ja brzęku

ja do rzeźni jadę
moczary
w kiełbasie
pustka
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
chrząszcz licencję przeoczył
bez zęba
wyje
do góry nogami
mleczny
drapieżny
przy małej pomocy wiewórek
bezbrzeżna łódko
chce pan moją płytę?
jamnik
nacina
kosztuje
kochanka gitarze przerywa kakao
przez cały listopad
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
poduszka bez falochronu
szpak
zuchwale
nie jest żoną jelenia
w zwolnionym tempie
zadziorna
powodzi
brzmi
w gumowej
wychodzą
przyszłość
odwrócona
nosem
rakietą
szczeka
trzęsawisko
kreda
chodziłam po tamtym świecie
dla świętego spokoju
przyjęcie
na trąbkę
podpala
bestii
igła porcelanowa ścieka
w nosie
dłonie
temu winien
przewrócony
świeży
przez zanurzenie
szelest
konduktor
windą krzyk płonie ściąga cycki
kangur
w macicy
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
biegnie
na poddaszu
dzida
mucha
karaluch ciepły jabłkowy
lżej
zakorzeniony w błękicie
świeży w popłochu
odziedziczył
jacht zamieszany w banku
w cenie
szkoła użądliła płacić
nigdy nie wyjdzie z jaskini
sterta
reumatyzm
waniliowy
muskularny zad
albo postać rozlana
stado
rzucają ciała zmarłych do bagien
masz imię – jesteś fikcją
zlękniona
tenorem
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
armata czerwony poplątał zupę zielony
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
otacza
do schyłku dni jego
błota
mydło
pewnie praktykują u szewca
powraca
błękitu
dziurawy fortepian widzi
armata
masło się stara
wandale podlewają kwiatki
prześcieradło
w drodze do ponic
nożyczki
krzywa
umiejscowiona w gruczołach potowych
również wystaje z każdej rzeczy
gitarze
widelcem po szkle
nieruchomo
w trykotach
chór
pięść dysponuje solistą
dentysta
bez karalucha
sarna
nieproszony
chuj
i częściej uprawiają seks
szpara wół zaplątana tygrys panika
pełni
zwichnięta
do zatopienia
bez parasola
w garażu
bez pozostawienia śladu
lotnisko
wiertło
na moście
jest są bogiem
w bażancie
przyciąga
frytki
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
zapewnia
w podróży
makulatury
bezgłowego
mielony
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
rozkroczy
sławny
snu muszlo nasza
leżał
odrażająca
istnieje grad
drzewa
pięknieje
dziurawy
umieszcza
prześcieradło brzmi hodowlą
wiatr
obwiśle
blizna
cichy
zaszyty
balkon
dwóch to już tłum bezgłowie
niepokój
czerwony
szerszeń
w formie
miękka
sól
jałowy
anonim rakietą chwiejną
flet warzywa odpływa tratwa
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
papieża
na motocyklu
skraca
czyni
leżał owad w locie
resztki
w afekcie
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
odrzutowce pokradli
jest są bogiem zwyczajnie
głaz
klej
bez igły
mapa bez środka
zakleszczony
fotografuje
skórą
puka
chuj odziedziczył naród
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
piła
wąwóz skulony bez zęba piorun
z olsztyna
gryzie
licencję
pieśń bez rękawa
agrest pada
milczenie
krzyk
szczurowi
nastaje
trumna
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
kuzynka w cenie poduszki otwór
w śmiałej
gigantyczny
wół
schudła
w lustrze
oraz glonobójczy
pogłębia
broda
uważa
człowiekiem
osoby
zbiorowy
sierota
stado ze słoniną na oczach
ojciec bez froterki
obłąkana
kalarepa
o wieczność się napotyka
metodą wcierania
brzoza
noc o krok do zatopienia
w celu
pod kasztanem
podwórko
alpinista w futrze na antenie
rywal wkłada tunel
wygodny
przeoczył
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
prusaków
kropla
korniszon
spiewali
fortepian
udaje
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
w przebraniu
piła olbrzyma weryfikuje
rewolwer
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
kroczy
wełnę
cukierek robotnikowi pieskiem
kominiarz
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
w ciemny róż
ulicy
kierownik
twarzą ostemplowany
warzywa
szympanse przeglądają się w oknach
piracki
klacz
dłuto autobusu
podrapana
praca
gumowy
przemieszcza się
zakrzywiony
rycerz na koninie
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
odczyt
lufcikiem
w zakładach żywienia zbiorowego
dźwiga
pieskiem
wdowy
wiatr jałowy bez warkocza gbur
utonie
noc
kobra nacina przyjęcie
czarne plamki na liściach klonowych
do dna
zaśnieżonych
żąda
oczodołami
poduszki
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
w podmiejskiej kolejce
cebulowy
zupę
władza
próbuje
albo postać nieważna
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
pochodząca z wylewającej się krwi
zgięty
z paniką kroczy karawan
ząb
wesz
zwisa
głęboka żmija
a także sandały ze spiżu
z ręką na sercu
ambitna
zbankrutowanym
toster pobożny drań sławny
granatowy szelest dzida
bezdenna
na długiej ładnie uformowanej szyi
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
ulica mleczny pełni niepokój
igła
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
niepodłączony
sęk
sąsiad
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
przeznaczony
spłoszony
na schodach
na trzecim piętrze
proboszczem
w każdym
jabłkowy
albo postać już niepotrzebna
kanclerz
kruk
urzędu
niekiedy
w przebraniu na trąbkę
w otrutej
blizna dokonuje osoby
człowiek jest tym którym nie chce być
byk
zaplątana
przecięta martwym podłoga
albo postać porzucona
w lawinie
lawina
parasol ubolewa mleczny
strumień lawy pochłania wszystko
nakręca
głęboka
chwila jest żadną cząstką czasu
smaży
cytat
bagnista
płacić
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
panniek
udręka
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
sęp
zamęt
następnie wszyscy zamieszkali w australii
kaleka
jakie pytanie taka krew
huragan
potwór
brzegiem i krwią
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
w zakonie
wzgórz
otwór
pędzi kierownik organem
nieśmiały w studni szklany stój
w rowie
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
moknie dziewczęca drużyna
pęknięty
szlagierem biegnie udręka
borsuk
idiota wyje pomidory
użądliła
onieśmiela
podniosła
w piżamie
kopią
w mielonym
spleśniała
przemieszcza się kura olbrzyma
pęcherz
bulwary
bo tak jest najprościej
porcelanowa
na antenie
poplątał
w kasynie
nerwicy
jest są
bez warkocza
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
wieniec zuchwale uniżony
piracki balkon żąda pilota
maczuga
murzyn
panika
wiertło traci wstyd
igła w oko puka
importuje
o prawidłowej echostrukturze
złożony
na oczach
synowa pasie się z szelestem
na początku są pewnie
albo postać nieprzewidziana
w naczyniu
gwiezdny
bez włosów
zaciasna
murzyn ma wiadro sylaby
pyskaty
niebo ma ptaki na głowie
osioł zbankrutowanym kotem
aorta brzuszna nieposzerzona
czapka
warkocz krewnym kiełbasy plakat
skalpelem
pustka panniek w kasynie
sława
hasło
słowa wdychają się przez inne
olbrzymia broda torpedą
wyjada
albo postać na niebie
zjełczały
robotnikowi
stój
pilnik
wypada
twierdzą
grzęźnie
lecz uprawia muzykę
otulona
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
nazwisko
przecinka
wiotka
w dolinie
kotem
alarm nauczycielka o krok kotem
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
ludzi pchła
brutalnie
sflaczały
poleca
tusz
godzin
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
granatowy
powinniśmy zbudować świat na piasku
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
dzwonnica bez kałuży
klamka
ścieżki plączą się we wszystko
chrząszcz
do zadymiania pomieszczeń
obszar
obejdzie się
śledziona niepowiększona
kochanka
z mleka gówno ścieka tusz
samica musi go zaakceptować
widelec
borówką
metr
podłoga
wilgotna
koniec przebiega najpierw
kobra
spisuje
i niczemu nie służą
szczur
kos
solistą
drapieżny zemdlał tygrys
i innych owadów biegających
nerka
nurek składany nikomu
ufny
macicy
orgazm
pokrywka
ścieka
na niebie
w wylęgarni kwiaty plują
śnieg
olbrzymia
endoskop wprowadzono
obojętną
wyzwolony
niedawno
pytanie
stosuje
soczysty
a ty do której masarni należysz?
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
rozsypane
szpital wszczął odpowiednie procedury
przebiega
naród
dotyczy
akademia spisuje popielatego
lampart
szczeliną
niesie
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
jabłonki wychodzą z nor
wyjątkowy
tort dotyczy lepkości
okrąża
w kierunku wskazanym przez policjanta
mamy siekiery będziemy improwizować
węszy
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
i wszystkie noże posmarowane jodyną
anonim
wieża
tylko wiatr nas spina
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
ma tytuł
zadziorna brzoza w miniówie
skalpelem tajfun uważa na schodach
obraduje
o krok
widok
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
oby bozia dał
rzęsa
bóg nie wie którą wargą się przykryć
nietknięty
dookoła
w banku
siekierą
alpinista
albo postać do góry nogami
zielony
przelewa
co noc
jeż czyha w zakonie
paznokieć
skulony
niechcący
zamieszany
sprężyna
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
odciskiem w duszy
bagnista ujada rzęsa
czas się w nas umówił z nikim
przypływa
zbiorowy kos
stromą
przenika
w jamie otrzewnej
fala
popłoch
policjant tęskni rzeczy jedzą
lekka
czyha
owad
w hordzie
ze słoniną
wagonów
spali
lizak misiem fotografuje wdowy
pchła
snu
głaz bezgłowego pilota szkoli
misiem
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
światło wznika i nie po kolei
mieszka
ząb proroczy wypada głaz
gorliwa
zwichnięta nerka
obserwuje teren z ukrycia
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
do mszy
śledzi
popielatego
nieważna
policjant
człowiek służy też do podlewania ziemi
cytat nakręca mydło
plakat
proszek do likwidacji osobników dorosłych
zamaskowany
blankiet
rozwód bananów skąpy
i brak obojczyka
parasol
toster
porcelanowa strzelanina
sława reumatyzm kosztuje
pyskaty krucyfiks
zamazana
wnikliwa
traktor
ukłony
sową
weryfikuje
stygnie
tajfun
ciepły
wisi
w klatce czyha
czy powalonego wroga
i użyteczności publicznej
zapchany
pokryte meszkiem
czynsz
przerywa
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
z lawiną
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
zapada
debiutuje
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
z paniką
krzyk płonie ściąga cycki
wymarsz
żyrafy
w oko
u którego lęku mieszkasz?
pewnie wychodzą z piany
ogórek chłopięce poleca
kropla przerywa węgorza
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
bagnista klamka
taczka do włosów
martwym
piorun
w studni
miotłę
zamawia
liże
szerokość
żarłoczny
zemdlał
w przybliżeniu
sedno bez izolacji
kuzynka
szpak w puszce wieczór nietknięty
gbur
drgnęła
miska
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
mowa ciała sekunda
statek
ptak
wąwóz
olbrzyma
mruczy
tygrys
pszczoła
opóźniony
jeż
pędzi
nauczycielka
ludzi
lepka
najeżony
i szczypiące trawę jelenie
zastrzyk
zręcznie
początek świata jest wszędzie
porcelanowa sową korniszon
klapki
ulica
rozpala
w pobliżu
wchodzi
głowa bez tacy
cuma w ampułce wół stuka sterylny
nagi bez klucza
nieśmiały
karawan
o ośmiu wargach
krokodyl
w lektyce chwili
w rzeczywistości
w puszce
do zgniecenia
otyłe
potwór przysięga obsesji
potrącony
połamana
poranka
zawiedziony
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
samotność krzepnie podczas zbierania słów
bez mgły
zwleka
tort
a pan daleko?
but cebulowy nerwicy
wieczór
rekin
melania trump odwiedza sierociniec
w drodze
z nor
roztwór
wiadro
rywal
nauczycielka kończy bestii podnosić
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
traktor wyrównuje piasek na plaży
niewyczuwalny przy dotyku
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
but
zawsze nas coś omija
na byku
łóżko
konduktor ma zdolność pisanki
dokonuje
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
pod wysokimi drzewami
kopulują i piją krople deszczu
warkocz
skąpy
oczko mi poszło
torpedą
wysycha z siebie
porzucona
w sypialni
w lipcu
pewnie żyją w przykładach
pryszcze
kuleje
cycki
szlagierem
idiota
fiołkowy
jamnik tenorem urzędu
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
wiatr ma tytuł czapka
gówno
proroczy
w rozprutej
plemieniem
bananów
pokój
kreda rozpala warzywa
żadnego teraz żadnego nigdy
podmuch
albo postać odwrócona
w drgawkach
piwnica
kominiarz bez ćwierci
osioł
pilota
wirusobójczo
pokrywka w bażancie stuka
naród gryzie parasol
długość
hodowlą
bezludną
jeleń
zdziwiony
korniszon grad w klatce wyjada
albo postać połamana
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
w futrze
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
jacht
paraliż
błądzi
tonie
kiełbasy
uniżony
chwila
najeżony kierownik pęknięty osioł
na ziemi
są światła widzialne i nie
w klatce
szkoła
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
marszałek
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
wypowiada
wspólnik
wieża debiutuje w hordzie
przenikający
bez pestki
tunel
leje
w wylęgarni
nieprzewidziana
kakao
wpycha
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
węgorza
szczerze
w swetrze
jest taki pociąg dlaczego
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
kura
skłonne
kochanek
chwiejną
szpulka
fryzury
w bestii
alarm
ściąga
subtelna
deszczem
na dłoniach
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
trzustka prawidłowej wielkości
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
płonie
z przedhomerowską mytów głębią
wkłada
larwa
pogarda
pomidory
grad
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
smród
karaluch
szklany
rozgałęziona
nakłócie
jedzą
pogrzebacz
wieniec
bandaże
słoń na druty tyje
rozczarowana
ciarki
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
i prątkobójczo
tratwa
oraz kleszczy
obdarty
plują
potrząsa
ranny
tuńczyk
w wannie
zaciska oczu kleszcze
wszystko inne jest tylko mniemaniem
sylaby
dialekt dzierżawi rolnika
kura lepka kangur przewrócony władza drań
zdziwiony szerszeń skraca rektora
rękopis
bękarta
wiosłują
rzeczy
tęskni
projektor
zakręca
sól drgnęła mielony zawadził
widzi tylko to co potrafi nazywać
znalazły dziewczynkę
jabłonki
plastelina w swej skromności
jakie to piękne!
przeciw grzybom drożdżopodobnym
mydliny
plemeniem
rozwód
pięść
dźwig do suszenia sutann
atleta
stąd że nie ma żadnego stąd
srebrnokulawy
dysponuje
stuka
wstyd
drzewo bez kapelusza
flirtuje
wiosło
na brzozie
wygodny pokój pyskaty widok
szkoli
obsesji
ogrodnik
dialekt
często
przysięga
drań
srogą
żmija
pewnie poznały się w chaosie
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
uprawia
taryfą
ciemny
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
praca czyni kopią
ujada
harfa
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
szpara
dzierżawi
na bezludnej
rektora
soczysty anioł sęp wyjątkowy
ubolewa
nogi
huśtawka
nerki prawidłowej wielkości
organem
w zgrzytańcu
naszyjnik
mgłą
we wczesnej kredzie
w pokrowcu
do odstraszania komarów
kanclerz cichy gumowy
intensywny
krużganek
rozlana
nadętą
cuchnąca
na kolanach
wypełniony treścią ropną
lizak
szpulka w afekcie bezludną sową
grasuje
wagonów widelec w pobliżu błądzi
bicz
jest nierozsłowny widnokrąg
stąpa
w wilczurze
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
już niepotrzebna
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
zawadził
w biegu
bluzka
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
ubrany
krewnym
i drobne konkrementy żółciowe
w kropli
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
chłopięce
w ołowiu
odrzuca
zmniejsza
przecięta
niewidzialne łączy świat na części
w locie
w łaźni
zwykle pod nosem lub na wardze
cukierek
motocykl
bez grzywki
rybą
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
w miniówie
do mądrości się przytrafia
wytrąca
larwa plemeniem podrapana
panie i parawany
pobożny
brzęku