człowiek w studni

człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
potwór przysięga obsesji
pyskaty krucyfiks
w trykotach
niebo ma ptaki na głowie
jabłkowy
śnieg
wełnę
błękitu
krokodyl
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
poduszki
orgazm
metodą wcierania
traktor wyrównuje piasek na plaży
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
karaluch
karawan
deszczem
w klatce czyha
w przybliżeniu
noc
marszałek
zapada
głowa bez tacy
skórą
wstyd
szpulka
nagi bez klucza
alarm
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
nastaje
bo tak jest najprościej
wkłada
i niczemu nie służą
lotnisko
niesie
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
niewyczuwalny przy dotyku
szczerze
kwiaty
leżał
tuńczyk
kuleje
wilgotna
w zakładach żywienia zbiorowego
słoń na druty tyje
jeździ po krajobrazie
jamnik
wagonów
wyje
drapieżny zemdlał tygrys
prześcieradło
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
podniosła
odrzuca
flet warzywa odpływa tratwa
szkoli
w lipcu
szpak
i użyteczności publicznej
kroczy
kominiarz
w celu
kanclerz
bez karalucha
wiertło traci wstyd
w śmiałej
i szczypiące trawę jelenie
ogrodnik
pchła
odczyt
chleb
do góry nogami
puka
wiotka
szczeliną
początek świata jest wszędzie
w zwolnionym tempie
udaje
w bezgłową również
mapa bez środka
ludzi pchła
do dna
z nor
utonie
bananów
przelewa
przecinka
o prawidłowej echostrukturze
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
grzęźnie
użądliła
odrzutowce pokradli
chleb dotyka czerwieni
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
wpycha
moczary
rozsypane
stuka
snu
taczka do włosów
nadętą
rozpala
warkocz
krewnym
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
akademia spisuje popielatego
zwichnięta
spiewali
rozwód
krzywa
wieniec zuchwale uniżony
przenikający
balkon
głaz
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
na kolanach
przeoczył
albo postać już niepotrzebna
pytanie
chłopięce
windą krzyk płonie ściąga cycki
wagonów widelec w pobliżu błądzi
opóźniony
na brzozie
mydło
resztki
nieproszony
o wieczność się napotyka
pod wysokimi drzewami
młynarz w młynarce miauczy noc
widzi tylko to co potrafi nazywać
sól
gówno
rzeczy
policjant
proboszczem
niepodłączony
wspólnik
pewnie wychodzą z piany
kuzynka w cenie poduszki otwór
pokój
kanclerz cichy gumowy
łóżko
słowo światła krwią
chwila
obejdzie się
agrest pada
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
pędzi
chuj odziedziczył naród
w przebraniu na trąbkę
ścieżki plączą się we wszystko
pięść
popielatego
kakao
czy powalonego wroga
kura
leżał owad w locie
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
już niepotrzebna
trzęsawisko
atleta
wyjątkowy
błota
stromą
mgłą
wiatr ma tytuł czapka
zamawia
wandale podlewają kwiatki
pokrywka w bażancie stuka
z olsztyna
są światła widzialne i nie
gwiezdny
węzły są czymś powszechnym i zawiązują się spontanicznie
piwnica
z mleka
pustka panniek w kasynie
otyłe
ciemny
panika
wysycha z siebie
korniszon
nieśmiały
cebulowy
a także sandały ze spiżu
umieszcza
przez zanurzenie
w dolinie
kaleka
onieśmiela
borsuk
dokonuje
sarna
nieprzewidziana
but
kropla
szczurowi
dzida
stój
ubrany
płacić
dłonie
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
zaśnieżonych
jest taki pociąg dlaczego
plakat
zaszyty
zakręca
organem
najeżony
brzmi
z paniką
w podróży
taryfą
pogłębia
fotografuje
dysponuje
poplątał
mielony
uniżony
jabłonki wychodzą z nor
wół
jest nierozsłowny widnokrąg
miauczy noc
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
cukierek robotnikowi pieskiem
armata
stąd że nie ma żadnego stąd
w pokrowcu
bez zęba
flirtuje
pieskiem
wyjada
klapki
szczeka
fryzury
czyni
obdarty
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
idiota wyje pomidory
wchodzi
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
w każdym
sową
w kropli
gbur
wiadro
gumowy
do schyłku dni jego
pogrzebacz
zaciska oczu kleszcze
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
piła
murzyn
naród gryzie parasol
nie jest żoną jelenia
reumatyzm
niekiedy
zaciasna
wypowiada
kobra
dwóch to już tłum bezgłowie
leje
szkoła użądliła płacić
w ciemny róż
zwichnięta nerka
ubolewa
na schodach
w rozprutej
do odstraszania komarów
solistą
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
twarzą ostemplowany
w formie
człowiekiem
na trzecim piętrze
anonim
praca
kwiaty plują
dzwonnica bez kałuży
snu muszlo nasza
czynsz
popłoch
paraliż
wieża debiutuje w hordzie
alpinista
na trąbkę
krowa
w sypialni
masło się stara
jeździ
chrząszcz licencję przeoczył
spija
ja to nikt w liczbie mnogiej
papieża
jest są
albo postać połamana
dziurawy fortepian widzi
plastelina w swej skromności
chór
jeż czyha w zakonie
sława reumatyzm kosztuje
praca czyni kopią
w afekcie
roztwór
biegnie
ze słoniną
czerwieni
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
chrząszcz
połamana
przenika
nauczycielka
rywal wkłada tunel
z lawiną
lekka
klej
kosztuje
pobożny
w locie
wygodny pokój pyskaty widok
pyskaty
cukierek
w łaźni
mieszka
idiota
kominiarz bez ćwierci
szklany
kreda
odziedziczył
lizak
granatowy
gryzie
dotyka
jeż
naszyjnik
brzegiem i krwią
kruk
bagnista klamka
drapieżny
w kierunku wskazanym przez policjanta
igła
warzywa
do zadymiania pomieszczeń
prześcieradło brzmi hodowlą
lampart
umiejscowiona w gruczołach potowych
oby bozia dał
olbrzymia
sylaby
żyrafy
godzin
skąpy
igła porcelanowa ścieka
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
widelcem po szkle
w garażu
piorun
stado
w młynarce
zgięty
dentysta
wdowy
dźwiga
wiertło
frytki
siekierą
wąwóz
kierownik
sflaczały
ranny
zapchany
poduszki otwór
i drobne konkrementy żółciowe
bez igły
parasol
zakorzeniony w błękicie
nieważna
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
w puszce
a wieczność zmartwychwstanie
karaluch ciepły jabłkowy
pięknieje
podpala
krzyk
traktor
na długiej ładnie uformowanej szyi
sprężyna
porcelanowa sową korniszon
pęknięty
ulica
nieruchomo
alarm nauczycielka o krok kotem
w otrutej
rozgałęziona
szlagierem biegnie udręka
bóg nie wie którą wargą się przykryć
nieśmiały w studni szklany stój
w rowie
gitarze
szpara wół zaplątana tygrys panika
jakie pytanie taka krew
intensywny
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
soczysty anioł sęp wyjątkowy
porcelanowa strzelanina
i prątkobójczo
nie stoimy ze światem twarzą w twarz
sławny
zręcznie
czapka
borówką
wnikliwa
zawiedziony
nerki prawidłowej wielkości
miotłę
jakie to piękne!
we wczesnej kredzie
zapewnia
zamaskowany
lufcikiem
pod kasztanem
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
bulwary
skalpelem tajfun uważa na schodach
przysięga
subtelna
dzierżawi
zwisa
granatowy szelest dzida
miska
młynarz
do mądrości się przytrafia
cichy
albo postać nieważna
w jamie otrzewnej
bez mgły
srogą
rozlana
zamieszany
mleczny
bestii
pokrywka
przy małej pomocy wiewórek
dotyka czerwieni
krużganek
krzyk płonie ściąga cycki
synowa pasie się z szelestem
i wszystkie noże posmarowane jodyną
w wylęgarni kwiaty plują
odciskiem w duszy
na moście
niechcący
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
kuzynka
nerwicy
kochanka
pochodząca z wylewającej się krwi
rozkroczy
na bezludnej
zbieg
złożony
żarłoczny
huragan
otulona
cytat
lepka
świeży
wesz
w ołowiu
rękopis
zemdlał
gdzie jest dżem?
nerka
soczysty
światła krwią
aorta brzuszna nieposzerzona
toster pobożny drań sławny
w hordzie
węgorza
debiutuje
powodzi
flądry
na byku
co?
owad
i innych owadów biegających
klamka
zawsze nas coś omija
kochanka gitarze przerywa kakao
wąwóz skulony bez zęba piorun
macicy
flanela
bez warkocza
zamazana
bękarta
z okna
szerokość
drań
dialekt dzierżawi rolnika
przeciw grzybom drożdżopodobnym
o krok
talon
sedno bez izolacji
ciarki
toster
korniszon grad w klatce wyjada
sęp
brutalnie
koniec przebiega najpierw
w macicy
prusaków
rakietą
anonim rakietą chwiejną
kura lepka kangur przewrócony władza drań
czerwony
chwila jest żadną cząstką czasu
rozczarowana
importuje
podłoga
w wannie
zakrzywiony
zakleszczony
rewolwer
liże
obraduje
na niebie
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
zielony
dla świętego spokoju
tylko wiatr nas spina
sąsiad
jałowy
samica musi go zaakceptować
kropla przerywa węgorza
temu winien
bezbrzeżna łódko
szkoła
mydliny
stygnie
w bażancie
szlagierem
czas się w nas umówił z nikim
w rzeczywistości
nakłócie
tratwa
z mleka gówno ścieka tusz
smaży
obsesji
dziurawy
igła w oko puka
wypełniony treścią ropną
rycerz na koninie
ze słoniną na oczach
brzęku
tunel
rzucają ciała zmarłych do bagien
obwiśle
tort
przeznaczony
kopią
okrąża
projektor
chwiejną
samotność krzepnie podczas zbierania słów
spleśniała
znalazły dziewczynkę
obszar
piracki
ścieka
przebiega
albo postać porzucona
pewnie praktykują u szewca
weryfikuje
proroczy
lawina
żadnego teraz żadnego nigdy
skraca
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
nigdy nie wyjdzie z jaskini
jest są bogiem
zaplątana
jacht
a pan daleko?
w naczyniu
tenorem
w lektyce chwili
drzewa
kochanek
sól drgnęła mielony zawadził
bicz
kopulują i piją krople deszczu
również wystaje z każdej rzeczy
co noc
brzoza
rywal
tajfun
blankiet
zbiorowy kos
misiem
przyjęcie
wygodny
szpulka w afekcie bezludną sową
warkocz krewnym kiełbasy plakat
wymarsz
zbiorowy
w zakonie
strumień lawy pochłania wszystko
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
chodziłam po tamtym świecie
piła olbrzyma weryfikuje
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
olbrzyma
po przejściach
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
wieża
szpital wszczął odpowiednie procedury
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
odrażająca
mowa ciała sekunda
zastrzyk
pewnie poznały się w chaosie
na ziemi
oraz glonobójczy
drgnęła
zadziorna
rybą
rekin
na antenie
w nosie
osoby
wzgórz
cuma w ampułce wół stuka sterylny
ulica mleczny pełni niepokój
motocykl
proszek do likwidacji osobników dorosłych
nurek składany nikomu
bagnista ujada rzęsa
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
zdziwiony szerszeń skraca rektora
świeży w popłochu
panniek
szympanse przeglądają się w oknach
blizna
nacina
przyciąga
obserwuje teren z ukrycia
grad
krowa z okna
potwór
mucha
w bezgłową
tonie
gigantyczny
kos
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
zwykle pod nosem lub na wardze
jeleń
przecięta
a ty do której masarni należysz?
wiatr jałowy bez warkocza gbur
w mielonym
konduktor
milczenie
pięść dysponuje solistą
w wylęgarni
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
powinniśmy zbudować świat na piasku
w swetrze
bez parasola
w klatce
albo postać nieprzewidziana
wirusobójczo
pszczoła
z paniką kroczy karawan
odwrócona
trumna
nogi
w lawinie
tęskni
ujada
panie i parawany
i brak obojczyka
konduktor ma zdolność pisanki
hasło
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
ptak
pokryte meszkiem
przyszłość
bez grzywki
jamnik tenorem urzędu
kangur
podwórko
torpedą
zwleka
wiatr
noc o krok do zatopienia
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
przemieszcza się
parasol ubolewa mleczny
makulatury
najeżony kierownik pęknięty osioł
sęk
w cenie
śledziona niepowiększona
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
spisuje
krwią
władza
przecinka borówką stąpa karaluch zawiedziony
często
jedzą
okoliczności
ukłony
kotem
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
na dłoniach
larwa plemeniem podrapana
o ośmiu wargach
stado ze słoniną na oczach
ząb proroczy wypada głaz
wieczór
plują
plemeniem
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
zamęt
mruczy
słowo
otacza
cuchnąca
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
u którego lęku mieszkasz?
bluzka
tort dotyczy lepkości
potrącony
otwór
ludzi
urzędu
nożyczki
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
szelest
skulony
robotnikowi
albo postać do góry nogami
ja do rzeźni jadę
istnieje grad
zadziorna brzoza w miniówie
w drgawkach
w banku
drzewo bez kapelusza
wyzwolony
długość
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
hodowlą
szpak w puszce wieczór nietknięty
byk
cycki
uważa
wszystko inne jest tylko mniemaniem
paznokieć
widelec
dłuto autobusu
na oczach
z ręką na sercu
w bestii
ufny
masz imię – jesteś fikcją
albo postać odwrócona
fala
widok
w kasynie
podrapana
w kiełbasie
wytrąca
poduszka bez falochronu
zawadził
but cebulowy nerwicy
przecięta martwym podłoga
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
skalpelem
ma tytuł
dzida mruczy gryzie bluzka nieruchomo potrząsa szczerze zamazana
ojciec bez froterki
oraz kleszczy
pryszcze
milczenie oczodołami bez karalucha godzin
sława
ogórek chłopięce poleca
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
człowiek jest tym którym nie chce być
pogarda
piracki balkon żąda pilota
bezludną
pustka
mamy siekiery będziemy improwizować
dźwig do suszenia sutann
miauczy
harfa
w gumowej
nietknięty
udręka
wieniec
jest są bogiem zwyczajnie
czarne plamki na liściach klonowych
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
błądzi
moknie dziewczęca drużyna
bagnista
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
spłoszony
niepokój
na poddaszu
wiosło
dialekt
huśtawka
pełni
cytat nakręca mydło
porzucona
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
armata czerwony poplątał zupę zielony
głęboka
pęcherz
chuj
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
gówno ścieka tusz
metr
obłąkana
twierdzą
śledzi
larwa
na początku są pewnie
melania trump odwiedza sierociniec
nazwisko
nakręca
smród
człowiek służy też do podlewania ziemi
sierota
ściąga
wisi
próbuje
przemieszcza się kura olbrzyma
broda
skłonne
muskularny zad
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
dookoła
zmniejsza
spali
kobra nacina przyjęcie
wychodzą
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
wiosłują
statek
porcelanowa
głęboka żmija
tylko błędy są moje tylko szczątki niepowtarzalne
blizna dokonuje osoby
oczko mi poszło
w drodze
alpinista w futrze na antenie
dotyczy
w lustrze
stosuje
gorliwa
zjełczały
sterta
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
w wilczurze
jabłonki
ulicy
potrząsa
w biegu
pieśń bez rękawa
w piżamie
kreda rozpala warzywa
powraca
fiołkowy
do zatopienia
przewrócony
flanela flądry talon
rektora
stołek
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
pędzi kierownik organem
zlękniona
stołek jeździ po krajobrazie
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
jacht zamieszany w banku
pomidory
endoskop wprowadzono
płonie
olbrzymia broda torpedą
do zgniecenia
nauczycielka kończy bestii podnosić
węszy
bandaże
policjant tęskni rzeczy jedzą
grasuje
albo postać rozlana
miękka
waniliowy
głaz bezgłowego pilota szkoli
wypada
niewidzialne łączy świat na części
zupę
żmija
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
pilota
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
naród
rozwód bananów skąpy
bezgłowego
schudła
maczuga
światło wznika i nie po kolei
niedawno
w futrze
w przebraniu
zuchwale
po krajobrazie
bez włosów
szczur
bez pestki
szerszeń
żąda
oczodołami
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
uprawia
srebrnokulawy
pilnik
w oko
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
nosem
fortepian
podmuch
murzyn ma wiadro sylaby
z przedhomerowską mytów głębią
klacz
martwym
plemieniem
stąpa
osioł
kalarepa
w miniówie
poranka
pewnie żyją w przykładach
światła
bez pozostawienia śladu
przez cały listopad
albo postać na niebie
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
do mszy
krowa z okna dłonie spija
przerywa
zdziwiony
osioł zbankrutowanym kotem
ciepły
z mleka gówno
obojętną
tusz
słowa wdychają się przez inne
zbankrutowanym
licencję
tygrys
lżej
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
trzustka prawidłowej wielkości
przypływa
i częściej uprawiają seks
rzęsa
bezdenna
w podmiejskiej kolejce
na motocyklu
szpara
ambitna
chce pan moją płytę?
lizak misiem fotografuje wdowy
czyha
ząb
lecz uprawia muzykę
poleca
w pobliżu
w studni