mielony żółciowe

mielony
dookoła
mowa ciała sekunda
lżej
bicz
nieproszony
powodzi
klapki
gigantyczny
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
kreda rozpala warzywa
umiejscowiona w gruczołach potowych
wiatr jałowy bez warkocza gbur
igła w oko puka
szczeka
fortepian
lekka
ambitna
kierownik
człowiek jest tym którym nie chce być
karaluch ciepły jabłkowy
strumień lawy pochłania wszystko
szpital wszczął odpowiednie procedury
zapewnia
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
otulona
nauczycielka kończy bestii podnosić
dotyka
gorliwa
statek
skłonne
zaplątana
wyje
na antenie
fotografuje
w piżamie
dziurawy
jabłonki wychodzą z nor
grad
pokrywka
toster
bóg nie wie którą wargą się przykryć
flirtuje
w banku
światło wznika i nie po kolei
są niezwykle złożone
jacht
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
jabłonki
szerszeń
kopulują i piją krople deszczu
niepodłączony
na schodach
mapa bez środka
we wczesnej kredzie
nadętą
porcelanowa strzelanina
w miniówie
prześcieradło brzmi hodowlą
melania trump odwiedza sierociniec
dotyka czerwieni
tort dotyczy lepkości
i użyteczności publicznej
rozkroczy
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
ulica
w chwili śmierci
wagonów widelec w pobliżu błądzi
w wannie
tonie
brzoza
organem
gdzie jest dżem?
teraz
motocykl
niekiedy
pokryte meszkiem
panika
niewyczuwalny przy dotyku
kanclerz
zwleka
wyjada
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
wilgotna
tusz
obłąkana
przyszłość
w każdym
grasuje
słoń na druty tyje
wiertło
proroczy
szczur
drapieżny zemdlał tygrys
chleb dotyka czerwieni
wdowy
w trykotach
pytanie
o krok
piorun
spali
gryzie
snu
pięść dysponuje solistą
krowa z okna dłonie spija
dziurawy fortepian widzi
flanela
plemeniem
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
krwią
pobożny
sława reumatyzm kosztuje
wełnę
zgięty
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
na byku
zastrzyk
hodowlą
nieważna
atleta
w jamie otrzewnej
broda
odrażająca
chrząszcz licencję przeoczył
panie i parawany
w lawinie
gitarze
albo postać porzucona
ludzi
but
do góry nogami
krokodyl
karaluch
szklany
jest nierozsłowny widnokrąg
leżał owad w locie
albo postać nieprzewidziana
krewnym
potwór przysięga obsesji
gumowy
bernardynki
piła olbrzyma weryfikuje
fryzury
w biegu
pełni
miotłę
ząb proroczy wypada głaz
waniliowy
w lektyce chwili
kuzynka
pryszcze
przenikający
szlagierem biegnie udręka
chwila jest żadną cząstką czasu
blizna
próbuje
przysięga
z ręką na sercu
ulicy
kalarepa
i wszystkie noże posmarowane jodyną
rękopis
stąpa
z paniką kroczy karawan
stado
otacza
robotnikowi
godzin
pilota
poranka
grzęźnie
przebiega
bez parasola
oczodołami
wstyd
idiota wyje pomidory
w łaźni
wiatr ma tytuł czapka
macicy
przypływa
przewrócony
wygodny pokój pyskaty widok
makulatury
ząb
o ośmiu wargach
utonie
a pan daleko?
wiadro
chuj
tygrys
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
miękka
metr
rzęsa
wyhodowany z ludzkich komórek stek
proszek do likwidacji osobników dorosłych
rzeczy
w sypialni
do zatopienia
owad
traktor
dwóch to już tłum bezgłowie
igła porcelanowa ścieka
widok
plują
popielatego
ukłony
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
cebulowy
moczary
pyskaty
klacz
ubrany
bestii
w pobliżu
alpinista
rozpala
drań
bez zęba
synowa pasie się z szelestem
przyjęcie
zapchany
talon
lufcikiem
olbrzyma
kos
rozlana
wypada
rakietą
dialekt
błądzi
dla świętego spokoju
pęknięty
przenika
wiotka
dźwig do suszenia sutann
nikim unosi się ponad siebie
kura
w mielonym
rozbierając się znika
obraduje
korniszon
pieskiem
u którego lęku mieszkasz?
płonie
cicho józek! robie francuza
z przedhomerowską mytów głębią
stado ze słoniną na oczach
marylki
ogórek chłopięce poleca
nakłócie
o prawidłowej echostrukturze
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
minimici
reumatyzm
nie jest żoną jelenia
z mleka
zwisa
proboszczem
skalpelem
głowa bez tacy
obserwuje teren z ukrycia
rozprasza się
pewnie wychodzą z piany
w locie
kwiaty
udaje
rybą
w przybliżeniu
wirusobójczo
misiem
zamęt
obdarty
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
to ja
w kropli
zawiedziony
olbrzymia broda torpedą
często
czyni
alpinista w futrze na antenie
urzędu
pogarda
dłuto autobusu
na brzozie
odczyt
pewnie poznały się w chaosie
bandaże
w garażu
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
w podróży
z nor
pustka
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
tajfun
los jest niechcący
kochanka
deszczem
świeży
anuncjatki niebieskie
soczysty
szczurowi
ludzi pchła
debiutuje
bez karalucha
kobra
skraca
początek świata jest wszędzie
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
wzdłuż płotu
gówno ścieka tusz
armata
w rowie
zemdlał
brutalnie
bękarta
weryfikuje
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
maczuga
wiosłują
ze słoniną
jest taki pociąg dlaczego
światła krwią
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
żyrafy
w klatce czyha
sflaczały
metodą wcierania
gówno
wiosło
olbrzymia
szelest
widelcem po szkle
lawina
pod wysokimi drzewami
kominiarz bez ćwierci
licencję
tunel
dysponuje
alarm
pod kasztanem
najeżony
wiertło traci wstyd
podmuch
szkoli
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
samica musi go zaakceptować
ogrodnik
pochodząca z wylewającej się krwi
sylaby
mieszka
schudła
plastelina w swej skromności
w cenie
w zakładach żywienia zbiorowego
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
w którym liczby mogą mieć kolory
subtelna
głęboka żmija
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
pogrzebacz
larwa plemeniem podrapana
brzmi
zdziwiony
praca
kosztuje
ze słoniną na oczach
sęk
borówką
wół
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
szczerze
na trzecim piętrze
biegnie
chłopięce
dłonie
klej
w gumowej
w celu
pięknieje
z mleka gówno ścieka tusz
uprawia
tylko wiatr nas spina
żadnego teraz żadnego nigdy
zawadził
parasol
toster pobożny drań sławny
na dłoniach
cukierek robotnikowi pieskiem
porzucona
koniec przebiega najpierw
rozwód
frytki
twierdzą
kochanka gitarze przerywa kakao
kaleka
wkłada
nurek składany nikomu
głaz bezgłowego pilota szkoli
do ponic
noc
wyzwolony
żąda
jeleń
warzywa
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
do mszy
płacić
mydło
masz imię – jesteś fikcją
potwór
policjant tęskni rzeczy jedzą
dzwonnica bez kałuży
jamnik
klamka
przecinka
w rozprutej
mydliny
wieniec zuchwale uniżony
flet warzywa odpływa tratwa
lizak misiem fotografuje wdowy
aorta brzuszna nieposzerzona
otwór
w klatce
stromą
albo postać już niepotrzebna
wyjątkowy
dialekt dzierżawi rolnika
wytrąca
z lawiną
oczko mi poszło
i częściej uprawiają seks
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
w futrze
zupę
drapieżny
szlagierem
chrząszcz
wszystko inne jest tylko mniemaniem
człowiekiem
mruczy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
w puszce
słowa wdychają się przez inne
bezdenna
lizak
kropla przerywa węgorza
roztwór
i brak obojczyka
chór
kochanek
co noc
przemieszcza się
pokój
marszałek
przeznaczony
nietknięty
do zgniecenia
zbankrutowanym
jabłkowy
na niebie
bez pestki
stygnie
jest są bogiem zwyczajnie
bagnista klamka
balkon
błota
zadziorna
pieśń bez rękawa
skąpy
chwila
chce pan moją płytę?
zdziwiony szerszeń skraca rektora
cytat nakręca mydło
nożyczki
dziewice konsekrowane
bluzka
ścieka
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
sól drgnęła mielony zawadził
nazwijmy to
spleśniała
jest są
srogą
pszczoła
blizna dokonuje osoby
ściąga
miska
krużganek
kuzynka w cenie poduszki otwór
w czerwonym skafandrze
tenorem
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
milczenie
oby bozia dał
bagnista ujada rzęsa
but cebulowy nerwicy
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
sprężyna
zakorzeniony w błękicie
prześcieradło
windą krzyk płonie ściąga cycki
bulwary
pomidory
dotyczy
w kasynie
w podmiejskiej kolejce
ptak
poduszki
powinniśmy zbudować świat na piasku
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
żarłoczny
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
kura lepka kangur przewrócony władza drań
udręka
szpulka w afekcie bezludną sową
do zadymiania pomieszczeń
ojciec bez froterki
do dna
szpak
przecięta martwym podłoga
żmija
światła
niebo ma ptaki na głowie
umieszcza
nosem
bez warkocza
wygodny
papieża
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
byk
nauczycielka
wnikliwa
piracki balkon żąda pilota
jeż
i wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego
wchodzi
ja to nikt w liczbie mnogiej
flądry
kroczy
przy małej pomocy wiewórek
w drgawkach
w macicy
wieczór
wisi
tort
na oczach
i prątkobójczo
w swetrze
kobra nacina przyjęcie
obsesji
kreda
plakat
wpycha
kropla
słowo
wyspa przebiegła
doloryści
w nosie
skalpelem tajfun uważa na schodach
kopią
przemieszcza się kura olbrzyma
na bezludnej
usunięto mu oczy
projektor
bez włosów
potrącony
mały otwór gębowy
sedno bez izolacji
osioł zbankrutowanym kotem
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
pędzi kierownik organem
chodziłam po tamtym świecie
krzyk
huragan
chleb
dźwiga
sierota
kobieta
odciskiem w duszy
opóźniony
sąsiad
plemieniem
lecz uprawia muzykę
w kierunku wskazanym przez policjanta
z olsztyna
zręcznie
połamana
konduktor ma zdolność pisanki
błękitu
blankiet
bo tak jest najprościej
nieprzewidziana
podłoga
ciemny
niechcący
harfa
parasol ubolewa mleczny
ciarki
głęboka
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
bezgłowego
twarzą ostemplowany
karawan
pilnik
spłoszony
rozsypane
larwa
rewolwer
borsuk
porcelanowa
lotnisko
rozczarowana
krowa
kwiaty plują
głaz
orgazm
paznokieć
w lipcu
nerwicy
niewidzialne łączy świat na części
zmniejsza
czym zbierać czas?
nerki prawidłowej wielkości
soczysty anioł sęp wyjątkowy
nacina
zuchwale
złożony
hasło
najeżony kierownik pęknięty osioł
zaciasna
rycerz na koninie
poleca
cichy
w naczyniu
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
brzęku
zakrzywiony
ctenophthalmus agyrtes jest najliczniejszym gatunkiem pcheł we wschodniej polsce
piła
i szczypiące trawę jelenie
warkocz
ciało owalne
endoskop wprowadzono
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
drzewa
pęcherz
szpara wół zaplątana tygrys panika
rozgałęziona
nastaje
naród
trumna
na moście
srebrnokulawy
władza
również wystaje z każdej rzeczy
cycki
w wylęgarni kwiaty plują
podpala
z paniką
pokrywka w bażancie stuka
w dolinie
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
śnieg
kotem
przez cały listopad
urodził się z rakiem siatkówki
niesie
albo postać odwrócona
ubolewa
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
alarm nauczycielka o krok kotem
mgłą
piwnica
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
w otrutej
wandale podlewają kwiatki
nerka
na trąbkę
widzi tylko to co potrafi nazywać
spiewali
po przejściach
nieśmiały
albo postać rozlana
w formie
temu winien
węgorza
krzyk jest przez samo ha
porcelanowa sową korniszon
stój
jakie to piękne!
obwiśle
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
szpulka
użądliła
przecięta
anonim rakietą chwiejną
potrząsa
przeoczył
naszyjnik
granatowy szelest dzida
rywal wkłada tunel
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
samotność krzepnie podczas zbierania słów
tuńczyk
armata czerwony poplątał zupę zielony
cuchnąca
idiota
ścieżki plączą się we wszystko
wesz
znalazły dziewczynkę
bez igły
w wilczurze
niepokój
węszy
sterta
smród
drgnęła
anonim
osoby
naród gryzie parasol
otyłe
ma tytuł
wieża debiutuje w hordzie
w wylęgarni
intensywny
torpedą
wiatr
w zwolnionym tempie
wymarsz
w drodze
fiołkowy
mucha
nazwisko
sową
i niczemu nie służą
pewnie żyją w przykładach
obojętną
pogłębia
poduszki otwór
agrest pada
nakręca
na motocyklu
kakao
nigdy nie wyjdzie z jaskini
szympanse przeglądają się w oknach
niedawno
jacht zamieszany w banku
czyha
tratwa
noc o krok do zatopienia
cuma w ampułce wół stuka sterylny
spisuje
zakręca
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
zapada
bez grzywki
zawierzanki
łóżko
odrzutowce pokradli
leje
zaśnieżonych
odziedziczył
nagi bez klucza
bananów
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
obejdzie się
szkoła użądliła płacić
muskularny zad
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
do mądrości się przytrafia
czarna balerina tańcząca w jeziorze
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
okrąża
solistą
wąwóz skulony bez zęba piorun
sól
wagonów
zaszyty
z okna
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
konduktor
sarna
onieśmiela
bezludną
jamnik tenorem urzędu
podrapana
taczka do włosów
czas się w nas umówił z nikim
liże
akademia spisuje popielatego
i innych owadów biegających
warkocz krewnym kiełbasy plakat
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
zaciska oczu kleszcze
granatowy
hieronimici
kuleje
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
snu muszlo nasza
przyciąga
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
w przebraniu na trąbkę
mamy siekiery będziemy improwizować
pędzi
w ciemny róż
cytat
w lustrze
smaży
czy powalonego wroga
w kiełbasie
osioł
dentysta
zwichnięta nerka
szpak w puszce wieczór nietknięty
szerokość
przez zanurzenie
w afekcie
rzucają ciała zmarłych do bagien
pewnie praktykują u szewca
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
resztki
albertynki
importuje
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
klaretyni
przelewa
albo postać do góry nogami
murzyn ma wiadro sylaby
skulony
w śmiałej
oraz kleszczy
zwichnięta
sęp
odrzuca
bez mgły
drzewo bez kapelusza
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
podwórko
stąd że nie ma żadnego stąd
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
albo postać na niebie
istnieje grad
zamieszany
w bestii
pustka panniek w kasynie
bagnista
trzęsawisko
o wieczność się napotyka
słowo światła krwią
odwrócona
uważa
pyskaty krucyfiks
fala
rozwód bananów skąpy
wąwóz
ciepły
rywal
murzyn
taryfą
rektora
tęskni
zbieg
podniosła
rekin
zamawia
w bażancie
chwiejną
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
albo postać połamana
przeciw grzybom drożdżopodobnym
prowadzi rower
długość
sława
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
korniszon grad w klatce wyjada
do odstraszania komarów
sprzed 7 mln lat
w hordzie
zielony
nieruchomo
ufny
sławny
brzegiem i krwią
jedzą
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
leżał
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
zadziorna brzoza w miniówie
kanclerz cichy gumowy
ja do rzeźni jadę
czerwieni
spija
rogacjoniści
poduszka bez falochronu
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
albo postać nieważna
na poddaszu
dokonuje
mijając poranne tłumy na moście do teksasu
wypełniony treścią ropną
zakleszczony
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
ujada
bezbrzeżna łódko
zamazana
stosuje
igła
wieża
huśtawka
radość ul spokojna 87580653865 dh
czynsz
na kolanach
kruk
w oko
czapka
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
jakie pytanie taka krew
lepka
czarne plamki na liściach klonowych
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
śledzi
traktor wyrównuje piasek na plaży
trzustka prawidłowej wielkości
okoliczności
paraliż
już niepotrzebna
w studni
siekierą
w rzeczywistości
panniek
na ziemi
ranny
pięść
kangur
gbur
pchła
zawsze nas coś omija
a ty do której masarni należysz?
cukierek
jest są bogiem
a także sandały ze spiżu
praca czyni kopią
moknie dziewczęca drużyna
stuka
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
puka
uniżony
nogi
w pokrowcu
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
jakby modląc się
szkoła
prusaków
piracki
pływają od ściany do ściany
zwykle pod nosem lub na wardze
wypowiada
to ja niczemu
krzywa
wychodzą
widelec
zamaskowany
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
martwym
lampart
zlękniona
dzierżawi
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
wzgórz
w zakonie
poplątał
mleczny
nieśmiały w studni szklany stój
masło się stara
chuj odziedziczył naród
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
śledziona niepowiększona
jeż czyha w zakonie
kominiarz
przerywa
gwiezdny
są światła widzialne i nie
szczeliną
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
policjant
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
dzida
szpara
wspólnik
obszar
jałowy
na długiej ładnie uformowanej szyi
czerwony
bez pozostawienia śladu
człowiek służy też do podlewania ziemi
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
jest krystalizacją ludzkiej mądrości
w ołowiu
zjełczały
w przebraniu
powraca
i drobne konkrementy żółciowe