huśtawka podrapana

huśtawka
kanclerz cichy gumowy
przebiega
zawadził
czyha
w lustrze
ząb proroczy wypada głaz
plakat
rzeczy
zuchwale
w oko
niewyczuwalny przy dotyku
w dolinie
lotnisko
szpak w puszce wieczór nietknięty
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
owad
wkłada
co noc
sąsiad
oraz kleszczy
odciskiem w duszy
gwiezdny
w puszce
paznokieć
widzi tylko to co potrafi nazywać
jacht zamieszany w banku
rybą
brzoza
kochanka
wiadro
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
karaluch
brzęku
spija
o prawidłowej echostrukturze
sęp
rektora
jest są bogiem zwyczajnie
biegnie
zakrzywiony
bóg nie wie którą wargą się przykryć
zawiedziony
okrąża
karawan
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
czarne plamki na liściach klonowych
dźwig do suszenia sutann
mydło
skąpy
a na bokach stożkowe
windą krzyk płonie ściąga cycki
igła w oko puka
drgnęła
granatowy
tajfun
nauczycielka kończy bestii podnosić
bluzka
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
w kropli
po przejściach
temu winien
przysięga
onieśmiela
pobożny
albo postać połamana
mruczy
noc o krok do zatopienia
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
pewnie poznały się w chaosie
zwleka
nieruchomo
okoliczności
błądzi
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
krzyk
chwiejną
w sypialni
porcelanowa
wół
drapieżny zemdlał tygrys
alarm
obserwuje teren z ukrycia
pokrywka
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
jeździ po krajobrazie
do zatopienia
szelest
skalpelem tajfun uważa na schodach
pędzi kierownik organem
cycki
masz imię – jesteś fikcją
obszar
importuje
samotność krzepnie podczas zbierania słów
z mleka
mydliny
w lawinie
już niepotrzebna
muskularny zad
i drobne konkrementy żółciowe
żarłoczny
leje
to ja
zwykle pod nosem lub na wardze
w naczyniu
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
zamazana
utonie
kuzynka w cenie poduszki otwór
podwórko
smród
przypływa
wiatr
aorta brzuszna nieposzerzona
chleb dotyka czerwieni
zamawia
w locie
zielony
spisuje
nadętą
w zakładach żywienia zbiorowego
na dłoniach
fotografuje
szkoli
do góry nogami
wiosłują
warkocz krewnym kiełbasy plakat
w macicy
ludzi pchła
istnieje grad
grad
roztwór
bez grzywki
stuka
obłąkana
alpinista w futrze na antenie
flirtuje
w banku
i brak obojczyka
rozsypane
szkoła użądliła płacić
krowa
czas się w nas umówił z nikim
chce pan moją płytę?
głaz
wyjątkowy
na byku
blankiet
nurek składany nikomu
słowo
krowa z okna dłonie spija
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
szklany
przewrócony
w pokrowcu
słowa wdychają się przez inne
nieśmiały
sterta
plemeniem
nazwisko
rozpala
kreda
liże
w rzeczywistości
konduktor ma zdolność pisanki
sflaczały
niepodłączony
krużganek
kobra nacina przyjęcie
chłopięce
władza
następnie rozprasza się
wytrąca
kreda rozpala warzywa
strumień lawy pochłania wszystko
o krok
podłoga
lżej
w przybliżeniu
zakręca
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
motocykl
leżał owad w locie
otwór
proroczy
bez warkocza
prusaków
w jamie otrzewnej
moknie dziewczęca drużyna
kruk
albo postać rozlana
dłuto autobusu
miękka
przeoczył
niewidzialne łączy świat na części
niechcący
gdzie jest dżem?
rewolwer
rozgałęziona
krzywa
płacić
wirusobójczo
armata czerwony poplątał zupę zielony
jamnik tenorem urzędu
wygodny
węszy
w wannie
cukierek
pokój
jest nierozsłowny widnokrąg
jest taki pociąg dlaczego
odrażająca
widelec
misiem
mleczny
dzida
rozbierając się znika
przenikający
pyskaty krucyfiks
jeż
zamieszany
w swetrze
wstyd
poplątał
klapki
prześcieradło
niepokój
bezludną
bez pestki
i wszystkie noże posmarowane jodyną
akademia spisuje popielatego
w kierunku wskazanym przez policjanta
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
w drodze do ponic
cytat nakręca mydło
chór
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
pięść
intensywny
w kasynie
rywal
macicy
gbur
drzewa
zadziorna brzoza w miniówie
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
potrząsa
ząb
szpak
popielatego
w ołowiu
światła
na niebie
niedawno
bezgłowego
szczur
ze słoniną
jedzą
zemdlał
ulicy
soczysty anioł sęp wyjątkowy
kopią
tygrys
pewnie żyją w przykładach
w cenie
urzędu
chuj
borsuk
potwór przysięga obsesji
rozlana
gitarze
traktor wyrównuje piasek na plaży
zaplątana
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
igła
potwór
wyzwolony
korniszon
błękitu
resztki
słowo światła krwią
klacz
bez zęba
obejdzie się
anonim
niekiedy
spłoszony
bezdenna
dzierżawi
są niezwykle złożone
dwóch to już tłum bezgłowie
papieża
w wilczurze
stado
albo postać na niebie
do mszy
i szczypiące trawę jelenie
gumowy
odrzutowce pokradli
sól
tuńczyk
pomidory
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
wieża
idiota
szczeka
nożyczki
pyskaty
do odstraszania komarów
drań
w ciemny róż
otulona
przyciąga
bez pozostawienia śladu
wiosło
konduktor
ujada
rzucają ciała zmarłych do bagien
uważa
zaśnieżonych
kobra
piracki
bananów
weryfikuje
wypełniony treścią ropną
z olsztyna
rozwód bananów skąpy
skraca
obwiśle
w klatce
wiotka
warkocz
na moście
flet warzywa odpływa tratwa
pędzi
lampart
otacza
do dna
sedno bez izolacji
grzęźnie
ufny
bez parasola
sława reumatyzm kosztuje
czerwieni
długość
odczyt
ciemny
zwichnięta
w podróży
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
piracki balkon żąda pilota
kangur
czyni
srogą
albo postać do góry nogami
solistą
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
kroczy
w kiełbasie
zadziorna
może również powodować efekt hamujący
szerszeń
organem
i innych owadów biegających
pilnik
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
krokodyl
osioł zbankrutowanym kotem
wygodny pokój pyskaty widok
na oczach
dysponuje
kura
kominiarz bez ćwierci
zaciasna
projektor
blizna
u którego lęku mieszkasz?
udręka
odziedziczył
umiejscowiona w gruczołach potowych
przemieszcza się
chrząszcz licencję przeoczył
cichy
zupę
zapada
porzucona
parasol
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
uniżony
umieszcza
wieczór
jest są bogiem
rozczarowana
bagnista
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
nieprzewidziana
drzewo bez kapelusza
jest są
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
na ziemi
wypowiada
pryszcze
często
borówką
synowa pasie się z szelestem
warzywa
ponad tysiąc lat przed tym odkryciem
w mielonym
smaży
w rowie
naród
panniek
tylko wiatr nas spina
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
przelewa
podniosła
twierdzą
obdarty
dłonie
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
naród gryzie parasol
w gumowej
klamka
rękopis
nosem
endoskop wprowadzono
przyszłość
subtelna
panika
albo postać odwrócona
zapchany
debiutuje
wdowy
w podmiejskiej kolejce
szpara
zlękniona
nie jest żoną jelenia
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
z lawiną
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
zbankrutowanym
zgięty
huragan
jabłkowy
z paniką
chuj odziedziczył naród
porcelanowa strzelanina
trumna
pewnie praktykują u szewca
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
zręcznie
ja do rzeźni jadę
lepka
toster pobożny drań sławny
jacht
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
kierownik
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
głaz bezgłowego pilota szkoli
przerywa
soczysty
kalarepa
bagnista klamka
martwym
ulica
jabłonki wychodzą z nor
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
pod wysokimi drzewami
bękarta
dzwonnica bez kałuży
węgorza
fiołkowy
błota
mowa ciała sekunda
we wczesnej kredzie
udaje
rekin
szerokość
jamnik
w trykotach
karaluch ciepły jabłkowy
pogarda
chwila
o wieczność się napotyka
w śmiałej
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
cytat
w biegu
pszczoła
skłonne
skulony
sową
zwisa
znalazły dziewczynkę
zaciska oczu kleszcze
zakleszczony
łóżko
igła porcelanowa ścieka
w przebraniu
piwnica
frytki
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
kuleje
brzegiem i krwią
śledziona niepowiększona
potrącony
to ja niczemu
idiota wyje pomidory
światła krwią
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
bagnista ujada rzęsa
w lipcu
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
wieża debiutuje w hordzie
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
pewnie wychodzą z piany
głęboka
a także sandały ze spiżu
wąwóz
podpala
piła olbrzyma weryfikuje
dokonuje
olbrzymia
wiertło traci wstyd
waniliowy
szkoła
samica musi go zaakceptować
osioł
czynsz
kosztuje
tenorem
w futrze
szczeliną
zamęt
pieskiem
głowa bez tacy
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
spleśniała
klej
nogi
wiertło
snu muszlo nasza
stosuje
dla świętego spokoju
i niczemu nie służą
praca
rycerz na koninie
gryzie
dotyka czerwieni
pochodząca z wylewającej się krwi
bandaże
atleta
nazwijmy to
grasuje
broda
masło się stara
podmuch
ptak
to teraz
licencję
w wylęgarni kwiaty plują
pustka
zmniejsza
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
toster
wypada
na poddaszu
sól drgnęła mielony zawadził
fala
jabłonki
odwrócona
na schodach
maczuga
twarzą ostemplowany
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
cebulowy
w lektyce chwili
przyjęcie
alpinista
brzmi
trzustka prawidłowej wielkości
przy małej pomocy wiewórek
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
nerki prawidłowej wielkości
i prątkobójczo
stromą
światło wznika i nie po kolei
snu
sprężyna
pięść dysponuje solistą
wełnę
but
lekka
flanela
tratwa
murzyn ma wiadro sylaby
obraduje
wagonów
pilota
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
ze słoniną na oczach
osoby
wilgotna
krowa z okna
a ty do której masarni należysz?
but cebulowy nerwicy
balkon
gorliwa
przecięta martwym podłoga
nietknięty
spiewali
wymarsz
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
w miniówie
bo tak jest najprościej
w bezgłową
nauczycielka
panie i parawany
z mleka gówno ścieka tusz
mapa bez środka
plują
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
kanclerz
chwila jest żadną cząstką czasu
zakorzeniony w błękicie
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
oczodołami
olbrzymia broda torpedą
lizak misiem fotografuje wdowy
w zakonie
oraz glonobójczy
złożony
wiatr jałowy bez warkocza gbur
wieniec zuchwale uniżony
kropla
stój
przemieszcza się kura olbrzyma
harfa
człowiek służy też do podlewania ziemi
nieproszony
i użyteczności publicznej
krwią
wisi
żmija
do schyłku dni jego
murzyn
blizna dokonuje osoby
zbiorowy
pustka panniek w kasynie
ścieżki plączą się we wszystko
tort
wnikliwa
w piżamie
słoń na druty tyje
bez karalucha
hodowlą
milczenie
na bezludnej
po krajobrazie
niebo ma ptaki na głowie
przez cały listopad
fortepian
oczko mi poszło
agrest pada
gigantyczny
szpulka
w bażancie
byk
zawsze nas coś omija
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
stygnie
jakie to piękne!
poduszka bez falochronu
pytanie
jeż czyha w zakonie
metr
dookoła
zbieg
praca czyni kopią
do zadymiania pomieszczeń
dialekt
nigdy nie wyjdzie z jaskini
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
ciepły
mały otwór gębowy
puka
w klatce czyha
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
plastelina w swej skromności
trzęsawisko
szlagierem biegnie udręka
schudła
kwiaty plują
tonie
przeciw grzybom drożdżopodobnym
mgłą
w zwolnionym tempie
spali
drapieżny
ludzi
pokryte meszkiem
pokrywka w bażancie stuka
to ten którego słowo karmi
wychodzą
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
nastaje
jeleń
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
los jest niechcący
zapewnia
kwiaty
anonim rakietą chwiejną
robotnikowi
otyłe
szlagierem
żyrafy
ogórek chłopięce poleca
wyjada
mucha
najeżony kierownik pęknięty osioł
statek
nieśmiały w studni szklany stój
nagi bez klucza
deszczem
również wystaje z każdej rzeczy
rzęsa
policjant
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
ścieka
ciało owalne
na kolanach
armata
orgazm
kotem
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
w studni
bulwary
z ręką na sercu
nerka
alarm nauczycielka o krok kotem
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
zastrzyk
hasło
ukłony
pęknięty
żąda
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
na brzozie
ambitna
lizak
jeżeli jest może również
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
szpital wszczął odpowiednie procedury
dotyczy
kochanka gitarze przerywa kakao
uprawia
płonie
cukierek robotnikowi pieskiem
melania trump odwiedza sierociniec
nerwicy
kakao
porcelanowa sową korniszon
szympanse przeglądają się w oknach
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
brutalnie
na antenie
paraliż
w chwili śmierci
stołek
granatowy szelest dzida
siekierą
korniszon grad w klatce wyjada
rozkroczy
nakręca
olbrzyma
przecinka
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
mamy siekiery będziemy improwizować
człowiekiem
pływają od ściany do ściany
poduszki
bez igły
wszystko inne jest tylko mniemaniem
w każdym
w przebraniu na trąbkę
tusz
w afekcie
w rozprutej
zdziwiony szerszeń skraca rektora
makulatury
świeży
by bronił go w zaświatach
szczerze
dentysta
srebrnokulawy
sierota
wąwóz skulony bez zęba piorun
gówno
marszałek
ubrany
sęk
czy powalonego wroga
piła
fryzury
do zgniecenia
niesie
z przedhomerowską mytów głębią
koniec przebiega najpierw
widok
przenika
czerwony
sławny
w garażu
cuchnąca
próbuje
szpara wół zaplątana tygrys panika
ubolewa
taryfą
wpycha
o ośmiu wargach
kura lepka kangur przewrócony władza drań
gówno ścieka tusz
rywal wkłada tunel
traktor
ciarki
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
w otrutej
użądliła
flanela flądry talon
na trąbkę
pogrzebacz
jałowy
pełni
połamana
z nor
torpedą
talon
chleb
stado ze słoniną na oczach
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
wzgórz
w drodze
dźwiga
pogłębia
poranka
przez okno igielne
zjełczały
żadnego teraz żadnego nigdy
świeży w popłochu
stąpa
naszyjnik
obojętną
najeżony
w celu
noc
tunel
rakietą
i częściej uprawiają seks
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
na trzecim piętrze
powraca
tort dotyczy lepkości
sława
nakłócie
sarna
mieszka
czapka
proboszczem
kopulują i piją krople deszczu
urodził się z rakiem siatkówki
człowiek jest tym którym nie chce być
kominiarz
wagonów widelec w pobliżu błądzi
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
do mądrości się przytrafia
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
pięknieje
w bestii
w wylęgarni
bicz
krzyk płonie ściąga cycki
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
lawina
leżał
proszek do likwidacji osobników dorosłych
wchodzi
poleca
plemieniem
reumatyzm
bezbrzeżna łódko
flądry
metodą wcierania
na długiej ładnie uformowanej szyi
w łaźni
przeznaczony
przez zanurzenie
pęcherz
sylaby
prześcieradło brzmi hodowlą
ogrodnik
podrapana
podczas gdy osoby z halucynozą
śnieg
policjant tęskni rzeczy jedzą
lecz uprawia muzykę
początek świata jest wszędzie
usunięto mu oczy
powinniśmy zbudować świat na piasku
miotłę
jakie pytanie taka krew
głęboka żmija
krewnym
wspólnik
na początku są pewnie
z okna
z paniką kroczy karawan
w nosie
zwichnięta nerka
stołek jeździ po krajobrazie
szczurowi
albo postać porzucona
pod kasztanem
kropla przerywa węgorza
albo postać nieprzewidziana
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
śledzi
w formie
taczka do włosów
w popłochu
chrząszcz
w hordzie
w drgawkach
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
dziurawy
wesz
kos
kaleka
lufcikiem
obsesji
widelcem po szkle
stąd że nie ma żadnego stąd
bestii
są światła widzialne i nie
oby bozia dał
powodzi
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
szpulka w afekcie bezludną sową
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
wyje
pieśń bez rękawa
larwa
moczary
pchła
ściąga
dziurawy fortepian widzi
wieniec
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
ojciec bez froterki
miska
parasol ubolewa mleczny
wandale podlewają kwiatki
rozwód
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
albo postać już niepotrzebna
piorun
mielony
kochanek
nieważna
skalpelem
ranny
wiatr ma tytuł czapka
dotyka
albo postać nieważna
chodziłam po tamtym świecie
odrzuca
ma tytuł
kuzynka
bez mgły
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
tęskni
nacina
ja to nikt w liczbie mnogiej
cuma w ampułce wół stuka sterylny
dialekt dzierżawi rolnika
bez włosów
zdziwiony
w pobliżu
poduszki otwór
godzin
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
przecięta
zamaskowany
jeździ
zaszyty
opóźniony
a pan daleko?
na motocyklu
ulica mleczny pełni niepokój
larwa plemeniem podrapana