pęcherz nastaje

pęcherz moczowy o gładkich zarysach
tonie
nie jest żoną jelenia
w podróży
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
broda
prusaków
węgorza
i nic z więcej
przenika
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
strumień lawy pochłania wszystko
śledziona niepowiększona
mieszka
panie i parawany
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
nerka
o tym trzeba zaśpiewać
albo postać porzucona
pyskaty krucyfiks
szlagierem
w otrutej
naród gryzie parasol
w przybliżeniu
z mleka
zapchany
umiejscowiona w gruczołach potowych
albo postać do góry nogami
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
tenorem
sąsiad
zakręca
osoby
bez grzywki
piła olbrzyma weryfikuje
plakat
samotność krzepnie podczas zbierania słów
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
dzida
pewnie praktykują u szewca
kochanka gitarze przerywa kakao
drapieżny zemdlał tygrys
mapa bez środka
czerwony
bez igły
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
na byku
schudła
i szczypiące trawę jelenie
uniżony
wygodny pokój pyskaty widok
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
stado ze słoniną na oczach
dialekt dzierżawi rolnika
w hordzie
karawan
albo postać już niepotrzebna
szpulka w afekcie bezludną sową
w jamie otrzewnej
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
czarne plamki na liściach klonowych
spija
kotem
kwiaty
przyszłość
w sypialni
zaszyty
również wystaje z każdej rzeczy
korniszon
szpara wół zaplątana tygrys panika
fala
ja to nikt w liczbie mnogiej
w futrze
szczurowi
koniec przebiega najpierw
spłoszony
na bezludnej
stuka
powraca
sławny
na ziemi
ubrany
onieśmiela
porcelanowa strzelanina
rozkroczy
ctenophthalmus agyrtes jest najliczniejszym gatunkiem pcheł we wschodniej polsce
cicho józek! robie francuza
do zgniecenia
trzęsawisko
obsesji
gówno ścieka tusz
to ja
w kropli
anonim
zdziwiony
w kierunku wskazanym przez policjanta
prowadzi rower
albo postać nieważna
piwnica
nieważna
w oko
mydło
kochanka
kuzynka
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
przez
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
dźwiga
w lawinie
kobieta
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
orgazm
pełni
władza
wytrąca
toilet: ek prem katha
w zakładach żywienia zbiorowego
osioł zbankrutowanym kotem
niechcący
i prątkobójczo
idiota
cebulowy
na oczach
okrąża
utonie
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
frytki
ludzi
płonie
lizak
subtelna
cukierek robotnikowi pieskiem
plemeniem
w macicy
wszystko inne jest tylko mniemaniem
nieśmiały w studni szklany stój
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
obraduje
klacz
mały otwór gębowy
przyciąga
brzęku
jest są
na antenie
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
piła
w którym liczby mogą mieć kolory
skąpy
tunel
zbieg
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
nerki prawidłowej wielkości
klamka
zawiedziony
paraliż
pędzi
głęboka
wieża
w łaźni
wół
niedawno
granatowy szelest dzida
wchodzi
czas się w nas umówił z nikim
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
wdowy
mydliny
albo postać rozlana
bezgłowego
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
ze słoniną na oczach
wychodzą
harfa
zręcznie
wzgórz
w pokrowcu
przewrócony
sól
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
krowa
anonim rakietą chwiejną
policjant
kopulują i piją krople deszczu
bicz
w którym człowiek się nie odbija
ściąga
rozlana
ząb proroczy wypada głaz
tylko wiatr nas spina
w zwolnionym tempie
oczodołami
melania trump odwiedza sierociniec
agrest pada
misiem
otyłe
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
borówką
potwór przysięga obsesji
debiutuje
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
pilota
rektora
chwila
wiertło traci wstyd
noc
zapewnia
wzdłuż płotu
moknie dziewczęca drużyna
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
jedzą
wyjątkowy
radość ul spokojna 87580653865 dh
pszczoła
w afekcie
długość
tygrys
wyhodowany z ludzkich komórek stek
zmniejsza
korniszon grad w klatce wyjada
drgnęła
szpara
rozwód bananów skąpy
liże
projektor
człowiek jest tym którym nie chce być
chór
szpak
igła
rywal wkłada tunel
w kiełbasie
przecięta
trzustka prawidłowej wielkości
niewyczuwalny przy dotyku
dentysta
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
szpulka
z nor
leje
czynsz
zakorzeniony w błękicie
zamawia
cytat
jest taki pociąg dlaczego
stygnie
cytat nakręca mydło
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
zadziorna
oby bozia dał
głowa bez tacy
stado
hasło
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
intensywny
chuj
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
osioł
karaluch ciepły jabłkowy
jabłonki wychodzą z nor
do góry nogami
kropla
pod kasztanem
szkoła
na schodach
z okna
pokrywka w bażancie stuka
człowiek służy też do podlewania ziemi
spali
krużganek
przypływa
w klatce czyha
sprężyna
temu winien
przysięga
czy powalonego wroga
o ośmiu wargach
wyspa przebiegła
fiołkowy
a pan daleko?
wygodny
zjełczały
sól drgnęła mielony zawadził
w lustrze
larwa plemeniem podrapana
bananów
pieskiem
dotyka czerwieni
skraca
nauczycielka
miotłę
zaplątana
w banku
kura
kominiarz
olbrzymia broda torpedą
przeznaczony
przelewa
mowa ciała sekunda
ojciec bez froterki
bezbrzeżna łódko
spleśniała
kura lepka kangur przewrócony władza drań
taczka do włosów
obwiśle
lżej
błękitu
pochodząca z wylewającej się krwi
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
umieszcza
bezdenna
w przebraniu na trąbkę
pogarda
poduszki otwór
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
do dna
chodziłam po tamtym świecie
deszczem
chrząszcz licencję przeoczył
dziurawy fortepian widzi
pływają od ściany do ściany
los jest niechcący
i użyteczności publicznej
endoskop wprowadzono
wąwóz skulony bez zęba piorun
waniliowy
tusz
szelest
wspólnik
rybą
tort dotyczy lepkości
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
olbrzymia
armata
dzwonnica bez kałuży
rozczarowana
wełnę
zaciska oczu kleszcze
w miniówie
wypełniony treścią ropną
jabłonki
ja do rzeźni jadę
przez cały listopad
kos
nosem
tajfun
o krok
w piżamie
nieśmiały
warkocz krewnym kiełbasy plakat
głaz
srogą
ze słoniną
ścieka
niepokój
sową
dookoła
przeoczył
biegnie
cichy
rozwód
wieniec zuchwale uniżony
zaciasna
hodowlą
tratwa
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
aorta brzuszna nieposzerzona
brzegiem i krwią
krzyk jest przez samo ha
dwóch to już tłum bezgłowie
po przejściach
flirtuje
albo postać odwrócona
dotyka
nauczycielka kończy bestii podnosić
martwym
przebiega
jest są bogiem zwyczajnie
szczeliną
dłonie
alarm
nadętą
żmija
jałowy
dzierżawi
widelcem po szkle
zupę
obszar
a także sandały ze spiżu
okoliczności
zamazana
pieśń bez rękawa
wpycha
wisi
resztki
zaśnieżonych
w wylęgarni
słowa wdychają się przez inne
kreda rozpala warzywa
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
złożony
na trzecim piętrze
łóżko
bez parasola
sterta
w kasynie
ulica
samica musi go zaakceptować
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
gdzie jest dżem?
czapka
kuzynka w cenie poduszki otwór
żąda
sarna
czerwieni
z przedhomerowską mytów głębią
w śmiałej
toster pobożny drań sławny
dialekt
paznokieć
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
do mszy
z mleka gówno ścieka tusz
w trykotach
wiotka
cuchnąca
lekka
armata czerwony poplątał zupę zielony
lampart
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
w dolinie
skulony
trumna
zawsze nas coś omija
przenikający
zwisa
snu muszlo nasza
parasol ubolewa mleczny
ciało owalne
sflaczały
istnieje grad
co noc
fotografuje
cycki
balkon
poduszki
torpedą
w naczyniu
porcelanowa sową korniszon
kanclerz
zawadził
nieproszony
pustka panniek w kasynie
stój
alarm nauczycielka o krok kotem
motocykl
już niepotrzebna
miękka
but cebulowy nerwicy
cukierek
w czerwonym skafandrze
dysponuje
makulatury
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
świeży
bo tak jest najprościej
światła krwią
albo postać połamana
robotnikowi
wymarsz
z ręką na sercu
jamnik
zakleszczony
mruczy
urzędu
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
spiewali
wyzwolony
sedno bez izolacji
twarzą ostemplowany
zamęt
but
jacht zamieszany w banku
w przebraniu
ma tytuł
kropla przerywa węgorza
i niczemu nie służą
policjant tęskni rzeczy jedzą
odrzuca
huśtawka
nazwisko
w gumowej
pewnie wychodzą z piany
igła porcelanowa ścieka
jest krystalizacją ludzkiej mądrości
widelec
w locie
ptak
pięść
brzoza
i drobne konkrementy żółciowe
powodzi
sierota
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
szerokość
niewidzialne łączy świat na części
chuj odziedziczył naród
kopią
naród
zuchwale
czyha
klapki
mamy siekiery będziemy improwizować
kangur
zwleka
panniek
przemieszcza się
karaluch
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
bestii
rycerz na koninie
poranka
pęcherz
proboszczem
widzi tylko to co potrafi nazywać
sęk
chrząszcz
zielony
pięść dysponuje solistą
milczenie
roztwór
dotyczy
rywal
nurek składany nikomu
bez pestki
nakłócie
do zadymiania pomieszczeń
zemdlał
akademia spisuje popielatego
widok
powinniśmy zbudować świat na piasku
papieża
proszek do likwidacji osobników dorosłych
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
odrzutowce pokradli
uważa
stąpa
kochanek
tuńczyk
bluzka
taryfą
wyje
niekiedy
reumatyzm
szczeka
leżał owad w locie
pogłębia
masz imię – jesteś fikcją
są światła widzialne i nie
oczko mi poszło
pogrzebacz
szympanse przeglądają się w oknach
szczerze
kuleje
krzywa
kruk
lizak misiem fotografuje wdowy
jakie to piękne!
kakao
jakby modląc się
oraz kleszczy
pilnik
odwrócona
w bestii
podłoga
warzywa
na moście
słoń na druty tyje
podpala
w każdym
atleta
nogi
sylaby
wieża debiutuje w hordzie
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
żadnego teraz żadnego nigdy
bóg nie wie którą wargą się przykryć
macicy
piorun
pędzi kierownik organem
jeż
bez zęba
pytanie
panika
ulicy
zamaskowany
drań
ambitna
skalpelem tajfun uważa na schodach
płacić
albo postać na niebie
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
mielony
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
wyjada
ogórek chłopięce poleca
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
albo postać nieprzewidziana
w chwili śmierci
chwiejną
nerwicy
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
w rowie
przez nigdy
huragan
grad
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
ujada
jest nierozsłowny widnokrąg
czyni
pomidory
i dotyk przez nigdy
kaleka
stąd że nie ma żadnego stąd
jest inspiracją dla wielu polek
sprzed 7 mln lat
z olsztyna
szlagierem biegnie udręka
słowo
kanclerz cichy gumowy
importuje
w puszce
bandaże
w drgawkach
pewnie żyją w przykładach
kierownik
lawina
praca
rzęsa
bez karalucha
czarna balerina tańcząca w jeziorze
rewolwer
pobożny
dłuto autobusu
grasuje
owad
odziedziczył
w garażu
porzucona
wagonów widelec w pobliżu błądzi
nazwijmy to
wiatr ma tytuł czapka
w lektyce chwili
ciepły
w cenie
flądry
larwa
licencję
na dłoniach
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
mleczny
żarłoczny
moczary
gumowy
u którego lęku mieszkasz?
o prawidłowej echostrukturze
muskularny zad
noc o krok do zatopienia
otulona
podmuch
śledzi
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
wandale podlewają kwiatki
chłopięce
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
połamana
fryzury
naszyjnik
w biegu
wiertło
gorliwa
miska
gówno
światła
mgłą
w wylęgarni kwiaty plują
potwór
w nosie
w zakonie
a ty do której masarni należysz?
godzin
jeż czyha w zakonie
poplątał
przemieszcza się kura olbrzyma
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
krzyk
bulwary
ubolewa
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
w rozprutej
podwórko
pchła
pokryte meszkiem
kobra nacina przyjęcie
kominiarz bez ćwierci
z paniką
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
masło się stara
brzmi
ukłony
konduktor
windą krzyk płonie ściąga cycki
plemieniem
brutalnie
w mielonym
zapada
plastelina w swej skromności
gitarze
wiatr
wagonów
wilgotna
człowiekiem
twierdzą
nożyczki
mijając poranne tłumy na moście do teksasu
pod wysokimi drzewami
znalazły dziewczynkę
nagi bez klucza
bękarta
wiosło
do ponic
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
cuma w ampułce wół stuka sterylny
wąwóz
jabłkowy
urodził się z rakiem siatkówki
i widzi więcej
metr
jacht
prześcieradło
najeżony kierownik pęknięty osioł
potrząsa
szerszeń
przez zanurzenie
na brzozie
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
plują
chwila jest żadną cząstką czasu
potrącony
wiatr jałowy bez warkocza gbur
ścieżki plączą się we wszystko
murzyn
przez teraz
organem
marszałek
przeciw grzybom drożdżopodobnym
zwykle pod nosem lub na wardze
wstyd
próbuje
zadziorna brzoza w miniówie
w ciemny róż
idiota wyje pomidory
wnikliwa
zwichnięta nerka
smaży
rzeczy
podniosła
granatowy
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
kobra
przy małej pomocy wiewórek
błota
wirusobójczo
i wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego
w swetrze
szkoła użądliła płacić
i częściej uprawiają seks
wiadro
nieprzewidziana
kroczy
śnieg
szkoli
ufny
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
ciarki
flanela
weryfikuje
rzucają ciała zmarłych do bagien
na długiej ładnie uformowanej szyi
sława
ząb
pyskaty
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
wesz
sęp
traktor wyrównuje piasek na plaży
metodą wcierania
zdziwiony szerszeń skraca rektora
na motocyklu
sława reumatyzm kosztuje
dziurawy
gigantyczny
rozsypane
zgięty
i innych owadów biegających
we wczesnej kredzie
to lustro
przecięta martwym podłoga
żyrafy
parasol
nieruchomo
z paniką kroczy karawan
alpinista w futrze na antenie
puka
odrażająca
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
kreda
podrapana
snu
do mądrości się przytrafia
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
siekierą
stromą
popielatego
światło wznika i nie po kolei
drapieżny
na trąbkę
w wannie
przecinka
na niebie
talon
rakietą
stosuje
pryszcze
pokój
borsuk
i wszystkie noże posmarowane jodyną
dla świętego spokoju
ciemny
nacina
poleca
lufcikiem
leżał
krewnym
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
teraz
tęskni
bez włosów
skłonne
wypowiada
zlękniona
blankiet
proroczy
i brak obojczyka
w wilczurze
ludzi pchła
wypada
ranny
grzęźnie
chleb
w podmiejskiej kolejce
błądzi
flet warzywa odpływa tratwa
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
bagnista klamka
rekin
jeleń
nigdy nie wyjdzie z jaskini
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
szpak w puszce wieczór nietknięty
toster
w ołowiu
statek
bez pozostawienia śladu
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
najeżony
rozpala
w studni
pięknieje
porcelanowa
na kolanach
zakrzywiony
zamieszany
do zatopienia
kwiaty plują
niepodłączony
synowa pasie się z szelestem
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
przerywa
poduszka bez falochronu
bez warkocza
szpital wszczął odpowiednie procedury
zastrzyk
jakie pytanie taka krew
igła w oko puka
użądliła
dźwig do suszenia sutann
nakręca
krokodyl
krwią
gwiezdny
uprawia
jamnik tenorem urzędu
węszy
tort
soczysty
bagnista ujada rzęsa
bezludną
klej
nietknięty
maczuga
jest są bogiem
skalpelem
odciskiem w duszy
słowo światła krwią
głęboka żmija
konduktor ma zdolność pisanki
w lipcu
solistą
drzewo bez kapelusza
opóźniony
pokrywka
murzyn ma wiadro sylaby
olbrzyma
bez mgły
bagnista
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
niesie
na poddaszu
kosztuje
w celu
prześcieradło brzmi hodowlą
rękopis
szklany
otwór
pustka
lecz uprawia muzykę
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
warkocz
odczyt
początek świata jest wszędzie
udaje
chleb dotyka czerwieni
obdarty
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
ogrodnik
głaz bezgłowego pilota szkoli
w formie
szczur
rozgałęziona
kalarepa
soczysty anioł sęp wyjątkowy
blizna
zwichnięta
w drodze
lepka
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
drzewa
blizna dokonuje osoby
lotnisko
srebrnokulawy
smród
obłąkana
w bażancie
gbur
dokonuje
traktor
piracki
o wieczność się napotyka
fortepian
pewnie poznały się w chaosie
udręka
obserwuje teren z ukrycia
przyjęcie
otacza
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
byk
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
wiosłują
czym zbierać czas?
obojętną
w rzeczywistości
wkłada
w pobliżu
często
chce pan moją płytę?
obejdzie się
wieczór
z lawiną
alpinista
krowa z okna dłonie spija
praca czyni kopią
zbankrutowanym
piracki balkon żąda pilota
niebo ma ptaki na głowie
spisuje
pęknięty
usunięto mu oczy
do odstraszania komarów
w klatce
mucha
gryzie
nastaje