pęknięty podrapana

pęknięty
pyskaty krucyfiks
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
jest są bogiem zwyczajnie
moknie dziewczęca drużyna
również wystaje z każdej rzeczy
nurek składany nikomu
sierota
o ośmiu wargach
windą krzyk płonie ściąga cycki
szczur
kominiarz bez ćwierci
na trąbkę
rzęsa
obserwuje teren z ukrycia
w locie
lampart
ciepły
brzoza
szpulka
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
pędzi
bo tak jest najprościej
podniosła
korniszon grad w klatce wyjada
anonim
ścieżki plączą się we wszystko
bóg nie wie którą wargą się przykryć
sprężyna
na trzecim piętrze
głaz bezgłowego pilota szkoli
miękka
borsuk
żmija
alexo carmona patrzy na również
są światła widzialne i nie
wiatr ma tytuł czapka
zwykle pod nosem lub na wardze
drań
żyrafy
jest są bogiem
balkon
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
w wannie
nazwisko
porcelanowa strzelanina
osoby
zmniejsza
rozlana
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
połamana
wizja
toster
noc
uprawia
srebrnokulawy
i prątkobójczo
pod wysokimi drzewami
już niepotrzebna
sąsiad
głęboka
synowa pasie się z szelestem
frytki
drapieżny zemdlał tygrys
sową
wymarsz
igła
potwór
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
widok
dookoła
węszy
przesiąkają
tort
sarna
wchodzi
na dłoniach
chuj
rycerz na koninie
wilgotna
pokój
ulica
bagnista ujada rzęsa
krzesło płynie drogą zanim kończy się nos
przyciąga
siekierą
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
albo postać nieważna
wyje
nerwicy
niewyczuwalny przy dotyku
ogórek chłopięce poleca
bezgłowego
zuchwale
w lektyce chwili
rybą
zdziwiony
w bestii
w miniówie
mucha
pięść dysponuje solistą
obłąkana
krzyk
są znacznie większe niż te ziemskie
leżał owad w locie
ściąga
papieża
plemeniem
w oddali
udaje
przewrócony
na krokodylu
nożyczki
wiertło
chce pan moją płytę?
resztki
podłoga
przy małej pomocy wiewórek
kuzynka
i użyteczności publicznej
sflaczały
zamęt
w pobliżu
szkoła
krewnym
wszystko inne jest tylko mniemaniem
i brak obojczyka
kotem
kropla
twarzą ostemplowany
człowiek służy też do podlewania ziemi
wstyd
uniżony
szpak w puszce wieczór nietknięty
sterta
huśtawka
użądliła
nauczycielka kończy bestii podnosić
gryzie
w puszce
topór
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
samotność krzepnie podczas zbierania słów
pochodząca z wylewającej się krwi
samica musi go zaakceptować
blizna dokonuje osoby
nakręca
grad
milczenie
brzęku
maczuga
kaleka
nacina
jedzą
tunel
pustka
przecięta martwym podłoga
przebiega
anonim rakietą chwiejną
rzucają ciała zmarłych do bagien
albo postać na niebie
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
światło wznika i nie po kolei
soczysty
mleczny
z paniką
macicy
śledziona niepowiększona
pomidory
ptak
drgnęła
leje
w lustrze
szczurowi
w podróży
niechcący
warzywa
prześcieradło brzmi hodowlą
pięść
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
otyłe
zaśnieżonych
co noc
bezdenna
strumień lawy pochłania wszystko
wesz
przemieszcza się kura olbrzyma
pokropi
w cenie
na niebie
bagnista
ubrany
zaszyty
rywal
kochanka
porcelanowa
stado ze słoniną na oczach
wkłada
przecięta
czyha
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
potwór przysięga obsesji
jacht
szczeka
bez pozostawienia śladu
intensywny
poduszka bez falochronu
powinniśmy zbudować świat na piasku
na antenie
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
potrącony
dziurawy fortepian widzi
miska
podmuch
niebo ma ptaki na głowie
i drobne konkrementy żółciowe
pilota
but cebulowy nerwicy
umyta
dłonie
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
osioł zbankrutowanym kotem
w zakonie
masło się stara
proboszczem
leżał
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
marszałek
zakręca
podrapana
drzewa
jamnik tenorem urzędu
tęskni
wygodny
spłoszony
bękarta
pilnik
pod kasztanem
zamieszany
parasol
szympanse przeglądają się w oknach
olbrzyma
wirusobójczo
sąsiad do zgniecenia
do zatopienia
ogrodnik
cytat nakręca mydło
policjant
zamazany
z nor
zielony
projektor
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
spleśniała
odrzutowce pokradli
jest nierozsłowny widnokrąg
jeleń
świeży
plują
obojętną
przyjęcie
rozpala
but
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
mapa bez środka
jeż
we wczesnej kredzie
na oczach
w klatce
karaluch
piracki balkon żąda pilota
wielkości niezapisanej myśli
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
pobożny
odziedziczył
pieśń bez rękawa
ogrodnik w czoło pokrywka w podróży co noc przesiąkają
deszczem
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
głęboka żmija
alarm
w afekcie
w wylęgarni kwiaty plują
traktor
gumowy
lepka
poranka
być dumnym
bestii
najeżony
ma tytuł
nadętą
i wszystkie noże posmarowane jodyną
czerwony
dwóch to już tłum bezgłowie
skórą
trzustka prawidłowej wielkości
cycki
w celu
obdarty
rakietą
powodzi
bezbrzeżna łódko
czarne plamki na liściach klonowych
temu winien
pewnie poznały się w chaosie
plakat
pogłębia
biegnie
w rozprutej
popielatego
niesie
policjant tęskni rzeczy jedzą
w drodze do ponic
kobra nacina przyjęcie
olbrzymia broda torpedą
poduszki
w bażancie
chwiejną
dziurawy
w jamie otrzewnej
fortepian
atleta
śledzi
broda
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
mgłą
przez zanurzenie
miotłę
reumatyzm
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
zgięty
otacza
bezludną
przeciw grzybom drożdżopodobnym
przerywa
albo postać rozlana
o krok
ambitna
gigantyczny
jakie to piękne!
ciemny
jest taki pociąg dlaczego
warkocz krewnym kiełbasy plakat
soczysty anioł sęp wyjątkowy
cebulowy
szpulka w afekcie bezludną sową
łóżko
albo postać już niepotrzebna
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
nerki prawidłowej wielkości
endoskop wprowadzono
chrząszcz licencję przeoczył
metodą wcierania
alarm nauczycielka o krok kotem
kreda
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
w podmiejskiej kolejce
przypływa
brutalnie
bezczasu
w swetrze
flet warzywa odpływa tratwa
pieskiem
kanclerz cichy gumowy
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
owad
mowa ciała sekunda
pająków klacz
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
z paniką kroczy karawan
wzgórz
w hordzie
roztwór
obejdzie się
poplątał
chór
szklany
żąda
niepokój
konduktor ma zdolność pisanki
o prawidłowej echostrukturze
mieszka
piła
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
igła w oko puka
otwór
popłoch
język jest jego ojcem
pyskaty
w lipcu
kobra
solistą
kura
z mleka gówno ścieka tusz
a pan daleko?
urzędu
w wilczurze
nieśmiały w studni szklany stój
w wylęgarni
wizja rdzewieje twarzą topór zapchany
sławny
taczka do włosów
lotnisko
agrest pada
szkoli
zwleka
nagi bez klucza
stado
snu muszlo nasza
larwa
kuzynka w cenie poduszki otwór
wdowy
srogą
do zgniecenia
kuleje
jakie pytanie taka krew
wieniec zuchwale uniżony
panniek
rękopis
waniliowy
debiutuje
butelka
parasol ubolewa mleczny
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
szlagierem biegnie udręka
traktor wyrównuje piasek na plaży
pewnie wychodzą z piany
przenika
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
dysponuje
zapewnia
makulatury
krzywa
melania trump odwiedza sierociniec
kochanka gitarze przerywa kakao
wiosłują
w kiełbasie
prusaków
umiejscowiona w gruczołach potowych
w dolinie
obwiśle
pająków
w rzeczywistości
rywal wkłada tunel
proroczy
szerszeń
na bezludnej
lizak
krokodyl
puka
dźwiga
a ty do której masarni należysz?
na ziemi
i niczemu nie służą
w piżamie
człowiek jest tym którym nie chce być
nie jest żoną jelenia
splata
o wieczność się napotyka
chłopięce
liże
harfa
płonie
rozwód
widelcem po szkle
lecz uprawia muzykę
warkocz
przeoczył
jamnik
zagmatwane
rozsypane
naród
cuma w ampułce wół stuka sterylny
kakao
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
wandale podlewają kwiatki
wytrąca
zadziorna brzoza w miniówie
w naczyniu
z przedhomerowską mytów głębią
kopulują i piją krople deszczu
szpak
kopią
jabłkowy
zupę
w futrze
w przybliżeniu
przysięga
widelec
człowiekiem
ścieka
w studni
obraduje
wieża debiutuje w hordzie
kominiarz
przyszłość
ząb
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
ubolewa
dzierżawi
wieża
spisuje
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
skąpy
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
dla świętego spokoju
robotnikowi
lawina
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
rozkroczy
piorun
krzyk płonie ściąga cycki
dłuto autobusu
przemieszcza się
uważa
ujada
grzęźnie
tuńczyk
odciskiem w duszy
murzyn ma wiadro sylaby
w rowie
udręka
torpedą
a także sandały ze spiżu
nauczycielka
zwisa
przeznaczony
praca czyni kopią
w garażu
proszek do likwidacji osobników dorosłych
metr
rzeczy
początek świata jest wszędzie
rdzewieje
kiełbasy
porcelanowa sową korniszon
orgazm
wyzwolony
tajfun
dokonuje
chuj odziedziczył naród
odwrócona
murzyn
dzicz
wagonów widelec w pobliżu błądzi
twierdzą
cytat
chodziłam po tamtym świecie
w kasynie
blizna
szkoła użądliła płacić
czyni
do odstraszania komarów
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
gówno
kropla przerywa węgorza
pewnie żyją w przykładach
noc o krok do zatopienia
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
czynsz
głaz
powraca
zawadził
poleca
w formie
pokrywka
nieśmiały
sęp
fala
w otrutej
aorta brzuszna nieposzerzona
zemdlał
dzwonnica bez kałuży
ojciec bez froterki
skraca
ja do rzeźni jadę
subtelna
pustka panniek w kasynie
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
oraz kleszczy
kangur
hodowlą
w rzeźni
stój
sława
hasło
do zadymiania pomieszczeń
karawan
pęcherz
gitarze
zamawia
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
sława reumatyzm kosztuje
znalazły dziewczynkę
chrząszcz
kierownik
z olsztyna
cukierek robotnikowi pieskiem
plastelina w swej skromności
oby bozia dał
stuka
olbrzymia
oraz glonobójczy
na schodach
na moście
zaciska oczu kleszcze
drzewo bez kapelusza
do góry nogami
klapki
w lusterku wstecznym
płacić
idiota wyje pomidory
ulica mleczny pełni niepokój
tort dotyczy lepkości
organem
stąd że nie ma żadnego stąd
na początku są pewnie
praca
trzęsawisko
odczyt
niepodłączony
armata czerwony poplątał zupę zielony
zaciasna
u którego lęku mieszkasz?
pokryte meszkiem
zawsze nas coś omija
rozwód bananów skąpy
w gumowej
prześcieradło
misiem
zdziwiony szerszeń skraca rektora
tygrys
odrzuca
jabłonki wychodzą z nor
mielony
karaluch ciepły jabłkowy
wygodny pokój pyskaty widok
głowa bez tacy
piła olbrzyma weryfikuje
odrażająca
martwym
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
wypowiada
szpital wszczął odpowiednie procedury
koleją
drapieżny
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
zadziorna
kanclerz
ukłony
pełni
paraliż
niedawno
na byku
klacz
konduktor
weryfikuje
skalpelem
korniszon
wół
lekka
z ręką na sercu
zapchany
i innych owadów biegających
pewnie praktykują u szewca
okrąża
porzucona
w zakładach żywienia zbiorowego
podpala
w oko
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
w banku
wyjątkowy
idiota
mydło
snu
stromą
w czoło
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
naród gryzie parasol
akademia spisuje popielatego
otulona
rozczarowana
węgorza
bananów
kura lepka kangur przewrócony władza drań
nieprzewidziana
sól drgnęła mielony zawadził
albo postać odwrócona
wyjada
fotografuje
smaży
brzmi
sylaby
obsesji
rektora
armata
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
wieniec
zakorzeniony w błękicie
ludzi
szlagierem
sedno bez izolacji
albo postać połamana
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
pytanie
lufcikiem
kochanek
albo postać porzucona
w kropli
wypada
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
chwila
dialekt
jacht zamieszany w banku
zakrzywiony
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
nietknięty
dotyczy
nogi
jest są
większe samce stają się samicami szybciej
albo postać nieprzewidziana
alpinista w futrze na antenie
lizak misiem fotografuje wdowy
albo postać do góry nogami
pogrzebacz
tenorem
dialekt dzierżawi rolnika
wypełniony treścią ropną
utonie
władza
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
pędzi kierownik organem
śnieg
w biegu
ze słoniną
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
w zgrzytańcu
w przebraniu
bluzka
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
alpinista
tusz
zbankrutowanym
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
na kolanach
zwierzątorganistapalacz
do mszy
licencję
ulicy
sofa
nieważna
cichy
moczary
ząb proroczy wypada głaz
istnieje grad
mydliny
dźwig do suszenia sutann
wiertło traci wstyd
w przebraniu na trąbkę
jabłonki
wełnę
wychodzą
najeżony kierownik pęknięty osioł
brzegiem i krwią
dawniej pierogi będą niebieskie i pierzeje
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
rozgałęziona
mamy siekiery będziemy improwizować
piracki
jeż czyha w zakonie
skalpelem tajfun uważa na schodach
igła porcelanowa ścieka
w nosie
wiatr
bicz
pokrywka w bażancie stuka
cukierek
kreda rozpala warzywa
osioł
wiadro
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
wisi
smród
tylko wiatr nas spina
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
żadnego teraz żadnego nigdy
twarzą
kroczy
błądzi
toster pobożny drań sławny
taka krew
stąpa
skrzynie
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
w ciemny róż
wagonów
stosuje
wieczór
czapka
larwa plemeniem podrapana