcej
rycerz na koninie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
miękka
prześcieradło
wkłada
głowa bez tacy
przez cały listopad
larwa
a także sandały ze spiżu
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
w bażancie
na byku
szelest
chłopięce
śledzi
niewidzialne łączy świat na części
najeżony
huśtawka
przez teraz
samica musi go zaakceptować
użądliła
proroczy
obserwuje teren z ukrycia
ściąga
sflaczały
głęboka żmija
w gumowej
albo postać do góry nogami
pochodząca z wylewającej się krwi
debiutuje
borówką
zwleka
sławny
sprężyna
policjant tęskni rzeczy jedzą
o tym trzeba zaśpiewać
świeży
drań
wymarsz
widzi tylko to co potrafi nazywać
wypada
trumna
szczeliną
żadnego teraz żadnego nigdy
śnieg
piracki balkon żąda pilota
proboszczem
w drodze
miska
but cebulowy nerwicy
krzyk jest przez samo ha
światła krwią
wiotka
hodowlą
krewnym
osioł
drapieżny zemdlał tygrys
bezludną
w którym liczby mogą mieć kolory
jałowy
wół
nagi bez klucza
a pan daleko?
to ja
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
szpulka
pobożny
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
wyzwolony
istnieje grad
biegnie
o ośmiu wargach
pilota
dłonie
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
z mleka
bananów
flet warzywa odpływa tratwa
bez parasola
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
trzęsawisko
w zakonie
skalpelem
sylaby
moczary
strumień lawy pochłania wszystko
broda
poranka
brzmi
na oczach
nauczycielka kończy bestii podnosić
w wannie
do zadymiania pomieszczeń
przypływa
krwią
albo postać już niepotrzebna
umiejscowiona w gruczołach potowych
chodziłam po tamtym świecie
błękitu
smaży
człowiek służy też do podlewania ziemi
jeż
wnikliwa
konduktor
reumatyzm
przelewa
sława
pewnie żyją w przykładach
poplątał
dwóch to już tłum bezgłowie
kochanek