do gnoju

do mądrości się przytrafia
niebo ma ptaki na głowie
jahwe uzgodnił wszystko z wężem
anonim
kruk
klacz
uprawia
wymarsz
potwór przysięga obsesji
przypływa
lizak
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
flirtuje
zakleszczony
rozczarowana
w celu
przeoczył
milczenie
w sypialni
wypowiada
a ty do której masarni należysz?
klapki
porcelanowa strzelanina
pełni
wiatr
klamka
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
niewidzialne łączy świat na części
a pan daleko?
czerwieni
głęboka żmija
trzęsawisko
na długiej ładnie uformowanej szyi
na początku są pewnie
przyciąga
talon
z mleka
stuka
armata
chuj odziedziczył naród
wiosłują
kosztuje
powinniśmy zbudować świat na piasku
cuma w ampułce wół stuka sterylny
tusz
zwisa
teraz
na trąbkę
nigdy nie wyjdzie z jaskini
srebrnokulawy
przeznaczony
dotyczy
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
również wystaje z każdej rzeczy
mydło
zaciasna
pięknieje
istnieje grad
człowiek służy też do podlewania ziemi
na poddaszu
blankiet
zamaskowany
dziurawy
igła
twarzą ostemplowany
z paniką
władza
wyje
importuje
z okna
kochanka
porcelanowa sową korniszon
utonie
organem
statek
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
na motocyklu
rycerz na koninie
zemdlał
osoby
panniek
najeżony kierownik pęknięty osioł
zuchwale
larwa plemeniem podrapana
jest taki pociąg dlaczego
masło się stara
huragan
mapa bez środka
plemeniem
prusaków
zaciska oczu kleszcze
poplątał
rozbierając się znika
lampart
temu winien
w lektyce chwili
but
piracki balkon żąda pilota
flądry
naszyjnik
wypełniony treścią ropną
resztki
maczuga
krokodyl
prześcieradło
gorliwa
plakat
wygodny pokój pyskaty widok
dysponuje
bicz
stąpa
odciskiem w duszy
albo postać odwrócona
czarne plamki na liściach klonowych
krowa
złożony
w wannie
radość ul spokojna 87580653865 dh
bez igły
wyzwolony
paraliż
jeż czyha w zakonie
mucha
bagnista klamka
mielony
w ciemny róż
pieśń bez rękawa
na trzecim piętrze
w zwolnionym tempie
jacht zamieszany w banku
synowa pasie się z szelestem
alpinista
taryfą
brzegiem i krwią
wiatr ma tytuł czapka
szklany
korniszon
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
flanela flądry talon
kangur
wiotka
w miniówie
nogi
w gumowej
wełnę
borówką
wzgórz
kroczy
pogarda
wyjada
wandale podlewają kwiatki
ząb proroczy wypada głaz
szlagierem
praca czyni kopią
olbrzymia
stój
borsuk
fryzury
policjant
but cebulowy nerwicy
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
bez parasola
deszczem
bezdenna
kopią
przez zanurzenie
kreda rozpala warzywa
stromą
jest krystalizacją ludzkiej mądrości
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
subtelna
widelec
nieważna
powodzi
bezludną
ma tytuł
ogrodnik
o ośmiu wargach
porzucona
kreda
igła w oko puka
w lawinie
piwnica
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
obłąkana
o prawidłowej echostrukturze
w lipcu
do zgniecenia
motocykl
obsesji
onieśmiela
sprężyna
zaatakowany przez grupę członków milicji fano
światło wznika i nie po kolei
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
do mszy
krzywa
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
w każdym
smaży
bezgłowego
ulica mleczny pełni niepokój
ciepły
zaszyty
w oko
piorun
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
przemieszcza się
oczko mi poszło
puka
torpedą
wagonów
masz imię – jesteś fikcją
początek świata jest wszędzie
odczyt
niedawno
niekiedy
wypada
naród gryzie parasol
zakorzeniony w błękicie
wiadro
obdarty
gryzie
przysięga
traktor wyrównuje piasek na plaży
z ręką na sercu
zapewnia
nauczycielka kończy bestii podnosić
zawsze nas coś omija
we wczesnej kredzie
pokój
pilota
lekka
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
albo postać do góry nogami
usunięto mu oczy
kakao
czerwony
warzywa
brzoza
naprawę polski trzeba zacząć od kas samoobsługowych
ciarki
fortepian
czyni
roztwór
skalpelem
aby pokazać co rozumie przez opór
pewnie wychodzą z piany
w przebraniu na trąbkę
w przybliżeniu
ujada
światła
rozwód bananów skąpy
jakie pytanie taka krew
albo postać rozlana
mleczny
zmniejsza
odwrócona
pieskiem
flanela
lufcikiem
w piżamie
powraca
muskularny zad
cebulowy
dotyka czerwieni
soczysty
pod wysokimi drzewami
a także sandały ze spiżu
jabłonki wychodzą z nor
wieniec
bez karalucha
nerwicy
drapieżny zemdlał tygrys
anonim rakietą chwiejną
konduktor ma zdolność pisanki
broda
potrząsa
zlękniona
piła
nerka
twierdzą
widzi tylko to co potrafi nazywać
i brak obojczyka
wieniec zuchwale uniżony
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
uniżony
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
wół
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
stado
bez pozostawienia śladu
obszar
ciało owalne
wieczór
albo postać nieprzewidziana
nakręca
zręcznie
oczodołami
gwiezdny
spali
noc
fotografuje
o krok
najeżony
chrząszcz
sęk
ranny
i wyciek płynu mózgowo-rdzeniowego
bez warkocza
koniec przebiega najpierw
oraz kleszczy
ulicy
wiosło
błądzi
w swetrze
w locie
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
rozlana
wiertło
zjełczały
bo tak jest najprościej
w śmiałej
tonie
przenikający
jakby modląc się
drapieżny
olbrzyma
hodowlą
po przejściach
cytat
jako mistrz świata w spadaniu z drabin
tygrys
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
czynsz
krużganek
murzyn
w kierunku wskazanym przez policjanta
zawadził
okoliczności
rekin
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
leje
pęknięty
tęskni
w drgawkach
i niczemu nie służą
lecz uprawia muzykę
szkoli
poleca
ubrany
i szczypiące trawę jelenie
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
proszek do likwidacji osobników dorosłych
mruczy
jeździ
kobra
biegnie
zapada
bluzka
zakręca
kwiaty
i drobne konkrementy żółciowe
wpycha
granatowy szelest dzida
mamy siekiery będziemy improwizować
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
nietknięty
umieszcza
jedzą
obwiśle
stosuje
jabłonki
bagnista
waniliowy
dla świętego spokoju
nagi bez klucza
w garażu
owad
kopulują i piją krople deszczu
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
lawina
i prątkobójczo
ubolewa
pewnie żyją w przykładach
czyha
zamęt
dłonie
pogrzebacz
drgnęła
wchodzi
pomidory
potrącony
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
rektora
człowiekiem
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
słowa wdychają się przez inne
albo postać porzucona
drań
podniosła
endoskop wprowadzono
znalazły dziewczynkę
sierota
kominiarz
akademia spisuje popielatego
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
podrapana
granatowy
mgłą
ojciec bez froterki
gówno
sarna
widelcem po szkle
szczurowi
zapchany
cytat nakręca mydło
przecinka
miotłę
agrest pada
metr
igła porcelanowa ścieka
bękarta
w biegu
w bezgłową
plemieniem
traktor
sława reumatyzm kosztuje
w klatce
bandaże
rękopis
chleb dotyka czerwieni
schudła
chwiejną
zielony
próbuje
harfa
czym zbierać czas?
kanclerz cichy gumowy
świeży
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
rzeczy
w futrze
krzyk
kochanek
w łaźni
w rozprutej
nie jest żoną jelenia
toster
lepki ląd
w drodze
osioł
szczeka
do dna
uważa
do ponic
jacht
w wylęgarni
z mleka gówno ścieka tusz
sąsiad
w formie
potwór
plastelina w swej skromności
kochanka gitarze przerywa kakao
w cenie
w otrutej
zamieszany
pogłębia
papieża
na bezludnej
tuńczyk
nieśmiały w studni szklany stój
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
prześcieradło brzmi hodowlą
nadętą
z paniką kroczy karawan
w puszce
dłuto autobusu
przecięta
sól
dzida
obserwuje teren z ukrycia
żarłoczny
szpak w puszce wieczór nietknięty
długość
słoń na druty tyje
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
spisuje
mieszka
szpulka
żyrafy
zgięty
w rodzinie średniozamożnego pończosznika
przemieszcza się kura olbrzyma
ludzi
zamazana
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
wszystko inne jest tylko mniemaniem
człowiek jest tym którym nie chce być
kuzynka w cenie poduszki otwór
otacza
niechcący
brutalnie
wąwóz skulony bez zęba piorun
lepka
ząb
zaśnieżonych
jeżeli jest może również
kierownik
jest są
chodziłam po tamtym świecie
niepokój
oraz glonobójczy
niesie
karaluch
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
smród
bez mgły
pływają od ściany do ściany
już wylądował?
chwila jest żadną cząstką czasu
podłoga
tenorem
krzyk płonie ściąga cycki
pod kasztanem
ptak
ogórek chłopięce poleca
policjant tęskni rzeczy jedzą
degeneracja to kolejny ważny czynnik
zadziorna
w dolinie
leżał owad w locie
bezbrzeżna łódko
wieża debiutuje w hordzie
wdowy
w banku
podwórko
grzęźnie
w zakładach żywienia zbiorowego
chłopięce
rozgałęziona
drzewo bez kapelusza
albo postać na niebie
chór
ukłony
jamnik tenorem urzędu
murzyn ma wiadro sylaby
w rzeczywistości
sową
nacina
dzwonnica bez kałuży
dokument oferuje intymne spojrzenie na życie lochy
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
reumatyzm
nieśmiały
srogą
szelest
dookoła
zbankrutowanym
godzin
rzęsa
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
skraca
świeży w popłochu
nakłócie
dzierżawi
obojętną
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
zbieg
kropla przerywa węgorza
pięść dysponuje solistą
do góry nogami
chce pan moją płytę?
w nosie
gbur
w kropli
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
pewnie poznały się w chaosie
bóg nie wie którą wargą się przykryć
liże
śnieg
pustka panniek w kasynie
szpital wszczął odpowiednie procedury
alpinista w futrze na antenie
płonie
odrażająca
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
na brzozie
tort dotyczy lepkości
lotnisko
miska
moczary
piła olbrzyma weryfikuje
żmija
jest są bogiem
leżał
taczka do włosów
rywal
balkon
kaleka
lżej
miękka
windą krzyk płonie ściąga cycki
szpara
wkłada
tajfun
rozkroczy
w trykotach
wnikliwa
przyjęcie
kotem
snu muszlo nasza
mowa ciała sekunda
zawiedziony
głaz
przyszłość
solistą
drzewa
zakrzywiony
cukierek robotnikowi pieskiem
idiota
na schodach
krowa z okna
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
jałowy
żąda
krewnym
wesz
cukierek
podczas gdy osoby z halucynozą
popielatego
panika
w podmiejskiej kolejce
ścieżki plączą się we wszystko
krwią
w studni
na byku
odrzutowce pokradli
blizna dokonuje osoby
słowo światła krwią
jakie to piękne!
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
do odstraszania komarów
kwiaty plują
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
brzęku
fiołkowy
wilgotna
nazwijmy to
grad
odrzuca
poduszki otwór
bananów
i użyteczności publicznej
stado ze słoniną na oczach
ulica
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
alarm
jabłkowy
osioł zbankrutowanym kotem
węgorza
w czerwonym skafandrze
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
warkocz
jeż
kalarepa
wyjątkowy
otyłe
dziurawy fortepian widzi
misiem
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
intensywny
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
płacić
czy powalonego wroga
stołek jeździ po krajobrazie
zdziwiony
niewyczuwalny przy dotyku
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
są światła widzialne i nie
rzucają ciała zmarłych do bagien
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
ambitna
chrząszcz licencję przeoczył
rybą
nieprzewidziana
kobieta
niepodłączony
spleśniała
samotność krzepnie podczas zbierania słów
ufny
hasło
korniszon grad w klatce wyjada
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
opóźniony
ze słoniną
w jamie otrzewnej
w wylęgarni kwiaty plują
stołek
rakietą
praca
jamnik
przewrócony
panie i parawany
we wschodniej jawie
bez pestki
już niepotrzebna
kanclerz
kominiarz bez ćwierci
chwila
jest są bogiem zwyczajnie
noc o krok do zatopienia
zwleka
snu
fala
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
w kasynie
ścieka
zastrzyk
rozprasza się
sflaczały
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
tylko wiatr nas spina
śledziona niepowiększona
wspólnik
bez grzywki
pochodząca z wylewającej się krwi
z przedhomerowską mytów głębią
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
po krajobrazie
olbrzymia broda torpedą
cuchnąca
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
pyskaty krucyfiks
kuzynka
zupę
dźwig do suszenia sutann
zwykle pod nosem lub na wardze
ludzi pchła
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
dokonuje
nerki prawidłowej wielkości
karawan
poduszki
szerszeń
sława
w ołowiu
blizna
pszczoła
w naczyniu
w bażancie
i innych owadów biegających
odziedziczył
zwichnięta
otulona
idiota wyje pomidory
dialekt
użądliła
krowa z okna dłonie spija
ja to nikt w liczbie mnogiej
błota
marszałek
wiatr jałowy bez warkocza gbur
głowa bez tacy
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
często
poranka
podpala
w mielonym
wiertło traci wstyd
głaz bezgłowego pilota szkoli
kos
szczeliną
pustka
i wszystkie noże posmarowane jodyną
w klatce czyha
armata czerwony poplątał zupę zielony
w kiełbasie
zadziorna brzoza w miniówie
byk
prowadzi rower
paznokieć
do zadymiania pomieszczeń
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
spija
gdzie jest dżem?
przenika
cichy
sławny
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
w afekcie
pytanie
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
szczerze
tratwa
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
pokrywka w bażancie stuka
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
kura
gumowy
szpak
w pobliżu
o wieczność się napotyka
rozpala
nożyczki
bulwary
pędzi
parasol ubolewa mleczny
udaje
i częściej uprawiają seks
gówno ścieka tusz
warkocz krewnym kiełbasy plakat
na dłoniach
konduktor
przez cały listopad
melania trump odwiedza sierociniec
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
makulatury
proroczy
do zatopienia
szpara wół zaplątana tygrys panika
brzmi
mydliny
głęboka
albo postać nieważna
klej
bestii
na niebie
w przebraniu
nieproszony
przeciw grzybom drożdżopodobnym
szkoła
toster pobożny drań sławny
pobożny
wyhodowany z ludzkich komórek stek
w chwili śmierci
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
huśtawka
widok
w bestii
łóżko
szlagierem biegnie udręka
na antenie
pchła
gitarze
wąwóz
tort
przecięta martwym podłoga
rewolwer
kura lepka kangur przewrócony władza drań
samica musi go zaakceptować
los jest niechcący
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
okrąża
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
skąpy
w macicy
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
jeleń
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
naród
na moście
spłoszony
frytki
martwym
żadnego teraz żadnego nigdy
aorta brzuszna nieposzerzona
zdziwiony szerszeń skraca rektora
strumień lawy pochłania wszystko
bez włosów
gigantyczny
pokrywka
wirusobójczo
krzyk jest przez samo ha
urzędu
pilnik
albo postać już niepotrzebna
sterta
obejdzie się
kobra nacina przyjęcie
w lustrze
flet warzywa odpływa tratwa
przelewa
oby bozia dał
wzdłuż płotu
porcelanowa
spiewali
nauczycielka
jest nierozsłowny widnokrąg
w zakonie
debiutuje
szkoła użądliła płacić
pokryte meszkiem
atleta
stąd że nie ma żadnego stąd
to ja niczemu
sedno bez izolacji
nosem
trumna
na oczach
z nor
szerokość
robotnikowi
moknie dziewczęca drużyna
albo postać połamana
podmuch
z olsztyna
kuleje
grasuje
umiejscowiona w gruczołach potowych
projektor
czapka
czas się w nas umówił z nikim
mały otwór gębowy
rozwód
w podróży
bagnista ujada rzęsa
obraduje
na kolanach
otwór
ja do rzeźni jadę
u którego lęku mieszkasz?
przez okno igielne
dotyka
orgazm
przy małej pomocy wiewórek
rywal wkłada tunel
na ziemi
nazwisko
urodził się z rakiem siatkówki
w hordzie
lizak misiem fotografuje wdowy
słowo
pyskaty
skłonne
w rowie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
szpulka w afekcie bezludną sową
zaplątana
proboszczem
są niezwykle złożone
poduszka bez falochronu
skalpelem tajfun uważa na schodach
szczur
pryszcze
nurek składany nikomu
wieża
dźwiga
co noc
weryfikuje
nastaje
siekierą
pęcherz
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
światła krwią
dialekt dzierżawi rolnika
pewnie praktykują u szewca
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
kropla
wychodzą
jeździ po krajobrazie
sęp
dentysta
w pokrowcu
chuj
licencję
ciemny
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
zamawia
sylaby
sól drgnęła mielony zawadził
śledzi
urodzony jako leonard mcgurr
udręka
ściąga
szympanse przeglądają się w oknach
macicy
w wilczurze
metodą wcierania
pędzi kierownik organem
rozsypane
wytrąca
cycki
przerywa
chleb
wisi
pięść
zwichnięta nerka
alarm nauczycielka o krok kotem
parasol
piracki
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
błękitu
bez zęba
przebiega
połamana
plują
wstyd
z lawiną
skulony
stygnie
dwóch to już tłum bezgłowie
tunel
węszy
wagonów widelec w pobliżu błądzi
karaluch ciepły jabłkowy
larwa
wygodny
ze słoniną na oczach
nieruchomo
to ja
soczysty anioł sęp wyjątkowy
trzustka prawidłowej wielkości
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju