nigdzie po szkle

nigdzie dociera wszędzie przed czasem
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
trzustka prawidłowej wielkości
spleśniała
klacz
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
kobra
jest są bogiem
w macicy
wiosłują
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
korniszon grad w klatce wyjada
ambitna
ma tytuł
kuzynka
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
szerszeń
bękarta
człowiek jest tym którym nie chce być
rektora
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
jeż
i drobne konkrementy żółciowe
na początku są pewnie
do mszy
rywal
nożyczki
w naczyniu
kroczy
alpinista w futrze na antenie
rycerz na koninie
i brak obojczyka
prześcieradło
stuka
pyskaty
proroczy
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
śnieg
porcelanowa strzelanina
w lipcu
najeżony
noc o krok do zatopienia
odziedziczył
ulica
wymarsz
nazwisko
użądliła
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
jest są bogiem zwyczajnie
są światła widzialne i nie
w lektyce chwili
masło się stara
błądzi
niewyczuwalny przy dotyku
powodzi
lecz uprawia muzykę
i częściej uprawiają seks
z przedhomerowską mytów głębią
gigantyczny
wieniec zuchwale uniżony
zaśnieżonych
podpala
sól
chuj odziedziczył naród
ze słoniną
połamana
tajfun
widzi tylko to co potrafi nazywać
wyzwolony
olbrzymia
muskularny zad
pełni
dziurawy fortepian widzi
w rowie
wół
srebrnokulawy
w kiełbasie
fala
sflaczały
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
ja do rzeźni jadę
noc
zwleka
albo postać odwrócona
w nosie
toster
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
moczary
wieczór
dookoła
zupę
piracki
grzęźnie
obwiśle
sąsiad
żmija
tenorem
krokodyl
sarna
przeciw grzybom drożdżopodobnym
zręcznie
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
w pobliżu
porzucona
wypada
istnieje grad
melania trump odwiedza sierociniec
nerwicy
ogrodnik
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
o wieczność się napotyka
stój
brzmi
i innych owadów biegających
świeży
w celu
z paniką kroczy karawan
do mądrości się przytrafia
albo postać nieprzewidziana
otacza
huśtawka
koniec przebiega najpierw
prześcieradło brzmi hodowlą
soczysty anioł sęp wyjątkowy
ciepły
zgięty
plastelina w swej skromności
szklany
o ośmiu wargach
w locie
pogłębia
sedno bez izolacji
bez pozostawienia śladu
wełnę
przenika
zadziorna brzoza w miniówie
stado
cukierek robotnikowi pieskiem
węszy
dzwonnica bez kałuży
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
w garażu
w cenie
pokrywka
potrącony
drzewo bez kapelusza
wchodzi
na trąbkę
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
blizna dokonuje osoby
pewnie wychodzą z piany
na byku
miska
i wszystkie noże posmarowane jodyną
fotografuje
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
cebulowy
w gumowej
wypowiada
tuńczyk
wisi
ojciec bez froterki
tusz
poplątał
wyje
niepokój
węgorza
rzeczy
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
rozczarowana
biegnie
stosuje
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
w pokrowcu
praca
smród
kobra nacina przyjęcie
temu winien
opóźniony
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
szkoli
szczur
spisuje
drzewa
czynsz
policjant tęskni rzeczy jedzą
czerwony
bagnista ujada rzęsa
kochanek
wyjada
wygodny pokój pyskaty widok
wszystko inne jest tylko mniemaniem
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
drgnęła
w zakładach żywienia zbiorowego
kominiarz
jamnik
sierota
cytat
konduktor ma zdolność pisanki
lotnisko
na długiej ładnie uformowanej szyi
lizak misiem fotografuje wdowy
leżał
człowiek służy też do podlewania ziemi
niedawno
uprawia
ludzi
mamy siekiery będziemy improwizować
obraduje
pięść dysponuje solistą
w przebraniu
sława reumatyzm kosztuje
ukłony
jeż czyha w zakonie
przyszłość
martwym
marszałek
zemdlał
mielony
naród gryzie parasol
naród
przerywa
rozwód
chwiejną
zamieszany
rywal wkłada tunel
ubolewa
szympanse przeglądają się w oknach
w bestii
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
następnie wszyscy zamieszkali w australii
w wannie
uważa
urzędu
okrąża
borsuk
chrząszcz licencję przeoczył
tort dotyczy lepkości
i niczemu nie służą
gryzie
zaciasna
traktor
pieskiem
ścieka
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
w zakonie
anonim rakietą chwiejną
warzywa
jeleń
pochodząca z wylewającej się krwi
poduszki
wilgotna
w lustrze
sterta
wieża debiutuje w hordzie
obsesji
leje
harfa
twierdzą
plemieniem
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
a pan daleko?
w zwolnionym tempie
co noc
nurek składany nikomu
igła
w banku
rozsypane
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
czarne plamki na liściach klonowych
świeży w popłochu
w klatce
pilnik
jakie pytanie taka krew
alarm
w mielonym
mowa ciała sekunda
sławny
deszczem
najeżony kierownik pęknięty osioł
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
nadętą
odciskiem w duszy
śledzi
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
z lawiną
igła porcelanowa ścieka
jakie to piękne!
cuchnąca
mydliny
otulona
osioł zbankrutowanym kotem
zdziwiony
albo postać do góry nogami
bicz
byk
wagonów widelec w pobliżu błądzi
kominiarz bez ćwierci
ząb proroczy wypada głaz
naszyjnik
rozpala
w wylęgarni kwiaty plują
kura
brutalnie
praca czyni kopią
do góry nogami
szpulka w afekcie bezludną sową
rozlana
zadziorna
nie jest żoną jelenia
czyni
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
zamawia
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
w drgawkach
cuma w ampułce wół stuka sterylny
obejdzie się
w kropli
pędzi
korniszon
obszar
zielony
w kierunku wskazanym przez policjanta
władza
rzęsa
w dolinie
kochanka gitarze przerywa kakao
kuleje
solistą
w ciemny róż
w oko
zmniejsza
wieniec
oczko mi poszło
bo tak jest najprościej
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
dialekt
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
i prątkobójczo
bezbrzeżna łódko
w studni
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
przemieszcza się kura olbrzyma
przyciąga
but
na dłoniach
wesz
balkon
wiertło
już niepotrzebna
jest nierozsłowny widnokrąg
krewnym
żyrafy
tonie
lufcikiem
panniek
we wczesnej kredzie
nakręca
metodą wcierania
podmuch
w wilczurze
szpak
pustka panniek w kasynie
nietknięty
paraliż
cichy
dokonuje
grad
pokój
lizak
samica musi go zaakceptować
dziurawy
mapa bez środka
chwila
chuj
na brzozie
warkocz
popłoch
z mleka gówno ścieka tusz
pomidory
widok
jest są
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
dla świętego spokoju
pokrywka w bażancie stuka
resztki
subtelna
w drodze do ponic
hodowlą
obdarty
paznokieć
a ty do której masarni należysz?
otwór
czyha
udręka
sprężyna
miękka
bestii
idiota wyje pomidory
rozgałęziona
chór
statek
pędzi kierownik organem
kropla przerywa węgorza
orgazm
papieża
niechcący
proboszczem
w bażancie
potwór przysięga obsesji
chwila jest żadną cząstką czasu
macicy
uniżony
miotłę
przewrócony
kiełbasy
olbrzymia broda torpedą
osioł
osoby
utonie
pogrzebacz
licencję
bluzka
piracki balkon żąda pilota
w biegu
plakat
brzoza
zapchany
otyłe
podłoga
pilota
w przybliżeniu
widelec
czy powalonego wroga
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
gumowy
rzucają ciała zmarłych do bagien
ptak
wypełniony treścią ropną
anonim
w hordzie
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
frytki
brzęku
nieważna
trumna
człowiekiem
proszek do likwidacji osobników dorosłych
smaży
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
ciemny
kura lepka kangur przewrócony władza drań
stado ze słoniną na oczach
larwa
bananów
dialekt dzierżawi rolnika
rakietą
owad
tort
waniliowy
sęp
pewnie poznały się w chaosie
srogą
obserwuje teren z ukrycia
kanclerz
przemieszcza się
policjant
kaleka
w podmiejskiej kolejce
w kasynie
zbankrutowanym
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
głaz bezgłowego pilota szkoli
flet warzywa odpływa tratwa
wiatr
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
w jamie otrzewnej
wdowy
pobożny
taczka do włosów
nauczycielka
o prawidłowej echostrukturze
tylko wiatr nas spina
chłopięce
porcelanowa sową korniszon
początek świata jest wszędzie
a także sandały ze spiżu
jabłonki
odrzutowce pokradli
w rzeczywistości
odrzuca
szkoła
żadnego teraz żadnego nigdy
wychodzą
sylaby
pustka
cukierek
sową
odwrócona
wzgórz
bezdenna
lawina
pytanie
debiutuje
chrząszcz
stąpa
do zatopienia
żąda
dentysta
zdziwiony szerszeń skraca rektora
trzęsawisko
karaluch ciepły jabłkowy
robotnikowi
dźwiga
z paniką
ząb
oraz kleszczy
wytrąca
olbrzyma
w sypialni
kreda
kierownik
kangur
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
gitarze
szlagierem
szkoła użądliła płacić
wiatr ma tytuł czapka
na ziemi
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
rozkroczy
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
pod kasztanem
pod wysokimi drzewami
fortepian
jabłkowy
lepka
tygrys
samotność krzepnie podczas zbierania słów
mgłą
strumień lawy pochłania wszystko
but cebulowy nerwicy
niebo ma ptaki na głowie
do odstraszania komarów
metr
pęknięty
głęboka żmija
roztwór
nieśmiały w studni szklany stój
przy małej pomocy wiewórek
krzywa
poranka
pieśń bez rękawa
alpinista
z nor
konduktor
niesie
czapka
przez cały listopad
pęcherz
na trzecim piętrze
jamnik tenorem urzędu
odczyt
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
idiota
śledziona niepowiększona
na moście
przyjęcie
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
kochanka
atleta
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
przebiega
przypływa
leżał owad w locie
organem
synowa pasie się z szelestem
twarzą ostemplowany
kopulują i piją krople deszczu
plemeniem
podniosła
w zgrzytańcu
dwóch to już tłum bezgłowie
powinniśmy zbudować świat na piasku
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
snu
rękopis
u którego lęku mieszkasz?
armata czerwony poplątał zupę zielony
piorun
oby bozia dał
przez zanurzenie
torpedą
drań
dysponuje
w swetrze
dotyczy
w formie
kreda rozpala warzywa
blizna
drapieżny zemdlał tygrys
krzyk
kopią
w śmiałej
ogórek chłopięce poleca
skalpelem
chce pan moją płytę?
zakręca
wandale podlewają kwiatki
płacić
czas się w nas umówił z nikim
tunel
z olsztyna
traktor wyrównuje piasek na plaży
karawan
w afekcie
skórą
drapieżny
kanclerz cichy gumowy
masz imię – jesteś fikcją
mleczny
zapewnia
pyskaty krucyfiks
albo postać porzucona
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
w przebraniu na trąbkę
również wystaje z każdej rzeczy
liże
wagonów
przeznaczony
bóg nie wie którą wargą się przykryć
piła olbrzyma weryfikuje
dłuto autobusu
obojętną
albo postać rozlana
zawsze nas coś omija
na niebie
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
łóżko
płonie
jest taki pociąg dlaczego
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
do schyłku dni jego
maczuga
szpulka
rybą
jabłonki wychodzą z nor
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
albo postać połamana
wiertło traci wstyd
umiejscowiona w gruczołach potowych
poduszka bez falochronu
brzegiem i krwią
dźwig do suszenia sutann
sława
makulatury
jedzą
w piżamie
misiem
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
w rozprutej
parasol ubolewa mleczny
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
głaz
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
pięść
przecięta
spłoszony
zuchwale
szczurowi
jacht
armata
intensywny
nagi bez klucza
alarm nauczycielka o krok kotem
wirusobójczo
znalazły dziewczynkę
z ręką na sercu
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
obłąkana
parasol
na kolanach
akademia spisuje popielatego
cytat nakręca mydło
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
prusaków
powraca
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
lampart
pewnie praktykują u szewca
plują
nauczycielka kończy bestii podnosić
tęskni
cycki
przecięta martwym podłoga
pewnie żyją w przykładach
kropla
bagnista
zawadził
broda
szpak w puszce wieczór nietknięty
przysięga
windą krzyk płonie ściąga cycki
karaluch
weryfikuje
wiadro
nacina
odrażająca
szpital wszczął odpowiednie procedury
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
udaje
wieża
niewidzialne łączy świat na części
nogi
zwykle pod nosem lub na wardze
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
soczysty
mieszka
projektor
warkocz krewnym kiełbasy plakat
kuzynka w cenie poduszki otwór
kotem
w futrze
zaszyty
zjełczały
o krok
mydło
wyjątkowy
ulica mleczny pełni niepokój
zamęt
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
albo postać nieważna
szlagierem biegnie udręka
nieśmiały
jacht zamieszany w banku
siekierą
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
lekka
pięknieje
i użyteczności publicznej
w otrutej
snu muszlo nasza
nerki prawidłowej wielkości
krzyk płonie ściąga cycki
agrest pada
murzyn
moknie dziewczęca drużyna
puka
chodziłam po tamtym świecie
w puszce
podrapana
bezgłowego
sól drgnęła mielony zawadził
mucha
ściąga
toster pobożny drań sławny
poleca
w wylęgarni
zakorzeniony w błękicie
piła
ujada
kakao
bezludną
albo postać już niepotrzebna
rozwód bananów skąpy
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
do zadymiania pomieszczeń
niepodłączony
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
endoskop wprowadzono
skąpy
pszczoła
oraz glonobójczy
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
dłonie
na schodach
popielatego
wstyd
słowa wdychają się przez inne
larwa plemeniem podrapana
stąd że nie ma żadnego stąd
gówno
na antenie
wygodny
porcelanowa
aorta brzuszna nieposzerzona
ulicy
przeoczył
skalpelem tajfun uważa na schodach
panie i parawany
albo postać na niebie
reumatyzm
szczeka
głowa bez tacy
skraca
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
światło wznika i nie po kolei
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
głęboka
w ołowiu
zaciska oczu kleszcze
wkłada
w miniówie
murzyn ma wiadro sylaby
na oczach
hasło
złożony
pokryte meszkiem
nieprzewidziana
ścieżki plączą się we wszystko
na bezludnej
gorliwa
igła w oko puka
dzierżawi
potwór
zakrzywiony
w podróży
widelcem po szkle