ojciec smród

ojciec bez froterki
skalpelem tajfun uważa na schodach
zuchwale
bezgłowego
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
żąda
proszek do likwidacji osobników dorosłych
sprężyna
muskularny zad
dziurawy
wieczór
ubrany
dzierżawi
mielony
samica musi go zaakceptować
albo postać połamana
piła olbrzyma weryfikuje
o wieczność się napotyka
niepokój
bezludną
plują
moczary
smród
węgorza
praca
czerwony
czyha
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
intensywny
murzyn
gitarze
niepodłączony
w przybliżeniu
jamnik tenorem urzędu
albo postać rozlana
w studni
kura lepka kangur przewrócony władza drań
czarne plamki na liściach klonowych
dźwig do suszenia sutann
bagnista ujada rzęsa
pęcherz
kreda rozpala warzywa
stój
przewrócony
do zatopienia
pyskaty krucyfiks
wisi
lizak
szpak
być dumnym
światło wznika i nie po kolei
początek świata jest wszędzie
snu
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
owad
drzewa
zawadził
w drodze do ponic
otwór
ambitna
pochodząca z wylewającej się krwi
powodzi
przez zanurzenie
w klatce
misiem
szczurowi
w piżamie
sterta
miotłę
poduszki
kobra nacina przyjęcie
brzęku
mydliny
obłąkana
tort dotyczy lepkości
w zakładach żywienia zbiorowego
rywal wkłada tunel
w miniówie
dzwonnica bez kałuży
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
wełnę
przez cały listopad
sarna
osoby
potwór przysięga obsesji
do odstraszania komarów
zmniejsza
uprawia
płacić
zamęt
na trzecim piętrze
przerywa
niedawno
wieża debiutuje w hordzie
w podmiejskiej kolejce
bicz
na ziemi
macicy
nie jest żoną jelenia
rękopis
pędzi kierownik organem
miękka
i drobne konkrementy żółciowe
nacina
agrest pada
rywal
zakorzeniony w błękicie
dłonie
oraz kleszczy
w lipcu
najeżony kierownik pęknięty osioł
przebiega
bękarta
żyrafy
ogrodnik
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
z mleka gówno ścieka tusz
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
i brak obojczyka
szklany
u którego lęku mieszkasz?
zwierzątorganistapalacz
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
jest są bogiem
z przedhomerowską mytów głębią
idiota wyje pomidory
kanclerz
jabłonki wychodzą z nor
spleśniała
stosuje
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
sierota
stąd że nie ma żadnego stąd
czy powalonego wroga
podrapana
rozgałęziona
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
naród gryzie parasol
wyjątkowy
na niebie
praca czyni kopią
rybą
skórą
makulatury
rozwód
wyjada
nauczycielka
kuleje
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
kochanek
popłoch
w jamie otrzewnej
węszy
umiejscowiona w gruczołach potowych
alpinista w futrze na antenie
kotem
czyni
w kiełbasie
widelec
chrząszcz
idiota
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
spisuje
bezbrzeżna łódko
w lustrze
warzywa
z paniką
przemieszcza się kura olbrzyma
gumowy
w oko
nerwicy
kochanka
ścieka
przypływa
kropla
bo tak jest najprościej
albo postać nieważna
nurek składany nikomu
grzęźnie
w garażu
miska
kreda
zamawia
z ręką na sercu
alarm
głaz
murzyn ma wiadro sylaby
popielatego
taka krew
cukierek
wiadro
brzoza
na długiej ładnie uformowanej szyi
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
piła
prusaków
gówno
otacza
klacz
wiertło
lizak misiem fotografuje wdowy
do góry nogami
porcelanowa sową korniszon
na kolanach
i niczemu nie służą
szpulka
w oddali
nauczycielka kończy bestii podnosić
blizna dokonuje osoby
szympanse przeglądają się w oknach
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
płonie
nieważna
fotografuje
policjant tęskni rzeczy jedzą
kominiarz
wiosłują
człowiekiem
kuzynka w cenie poduszki otwór
karaluch
noc o krok do zatopienia
frytki
projektor
przy małej pomocy wiewórek
plemeniem
zemdlał
śledziona niepowiększona
i częściej uprawiają seks
ludzi
piorun
hasło
deszczem
ząb
głowa bez tacy
metodą wcierania
debiutuje
metr
alpinista
w zgrzytańcu
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
zagmatwane
olbrzymia broda torpedą
zwleka
jabłonki
snu muszlo nasza
obserwuje teren z ukrycia
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
mucha
wieniec
władza
zamieszany
smaży
pogrzebacz
użądliła
sława
wyzwolony
dwóch to już tłum bezgłowie
anonim rakietą chwiejną
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
ulica mleczny pełni niepokój
parasol ubolewa mleczny
srebrnokulawy
odrażająca
temu winien
zdziwiony szerszeń skraca rektora
w wylęgarni
rozsypane
jacht
w dolinie
pieśń bez rękawa
pod wysokimi drzewami
martwym
albo postać do góry nogami
organem
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
szpulka w afekcie bezludną sową
chce pan moją płytę?
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
wandale podlewają kwiatki
sedno bez izolacji
huśtawka
cytat nakręca mydło
dłuto autobusu
oraz glonobójczy
kura
orgazm
podniosła
zamazany
znalazły dziewczynkę
armata czerwony poplątał zupę zielony
nerki prawidłowej wielkości
ulicy
odrzutowce pokradli
papieża
paraliż
resztki
bluzka
obdarty
zaciska oczu kleszcze
rozwód bananów skąpy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
cukierek robotnikowi pieskiem
na początku są pewnie
kierownik
nieśmiały w studni szklany stój
powinniśmy zbudować świat na piasku
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
chwiejną
a pan daleko?
kominiarz bez ćwierci
szkoła użądliła płacić
głęboka żmija
broda
na krokodylu
kaleka
traktor
roztwór
zakrzywiony
tęskni
konduktor
but
nadętą
sąsiad
uważa
ciemny
sową
harfa
nieśmiały
żadnego teraz żadnego nigdy
tunel
ubolewa
tajfun
zgięty
wygodny
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
proboszczem
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
sława reumatyzm kosztuje
w przebraniu na trąbkę
ptak
siekierą
łóżko
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
albo postać na niebie
prześcieradło
na dłoniach
mapa bez środka
piracki balkon żąda pilota
traktor wyrównuje piasek na plaży
toster pobożny drań sławny
milczenie
bóg nie wie którą wargą się przykryć
bestii
toster
odwrócona
na byku
kroczy
anonim
bagnista
ogórek chłopięce poleca
również wystaje z każdej rzeczy
dla świętego spokoju
mgłą
do zadymiania pomieszczeń
tusz
cuma w ampułce wół stuka sterylny
przyjęcie
igła w oko puka
pokropi
karawan
zaciasna
pustka panniek w kasynie
twarzą ostemplowany
alarm nauczycielka o krok kotem
zapchany
zaśnieżonych
policjant
albo postać porzucona
istnieje grad
skraca
otulona
w hordzie
krzywa
w przebraniu
szlagierem
tylko wiatr nas spina
pokrywka w bażancie stuka
przeznaczony
lotnisko
powraca
widok
wymarsz
na bezludnej
urzędu
drzewo bez kapelusza
stuka
fortepian
ścieżki plączą się we wszystko
człowiek służy też do podlewania ziemi
niebo ma ptaki na głowie
tort
śnieg
w bestii
otyłe
z paniką kroczy karawan
wytrąca
wagonów widelec w pobliżu błądzi
wół
na trąbkę
mydło
prześcieradło brzmi hodowlą
tenorem
drgnęła
krzyk płonie ściąga cycki
a także sandały ze spiżu
błądzi
na oczach
krokodyl
potwór
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
endoskop wprowadzono
larwa
koleją
w zakonie
mieszka
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
rzucają ciała zmarłych do bagien
niewyczuwalny przy dotyku
w banku
kopulują i piją krople deszczu
szkoła
zupę
leje
ze słoniną
stąpa
w naczyniu
leżał
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
skrzynie
cytat
kanclerz cichy gumowy
wiertło traci wstyd
podmuch
mamy siekiery będziemy improwizować
robotnikowi
but cebulowy nerwicy
szpital wszczął odpowiednie procedury
w pobliżu
wyje
wieża
przeciw grzybom drożdżopodobnym
zapewnia
soczysty anioł sęp wyjątkowy
plakat
nakręca
drapieżny
i prątkobójczo
skalpelem
obwiśle
w locie
w formie
dialekt
gryzie
dokonuje
korniszon
w celu
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
nieprzewidziana
i innych owadów biegających
obejdzie się
puka
mleczny
rozczarowana
potrącony
wszystko inne jest tylko mniemaniem
o prawidłowej echostrukturze
jest nierozsłowny widnokrąg
wdowy
niesie
przecięta martwym podłoga
nożyczki
w podróży
rakietą
waniliowy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
szczur
plastelina w swej skromności
w wannie
ząb proroczy wypada głaz
armata
obojętną
przyciąga
na moście
krzesło płynie drogą zanim kończy się nos
pobożny
zdziwiony
wkłada
na schodach
wieniec zuchwale uniżony
zakręca
chór
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
akademia spisuje popielatego
reumatyzm
srogą
szerszeń
trzustka prawidłowej wielkości
weryfikuje
liże
taczka do włosów
synowa pasie się z szelestem
poduszka bez falochronu
czynsz
jest taki pociąg dlaczego
samotność krzepnie podczas zbierania słów
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
ma tytuł
odziedziczył
fala
chuj odziedziczył naród
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
szlagierem biegnie udręka
jeż czyha w zakonie
udaje
soczysty
balkon
albo postać odwrócona
tygrys
z niebieskimi lampasami po bokach
chrząszcz licencję przeoczył
sylaby
we wczesnej kredzie
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
twierdzą
odczyt
cycki
sławny
pustka
naród
lecz uprawia muzykę
przenika
wchodzi
mowa ciała sekunda
dźwiga
wypełniony treścią ropną
w swetrze
w rowie
pilota
a ty do której masarni należysz?
osioł zbankrutowanym kotem
sól drgnęła mielony zawadził
ulica
proroczy
dziurawy fortepian widzi
karaluch ciepły jabłkowy
pilnik
windą krzyk płonie ściąga cycki
pędzi
przemieszcza się
krewnym
podpala
zawsze nas coś omija
jest są bogiem zwyczajnie
rozkroczy
przysięga
stromą
głęboka
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
chwila
wagonów
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
pokój
w puszce
w bażancie
trzęsawisko
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
odrzuca
pęknięty
dookoła
wzgórz
pełni
w kropli
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
do mszy
pokrywka
żmija
pewnie poznały się w chaosie
masło się stara
piracki
chodziłam po tamtym świecie
borsuk
z olsztyna
pewnie praktykują u szewca
osioł
udręka
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
niewidzialne łączy świat na części
dotyczy
głaz bezgłowego pilota szkoli
rozlana
nazwisko
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
odciskiem w duszy
w nosie
lampart
krzyk
widelcem po szkle
już niepotrzebna
pogłębia
pewnie wychodzą z piany
człowiek jest tym którym nie chce być
lawina
są światła widzialne i nie
pokryte meszkiem
drapieżny zemdlał tygrys
nogi
pomidory
igła porcelanowa ścieka
olbrzyma
najeżony
w afekcie
w wilczurze
poleca
marszałek
sflaczały
zaszyty
bez pozostawienia śladu
ściąga
skąpy
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
zwykle pod nosem lub na wardze
poplątał
atleta
zadziorna
śledzi
wypowiada
warkocz krewnym kiełbasy plakat
wirusobójczo
rozpala
chłopięce
torpedą
ujada
ciepły
w lektyce chwili
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
w gumowej
kopią
na antenie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
konduktor ma zdolność pisanki
rektora
utonie
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
w kasynie
brzmi
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
w rzeźni
wilgotna
jabłkowy
dawniej pierogi będą niebieskie i pierzeje
maczuga
spłoszony
dialekt dzierżawi rolnika
albo postać już niepotrzebna
jedzą
przecięta
i użyteczności publicznej
niechcący
jeleń
lekka
jest są
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
jeż
zbankrutowanym
pyskaty
oby bozia dał
igła
bezdenna
albo postać nieprzewidziana
jamnik
rzęsa
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
flet warzywa odpływa tratwa
lepka
warkocz
larwa plemeniem podrapana
splata
połamana
uniżony
licencję
rycerz na koninie
w biegu
moknie dziewczęca drużyna
kobra
w wylęgarni kwiaty plują
kuzynka
i wszystkie noże posmarowane jodyną
w cenie
solistą
porcelanowa
blizna
melania trump odwiedza sierociniec
stado ze słoniną na oczach
wstyd
nagi bez klucza
w ciemny róż
świeży
leżał owad w locie
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
do schyłku dni jego
przeoczył
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
pytanie
strumień lawy pochłania wszystko
ukłony
pewnie żyją w przykładach
obsesji
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
rzeczy
klapki
cichy
zadziorna brzoza w miniówie
kropla przerywa węgorza
aorta brzuszna nieposzerzona
kochanka gitarze przerywa kakao
czapka
pod kasztanem
drań
olbrzymia
jakie pytanie taka krew
w futrze
przyszłość
brutalnie
gigantyczny
co noc
kangur
o ośmiu wargach
korniszon grad w klatce wyjada
pięść
szczeka
grad
wiatr
wygodny pokój pyskaty widok
zielony
sęp
porzucona
stado
szkoli
wiatr ma tytuł czapka
wychodzą
subtelna
o krok
bananów
w rozprutej
pięść dysponuje solistą
chuj
brzegiem i krwią
kiełbasy
poranka
dysponuje
porcelanowa strzelanina
cebulowy
jakie to piękne!
panniek
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
tuńczyk
parasol
w rzeczywistości
szpak w puszce wieczór nietknięty
ja do rzeźni jadę
noc
w otrutej
okrąża
pieskiem
obraduje
wesz
nietknięty
hodowlą
z nor
biegnie
kakao
wypada
lufcikiem
jacht zamieszany w banku
podłoga
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród