nauczycielka tęskni

nauczycielka
korniszon
w bażancie
ujada
mgłą
podczas gdy osoby z halucynozą
plakat
świeży w popłochu
na schodach
ludzi
wszystko inne jest tylko mniemaniem
tunel
waniliowy
warkocz krewnym kiełbasy plakat
co noc
deszczem
pokrywka w bażancie stuka
czyha
w łaźni
jeździ po krajobrazie
snu
użądliła
rozgałęziona
pędzi
lżej
w studni
w pobliżu
potwór przysięga obsesji
oby bozia dał
nieproszony
nacina
nauczycielka kończy bestii podnosić
ciało owalne
odwrócona
w cenie
rozsypane
powinniśmy zbudować świat na piasku
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
pustka
alpinista
bez parasola
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
węszy
stój
krowa z okna
gumowy
igła porcelanowa ścieka
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
lecz uprawia muzykę
kochanka gitarze przerywa kakao
i użyteczności publicznej
początek świata jest wszędzie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
kobra nacina przyjęcie
alpinista w futrze na antenie
blizna dokonuje osoby
dzierżawi
pod kasztanem
obszar
znalazły dziewczynkę
zakorzeniony w błękicie
w rozprutej
idiota
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
noc o krok do zatopienia
w klatce czyha
jeleń
do góry nogami
moczary
i niczemu nie służą
złożony
szerokość
z okna
na kolanach
na poddaszu
jedzą
spisuje
pytanie
na moście
blankiet
pełni
rybą
spłoszony
kobra
mowa ciała sekunda
pęknięty
mydliny
piracki balkon żąda pilota
porcelanowa sową korniszon
jacht
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
dzwonnica bez kałuży
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
olbrzymia
szczeliną
sarna
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
projektor
rzeczy
w jamie otrzewnej
kuleje
czyni
wiadro
z paniką kroczy karawan
zwichnięta
gówno ścieka tusz
granatowy
ulica
głęboka
lampart
wagonów widelec w pobliżu błądzi
gigantyczny
albo postać porzucona
stromą
przecięta
połamana
pokryte meszkiem
wieża
gorliwa
sęp
kropla
bulwary
skąpy
w biegu
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
mucha
srebrnokulawy
chrząszcz
przerywa
w kiełbasie
sławny
zastrzyk
sława
taryfą
w puszce
jakie to piękne!
w garażu
powraca
jest są
porzucona
do zadymiania pomieszczeń
w wannie
frytki
zawsze nas coś omija
głowa bez tacy
kominiarz
murzyn
ze słoniną
pięść dysponuje solistą
pogłębia
panie i parawany
kochanka
obejdzie się
z mleka
kura lepka kangur przewrócony władza drań
jest taki pociąg dlaczego
zwichnięta nerka
puka
jest nierozsłowny widnokrąg
zawiedziony
przeoczył
zjełczały
motocykl
kakao
obserwuje teren z ukrycia
w piżamie
jabłonki
bóg nie wie którą wargą się przykryć
twierdzą
nieważna
soczysty
rektora
nieśmiały w studni szklany stój
następnie rozprasza się
nakłócie
niewyczuwalny przy dotyku
szczurowi
drapieżny zemdlał tygrys
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
podmuch
na początku są pewnie
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
po krajobrazie
huśtawka
mapa bez środka
nosem
zielony
ja do rzeźni jadę
zamaskowany
parasol ubolewa mleczny
pilnik
żyrafy
przyciąga
przyjęcie
panniek
orgazm
bagnista
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
próbuje
do zatopienia
mruczy
porcelanowa
na trzecim piętrze
panika
do zgniecenia
praca czyni kopią
również wystaje z każdej rzeczy
powodzi
krużganek
leje
chwila
słowo światła krwią
dźwig do suszenia sutann
otyłe
oraz glonobójczy
wdowy
krwią
z nor
zgięty
fryzury
jacht zamieszany w banku
albo postać odwrócona
czerwony
fala
fotografuje
sęk
nastaje
nieśmiały
bez włosów
plemieniem
wspólnik
jeż
pewnie poznały się w chaosie
zmniejsza
endoskop wprowadzono
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
snu muszlo nasza
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
już niepotrzebna
kopulują i piją krople deszczu
solistą
naszyjnik
licencję
przeznaczony
fiołkowy
pogrzebacz
piła
oraz kleszczy
melania trump odwiedza sierociniec
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
chwila jest żadną cząstką czasu
chwiejną
szlagierem biegnie udręka
przypływa
to ja
brzęku
dotyka czerwieni
w kasynie
o wieczność się napotyka
pokrywka
granatowy szelest dzida
zamazana
albo postać już niepotrzebna
nagi bez klucza
subtelna
do odstraszania komarów
żąda
jeżeli jest może również
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
pęcherz
poduszki otwór
albo postać połamana
chodziłam po tamtym świecie
przy małej pomocy wiewórek
stołek jeździ po krajobrazie
przenika
kuzynka w cenie poduszki otwór
długość
organem
w lawinie
plują
bez zęba
nazwijmy to
ptak
udręka
żmija
harfa
w dolinie
brzmi
wiotka
prześcieradło
wół
niepokój
albo postać rozlana
widok
bananów
szczeka
cuchnąca
moknie dziewczęca drużyna
dziurawy fortepian widzi
światło wznika i nie po kolei
drzewa
przez cały listopad
szpak w puszce wieczór nietknięty
ząb proroczy wypada głaz
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
piorun
w miniówie
niesie
szerszeń
mielony
w drodze
chuj odziedziczył naród
w rowie
trzustka prawidłowej wielkości
rozwód bananów skąpy
tylko wiatr nas spina
są niezwykle złożone
larwa plemeniem podrapana
metr
z lawiną
zakręca
sflaczały
szczur
papieża
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
ze słoniną na oczach
prześcieradło brzmi hodowlą
wkłada
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
mydło
tuńczyk
atleta
ma tytuł
wiosłują
roztwór
wnikliwa
temu winien
błękitu
tratwa
stuka
pochodząca z wylewającej się krwi
wiertło
w lipcu
zbiorowy
bezbrzeżna łódko
i szczypiące trawę jelenie
o prawidłowej echostrukturze
kaleka
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
jeździ
idiota wyje pomidory
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
wieża debiutuje w hordzie
klacz
płonie
w mielonym
bluzka
sąsiad
w formie
w podróży
lufcikiem
nurek składany nikomu
podwórko
przysięga
macicy
w drodze do ponic
stąpa
albo postać do góry nogami
błota
żarłoczny
krokodyl
srogą
wytrąca
mleczny
chrząszcz licencję przeoczył
dźwiga
borówką
cukierek
kura
lekka
dziurawy
rozwód
w pokrowcu
praca
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
krzyk
misiem
kropla przerywa węgorza
jabłkowy
z ręką na sercu
warkocz
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
martwym
flet warzywa odpływa tratwa
bez karalucha
miska
z paniką
na niebie
szklany
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
pływają od ściany do ściany
toster
leżał owad w locie
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
świeży
chleb dotyka czerwieni
w rzeczywistości
zwykle pod nosem lub na wardze
pieśń bez rękawa
ścieka
zaplątana
wiertło traci wstyd
grasuje
wąwóz
bagnista ujada rzęsa
na oczach
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
tajfun
anonim rakietą chwiejną
usunięto mu oczy
do mszy
czapka
kotem
w wylęgarni
windą krzyk płonie ściąga cycki
karawan
stąd że nie ma żadnego stąd
bezdenna
prusaków
robotnikowi
dla świętego spokoju
pięknieje
w klatce
debiutuje
ponad tysiąc lat przed tym odkryciem
przez zanurzenie
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
poplątał
w zwolnionym tempie
kroczy
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
odrzutowce pokradli
olbrzymia broda torpedą
z przedhomerowską mytów głębią
chłopięce
zbankrutowanym
kosztuje
but
lizak
niepodłączony
widelcem po szkle
krzywa
tort dotyczy lepkości
paraliż
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
tonie
pszczoła
udaje
warzywa
krowa z okna dłonie spija
grad
na byku
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
w futrze
lepka
albo postać nieprzewidziana
ja to nikt w liczbie mnogiej
przecinka
nadętą
przeciw grzybom drożdżopodobnym
parasol
poleca
kanclerz
sterta
obojętną
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
przyszłość
cichy
głęboka żmija
zamieszany
uważa
może również powodować efekt hamujący
uniżony
szelest
trumna
na dłoniach
nieprzewidziana
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
brzoza
drań
drapieżny
metodą wcierania
sedno bez izolacji
plastelina w swej skromności
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
ciepły
kalarepa
rozpala
szpara wół zaplątana tygrys panika
samica musi go zaakceptować
ogórek chłopięce poleca
jest są bogiem
dwóch to już tłum bezgłowie
talon
często
widelec
uprawia
w kierunku wskazanym przez policjanta
liże
wisi
wiosło
skalpelem tajfun uważa na schodach
widzi tylko to co potrafi nazywać
tusz
i innych owadów biegających
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
wiatr ma tytuł czapka
siekierą
grzęźnie
bez grzywki
wypełniony treścią ropną
niebo ma ptaki na głowie
we wczesnej kredzie
okoliczności
ciemny
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
utonie
dotyka
chór
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
przecięta martwym podłoga
sól drgnęła mielony zawadził
nożyczki
karaluch
odziedziczył
zapada
zamawia
niechcący
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
jamnik
wpycha
zręcznie
w otrutej
wzgórz
dysponuje
w przebraniu
drzewo bez kapelusza
albo postać nieważna
dzida
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
tort
krzyk płonie ściąga cycki
schudła
podłoga
osioł
szpulka w afekcie bezludną sową
pogarda
w ołowiu
światła
jakie pytanie taka krew
płacić
wygodny pokój pyskaty widok
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
noc
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
gwiezdny
na brzozie
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
do schyłku dni jego
w chwili śmierci
w oko
światła krwią
w gumowej
nazwisko
pomidory
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
zadziorna brzoza w miniówie
ludzi pchła
i częściej uprawiają seks
potwór
pewnie wychodzą z piany
zakrzywiony
naród
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
igła w oko puka
by bronił go w zaświatach
szkoła
miękka
strumień lawy pochłania wszystko
dokonuje
w naczyniu
odczyt
pobożny
intensywny
olbrzyma
godzin
opóźniony
zupę
nerwicy
traktor
zaśnieżonych
podpala
wyjątkowy
zadziorna
gdzie jest dżem?
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
hasło
szczerze
w trykotach
na trąbkę
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
błądzi
rozczarowana
wymarsz
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
urodził się z rakiem siatkówki
o ośmiu wargach
owad
pryszcze
ciarki
zamęt
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
na ziemi
a także sandały ze spiżu
ścieżki plączą się we wszystko
bezludną
konduktor ma zdolność pisanki
człowiek służy też do podlewania ziemi
kuzynka
czynsz
urzędu
rakietą
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
rewolwer
w celu
porcelanowa strzelanina
balkon
na bezludnej
w banku
w zakładach żywienia zbiorowego
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
bicz
krowa
kangur
lizak misiem fotografuje wdowy
gbur
przewrócony
skalpelem
nerka
flądry
sową
odrzuca
but cebulowy nerwicy
torpedą
pięść
skłonne
kos
potrząsa
naród gryzie parasol
ojciec bez froterki
szpulka
przebiega
w popłochu
zakleszczony
pyskaty
gryzie
ambitna
nigdy nie wyjdzie z jaskini
mały otwór gębowy
i prątkobójczo
koniec przebiega najpierw
jamnik tenorem urzędu
pod wysokimi drzewami
brzegiem i krwią
byk
w locie
wyjada
piła olbrzyma weryfikuje
niedawno
flanela flądry talon
w sypialni
wyzwolony
w wilczurze
taczka do włosów
krewnym
najeżony
ubolewa
śnieg
stołek
kreda rozpala warzywa
wchodzi
kanclerz cichy gumowy
człowiek jest tym którym nie chce być
paznokieć
rozlana
ufny
do dna
szympanse przeglądają się w oknach
zdziwiony szerszeń skraca rektora
dialekt
dialekt dzierżawi rolnika
z olsztyna
otulona
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
mieszka
wstyd
głaz
zdziwiony
alarm
wieniec zuchwale uniżony
nogi
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
obdarty
podniosła
jabłonki wychodzą z nor
słowa wdychają się przez inne
pokój
w podmiejskiej kolejce
dłuto autobusu
kreda
rzucają ciała zmarłych do bagien
makulatury
spleśniała
fortepian
i wszystkie noże posmarowane jodyną
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
armata
sylaby
w nosie
wandale podlewają kwiatki
zlękniona
odrażająca
onieśmiela
smaży
sól
dotyczy
cytat
przez okno igielne
samotność krzepnie podczas zbierania słów
agrest pada
kwiaty plują
chleb
człowiekiem
los jest niechcący
istnieje grad
ściąga
chce pan moją płytę?
borsuk
weryfikuje
w ciemny róż
ulica mleczny pełni niepokój
bez mgły
spiewali
bestii
wesz
gitarze
klej
cukierek robotnikowi pieskiem
w bezgłową
lawina
dookoła
szpak
oczko mi poszło
resztki
nie jest żoną jelenia
sława reumatyzm kosztuje
w wylęgarni kwiaty plują
mamy siekiery będziemy improwizować
kwiaty
oczodołami
wagonów
nerki prawidłowej wielkości
skraca
po przejściach
proszek do likwidacji osobników dorosłych
zwisa
ząb
na antenie
tenorem
a pan daleko?
słoń na druty tyje
stado
maczuga
obwiśle
muskularny zad
poranka
ogrodnik
rękopis
przemieszcza się
zwleka
cytat nakręca mydło
plemeniem
klapki
wypowiada
w macicy
okrąża
zapewnia
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
alarm nauczycielka o krok kotem
sierota
trzęsawisko
niewidzialne łączy świat na części
wieniec
pewnie żyją w przykładach
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
zaciasna
murzyn ma wiadro sylaby
czas się w nas umówił z nikim
bez warkocza
toster pobożny drań sławny
dentysta
to ja niczemu
cuma w ampułce wół stuka sterylny
obraduje
z mleka gówno ścieka tusz
kominiarz bez ćwierci
pieskiem
wychodzą
w śmiałej
wyje
szpital wszczął odpowiednie procedury
w hordzie
ubrany
szkoli
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
czerwieni
korniszon grad w klatce wyjada
zuchwale
huragan
bagnista klamka
milczenie
marszałek
kopią
anonim
o krok
skulony
chuj
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
albo postać na niebie
dłonie
synowa pasie się z szelestem
bezgłowego
w każdym
zaszyty
pędzi kierownik organem
w lektyce chwili
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
na motocyklu
to teraz
w przybliżeniu
u którego lęku mieszkasz?
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
wiatr jałowy bez warkocza gbur
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
to ten którego słowo karmi
pewnie praktykują u szewca
w kropli
masz imię – jesteś fikcją
łóżko
stosuje
poduszka bez falochronu
spali
tygrys
kierownik
broda
gówno
bez pestki
jeż czyha w zakonie
piracki
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
w swetrze
i brak obojczyka
aorta brzuszna nieposzerzona
w lustrze
niekiedy
piwnica
brutalnie
spija
otacza
larwa
szkoła użądliła płacić
zaciska oczu kleszcze
zemdlał
akademia spisuje popielatego
czy powalonego wroga
armata czerwony poplątał zupę zielony
w afekcie
wirusobójczo
otwór
wiatr
twarzą ostemplowany
proboszczem
przenikający
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
traktor wyrównuje piasek na plaży
ukłony
i drobne konkrementy żółciowe
do mądrości się przytrafia
wypada
węgorza
hodowlą
przelewa
kochanek
masło się stara
rywal
pchła
a ty do której masarni należysz?
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
obłąkana
wełnę
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
proroczy
odciskiem w duszy
biegnie
wieczór
igła
osioł zbankrutowanym kotem
śledzi
pyskaty krucyfiks
ulicy
stado ze słoniną na oczach
leżał
najeżony kierownik pęknięty osioł
soczysty anioł sęp wyjątkowy
śledziona niepowiększona
obsesji
drgnęła
klamka
pilota
miotłę
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
nakręca
osoby
umiejscowiona w gruczołach potowych
bez igły
jałowy
sprężyna
nietknięty
szpara
na długiej ładnie uformowanej szyi
rycerz na koninie
karaluch ciepły jabłkowy
policjant
rozbierając się znika
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
nieruchomo
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
bez pozostawienia śladu
policjant tęskni rzeczy jedzą
poduszki
bo tak jest najprościej
wąwóz skulony bez zęba piorun
głaz bezgłowego pilota szkoli
czarne plamki na liściach klonowych
statek
bandaże
smród
bękarta
szlagierem
w drgawkach
flanela
zawadził
potrącony
importuje
rekin
słowo
zbieg
kruk
blizna
popielatego
w przebraniu na trąbkę
rzęsa
lotnisko
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
rywal wkłada tunel
pustka panniek w kasynie
konduktor
flirtuje
żadnego teraz żadnego nigdy
rozkroczy
stygnie
są światła widzialne i nie
cycki
podrapana
przemieszcza się kura olbrzyma
wilgotna
ranny
wygodny
w bestii
władza
a na bokach stożkowe
cebulowy
umieszcza
reumatyzm
w zakonie
jest są bogiem zwyczajnie
zapchany
tęskni