dziurawy szerszeń

dziurawy fortepian widzi
krwią
kwiaty plują
mały otwór gębowy
żadnego teraz żadnego nigdy
resztki
umiejscowiona w gruczołach potowych
bandaże
taryfą
słoń na druty tyje
podmuch
sedno bez izolacji
sflaczały
jabłonki
ptak
wirusobójczo
skulony
słowo światła krwią
do zatopienia
agrest pada
milczenie
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
onieśmiela
już wylądował?
stuka
dla świętego spokoju
statek
rękopis
lżej
usunięto mu oczy
w kropli
zgięty
dziurawy
w wylęgarni
szczurowi
w trykotach
snu
naszyjnik
stołek
w ołowiu
jamnik tenorem urzędu
koniec przebiega najpierw
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
karaluch ciepły jabłkowy
jest nierozsłowny widnokrąg
ujada
na bezludnej
murzyn ma wiadro sylaby
obdarty
skalpelem tajfun uważa na schodach
weryfikuje
sierota
dzierżawi
rektora
zamawia
wkłada
w lawinie
karawan
odciskiem w duszy
zadziorna
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
wełnę
przelewa
kos
grasuje
talon
larwa plemeniem podrapana
prześcieradło
pchła
gówno ścieka tusz
pokrywka
wychodzą
głaz bezgłowego pilota szkoli
a ty do której masarni należysz?
atleta
otwór
zmniejsza
cuma w ampułce wół stuka sterylny
przy małej pomocy wiewórek
nie jest żoną jelenia
wilgotna
w łaźni
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
grzęźnie
chce pan moją płytę?
teraz
borówką
martwym
krzyk płonie ściąga cycki
bóg nie wie którą wargą się przykryć
udaje
niesie
nacina
wyjada
sterta
bez parasola
pięść
osoby
bez grzywki
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
z lawiną
przecięta martwym podłoga
kakao
przenikający
ogrodnik
obejdzie się
dentysta
huragan
rozsypane
węszy
mowa ciała sekunda
proroczy
klapki
ufny
w rozprutej
lizak
rybą
stado
hodowlą
oby bozia dał
w nosie
bestii
los jest niechcący
puka
zakorzeniony w błękicie
wieża debiutuje w hordzie
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
krowa z okna
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
otulona
proboszczem
pod wysokimi drzewami
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
dialekt
i innych owadów biegających
wyje
flądry
debiutuje
plakat
ząb
poduszki otwór
w sypialni
zielony
wypada
w zwolnionym tempie
pryszcze
dłonie
bagnista
wypełniony treścią ropną
gorliwa
przyciąga
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
frytki
toster pobożny drań sławny
i brak obojczyka
dotyka
głowa bez tacy
warkocz
z mleka gówno ścieka tusz
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
w ciemny róż
żmija
potrząsa
przypływa
ma tytuł
lizak misiem fotografuje wdowy
wstyd
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
rozpala
chleb dotyka czerwieni
na niebie
synowa pasie się z szelestem
pięknieje
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
głęboka żmija
śledzi
taczka do włosów
sól
liże
na kolanach
na oczach
krowa
igła porcelanowa ścieka
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
albo postać porzucona
warkocz krewnym kiełbasy plakat
paznokieć
a pan daleko?
krzyk
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
mielony
cycki
spleśniała
rywal
kreda
ojciec bez froterki
bez pestki
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
przez cały listopad
szczeliną
but cebulowy nerwicy
jacht
wyhodowany z ludzkich komórek stek uroboros
chłopięce
wisi
pszczoła
samotność krzepnie podczas zbierania słów
kaleka
pobożny
fryzury
podłoga
panika
alpinista
zaciska oczu kleszcze
ludzi pchła
pogarda
balkon
tęskni
zbankrutowanym
stąpa
gwiezdny
obserwuje teren z ukrycia
zaszyty
skąpy
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
dotyka czerwieni
olbrzyma
dłuto autobusu
idiota wyje pomidory
w podróży
mapa bez środka
szklany
wiotka
policjant
alpinista w futrze na antenie
zupę
nożyczki
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
– taki jest mężczyzna
w locie
potrącony
zwichnięta
niebo ma ptaki na głowie
pewnie wychodzą z piany
są światła widzialne i nie
tusz
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
gbur
tygrys
pustka panniek w kasynie
miękka
pochodząca z wylewającej się krwi
twarzą ostemplowany
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
stromą
nadętą
nagi bez klucza
już niepotrzebna
w podmiejskiej kolejce
armata
nieważna
czas się w nas umówił z nikim
wiertło
gryzie
chuj odziedziczył naród
umieszcza
w chwili śmierci
lepka
w popłochu
zlękniona
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
błądzi
na początku są pewnie
broda
i drobne konkrementy żółciowe
soczysty anioł sęp wyjątkowy
wiadro
w bażancie
przyjęcie
drapieżny zemdlał tygrys
długość
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
porzucona
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
pędzi kierownik organem
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
w puszce
w wannie
porcelanowa sową korniszon
potwór przysięga obsesji
praca czyni kopią
rzucają ciała zmarłych do bagien
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
odwrócona
błękitu
pełni
wygodny pokój pyskaty widok
spali
stój
ludzi
moknie dziewczęca drużyna
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
podwórko
zdziwiony szerszeń skraca rektora
otyłe
zręcznie
tylko wiatr nas spina
marszałek
zamazana
solistą
i niczemu nie służą
co noc
stołek jeździ po krajobrazie
flirtuje
kanclerz cichy gumowy
strumień lawy pochłania wszystko
rekin
pyskaty
jest są bogiem
pieśń bez rękawa
z nor
chwiejną
wiosłują
trzęsawisko
w lustrze
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
przecinka
podrapana
mgłą
naród
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
bezbrzeżna łódko
rozwód
windą krzyk płonie ściąga cycki
bez pozostawienia śladu
spłoszony
kominiarz bez ćwierci
wspólnik
metr
ja to nikt w liczbie mnogiej
albo postać połamana
rozwód bananów skąpy
urodził się z rakiem siatkówki
granatowy
piła
poleca
pytanie
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
uprawia
trzustka prawidłowej wielkości
gumowy
w pobliżu
przenika
rewolwer
traktor wyrównuje piasek na plaży
ulica
chleb
kuzynka
chwila jest żadną cząstką czasu
rozgałęziona
skraca
sól drgnęła mielony zawadził
praca
panniek
blizna dokonuje osoby
noc o krok do zatopienia
spisuje
chwila
szczur
istnieje grad
chuj
macicy
w kierunku wskazanym przez policjanta
opóźniony
na długiej ładnie uformowanej szyi
piwnica
olbrzymia
śnieg
wół
klamka
w zakładach żywienia zbiorowego
tenorem
zamieszany
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
potwór
sława reumatyzm kosztuje
do odstraszania komarów
poduszki
w bezgłową
przez okno igielne
pęknięty
połamana
jeździ po krajobrazie
fortepian
jałowy
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
organem
mruczy
misiem
niewyczuwalny przy dotyku
gigantyczny
sławny
odziedziczył
chrząszcz licencję przeoczył
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
szlagierem biegnie udręka
w drodze
w bestii
szkoła użądliła płacić
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
pewnie poznały się w chaosie
najeżony kierownik pęknięty osioł
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
pływają od ściany do ściany
płonie
parasol
nurek składany nikomu
drań
odrzutowce pokradli
wyjątkowy
podpala
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
w formie
tratwa
słowa wdychają się przez inne
jeździ
gdzie jest dżem?
najeżony
wesz
na ziemi
nakręca
flanela flądry talon
nakłócie
żyrafy
obsesji
lawina
bicz
bagnista klamka
flet warzywa odpływa tratwa
we wczesnej kredzie
wytrąca
zbieg
spiewali
powraca
w lipcu
siekierą
u którego lęku mieszkasz?
węgorza
papieża
ranny
w śmiałej
rozczarowana
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
szpulka w afekcie bezludną sową
na brzozie
widelcem po szkle
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
bez włosów
i szczypiące trawę jelenie
poplątał
pustka
krużganek
nauczycielka
szkoli
kalarepa
zapchany
bo tak jest najprościej
brzęku
zakrzywiony
ubolewa
w drgawkach
korniszon
szczeka
i częściej uprawiają seks
do zadymiania pomieszczeń
żąda
pod kasztanem
reumatyzm
dysponuje
na byku
na antenie
endoskop wprowadzono
zawadził
kanclerz
tort dotyczy lepkości
w przybliżeniu
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
o prawidłowej echostrukturze
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
w pokrowcu
odczyt
wieniec zuchwale uniżony
do mądrości się przytrafia
czyni
obwiśle
tonie
zaciasna
mamy siekiery będziemy improwizować
kropla
konduktor ma zdolność pisanki
robotnikowi
czapka
motocykl
szelest
ja do rzeźni jadę
szpak w puszce wieczór nietknięty
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
ulicy
władza
srebrnokulawy
wiosło
przewrócony
blankiet
ambitna
pilnik
w garażu
niekiedy
paraliż
harfa
porcelanowa
torpedą
na schodach
alarm
przemieszcza się kura olbrzyma
blizna
mydło
kotem
leżał owad w locie
światła krwią
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
plastelina w swej skromności
w piżamie
aorta brzuszna nieposzerzona
zwisa
nogi
ogórek chłopięce poleca
bananów
toster
okrąża
brzegiem i krwią
w przebraniu
bez igły
ciepły
nieśmiały
znalazły dziewczynkę
słowo
sęk
bezludną
ukłony
zakręca
mleczny
albo postać odwrócona
utonie
waniliowy
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
wyzwolony
podczas gdy osoby z halucynozą
igła
sarna
w celu
przecięta
przebiega
pogłębia
w dolinie
srogą
kura
nerki prawidłowej wielkości
anonim rakietą chwiejną
pokój
krewnym
kuzynka w cenie poduszki otwór
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
leżał
na motocyklu
albo postać już niepotrzebna
ubrany
metodą wcierania
wandale podlewają kwiatki
przyszłość
ulica mleczny pełni niepokój
nieśmiały w studni szklany stój
cytat nakręca mydło
piła olbrzyma weryfikuje
dookoła
jakie pytanie taka krew
dźwiga
leje
rycerz na koninie
anonim
często
nieproszony
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
godzin
nazwijmy to
lotnisko
w wylęgarni kwiaty plują
maczuga
nerwicy
szkoła
bękarta
wiertło traci wstyd
na dłoniach
płacić
bagnista ujada rzęsa
jeż
igła w oko puka
bez mgły
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
uniżony
pomidory
rakietą
bez warkocza
osioł
lekka
drzewa
na poddaszu
jest są bogiem zwyczajnie
poduszka bez falochronu
grad
stosuje
zdziwiony
z paniką
szpara
flanela
dzwonnica bez kałuży
orgazm
rywal wkłada tunel
niewidzialne łączy świat na części
nosem
schudła
o wieczność się napotyka
kobra nacina przyjęcie
akademia spisuje popielatego
w drodze do ponic
ze słoniną
jeżeli jest może również
a następnie mózg
importuje
smaży
makulatury
porcelanowa strzelanina
śledziona niepowiększona
niedawno
błota
lufcikiem
sęp
niechcący
kangur
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
do zgniecenia
wieczór
kochanka
dotyczy
tajfun
nieruchomo
cytat
klej
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
nieprzewidziana
wąwóz skulony bez zęba piorun
w rowie
szpital wszczął odpowiednie procedury
o krok
spija
borsuk
temu winien
wagonów
zuchwale
w otrutej
następnie rozprasza się
owad
wchodzi
klacz
poranka
nerka
szpak
rozlana
albo postać nieprzewidziana
albo postać do góry nogami
jakie to piękne!
to ja
pędzi
ściąga
biegnie
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
plemieniem
z ręką na sercu
krowa z okna dłonie spija
byk
w cenie
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
piracki balkon żąda pilota
do mszy
łóżko
kobra
masz imię – jesteś fikcją
kreda rozpala warzywa
obłąkana
bez zęba
kopulują i piją krople deszczu
szpulka
zamaskowany
stąd że nie ma żadnego stąd
stygnie
odrażająca
człowiekiem
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
wymarsz
idiota
dzida
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
a na bokach stożkowe
bezgłowego
przysięga
udręka
początek świata jest wszędzie
przeznaczony
radość ul spokojna 87580653865 dh
z przedhomerowską mytów głębią
czarne plamki na liściach klonowych
ciemny
prusaków
piracki
dźwig do suszenia sutann
chrząszcz
stado ze słoniną na oczach
konduktor
skalpelem
w wilczurze
czerwony
jeleń
złożony
w zakonie
albo postać rozlana
deszczem
cukierek
we wschodniej jawie
uważa
zawiedziony
kochanka gitarze przerywa kakao
w biegu
przez zanurzenie
okoliczności
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
na trzecim piętrze
ścieżki plączą się we wszystko
brzoza
przeoczył
bez karalucha
but
obraduje
samica musi go zaakceptować
zawsze nas coś omija
dwóch to już tłum bezgłowie
proszek do likwidacji osobników dorosłych
trumna
kominiarz
z mleka
mucha
zapewnia
w miniówie
użądliła
tuńczyk
świeży w popłochu
brzmi
warzywa
osioł zbankrutowanym kotem
bulwary
zemdlał
bezdenna
podniosła
rozbierając się znika
albo postać na niebie
szpara wół zaplątana tygrys panika
kroczy
przeciw grzybom drożdżopodobnym
oraz glonobójczy
z olsztyna
fiołkowy
zadziorna brzoza w miniówie
jest taki pociąg dlaczego
i prątkobójczo
smród
subtelna
dialekt dzierżawi rolnika
pęcherz
gówno
lampart
miska
ze słoniną na oczach
w klatce
popielatego
urzędu
zastrzyk
zamęt
w afekcie
plemeniem
z paniką kroczy karawan
panie i parawany
niepokój
cebulowy
nauczycielka kończy bestii podnosić
snu muszlo nasza
wygodny
muskularny zad
oczko mi poszło
krokodyl
ciało owalne
sąsiad
wiatr jałowy bez warkocza gbur
powinniśmy zbudować świat na piasku
lecz uprawia muzykę
ciarki
obojętną
tort
soczysty
sową
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
po krajobrazie
widzi tylko to co potrafi nazywać
licencję
zaśnieżonych
albo postać nieważna
do dna
roztwór
jamnik
w banku
wiatr ma tytuł czapka
chór
wpycha
w kiełbasie
zwleka
cuchnąca
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
brutalnie
w jamie otrzewnej
w futrze
czynsz
obszar
huśtawka
kochanek
wagonów widelec w pobliżu błądzi
i użyteczności publicznej
jeż czyha w zakonie
widelec
zwykle pod nosem lub na wardze
w studni
jabłonki wychodzą z nor
człowiek jest tym którym nie chce być
pewnie żyją w przykładach
otacza
hasło
granatowy szelest dzida
mydliny
pokrywka w bażancie stuka
jest są
pogrzebacz
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
jedzą
w kasynie
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
również wystaje z każdej rzeczy
w rzeczywistości
drzewo bez kapelusza
niepodłączony
nastaje
szympanse przeglądają się w oknach
murzyn
mieszka
drgnęła
skłonne
masło się stara
powodzi
w hordzie
żarłoczny
czyha
a także sandały ze spiżu
cichy
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
jacht zamieszany w banku
głaz
w oko
wieża
szerokość
zaplątana
pięść dysponuje solistą
prześcieradło brzmi hodowlą
światło wznika i nie po kolei
widok
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
zapada
armata czerwony poplątał zupę zielony
kura lepka kangur przewrócony władza drań
dokonuje
pyskaty krucyfiks
wszystko inne jest tylko mniemaniem
pilota
noc
w naczyniu
krzywa
projektor
w swetrze
drapieżny
i wszystkie noże posmarowane jodyną
kopią
ząb proroczy wypada głaz
człowiek służy też do podlewania ziemi
o ośmiu wargach
larwa
czy powalonego wroga
kuleje
traktor
w każdym
to ja niczemu
sylaby
przerywa
głęboka
karaluch
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
ścieka
cukierek robotnikowi pieskiem
intensywny
rozkroczy
wieniec
w lektyce chwili
oraz kleszczy
fotografuje
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
kropla przerywa węgorza
wiatr
jabłkowy
pokryte meszkiem
rzeczy
wnikliwa
wypowiada
piorun
światła
twierdzą
w gumowej
zakleszczony
zwichnięta nerka
na trąbkę
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
przemieszcza się
sprężyna
próbuje
szlagierem
sława
fala
wzgórz
w macicy
olbrzymia broda torpedą
rzęsa
policjant tęskni rzeczy jedzą
to ten którego słowo karmi
bluzka
plują
nigdy nie wyjdzie z jaskini
pewnie praktykują u szewca
moczary
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
kosztuje
parasol ubolewa mleczny
melania trump odwiedza sierociniec
z okna
naród gryzie parasol
w mielonym
na moście
czerwieni
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
kruk
na imię mam
gitarze
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
w przebraniu na trąbkę
chodziłam po tamtym świecie
korniszon grad w klatce wyjada
wąwóz
miotłę
nietknięty
kwiaty
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
alarm nauczycielka o krok kotem
kierownik
szczerze
do góry nogami
w klatce czyha
zjełczały
wdowy
oczodołami
świeży
pieskiem
są niezwykle złożone
odrzuca
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
nazwisko
tunel
po przejściach
szerszeń