jest

nie ma. Jak zwał tak zwiał to wszystko co mamy.

Wszyscy mówimy tym samym językiem – gdyby: gdybynie, gdybytak. Gdybynie rodzi czas, gdybytak czas dusi.

I. Czas
Czym jest czas? Czas to jest tu wyposażone w tędy, proces samodegradacji zwany też trwaniem.

I. Strzałka czasu
Czy czas ma kierunek? Ma. Wierci się od nic takiego do tak niczego.

I. Pomyliłem drzwi
Wszedłem do opuszczonej sali. Nie było w niej nikogo, tylko szara postać odwrócona twarzą do tablicy. Usiadłem w ostatnim rzędzie.

I. Nie ruszaj się
krzyknąłem. Miałem na sobie pancerne buty z nadplastiku, agravitacyjne skarpety, za cholewą nóż i drugi nadajnik. Spodnie, sprężynujące nakolanniki, samoodychające majtki, pas z pistoletem i trzecim nadajnikiem. Nieprzepuszczalny podkoszulek, kurtkę z osiemnastoma kieszeniami, w tym trzema, o których wiedziałem tylko ja. W jednej z nich czwarty nadajnik. Karabin ponad dźwiękowy z autopilotem, kamizelkę pociskoodporną, hełm, który amortyzuje każdy upadek do 11 pietra, gogle z przechwytującymi podczerwień szkłami. W razie niepowodzenia mogły same wzbić się w powietrze. Był w nich ukryty piąty nadajnik. – Nie ruszaj się! – powtórzyłem, z trudem wyciągając ku niemu palec czarnej, niewywracalnej rękawiczki. Lewej, ostatniej wolnej ręki.

II. Teraz
Ale teraz mam już dość. Znudził mnie ten wykład. Chciałbym wyjść. Tak jak wszedłem, niepostrzeżenie. Tylko czuję, że on mnie zobaczył. Nie odwrócił się, ale wiem, że on wie.

I. Teraz
Mogło go tu nie być. Ale jest. Mogło mnie tu nie być. Ale jestem. Nie ma wyjścia.