gówno stara

gówno
przypływa
nastaje
a na bokach stożkowe
kwiaty plują
wagonów widelec w pobliżu błądzi
cukierek robotnikowi pieskiem
martwym
bagnista ujada rzęsa
subtelna
karawan
czerwieni
szympanse przeglądają się w oknach
prześcieradło
i innych owadów biegających
szlagierem biegnie udręka
karaluch ciepły jabłkowy
panie i parawany
oczko mi poszło
noc o krok do zatopienia
chleb dotyka czerwieni
jeż czyha w zakonie
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
do odstraszania komarów
zapchany
dzida
bandaże
ja to nikt w liczbie mnogiej
w śmiałej
tylko wiatr nas spina
światła
w biegu
zawsze nas coś omija
wiadro
obojętną
najeżony
gdzie jest dżem?
przysięga
opóźniony
drgnęła
człowiek jest tym którym nie chce być
kobra
warkocz krewnym kiełbasy plakat
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
płonie
w sypialni
na poddaszu
w mielonym
wkłada
miotłę
naszyjnik
są światła widzialne i nie
rozwód bananów skąpy
brzmi
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
przewrócony
gówno ścieka tusz
żyrafy
z lawiną
ulica mleczny pełni niepokój
szpak w puszce wieczór nietknięty
w bażancie
a pan daleko?
szkoła użądliła płacić
nożyczki
przerywa
siekierą
zaciska oczu kleszcze
zamęt
przez zanurzenie
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
bestii
nauczycielka kończy bestii podnosić
rektora
w przebraniu na trąbkę
zwisa
a ty do której masarni należysz?
projektor
w naczyniu
stój
w wannie
wisi
ukłony
w przebraniu
na moście
bez warkocza
kierownik
rozpala
przemieszcza się
węszy
znalazły dziewczynkę
moczary
bulwary
jakie to piękne!
onieśmiela
jeździ po krajobrazie
chwiejną
pieskiem
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w kiełbasie
motocykl
skulony
w zwolnionym tempie
granatowy szelest dzida
człowiek służy też do podlewania ziemi
w przybliżeniu
śledzi
nacina
do góry nogami
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
podwórko
wąwóz
połamana
dokonuje
melania trump odwiedza sierociniec
korniszon grad w klatce wyjada
użądliła
atleta
bezludną
porcelanowa strzelanina
sławny
ulica
korniszon
nietknięty
obłąkana
hasło
nerki prawidłowej wielkości
alarm nauczycielka o krok kotem
nerka
wypada
pędzi kierownik organem
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
zadziorna brzoza w miniówie
bo tak jest najprościej
chrząszcz licencję przeoczył
twarzą ostemplowany
tonie
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
otyłe
człowiekiem
granatowy
osioł
sierota
skalpelem tajfun uważa na schodach
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
gorliwa
twierdzą
szczerze
dźwiga
papieża
wyjada
bezgłowego
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
skalpelem
dysponuje
pokój
cytat
wiosłują
spali
temu winien
czy powalonego wroga
cukierek
mowa ciała sekunda
zaciasna
kobra nacina przyjęcie
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
pomidory
na brzozie
cichy
licencję
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
jest są bogiem zwyczajnie
bananów
czyha
ambitna
do dna
niebo ma ptaki na głowie
ze słoniną
sąsiad
w rozprutej
ja do rzeźni jadę
żarłoczny
kuzynka w cenie poduszki otwór
kos
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
krowa z okna
drzewo bez kapelusza
wiatr
bluzka
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
torpedą
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
poduszki otwór
niewyczuwalny przy dotyku
zaśnieżonych
borówką
wandale podlewają kwiatki
drzewa
lekka
larwa
rekin
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
skłonne
debiutuje
świeży
ranny
wnikliwa
potrącony
poleca
oraz kleszczy
trumna
zdziwiony szerszeń skraca rektora
but cebulowy nerwicy
widelec
stuka
but
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
i wszystkie noże posmarowane jodyną
również wystaje z każdej rzeczy
misiem
muskularny zad
śledziona niepowiększona
synowa pasie się z szelestem
szpulka
rzeczy
zawadził
w drgawkach
policjant
nurek składany nikomu
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
i prątkobójczo
poplątał
kwiaty
prusaków
pęcherz
jamnik tenorem urzędu
liże
murzyn
praca
mydło
wieniec zuchwale uniżony
zwichnięta nerka
byk
wół
brutalnie
pochodząca z wylewającej się krwi
waniliowy
uprawia
leżał
szlagierem
przecięta
często
spiewali
w podróży
w formie
jest są bogiem
albo postać rozlana
szelest
gbur
ogórek chłopięce poleca
dookoła
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
urzędu
gigantyczny
niechcący
w kierunku wskazanym przez policjanta
ze słoniną na oczach
sól
z paniką
obszar
wygodny pokój pyskaty widok
statek
rzęsa
i drobne konkrementy żółciowe
miska
wyjątkowy
krewnym
sflaczały
ptak
w ciemny róż
podrapana
kanclerz
głęboka
rozlana
spija
kruk
sęp
głęboka żmija
już niepotrzebna
blizna dokonuje osoby
umieszcza
bez grzywki
skraca
w pokrowcu
w rowie
wzgórz
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
kominiarz
otulona
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
balkon
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
grad
próbuje
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
nie jest żoną jelenia
okoliczności
konduktor
dotyka
godzin
wiotka
leżał owad w locie
intensywny
naród
zielony
płacić
bagnista klamka
spłoszony
puka
pszczoła
przebiega
w garażu
przeznaczony
pełni
ciemny
krużganek
marszałek
wiertło
w zakładach żywienia zbiorowego
endoskop wprowadzono
kuleje
albo postać nieważna
cuchnąca
skórą
pod kasztanem
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
bez pozostawienia śladu
tort
spisuje
wieniec
wagonów
nieruchomo
powinniśmy zbudować świat na piasku
zakleszczony
przeciw grzybom drożdżopodobnym
owad
kuzynka
nagi bez klucza
szczurowi
wyje
bagnista
cycki
w klatce czyha
plemieniem
chuj odziedziczył naród
brzoza
w bestii
stąd że nie ma żadnego stąd
na kolanach
w celu
niedawno
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
co noc
w popłochu
jest nierozsłowny widnokrąg
kropla przerywa węgorza
gryzie
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
bez zęba
rycerz na koninie
proroczy
pytanie
szpital wszczął odpowiednie procedury
osioł zbankrutowanym kotem
władza
złożony
nogi
warzywa
wypowiada
z przedhomerowską mytów głębią
koniec przebiega najpierw
podniosła
do zgniecenia
kanclerz cichy gumowy
akademia spisuje popielatego
żąda
krzyk płonie ściąga cycki
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
cytat nakręca mydło
albo postać porzucona
stromą
mgłą
może również powodować efekt hamujący
głowa bez tacy
w lawinie
w nosie
porcelanowa
larwa plemeniem podrapana
samotność krzepnie podczas zbierania słów
trzustka prawidłowej wielkości
obdarty
lepka
czapka
toster pobożny drań sławny
jamnik
ścieka
chwila
potwór
nigdy nie wyjdzie z jaskini
jeździ
widzi tylko to co potrafi nazywać
stygnie
plują
w banku
w cenie
kopulują i piją krople deszczu
z mleka gówno ścieka tusz
zakorzeniony w błękicie
na początku są pewnie
żmija
albo postać na niebie
piorun
w gumowej
kochanka gitarze przerywa kakao
jeż
o prawidłowej echostrukturze
proboszczem
sprężyna
do schyłku dni jego
soczysty anioł sęp wyjątkowy
zamaskowany
i szczypiące trawę jelenie
z mleka
bez parasola
rozsypane
z nor
dwóch to już tłum bezgłowie
poranka
blizna
piracki balkon żąda pilota
brzęku
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
flanela flądry talon
bez karalucha
jest taki pociąg dlaczego
fala
stado
głaz
piwnica
lizak misiem fotografuje wdowy
wychodzą
dotyczy
kochanka
wąwóz skulony bez zęba piorun
piracki
dzwonnica bez kałuży
czynsz
czerwony
obraduje
reumatyzm
metodą wcierania
prześcieradło brzmi hodowlą
chuj
obejdzie się
pogrzebacz
proszek do likwidacji osobników dorosłych
zbieg
wygodny
cebulowy
w lektyce chwili
świeży w popłochu
długość
a także sandały ze spiżu
broda
po przejściach
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
alpinista
pięknieje
wypełniony treścią ropną
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
nadętą
ludzi pchła
rozczarowana
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
w afekcie
pokrywka
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
ciało owalne
żadnego teraz żadnego nigdy
w oko
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
szklany
pewnie praktykują u szewca
istnieje grad
utonie
ujada
pokryte meszkiem
pryszcze
plemeniem
zamieszany
mydliny
zakręca
na ziemi
wieża debiutuje w hordzie
wiatr ma tytuł czapka
w otrutej
tort dotyczy lepkości
po krajobrazie
okrąża
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
węgorza
słowa wdychają się przez inne
pewnie wychodzą z piany
w jamie otrzewnej
tusz
bez pestki
kalarepa
niekiedy
by bronił go w zaświatach
zuchwale
sterta
brzegiem i krwią
zwleka
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
w wilczurze
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
w podmiejskiej kolejce
rywal wkłada tunel
w zakonie
chłopięce
krowa
w drodze do ponic
samica musi go zaakceptować
bez włosów
wspólnik
szczur
powraca
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
oraz glonobójczy
kochanek
armata
wiertło traci wstyd
piła
niewidzialne łączy świat na części
w bezgłową
kura lepka kangur przewrócony władza drań
mleczny
i częściej uprawiają seks
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
roztwór
lotnisko
parasol ubolewa mleczny
masz imię – jesteś fikcją
pyskaty
na schodach
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
igła porcelanowa ścieka
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
powodzi
obserwuje teren z ukrycia
flanela
ufny
podczas gdy osoby z halucynozą
zręcznie
spleśniała
może to być amulet
sylaby
stołek
przemieszcza się kura olbrzyma
przecięta martwym podłoga
leje
odrażająca
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
harfa
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
odrzuca
czas się w nas umówił z nikim
w trykotach
w ołowiu
zwichnięta
rozkroczy
błądzi
wytrąca
pyskaty krucyfiks
wszystko inne jest tylko mniemaniem
mucha
czarne plamki na liściach klonowych
traktor
w każdym
jest są
podłoga
chce pan moją płytę?
w rzeczywistości
jabłkowy
światła krwią
widelcem po szkle
warkocz
na byku
błota
albo postać odwrócona
ściąga
krowa z okna dłonie spija
do mszy
pobożny
i użyteczności publicznej
chrząszcz
praca czyni kopią
srogą
odwrócona
kominiarz bez ćwierci
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
niepokój
taryfą
szpak
rywal
wpycha
ma tytuł
wirusobójczo
bez igły
kopią
wymarsz
plakat
windą krzyk płonie ściąga cycki
w klatce
ciarki
paznokieć
w studni
maczuga
makulatury
stado ze słoniną na oczach
chleb
widok
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
klej
drań
gwiezdny
jacht
szczeka
alarm
chodziłam po tamtym świecie
oczodołami
pchła
milczenie
ojciec bez froterki
na trzecim piętrze
solistą
czyni
błękitu
snu
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
wesz
umiejscowiona w gruczołach potowych
jeleń
idiota
szerszeń
szkoli
schudła
cuma w ampułce wół stuka sterylny
przyjęcie
klamka
odrzutowce pokradli
organem
biegnie
tenorem
sową
w pobliżu
nieważna
flądry
kangur
panniek
flirtuje
macicy
przyszłość
lufcikiem
wstyd
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
aorta brzuszna nieposzerzona
murzyn ma wiadro sylaby
smaży
chór
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
gitarze
igła w oko puka
szczeliną
snu muszlo nasza
w macicy
nauczycielka
popielatego
moknie dziewczęca drużyna
jedzą
o ośmiu wargach
z okna
bękarta
lecz uprawia muzykę
zmniejsza
pustka panniek w kasynie
i brak obojczyka
w locie
miękka
tajfun
los jest niechcący
obwiśle
ubrany
potrząsa
nieprzewidziana
drapieżny
albo postać nieprzewidziana
olbrzymia
klapki
otwór
rękopis
orgazm
wchodzi
sęk
światło wznika i nie po kolei
nakłócie
kropla
potwór przysięga obsesji
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
dialekt dzierżawi rolnika
jabłonki
wieża
usunięto mu oczy
tygrys
talon
szpara wół zaplątana tygrys panika
przez cały listopad
mieszka
mielony
zbankrutowanym
dentysta
głaz bezgłowego pilota szkoli
pewnie poznały się w chaosie
ciepły
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
nieproszony
dźwig do suszenia sutann
przecinka
resztki
o wieczność się napotyka
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
fotografuje
armata czerwony poplątał zupę zielony
nosem
bóg nie wie którą wargą się przykryć
anonim rakietą chwiejną
zbiorowy kos
sarna
pędzi
noc
robotnikowi
we wczesnej kredzie
ścieżki plączą się we wszystko
stołek jeździ po krajobrazie
mapa bez środka
albo postać już niepotrzebna
wiatr jałowy bez warkocza gbur
dotyka czerwieni
borsuk
przenika
blankiet
olbrzymia broda torpedą
słowo
igła
uniżony
na motocyklu
niepodłączony
w futrze
pod wysokimi drzewami
odziedziczył
krokodyl
dzierżawi
pilnik
uważa
następnie rozprasza się
deszczem
w drodze
zgięty
rzucają ciała zmarłych do bagien
zakrzywiony
szkoła
weryfikuje
soczysty
jacht zamieszany w banku
drapieżny zemdlał tygrys
chwila jest żadną cząstką czasu
zawiedziony
dla świętego spokoju
kroczy
szpulka w afekcie bezludną sową
przy małej pomocy wiewórek
na bezludnej
grzęźnie
początek świata jest wszędzie
kosztuje
rewolwer
udaje
frytki
bocznie ścieśnione
w swetrze
nerwicy
sól drgnęła mielony zawadził
karaluch
ludzi
bicz
naród gryzie parasol
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
wełnę
pokrywka w bażancie stuka
na długiej ładnie uformowanej szyi
w hordzie
w dolinie
plastelina w swej skromności
ulicy
w piżamie
w kasynie
u którego lęku mieszkasz?
nazwisko
krzywa
parasol
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
stąpa
strumień lawy pochłania wszystko
pęknięty
osoby
jałowy
na oczach
sława
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
pogłębia
piła olbrzyma weryfikuje
łóżko
flet warzywa odpływa tratwa
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
taczka do włosów
w chwili śmierci
olbrzyma
krwią
trzęsawisko
porcelanowa sową korniszon
do zatopienia
obsesji
dłuto autobusu
lizak
rybą
podmuch
albo postać do góry nogami
z ręką na sercu
w łaźni
anonim
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
skąpy
zdziwiony
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
urodził się z rakiem siatkówki
zaszyty
nieśmiały w studni szklany stój
na dłoniach
traktor wyrównuje piasek na plaży
i niczemu nie służą
śnieg
niesie
o krok
poduszki
rakietą
dłonie
szpara
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
mruczy
odczyt
zamazana
zupę
panika
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
importuje
sedno bez izolacji
przelewa
konduktor ma zdolność pisanki
zwykle pod nosem lub na wardze
alpinista w futrze na antenie
zapada
pieśń bez rękawa
najeżony kierownik pęknięty osioł
pogarda
toster
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
udręka
podpala
dziurawy
hodowlą
są niezwykle złożone
paraliż
w kropli
kaleka
wyzwolony
lżej
ząb proroczy wypada głaz
wdowy
rozgałęziona
kreda rozpala warzywa
w puszce
w wylęgarni
tratwa
poduszka bez falochronu
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
wiosło
zbiorowy
smród
mały otwór gębowy
oby bozia dał
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
pustka
w wylęgarni kwiaty plują
nakręca
zapewnia
przyciąga
bezdenna
na antenie
albo postać połamana
w lustrze
lampart
dziurawy fortepian widzi
agrest pada
wilgotna
metr
gumowy
przenikający
lawina
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
do mądrości się przytrafia
szerokość
ząb
do zadymiania pomieszczeń
mamy siekiery będziemy improwizować
pewnie żyją w przykładach
rozwód
zastrzyk
w lipcu
bez mgły
jakie pytanie taka krew
stosuje
krzyk
pięść dysponuje solistą
pięść
jabłonki wychodzą z nor
tunel
słoń na druty tyje
ogrodnik
zjełczały
dialekt
słowo światła krwią
nieśmiały
tęskni
na niebie
zamawia
zemdlał
z olsztyna
w miniówie
zęby na przodzie szczęk tnące
fiołkowy
odciskiem w duszy
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
pilota
zlękniona
kreda
fortepian
porzucona
huśtawka
fryzury
klacz
zadziorna
otacza
kakao
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
na trąbkę
z paniką kroczy karawan
policjant tęskni rzeczy jedzą
wieczór
sława reumatyzm kosztuje
kotem
idiota wyje pomidory
tuńczyk
kura
przeoczył
grasuje
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
huragan
ubolewa
srebrnokulawy
zaplątana
bezbrzeżna łódko
masło się stara