makulatury z olsztyna

makulatury
muskularny zad
jest nierozsłowny widnokrąg
do zadymiania pomieszczeń
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
bękarta
pędzi kierownik organem
ma tytuł
zielony
sprężyna
odrzutowce pokradli
w drodze do ponic
również wystaje z każdej rzeczy
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
w zakonie
zamawia
ojciec bez froterki
pyskaty krucyfiks
porcelanowa sową korniszon
pszczoła
strumień lawy pochłania wszystko
obojętną
fala
odrażająca
jamnik tenorem urzędu
naród gryzie parasol
pustka panniek w kasynie
piracki
spłoszony
fortepian
rywal wkłada tunel
wiatr
miotłę
gitarze
wisi
misiem
roztwór
klapki
intensywny
prześcieradło
rybą
proboszczem
wełnę
bezbrzeżna łódko
podłoga
z przedhomerowską mytów głębią
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
w garażu
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
twarzą ostemplowany
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
szkoła
srebrnokulawy
idiota wyje pomidory
cytat nakręca mydło
chuj
zapewnia
pyskaty
zdziwiony szerszeń skraca rektora
szpak w puszce wieczór nietknięty
hodowlą
wieniec zuchwale uniżony
odziedziczył
a pan daleko?
niewidzialne łączy świat na części
smród
lufcikiem
leżał owad w locie
traktor
pieskiem
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
widelcem po szkle
przerywa
czynsz
rozwód
wchodzi
podrapana
sławny
wieniec
wieczór
policjant
leżał
weryfikuje
noc
praca
piła olbrzyma weryfikuje
tort
pobożny
tusz
powinniśmy zbudować świat na piasku
lizak misiem fotografuje wdowy
debiutuje
panie i parawany
alarm
istnieje grad
pogrzebacz
lotnisko
armata
na początku są pewnie
wiertło traci wstyd
udaje
gumowy
powraca
cycki
cytat
w bażancie
wesz
obdarty
zakrzywiony
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
igła w oko puka
jabłonki
kuzynka
do mszy
mieszka
kuzynka w cenie poduszki otwór
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
tygrys
w naczyniu
w kasynie
pewnie praktykują u szewca
nacina
wandale podlewają kwiatki
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
jeż
olbrzymia broda torpedą
przyjęcie
nie jest żoną jelenia
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
twierdzą
z mleka gówno ścieka tusz
pod kasztanem
urzędu
poleca
cukierek
niesie
ciepły
uniżony
krzyk płonie ściąga cycki
ogrodnik
wieża
w formie
nieśmiały w studni szklany stój
atleta
licencję
w lipcu
szkoli
drapieżny zemdlał tygrys
o prawidłowej echostrukturze
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
taka krew
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
biegnie
wypełniony treścią ropną
słowa wdychają się przez inne
albo postać do góry nogami
okrąża
bezludną
śledzi
chrząszcz licencję przeoczył
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
i wszystkie noże posmarowane jodyną
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
zaciska oczu kleszcze
alarm nauczycielka o krok kotem
owad
murzyn
zupę
wilgotna
ptak
igła
łóżko
plastelina w swej skromności
dźwiga
paznokieć
jedzą
wagonów widelec w pobliżu błądzi
a ty do której masarni należysz?
tort dotyczy lepkości
krzyk
ząb
widelec
nieśmiały
ulicy
chwiejną
pewnie wychodzą z piany
miękka
sęp
głowa bez tacy
bluzka
kominiarz bez ćwierci
rzeczy
przewrócony
w przebraniu na trąbkę
odrzuca
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
w klatce
wiatr ma tytuł czapka
dzwonnica bez kałuży
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
w nosie
blizna
w ciemny róż
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
rękopis
toster pobożny drań sławny
stosuje
zwleka
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
już niepotrzebna
agrest pada
pęknięty
hasło
wkłada
na kolanach
jest są bogiem
srogą
w dolinie
kaleka
w rowie
albo postać nieprzewidziana
w biegu
martwym
flet warzywa odpływa tratwa
brzęku
dzierżawi
sława
w przebraniu
i drobne konkrementy żółciowe
tęskni
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
porcelanowa
lecz uprawia muzykę
wół
czarne plamki na liściach klonowych
gorliwa
borsuk
w podmiejskiej kolejce
ulica mleczny pełni niepokój
jabłonki wychodzą z nor
cebulowy
zmniejsza
klacz
jest są bogiem zwyczajnie
karaluch ciepły jabłkowy
zaciasna
pustka
początek świata jest wszędzie
tylko wiatr nas spina
z lawiną
na moście
podpala
szczurowi
jest taki pociąg dlaczego
dotyczy
chwila
jest są
idiota
szpulka w afekcie bezludną sową
w puszce
utonie
czy powalonego wroga
liże
bicz
kobra
oraz glonobójczy
bagnista ujada rzęsa
węgorza
sława reumatyzm kosztuje
są światła widzialne i nie
w swetrze
zdziwiony
ujada
warkocz
w miniówie
pokrywka
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
pochodząca z wylewającej się krwi
w lektyce chwili
sarna
papieża
organem
zadziorna
skalpelem
co noc
bezdenna
zamazany
projektor
anonim rakietą chwiejną
śnieg
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
lampart
parasol
udręka
rzęsa
chuj odziedziczył naród
pewnie poznały się w chaosie
zaszyty
samotność krzepnie podczas zbierania słów
dziurawy fortepian widzi
zuchwale
akademia spisuje popielatego
porcelanowa strzelanina
dźwig do suszenia sutann
głaz
śledziona niepowiększona
krewnym
podniosła
stuka
metodą wcierania
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
fotografuje
przy małej pomocy wiewórek
pokój
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
wieża debiutuje w hordzie
połamana
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
głęboka
otulona
tajfun
kanclerz cichy gumowy
przemieszcza się kura olbrzyma
nurek składany nikomu
niewyczuwalny przy dotyku
puka
soczysty
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
przez cały listopad
wytrąca
smaży
tunel
taczka do włosów
poranka
wagonów
w futrze
uprawia
mamy siekiery będziemy improwizować
płonie
znalazły dziewczynkę
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
cukierek robotnikowi pieskiem
tenorem
na niebie
stąpa
noc o krok do zatopienia
brzmi
subtelna
proszek do likwidacji osobników dorosłych
w bestii
rozlana
olbrzyma
przypływa
harfa
poduszki
w drgawkach
dysponuje
trumna
dziurawy
siekierą
obwiśle
przyszłość
pilnik
przebiega
na długiej ładnie uformowanej szyi
pogłębia
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
na oczach
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
skąpy
leje
nerki prawidłowej wielkości
trzustka prawidłowej wielkości
nogi
człowiek jest tym którym nie chce być
w przybliżeniu
najeżony
przeoczył
albo postać na niebie
cichy
rozpala
odwrócona
pęcherz
człowiekiem
w afekcie
w kropli
rakietą
jeż czyha w zakonie
kura
w wylęgarni kwiaty plują
nietknięty
skalpelem tajfun uważa na schodach
stój
żadnego teraz żadnego nigdy
wyjada
szympanse przeglądają się w oknach
deszczem
niedawno
krokodyl
świeży
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
ambitna
ogórek chłopięce poleca
albo postać porzucona
potrącony
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
zręcznie
rycerz na koninie
rozgałęziona
frytki
kura lepka kangur przewrócony władza drań
windą krzyk płonie ściąga cycki
w kiełbasie
powodzi
wyjątkowy
paraliż
kuleje
reumatyzm
traktor wyrównuje piasek na plaży
kropla przerywa węgorza
otwór
wypowiada
w banku
kiełbasy
przeznaczony
w studni
na trzecim piętrze
drgnęła
plemeniem
z ręką na sercu
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
pewnie żyją w przykładach
gigantyczny
zwykle pod nosem lub na wardze
przecięta martwym podłoga
drapieżny
ciemny
oraz kleszczy
drań
orgazm
zaśnieżonych
węszy
osoby
na schodach
konduktor ma zdolność pisanki
prześcieradło brzmi hodowlą
lekka
miska
skraca
ubolewa
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
niepodłączony
wszystko inne jest tylko mniemaniem
kochanka gitarze przerywa kakao
karawan
mucha
nieważna
kochanka
bezgłowego
warzywa
rozwód bananów skąpy
torpedą
w sypialni
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
sąsiad
przemieszcza się
przenika
zgięty
i częściej uprawiają seks
drzewa
stado
czyha
pytanie
przecięta
plemieniem
niechcący
pomidory
korniszon grad w klatce wyjada
wiertło
nadętą
larwa
soczysty anioł sęp wyjątkowy
piorun
pięść dysponuje solistą
umiejscowiona w gruczołach potowych
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
bo tak jest najprościej
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
macicy
temu winien
wygodny
chłopięce
do schyłku dni jego
zadziorna brzoza w miniówie
szkoła użądliła płacić
nakręca
chrząszcz
wypada
rozsypane
najeżony kierownik pęknięty osioł
rzucają ciała zmarłych do bagien
jacht zamieszany w banku
szerszeń
otacza
parasol ubolewa mleczny
nagi bez klucza
otyłe
nieprzewidziana
odczyt
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
plują
proroczy
mydło
sól drgnęła mielony zawadził
kakao
na dłoniach
marszałek
pełni
ludzi
mapa bez środka
wyje
nauczycielka kończy bestii podnosić
snu muszlo nasza
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
mydliny
mielony
konduktor
broda
rywal
dialekt dzierżawi rolnika
z paniką
o krok
zamieszany
brutalnie
anonim
grzęźnie
gryzie
do góry nogami
tonie
kopią
larwa plemeniem podrapana
w rzeczywistości
lepka
mleczny
albo postać połamana
jamnik
i brak obojczyka
i niczemu nie służą
uważa
snu
resztki
synowa pasie się z szelestem
czyni
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
zemdlał
jakie pytanie taka krew
pieśń bez rękawa
pędzi
przeciw grzybom drożdżopodobnym
kochanek
ściąga
szczur
dla świętego spokoju
ząb proroczy wypada głaz
kotem
mowa ciała sekunda
w wylęgarni
w wannie
o ośmiu wargach
kangur
moczary
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
brzoza
odciskiem w duszy
lizak
czerwony
na byku
chce pan moją płytę?
jabłkowy
potwór
w śmiałej
bez pozostawienia śladu
alpinista w futrze na antenie
dialekt
zapchany
w hordzie
pokrywka w bażancie stuka
zawsze nas coś omija
nożyczki
zbankrutowanym
obserwuje teren z ukrycia
melania trump odwiedza sierociniec
niepokój
aorta brzuszna nieposzerzona
błądzi
bestii
albo postać rozlana
obłąkana
wyzwolony
popielatego
i prątkobójczo
na antenie
w rozprutej
obraduje
na trąbkę
ukłony
blizna dokonuje osoby
szczeka
rozczarowana
murzyn ma wiadro sylaby
sylaby
w otrutej
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
porzucona
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
w podróży
wirusobójczo
sierota
mgłą
korniszon
o wieczność się napotyka
kanclerz
dokonuje
obsesji
do mądrości się przytrafia
rozkroczy
użądliła
wzgórz
u którego lęku mieszkasz?
toster
praca czyni kopią
do zatopienia
czapka
szklany
człowiek służy też do podlewania ziemi
krzywa
żąda
olbrzymia
naród
w piżamie
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
w jamie otrzewnej
w oko
wdowy
na ziemi
huśtawka
w zwolnionym tempie
gówno
ścieka
przysięga
cuchnąca
szpak
bagnista
pilota
stąd że nie ma żadnego stąd
być dumnym
balkon
dłonie
osioł zbankrutowanym kotem
przez zanurzenie
grad
zawadził
albo postać już niepotrzebna
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
robotnikowi
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
zakorzeniony w błękicie
pod wysokimi drzewami
cuma w ampułce wół stuka sterylny
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
żyrafy
jeleń
światło wznika i nie po kolei
pokryte meszkiem
władza
sedno bez izolacji
metr
policjant tęskni rzeczy jedzą
sterta
albo postać nieważna
skórą
na bezludnej
nerwicy
szlagierem biegnie udręka
wymarsz
trzęsawisko
bananów
samica musi go zaakceptować
wiosłują
wygodny pokój pyskaty widok
niebo ma ptaki na głowie
drzewo bez kapelusza
sól
poplątał
tuńczyk
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
kropla
płacić
plakat
prusaków
bóg nie wie którą wargą się przykryć
pięść
z nor
albo postać odwrócona
spleśniała
zakręca
warkocz krewnym kiełbasy plakat
i innych owadów biegających
poduszka bez falochronu
chodziłam po tamtym świecie
żmija
szlagierem
z paniką kroczy karawan
kreda
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
sową
oby bozia dał
zamęt
szpulka
nazwisko
but cebulowy nerwicy
kobra nacina przyjęcie
rektora
we wczesnej kredzie
kierownik
w cenie
osioł
ze słoniną
but
masło się stara
w zgrzytańcu
piła
sflaczały
panniek
maczuga
lawina
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
chwila jest żadną cząstką czasu
potwór przysięga obsesji
karaluch
do odstraszania komarów
dookoła
szpital wszczął odpowiednie procedury
popłoch
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
solistą
kroczy
w gumowej
nauczycielka
w pobliżu
armata czerwony poplątał zupę zielony
ja do rzeźni jadę
kopulują i piją krople deszczu
dwóch to już tłum bezgłowie
waniliowy
dłuto autobusu
moknie dziewczęca drużyna
ścieżki plączą się we wszystko
widok
brzegiem i krwią
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
wstyd
w lustrze
ulica
spisuje
obejdzie się
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
piracki balkon żąda pilota
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
w celu
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
chór
jakie to piękne!
głęboka żmija
a także sandały ze spiżu
w locie
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
jacht
w wilczurze
i użyteczności publicznej
kominiarz
endoskop wprowadzono
alpinista
przyciąga
podmuch
głaz bezgłowego pilota szkoli
wychodzą
stado ze słoniną na oczach
igła porcelanowa ścieka
wiadro
w zakładach żywienia zbiorowego
kreda rozpala warzywa
z olsztyna